Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Kropidło 2 » A gdzie Jego troska o… braci Chrystusa najmniejszych?
A gdzie Jego troska o… braci Chrystusa najmniejszych? niedziela, 4 Maj 2014, godz. 12:37

Gdy słyszę, że dzisiaj odwiedzi Wadowice kobieta, która po wysłuchaniu w mediach Mszy św. beatyfikacyjnej Jana Pawła II „cudownie” ozdrowiała, dochodzę do wniosku, że niepotrzebne są nam… szpitale, lekarze, apteki! Bo i po co? Wystarczy zerknąć na obrazek z wizerunkiem Świętego, poskarżyć się na chorobę i… zdrowie gwarantowane.

Ale czy na pewno?
Bowiem w tej „cudownej” historii nie rozumiem jednego…

Czy ta kobieta do czasu Mszy beatyfikacyjnej polskiego Papieża umierała opuszczona, bez pomocy rodziny i lekarzy? Jeżeli tak, to chyba powinna całą tą sprawą zająć się kostarykańska prokuratura? Wszak była to w takim razie tylko… zbrodnia, świadomie zmierzająca do uśmiercenia tej kobiety?
Jeżeli zaś była leczona farmakologicznie, a być może nawet onkologiczne, o czym ona sam nie wspomina, to czy słowa uznania nie powinny zostać skierowane do specjalistów, których z premedytacją pomija się w całej tej historii?

I właśnie dlatego chciałbym wiedzieć, a wiem, że nie znajdzie się żaden odważny dziennikarz, aby tej kobiety zapytać, czy kiedy widmo śmierci znowu zajrzy jej w oczy, będzie słuchała retransmisji Mszy beatyfikacyjnej, czy popędzi do najlepszych specjalistów w dziedzinie medycyny w swoim  rodzinnym kraju?

Co prawda, ja bywszy na ich miejscu nie podjąłbym się jej leczenia, no bo w obecnej sytuacji i w obliczu dawanego świadectwa nie śmiałbym przecież konkurować z medyczną mocą Świętego…

Zastanawia mnie w tym wszystkim jeszcze jedno…

Dlaczego Święty mając taką „moc” uzdrowił tylko jedną Kostarykankę, a obojętnie przechodzi nad śmiercią polskich niewinnych dzieci, choćby tylko tych każdego dnia odchodzących w nicość z oddziałów onkologicznych w całym kraju?
Bo potrafię zrozumieć, że nie „cuduje” nad starszymi, wszak mogli na Jego dobroć nie zasłużyć swoim życiem…
Ale żeby być tak obojętnym na los niewinnych, umierających bez Jego pomocy – a wręcz przy całkowitej Jego obojętności – dzieci?
Szczególnie Polskich dzieci?

No cóż, zdroworozsądkowe myślenie nie boli, tak samo jak nie szkodzą opowiadane dzieciom na dobranoc, nawet tym umierającym w Polsce na nowotwory… bajki!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT