Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » A jednak… polityczna „dziwka”!
A jednak… polityczna „dziwka”! piątek, 29 Czerwiec 2012, godz. 14:29

Materiałem „Polityczna „dziwka” tropi…Wyrobę!”, informowałem, że 13 lutego br., heros od podwórkowej propagandy złożył przed funkcjonariuszem KPP w Wadowicach, do protokołu ustną skargę o przestępstwie ściganym z oskarżenia prywatnego, o którym powziąłem informację, kiedy po wezwaniu mnie przez Sąd Rejonowy w Wadowicach na… posiedzenie pojednawcze, wyznaczone na dzień 31 maja 2012 roku, udałem się do sekretariatu Wydziału II Karnego, aby zapoznać się z aktami sprawy…
Gdy z tych akt dowiedziałem się, że heros poczuł się pomówiony moim stwierdzeniem, że nie tylko jest polityczną „dziwką” za nasze podatki, ale też, że szmaci się na godnie opłacane przez wadowicki ratusz zlecenie, w dniu 24 maja 2012 roku, złożyłem w tutejszym Sądzie wniosek o…
1. Odroczenie posiedzenia pojednawczego, wyznaczonego na dzień 31 maja 2012 roku.
2. Usprawiedliwienie nieobecności oskarżonego podczas posiedzenia pojednawczego wyznaczonego na dzień 31 maja 2012 roku, o odroczenie którego oskarżony wnosi.
3. Przesłanie oskarżonemu prywatnego aktu oskarżenia od osoby pokrzywdzonej.
4. Wystąpienie do Burmistrza Wadowic oraz Kalwarii Zebrzydowskiej o informację o wszystkich dochodach uzyskiwanych przez pana Marcina Płaszczycę (na podstawie umów o pracę, zleceń itp.), za lata 2010-2012, z budżetów tych Urzędów Gmin, a więc naszych – podatników.
5. (…).
W uzasadnieniu do przedmiotowego wniosku napisałem m.in.:
„… Po otrzymaniu wezwania na „… posiedzenie pojednawcze”, chciałem ustalić okoliczności i zarzuty, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć podczas przedmiotowego posiedzenia. Dlatego w dniu wczorajszym udałem się do sekretariatu Wydziału Karnego tut. Sądu, aby zapoznać się z aktami sprawy, a szczególnie z aktem oskarżenia.
Podczas tych czynności stwierdziłem, że w aktach sprawy brak jest jakiegokolwiek aktu oskarżenia. Są natomiast liczne notatki z sporządzone przez funkcjonariuszy Policji, na dodatek całkowicie zbędne, bo co w swoich materiałach funkcjonariusze KPP w Wadowicach potwierdzili, od początku wszystkim wiadomo jest – z mojego zresztą oświadczenia – że jestem właścicielem bloga wadowita24.pl oraz autorem wszystkich tekstów tam publikowanych, zresztą wiele podpisanych moim pełnym imieniem i nazwiskiem.

DOWÓD:
– oświadczenie z dnia 14 lutego 2012 roku, opublikowane na blogu wadowita24.pl. – w załączeniu.

Tak więc pan Marcin Płaszczyca okazał się być oszustem (naciągaczem funkcjonariuszy Policji i Prokuratury na bezcelowe a zarazem kosztowne działania), występując do organów ścigania o ustalenie autora bloga, który był mu znany od samego początku funkcjonowania bloga wadowita24.pl.
Dodam jeszcze, że po tym, jak przeniosłem swojego bloga na inny serwer, kiedy to właśnie z inicjatywy m.in. pana Marcina Płaszczycy, naruszając podstawowe prawa obywateli do informacji, Grupa Onet.pl zmierzała do zablokowania mojego tam funkcjonującego bloga: Wadowice24 – Polska, do dzisiaj, chociaż już nie aktualizowanego, ukazującego się pod adresem: http://wadowice-vadowita.blog.onet.pl/, to tam właśnie podałem informację, dlaczego od dnia 01 lutego 2012 roku, moi Czytelnicy muszą szukać mojego bloga pod nowym adresem, też podpisując tą informację imieniem i nazwiskiem.
I dodam, że swoimi, a nie jak czyni to pan Marcin Płaszczyca – „Marysiem” z Routersa.

DOWÓD:
– materiał z dnia 31 stycznia 2012 roku: „Jutro – 01 lutego 2012 roku, już tu nic nie poczytacie?” – w załączeniu.

Przechodząc do meritum.
Przez pana Marcina Płaszczycę stawiany mi jest, dodam, że w całości fałszywy, zarzut popełnienia czynu określonego art. art. 212 kk, który mówi:
„… § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. § 3. (…) Jednak §. 4. tego samego artykułu Ustawodawca wyraźnie nakazuje, że „… Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego”.
A ponieważ nie tylko ja nie zauważam tutaj okoliczności, która dla dobra interesu społecznego miałby spowodować objęcie czynów zarzucanych mi przez pana Płaszczycę, ściganiem przez oskarżyciela publicznego, dlatego wnoszę o przesłanie mi prywatnego aktu oskarżenia, który pan Marcin Płaszczyca winien złożyć w tutejszym Sądzie, a z którym nie zapoznałem się przeglądając akta sprawy: II K 184/12.

Stan prawny, o którym oskarżony pisze wyżej, potwierdza m.in. Prokuratura Rejonowa w Wadowicach, m.in. w postępowaniu z wniosku pana Bolesława Kota przeciwko panu Stanisławowi Kotarbie, treścią postanowienia o umorzeniu dochodzenia z dnia 29 lutego 2012 roku, wydanego w sprawie: Ds. 2511/11/D.

DOWÓD:
– postanowienie Prokuratury Rejonowej w Wadowicach, o umorzeniu dochodzenia z dnia 29 lutego 2012 roku, wydane w sprawie: Ds. 2511/11/D – w załączeniu.

Stan ten obrazowały też szeroko ponad regionalne i lokalne media, m.i. „Gazeta Krakowska” materiałem prasowym z dnia 16 kwietnia 2012 roku, zatytułowanym „Kocicho pomówił Kota” oraz portal internetowy wadowiceonline.pl.

DOWÓD:
– kserokopia materiału prasowego: „Gazeta Krakowska”, 16 kwietnia 2012 roku – „Kocicho pomówił Kota” – w załączeniu.
– wydruk materiału zatytułowanego: „Policja wytropiła Stanisława Kotarbę”, opublikowanego na portalu wadowiceonline.pl w dniu 05 kwietnia 2012 roku – w załączeniu.

Stąd nie mam wątpliwości, że pan Marcin Płaszczyca, utrzymywany m.in. z moich podatków, winien złożyć w sądzie prywatny akt oskarżenia, którego jeden egzemplarz winien być doręczony oskarżonemu wraz z wezwaniem na posiedzenie pojednawcze, aby mógł nie tylko zapoznać się z zarzutami, ale też ustosunkować do tych zarzutów.
Niestety, oskarżonemu nie tylko nie doręczono takiego aktu oskarżenia, ale też uniemożliwiono mu zapoznanie się z jego treścią w dniu wczorajszym, bowiem nie ma takiego aktu oskarżenia w aktach sprawy, z którymi oskarżony wczoraj się zapoznał.
Dlatego oskarżony, korzystając ze swoich praw, wnosi o przesłanie mu przedmiotowego aktu oskarżenia.
Bowiem postawione mi w notatkach policyjnych zarzuty niespornym pozostawiają, że w sprawie oskarżycielem prywatnym jest pan Marcin Płaszczyca, który w sprawie o przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego powinien wnieść do sądu i popierać akt oskarżenia jako pełnoprawna strona postępowania.
Wszak oskarżenie prywatne, to tryb ścigania przestępstw, w którym wniesienie i popieranie oskarżenia należy do pokrzywdzonego, zwanego tu oskarżycielem prywatnym (por. art. 59-61 k.p.k.), nie zaś do oskarżyciela publicznego.
Uprawnienie do złożenia prywatnego aktu oskarżenia wynika z bezpośredniego naruszenia bądź zagrożenia dobra prawnego czynem, który należy do katalogu przestępstw ściganych w trybie prywatnoskargowym:
a) umyślne i nieumyślne lekkie uszkodzenie ciała – art. 157 § 2 i 3 k.k.
b) zniesławienie – art. 212 § 4 k.k.
c) zniewaga – art. 216 § 5 k.k.
d) naruszenie nietykalności cielesnej – art. 217 § 3 k.k.
Zaś oskarżyciel prywatny, to rzekomo pokrzywdzony, który wnosi i popiera oskarżenie w sprawie prywatnoskargowej.
I tak jak wyżej, uprawnienie do złożenia prywatnego aktu oskarżenia wynika z bezpośredniego naruszenia bądź zagrożenia dobra prawnego czynem, który należy do katalogu przestępstw ściganych w trybie prywatnoskargowym: a) umyślne i nieumyślne lekkie uszkodzenie ciała – art. 157 § 1 k.k. b) zniesławienie – art. 212 § 4 k.k. c) zniewaga – art. 216 § 5 k.k. d) naruszenie nietykalności cielesnej – art. 217 § 3 k.k.
Bo właśnie status oskarżyciela prywatnego nabywa się m.in. przez wniesienie prywatnego aktu oskarżenia – art. 487-488 k.p.k.
Jednocześnie, oskarżony na pytania skierowane do Burmistrza Wadowic oraz Burmistrza Kalwarii o wysokość uzyskiwanych dochodów takich informacji nie uzyskał, bowiem pytani zasłonili się ochroną danych osobowych, pomimo, że od marca 2012 roku, umowy zlecenia i umowy o dzieło mają specjalną klauzulę. Wedle jej zapisów praca na zlecenie ratusza oznacza automatyczne ujawnienie danych osobowych.

DOWÓD:
– odpowiedź Sekretarza Gminy Wadowice, pana Marka Brzeźniaka na moje pytania zadane 05 kwietnia 2012 roku, o dochody z naszych podatków, uzyskiwane m.in. przez pana Marcina Płaszczycę – w załączeniu.
– materiał TVN Warszawa: „Ratusz odtajnia umowy”, który w ostatnim zdaniu nie pozostawia wątpliwości, że dochody uzyskiwane przez wszystkich budżetowych utrzymanków od marca br. są jawne, a ich ukrywanie jest po prostu przestępstwem – w załączeniu.

Dlatego oskarżony wnosi o wystąpienie przez Sąd, jeszcze przed wyznaczeniem kolejnego terminu dla posiedzenia pojednawczego, do obydwu przywołanych tu Burmistrzów (Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej), o informację, o wszystkich dochodach uzyskiwanych przez pana Marcina Płaszczycę, na podstawie umów o pracę, zleceń itp., za lata 2010-2012, z budżetów tych Urzędów Gmin, a więc z naszych wspólnych podatków.
Wszak to te informacje, w konfrontacji z fałszywymi informacjami pana Marcina Płaszczycy na portalu wadowice24.pl, o poczynaniach wadowickich i kalwaryjskich włodarzy, w całości potwierdzą, że w literackiej przenośni – co w tytule swojego materiału wyraźnie podkreśliłem opatrując przenośnię cudzysłowem – pan Marcin Płaszczyca jest polityczną „dziwką” finansowaną z naszych wspólnych podatków – które to stwierdzenie w całości podtrzymuję!
Szczególnie właśnie po konfrontacji materiału pana Marcina Płaszczycy zatytułowanego: „Odnalazło się 100 tys. zł Klinowskiego”, który treścią materiału „Polityczna „dziwka” za Wasze podatki” – oceniałem. Dodam, że bardzo rzetelnie, do której to oceny mam niezbywalne prawo. (…)”

W odpowiedzi na tak złożony wniosek otrzymałem z tutejszego Sądu m.in. tą złożoną przez herosa propagandy podwórkowej do protokołu ustną skargę o przestępstwie ściganym z oskarżenia prywatnego oraz zawiadomienie, iż w dniu dzisiejszym, 29 czerwca br., odbędzie się posiedzenie „… w przedmiocie rozważenia możliwości umorzenia postępowania”. Oczywiście moja obecność nie była obowiązkowa, zwłaszcza, że Sąd wyznaczył mi obrońcę z urzędu.

Dlatego w pierwszej kolejności pismem procesowym z dnia 14 czerwca 20012 roku, odpowiedziałem na zarzuty postawione mi przez herosa do onego policyjnego protokołu…

Może zbyt obszernie, ale zainteresowanym pozwalam sobie tą odpowiedź tu przywołać…

„… Po zapoznaniu się z zarzutami postawionymi mi przez Marcina Płaszczycę w dniu 13 lutego 2012 roku, do protokołu przyjęcia ustnej skargi o przestępstwie ściganym z oskarżenia prywatnego oświadczam, że jestem oburzony bezczelnością i obskurantyzmem właściciela i administratora portalu www.wadowice24.pl.
Może stawiający te zarzuty zapomniał, że ten jego portal, to polityczna tuba propagandowa, rodem wręcz z Białorusi, oparta na fałszywej moralności proratuszowej i prokościelnej oraz na zasadzie: „wszystko dobrze o nas, nic przeciwko nam!”?
Zastanawiam się więc, jak w postępowaniu przed Wysokim Sądem Marcin Płaszczyca zamierza udowodnić, że www.wadowice24.pl, nie jest portalem cenzorskim i to nie tylko w kwestii usuwania komentarzy niewygodnych dla wadowickich władz samorządowych ale też samego właściciela portalu – co udowodnię w stosownym czasie.
Wszak cenzura polityczna tego portalu nie dziwi już nikogo w mieście, w gminie, w powiecie.
Trudno też ukryć, że Marcin Płaszczyca służy wyłącznie tym, którzy mogą załatwić mu lepsze „zabawki”, opłacone z gminnego budżetu i lepsze miejsce w ratuszowej „piaskownicy”. Podobnie jak i to, że „chodzi” jak piesek przy nogach swoich ratuszowych pryncypałów, pisząc tylko to, co jest odpowiednie dla władzy i służy całkowicie fałszywej propagandzie ratuszowego „sukcesu”. Ten proceder na razie uchodzi Marcinowi Płaszczycy płazem, bowiem w Wadowicach rządzi tylko jedna siła polityczna z liderami, którzy nawet nie zmieniają się swoimi miejscami w tym wręcz mafijnym układzie!
I właśnie, aby ten stan nie uległ zmianie, aby społeczeństwo nie dowiedziało się prawdy o licznych – trzeba powiedzieć to wprost, bo są to czyny w pełni udowodnione – złodziejstwach na gminnym budżecie („rewitalizacja” ul. Karmelickiej, „rewitalizacja rynku dziesięć lat po poprzedniej „rewitalizacji” rynku, zakup ze środków budżetowych gminy nieruchomość w Kleczy dla burmistrzowej koleżanki, działki gminne oddane prywatnemu inwestorowi bez przetargu i oficjalnie za darmo, a nieoficjalnie? – to tylko niektóre), zamiast rzetelnego portalu prowadzonego przez rzetelnego dziennikarza, mamy www.wadowice24.pl, prowadzone przez – mówiąc bardzo sympatycznym językiem literackim – polityczną „dziwkę”, opłacaną sowicie z naszych podatków, za…
No właśnie – za co?
Za co Marcin Płaszczyca (i nie tylko) pobiera z naszych podatków pensję w wadowickim ratuszu jako… „doradca polityczny burmistrza”?
Za co jeszcze płaci Marcinowi Płaszczycy burmistrz Wadowic – Ewa Filipiak?
Za co płaci temu pseudo dziennikarzynie ościenny ratusz w Kalwarii Zebrzydowskiej?
Za „pieskie pełzanie” u stóp ratuszowych „panów”?
Oraz za radosne akceptowanie przez administratora portalu www.wadowice24.pl, tylko tych komentarzy, którymi ratuszowi płatnicy Marcina Płaszczycy plują na wszystkich, co widzą złodziejstwo i mają odmienne zdanie od lokalnych włodarzy?
Nie będąc polityczną „dziwką” a rzetelnym i uczciwym dziennikarzem, Marcin Płaszczyca powinien pokazać swoją prawdziwą twarz i stać przy prawdziwych wartościach demokracji, niezależnych od tego, kto jest u władzy i kto płaci…
Bo wolność, to szereg wartości i zasad nie opartych o przynależność polityczną czy religijną. Wartości, zasad i norm, które można ujmować tylko w warstwie ogólnoludzkiej – takiej, w której przekazuje się rzetelne fakty i wydarzenia, a nie „oddaje” politycznie budżetowemu płatnikowi, niczym właśnie ta polityczna „dziwka”. Wszak prawda o lokalnych zdarzeniach, aferach, budżetowych złodziejstwach, nepotyzmie drążącym ttejsze struktury władzy, nie należy do polityki, burmistrza, rzecznika prasowego czy ludzi o danych preferencjach polityczno-religijnych, tylko do ogółu społeczeństwa, które reprezentuje różne poglądy!
Ale widać Marcin Płaszczyca zapomniał co to honor, prawda, moralność, wyłączając z tej wyliczanki „moralność Kalego”, w której od dawna jest chyba najlepszy w regionie?
Uważam, że jeżeli dojdzie do tego postępowania karnego w trybie zwykłym, to w sposób dostateczny dowiodę prawdziwą „… wiarygodność, rzetelność zawodową oraz etykę” Marcina Płaszczycy, nie tylko po konfrontacji kolejnych materiałów herosa propagandy podwórkowej (którym został u mnie już dosyć dawno), z materiałami z innych źródeł, opisującymi aktualne wydarzenia w mieście i regionie, w danych okresach czasu, ale też po pełnej dokumentacji i zeznaniach kierownictwa i pracowników „Gazety Krakowskiej”, z której Marcin Płaszczyca został po prostu wyrzucony na tzw. „zbitą twarz”, właśnie za tę jego „… wiarygodność, rzetelność zawodową oraz etykę”…
Dlatego, tak jak nie zamierzam tutaj odnosić się do swojego materiału pt. „Polityczna „dziwka” za Wasze podatki” (który załączam do niniejszej odpowiedzi w dwóch wersjach: 1. czytelny tekst, 2. powiększona fotografia), bowiem jego treść jest na tyle czytelna, że – w konfrontacji z materiałem Marcina Płaszczycy: „Odnalazło się 100 tys. zł Klinowskiego” (też w załączeniu), dla którego mój materiał był odpowiedzią – potrafi obronić się sama…
Tak nie zamierzam też odnosić się do samego pojęcia „dziwka”, które zamknięte w cudzysłów (dziwnie przez Marcina Płaszczycę – tego podobno wiarygodnego, rzetelnego oraz etycznego „dziennikarza” – nie zauważany?), dla każdego rozsądnego, myślącego i znającego zasady polskiej pisowni czytelnika, w połączeniu z wyrazem – polityczna, daje obraz literackiej przenośni dla niemoralnego, uzależnionego od budżetowego wynagrodzenia, zachowania Marcina Płaszczycy.
Chociaż nie mogę nie wspomnieć, że dzisiaj dziwka, to już niekoniecznie dziewczyna zza wschodniej granicy, stojąca gdzieś przy trasie czy parkingu dla TIR’ów. Dzisiaj słowo to nabiera nowego znaczenia i nowego wydźwięku.
I występuje nie tylko w języku politycznym, w tym w licznych materiałach prasowych, które nieobce są wielu obserwatorom sceny politycznej, oczywiście za wyjątkiem Marcina Płaszczycy.
Bo dzisiaj dziwka, to m.in. ktoś (niekoniecznie kobieta)…
– kto drugiemu narobi nadziei, a potem ją odbierze.
– kto zapatrzony w siebie uważa, że jego plany i ambicje są ważniejsze od planów i ambicji bliźniego.
– kto mówi, że miłość jest najważniejsza, a kiedy napotyka ją na swojej drodze życia… wybiera karierę.
– kto chce, by wszyscy poświęcali mu mnóstwo czasu, a sam nie ma go dla innych.
– kto woli pieniądze od prawdy i rzeczywistości.
– kto chce wiele od życia, sam nic w zamian nie dając.
– kto żali się, że jest krzywdzony, a sam z premedytacją krzywdzi całe rzesze innych.
– kto chętnie wróciłby do przyjaciół, którzy się od niego odwrócili, ale nigdy do tych, od których odwrócił się on sam.
Dlatego zastanawia mnie, czy chociaż w jednym z podanych tu przykładów nie „mieści się” Marcin Płaszczyca?
Już na koniec zmuszony jestem jeszcze odnieść się do zarzutu opublikowania fotografii Marcina Płaszczycy, z napisem: „Polityczna „dziwka” za Wasze podatki”.
Bo sama fotografia, to ogólnodostępny plakat wyborczy Marcina Płaszczycy, z okresu wyborów samorządowych, wiszący na tamten czas na każdym płocie w mieście i tam przeze mnie sfotografowany…
A napis? To tylko naniesiony przeze mnie tekst, oddający rzeczywistość, której nawet sam Marcin Płaszczyca nie może zaprzeczyć przed Wysokim Sądem!
Dlatego, mając na względzie szerzące się w zastraszającym tempie budżetowe złodziejstwo, do którego trudno nie zaliczyć finansowania przez wadowickich włodarzy samorządowych wszystkich politycznych „dziwek” (bo to nie tylko Marcin Płaszczyca), aby sowicie opłacane z naszego wspólnego budżetu okłamywały lokalną społeczność i ukrywały tragiczną rzeczywistość, niesioną rządami lokalnej władzy, nie będę tu wnosił o umorzenie tego postępowania – pozostawiając rozstrzygającą decyzję w tej sprawie Wysokiemu Sądowi.
A, że postawione mi przez Marcina Płaszczycę zarzuty po prostu mnie obrażają, naruszają moją godność, moje człowieczeństwo, jak już podałem wcześniej – jeżeli Wysoki Sąd w dniu 29 czerwca 2012 roku, tego postępowania nie umorzy, będę składał przed pierwszą rozprawą wzajemny akt oskarżenia oraz wnosił o przyjęcie przez Wysoki Sąd całego wachlarza dowodów, w tym m.in. z materiałów Marcina Płaszczycy oraz lokalnych dziennikarzy, z dokumentów oraz z zeznań szerokiej rzeszy świadków; z kierownictwem „Gazety Krakowskiej” oraz władzami samorządowymi Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej oraz internautami, których komentarze Marcin Płaszczyca notorycznie cenzuruje na portalu www.wadowice24.pl – na czele.
Stąd to cała moja odpowiedź na zarzuty postawione mi przez Marcina Płaszczycę.
I tylko odpowiedź.
Bez żadnych wniosków na tym etapie postępowania.”.

I co oczywiste, stawiłem się też na dzisiejszym posiedzeniu Sądu…
Był również oskarżyciel prywatny, który już na samym wstępie dołączył do akt sprawy… prywatny akt oskarżenia… Na którego analizę szkoda mi czasu, chociaż łże w nim niczym bura suka…

Jako przykład podam tylko postawiony mi tam zarzut kradzieży jego fotografii z Internetu (w myśl zasady „sądzę ciebie wedle siebie”!), kiedy nie tylko dysponuje wiedzą, ale i z fotografii to wynika, że wykorzystałem jedynie to, co w kampanii wyborczej sam sobie porozwieszał w miejscach publicznych, na słupach i przydrożnych płotach…
No ale cóż, przecież temu w mojej ocenie polityczna „dziwka”, że… łże jak bura suka! I widać z prywatnego aktu oskarżenia, że nie tylko na finansowanym z naszych podatków portalu, w piśmie procesowym do Sądu również!

Ponieważ w trakcie dzisiejszego posiedzenia heros propagandy podwórkowej wnosił, aby Sąd kontynuował postępowanie a nie umarzał go, po czuje się przeze mnie pomówiony, po przerwie wyznaczonej przez Sąd na zapoznanie się przez oskarżonego i jego obrońcę z onym prywatnym aktem oskarżenia, wręcz zmuszony zostałem do zajęcia stanowiska, co do postawionych mi przez herosa tym aktem oskarżenia zarzutów…

W pierwszej kolejności podałem, że w całości podtrzymuję swoją ocenę politycznego „dziwkarstwa”, w niegodnych miana dziennikarza, działaniach oskarżyciela prywatnego.
W dalszej przedstawiłem i złożyłem do akt sprawy materiał dowodowy, który w sposób jednoznaczny wskazuje, że to właśnie polityczna „dziwka” na prowadzonym przez siebie komercyjnym portalu dopuszcza się czynów zabronionych przez prawo…

Posłużyłem się w zasadzie tylko dwoma przykładami…
Pierwszym był materiał politycznej „dziwki” zatytułowany „Edward Wyroba wychodzi z cienia”, gdzie opublikował bez mojej zgody fotografię wykonaną podczas sesji Rady Miejskiej, gdzie nie tylko poinformowałem onego, iż nie życzę sobie fotografowania mnie, a nadto w sposób dostateczny ten stosunek do autora fotografii wyraziłem uwiecznionym gestem! Sąd podzielił mój pogląd, że ustawa bardzo szczegółowo określa krąg osób publicznych, w którym mimo najszczerszych chęci nie znajdzie się ani blogera, ani przewodniczącego powiatowych struktur jakiejkolwiek partii.
Nadto na przywołanym tu materiale udowodniłem, że polityczna „dziwka” godnie opłacana m.in. z moich podatków, celowo i z premedytacją podała w treści nie tylko informacje z mojego życia prywatnego, ale też w taki sposób, który ma zdyskredytować mnie w oczach mieszkańców opinii publicznej.
Wszak nie można mieć wątpliwości co do intencji i zamierzonego celu autora, który z „dziwkarskim” uniesieniem informuje o moim procesie z oskarżenia publicznego (? – art. 212 kk.?), za rzekome pomówienie władz Wadowic… pytaniem, z jakich środków pokryte zostały koszty ich wycieczki wraz z rodzinami do Rzymu, informując, że zostałem skazany i straciłem mandat radnego, ale nie informując, że wyrok po bandycku wydał pseudo sędzia – Bakunowicz, który odrzucił wszystkie dowody, o przyjęcie których wnosiłem, w tym i te z rachunków za noclegi w Domu Pielgrzyma w Rzymie, paliwo do familijnych samochodów onych wycieczkowiczów i inne… Odrzucił, bo doskonale wiedział, że zapłacili za to wszystko podatnicy, co dzisiaj potwierdzają również świadkowie tamtego wyjazdu! Nadto, żeby było bardziej śmiesznie, ów Bakunowicz ogłosił przerwę w rozprawie, aby Kotarba z Flaszową dostarczyli wydruki komputerowe z ratuszowych operacji księgowych w tamtym okresie i… uznał je za wiarygodne, chociaż w drodze z ratusza do sądu „ktoś” przekreślił wydrukowane wartości finansowe oraz… dopisał nowe długopisem. I do dzisiaj żadna z tych dwóch osób nie odpowiedziała za fałszowanie dokumentów o znaczeniu prawnym oraz za działanie na szkodę wymiaru sprawiedliwości i oskarżonego.

Nie można mieć też wątpliwości co do intencji i zamierzonego celu autora, który rozpisuje się o moich służbowych stosunkach z byłą już posłanką, której nazwiska szkoda tu nawet wymieniać, o mojej publikacji na temat jej zachowań jako posła, ale celowo przemilcza fakt, że przez oną zostałem oskarżony za tę publikację („Byłem kierownikiem biura poselkiego…”)  
– jak przez polityczną „dziwkę” – o pomówienie i znieważenie, z których to zarzutów uniewinniły mnie prawomocnym wyrokiem krakowskie sądy.

Nie inaczej wypadają intencje i cele autora przy opisie procesu o „maszkarę”, wypacykowaną przez Filipiakową i jej poddanych sprayem, na podwórku ratusza, która wyglądem straszy do dzisiaj wyłącznie z zachowanych fotografii, bo chociaż w ocenie samego Kotarby miał to być „… święty obraz”
(chyba temu, że wypacykowany przez Filipiakową?), już do kolejnego pacykowania został brutalnie podarty na kilka kolejnych płócien, potrzebnych ratuszowym do… nowego pacykowania! Mogę w każdej chwili wskazać osoby, które jedno pijacie ślepie „maszkary” straszyło przez kilka dni i nocy w oknie ich własnego mieszkania.
Niestety, pisząc o ukaraniu karą grzywny, polityczna „dziwka” nie informuje też swoich zwolenników, że w sprawie tej wydane zostało postanowienie, którym Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej w całości odrzucił zarzut obrazy uczuć religijnych (poniżej w galerii)…
Dlatego reszty nie będę tu komentował, bowiem zostawię sobie co nieco do… odpowiedzi na Herosowy prywatny akt oskarżenia oraz do swojego wzajemnego aktu oskarżenia, bowiem nie mam wątpliwości, że polityczna „dziwka” będzie korzystała z oceny dzisiejszej decyzji (o której za chwilę) przez Sąd II instancji…

Dlatego dodam tylko, że drugim przykładem, którym posłużyłem się, aby przybliżyć Sądowi „dziwkarskie” zachowanie właściciela komercyjnego portalu, funkcjonującego na zasadach białoruskich, było działanie politycznej „dziwki” na szkodę moją, organów ścigania i sądu, kiedy po moim żądaniu podania numerów IP komputerów, z których pod tym samym materiałem ukazały się komentarze o moim stanie zdrowia, fałszywe w treści oraz informacji, że będę występował przeciwko tym autorom na drogę sądową… Wszak korzystając z prawa odmówił mi podania wskazanych numerów IP, zapewniając, że będzie w tej sprawie współpracował z organami ścigania…
Niestety, organy ścigania poinformował, że usunął komentarze wraz z numerami IP komputerów.
No cóż, lepszego dowodu na polityczne „zdziwczenie” herosa propagandy podwórkowej chyba już być nie może…

Na koniec, niejako w ostatnim słowie dodałem, że potwierdzam jak w materiale… „Był dziennikarz, została polityczna… „dziwka”!”, iż owszem, w całości uznaję, że kiedyś był (marny, bo marny, ale) dziennikarz… Dzisiaj pozostała tylko polityczna „dziwka”… Którą to ocenę podtrzymuję w całości!

Odbiegając na chwilę od dzisiejszego posiedzenia Sądu dodam, że w sprawie zniszczenia dowodów i działania na szkodę moją, organów ścigania i sądu, złożyłem do Prokuratury zawiadomienie o przestępstwie właściciela portalu, a nadto podjąłem działania (bo wadowickie organy podobno tego nie potrafią?) – aby znający się na tym fachowcy zabezpieczyli na serwerze kopie tamtego materiału wraz z wszystkimi komentarzami i numerami komputerów IP, z których zostały napisane…

I teraz finał…

Sąd po zapoznaniu się z prywatnym aktem oskarżenia politycznej „dziwki” oraz z moimi wyjaśnieniami i materiałami, które podczas odniesienia się do tego aktu oskarżenia złożyłem do akt sprawy, po ogłoszonej 10. minutowej przerwie wydał postanowienie o… umorzeniu postępowania.
Postanowienie nie jest prawomocne.
W terminie 7. dni od dnia wydania postanowienia Sąd sporządzi jego uzasadnienie i prześle je na adres stron postępowania. Od decyzji tej każda ze stron będzie miała 7 dni na złożenie zażalenia do Sądu Okręgowego w Krakowie, poprzez Sąd Rejonowy w Wadowicach.

Dlatego czy mogę mieć wątpliwości, że Sąd I instancji w całości podziela moją ocenę o właścicielu komercyjnego portalu, zwanym przeze mnie – i tylko przez grzeczność tak delikatnie – polityczną „dziwką”?
Chyba nie?

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT