Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Bezwzględna władza, budowana na ludzkiej litości – część I.
Bezwzględna władza, budowana na ludzkiej litości – część I. piątek, 9 Sierpień 2013, godz. 12:28

Od lipca do września, przy różnych okazjach będziemy wspominali 70. rocznicę likwidacji wadowickiego getta… By nieco przybliżyć tamtą historię, posłużę się m.in. fragmentem przewodnika śladami Lolka Wojtyły, swojego autorstwa…

Obecny teren Placu Bohaterów Getta obejmował do 1942 roku zabudowania dwóch ulic: Piaskowej od Mickiewicza po Marcina Wadowity i ulicy Krętej (lub Psiej ulicy), która była przedłużeniem Mydlarskiej i szła lewą stroną placu. Obie te uliczki na zapleczu rynku, były w tamten czas gęsto zabudowane maleńkimi domkami z drewna, uszczelnianymi mchem i ziemią, malowanymi wapnem i krytymi papą. Jeszcze w latach pięćdziesiątych stało ich tu kilka. Takimi pamiętają je nieliczni tylko Wadowiczanie.
Na terenie wielkości boiska piłkarskiego zamieszkiwało do 1942 roku w około 40. domkach prawie 200 osób. Taka kumulacja spowodowała, że to właśnie tutaj w 1942 roku okupant zorganizował obóz dla ludności żydowskiej. W tą ciasnotę i slamsowe ubóstwo wtłoczona została tragiczna historia wadowickich Żydów.

Przed wojną mieszkało ich w Wadowicach około 2000. Wielu z nich zajmowało poczesne miejsce w społeczeństwie i cieszyło się dużym autorytetem. Żydzi prowadzili ożywione życie kulturalne, oświatowe, polityczne i sportowe. Zresztą najstarsi mieszkańcy do dzisiaj wspominają słowa wypowiadane z arogancją do Polaków: „… wasze ulice, nasze kamienice”.

W 1942 roku, lewą stronę ul. Zatorskiej, całą ul. Krętą, Piaskową, Mydlarską i Głęboką wysiedlono. Tak powstało getto dla Polaków żydowskiego pochodzenia z całego terenu Nadskawia. Przy ulicy Zatorskiej, obok piekarni, była brama wjazdowa do getta, biuro i posterunek Judenrattu. Przez tą bramę, począwszy od pierwszego transportu do Bełżca w lipcu 1942 roku, poszli w swoją ostatnią drogę.

Była też druga, mała brama przy ul. Piaskowej od ul. Mickiewicza. Ulica Zatorska była przedzielona wysokim parkanem. Okna domów od ulicy były zabezpieczone deskami w których wycięto otwory (ok. 25 x 25 cm) naświetlające. Tak samo były zabezpieczone domy między Rynkiem, ul. Mickiewicza a ul. Piaskową. Mydlarska była wewnętrzną ulicą Getta, tak jak i Piaskowa oraz Kręta. W restauracji Ebla (róg Zatorskiej i Mydlarskiej) była stołówka. Przejście ul. Zatorską było tylko prawym chodnikiem, resztę zabezpieczał drewniany płot i strażnik. Jakie warunki życia panowały w getcie – nie trzeba chyba nikomu kto ma odrobinę wiedzy i wyobraźni wyjaśniać. Stąd ożywiony, nielegalny handel żywnością, by jeszcze trochę pożyć i handel wolnością, by nadal żyć.
10 września 1943 roku rozpoczęto ostateczną likwidację wadowickiego getta…
Nie kończąca się kolumna wadowiczan wyznania mojżeszowego kierowana była na boisko szkoły podstawowej przy ul. Sienkiewicza, gdzie pędzeni na zagładę musieli zostawić resztki swojego dobytku, zawiniątka, kosztowności itp., by stamtąd, odarci ze wszystkiego co mieli, łącznie z ludzką godnością, iść dalej w milczącym bólu na stację kolejową, z której w bydlęcych wagonach pozostała im tylko jedna droga – w kierunku Oświęcimia bądź Bełżca.
Większość z nich nigdy stamtąd nie wróciła, a pamięć tamtych wydarzeń upamiętnia pomnik i nieliczne mogiły indywidualne na miejscowym cmentarzu żydowskim.
Jednak wielu mieszkańców getta nigdy nie wsiadło do bydlęcego wagonu. A wszystko za sprawą Polaków (uznawanych przez Żydów za gojów), którzy z potrzeby własnego sumienia, a przede wszystkim z narażeniem własnego życia nieśli pomoc swoim dotychczasowym współmieszkańcom, ratując ich od niechybnej śmierci w machinie zagłady okupanta. Trudno w tym miejscu byłoby wymienić nazwiska zarówno niosących wówczas pomoc, jak i uratowanych, gdyż nawet na warunki prowincjonalnego miasteczka są to liczby trudne do ustalenia.

Niestety, wdzięczność za uratowane i trudne do policzenia żydowskie życia była prawie żadna…
W minionych czasach można było odnieść wrażenie, iż uznawali oni, że się im to po prostu od Polaków należało…
Co nasuwa się na myśl samo przez się, kiedy uświadomimy sobie, że tylko dwie osoby z terenu Wadowickiej Ziemi Żydzi uhonorowali Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata…

Jedną z takich osób jest śp. pan Stanisław Śliżewski, którego Instytut Yad Vashem odznaczył Medalem już pośmiertnie, chociaż dysponował wystarczającą wiedzą w tej materii na tyle wcześniej, iż mógł uczynić to jeszcze za życia pana Stanisława…

W czasie II wojny światowej mieszkał w Krakowie, gdzie pracował jako granatowy policjant. W pełni świadomy olbrzymiego ryzyka i grożącej mu kary śmierci, której cudem uniknął, ukrywał w swoim mieszkaniu kilka osób żydowskiego pochodzenia.
Jednym z uratowanych był Adolf Żabner, który po latach tak oto wspominał swojego wybawcę:
– Mieszkałem u niego w mieszkaniu przy ul. Zielonej 21. W tym mieszkaniu mieszkała z nami Zofia Korngold, która też była Żydówką. Mieszkanie miało trzy pokoje z kuchnią. W jednym pokoju mieszkało starsze małżeństwo, nazywali się Sznajderowie, w drugim pokoju mieszkał Austriak z Wiednia, nazywał się Oswald Bosko [w org. – Busko Osfald] i pracował w getcie w Krakowie, a w trzecim my.
Miałem wtedy młodszego brata, który był zamknięty w getcie w Rzeszowie. Prosiłem Stacha Śliżewskiego, aby w jakiś sposób go stamtąd wyciągnął. On się zgodził, pojechał do Rzeszowa, gdzie zgłosił na portierni Niemcowi, że ma tutaj Żyda, który mu nie chce oddać pieniędzy i prosił, żeby go zawołał. Strażnik go zawołał i oni się umówili, że Stach przyjdzie o ósmej wieczór pod getto i brat wyskoczy przez okno. Tak się też stało i po różnych trudnościach rano przyjechali do Krakowa.
Według ocalonego motywem działań Stanisława Śliżewskiego była wyłącznie chęć pomocy prześladowanym Żydom. Adolf Żabner wspomina:
– Śliżewski wychodził na zakupy, a myśmy mu dawali pieniądze, bo on ich nie miał, a my nie mogliśmy wychodzić, bo były łapanki. Pomagający cały czas ryzykował własnym życiem. Jak była jakaś wiadomość, że będą szukać Żydów, spaliśmy wszyscy razem w piwnicy. Stosunki układały się rodzinnie. Do nas oprócz nas, to znaczy mnie, mojego brata i Zofii Korngold przychodzili na noc i dzień inni Żydzi i tu się spotykali.
Ukrywanie nie byłoby możliwe bez pomocy współlokatorów, w tym mieszkającego z nimi Austriaka – żandarma, który dostarczał żywność dla głodujących w getcie.
Niestety, na wiosnę 1943 roku, zostali zdekonspirowani przez dawną służącą rodziny Zofii Korngold. Przyszła razem z gestapowcami. Aresztowano Stanisława i Zofię. Żabnerów nie było wtedy w mieszkaniu – uratowali się. Zofia zginęła zagazowana w Bełżcu. Stanisław Śliżewski przez prawie półtora roku był więziony w hitlerowskim więzieniu na ul. Montelupich. Dzięki Oswaldowi Busko uniknął śmierci.

W dniu ceremonii nadania Medalu przedstawiciel Instytutu Yad Vashem wyznał, i to na piśmie, iż jest im bardzo przykro, że pan Stanisław Śliżewski nie doczekał uroczystości przyznania mu tego jakże zasłużonego tytułu „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”.
Więc dobre chociaż tyle…
W imieniu polskiego Bohatera, w dniu 22 grudnia 2008 roku, odznaczenie odebrała Jego córka – pani Zofia Kraus.


Ale trzeba też przyznać, że nie wszyscy Polacy byli tak szlachetni, jak pan Stanisław Śliżewski…

Dlatego, tak samo jak nie da się już dzisiaj ustalić liczby tych szlachetnych, tak też nie da się ustalić również liczby tych, którzy w kościele dziękowali Bogu za dobry interes handlowy, zrobiony na tragedii Żydów.
I trzeba o tym mówić głośno, bo tego wymaga od nas historia…

Tu również z historycznego obowiązku dodam, że Honorowy Dyplom oraz medal nadany panu Stanisławowi Śliżewskiemu przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie, zajmują honorowe miejsce w Prywatnym Muzeum Przyjaźni Polsko-Amerykańskiej Zygmunta Krausa, zięcia pana Stanisława.
Tam też, pośród innych, znajduje się największa na naszym terenie ekspozycja judaików, pamiątek po wadowickich Żydach, na którą władze samorządowe Gminy Wadowice nałożyły ścisłą cenzurę, czego najlepszym dowodem są wydawane przez jeszcze burmistrza – nijaką Ewę Filipiakową – przewodniki o Wadowicach, prześcigające się w promocji nieistniejącego w mieście muzeum-widmo Michała nazwisk dwojga, przy ul. Mickiewicza 14 oraz całkowity brak informacji o jedynej w tym mieście placówce muzealnej, takiej z prawdziwego zdarzenia – tej Zygmunta Krausa, przy ul. Konstytucji 3 maja 23 A.

Po tamtym ostatnim transporcie okupant zezwolił na powolne zasiedlanie domów przez prawowitych właścicieli. Remontowano drewniane domki kosztem innych, resztę wyburzano i tak powoli znikała zabudowa między dwoma ulicami. Jeszcze w latach pięćdziesiątych stało tu parę lepianek. Ruiny rozebranych po likwidacji getta domów, były dla ówczesnego bardo młodego pokolenia doskonałym miejscem zabaw. Na gruzach przeszłości rodziło się nowe życie. Pustoszejący z roku na rok plac był miejscem zabaw, boiskiem piłkarskim, bazą dla drogowców, postojem furmanek.
Handel przywędrował tu około 1953 roku, kiedy z placu zrobił się jeden wielki sklep mięsny i rolny. Sukcesywnie też dowożono ziemi i tak podniesiono teren na dole o ponad metr w stosunku do dawnego poziomu. Tam były pierwsze, zadaszone stoiska handlowe. Później w dolnej części placu wyburzono ostatnie trzy domki i postawiono pawilon, a w górnej szalety miejskie.
Kilkakrotnie zmieniano powojenną zabudowę handlową „getta”, ale jego podstawowy charakter placu targowego pozostał.
Dlatego bywając tam, nawet w celach handlowych, mimo wszelkich animozji oraz rzeczywistości jaką niosą nam czasy współczesne, miejmy świadomość, iż jest to miejsce ostatniego pobytu społeczności, która przed II wojną światową uczyła nas – tak potrzebnego Polakom nadal – racjonalnego podejścia do życia.
A kiedy już przemierzymy Plac Bohaterów Getta i w dole ulicą Marcina Wadowity skręcimy w lewo, dojdziemy do pierwszej przecznicy, do ulicy Gimnazjalnej, której przed wojną głównym obiektem była okazała, górująca nad okolicą synagoga żydowska /nr 10/, jeden z najładniejszych obiektów galicyjskich Wadowic. Zbudowana została w latach 1885-1889, według projektu architekta Karola Korna, w stylu nowoczesnych synagog zachodnich. W 1940 roku została zburzona przez Niemców. Dzisiaj na na jej miejscu stoi przedszkole. Po drugiej stronie ulicy, za drzwiami z gwiazdą Dawida zabitą płytą wiórową, niszczeje jedna z niewielu już zachowana w oryginale kamienica pożydowska…

Nieco wyżej, przy skrzyżowaniu ulic Słowackiego oraz Żwirki i Wigury, możemy zobaczyć jeszcze też dobrze zachowaną kamienicę i resztki ogrodu Korna, żyda zasłużonego dla Wadowic, na którego dobrach „rozgościła się” kiedyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, a później jej historię z ogromną atencją, dzięki staraniom obecnego „operatora rady parafialnej” – Zdzisława Szczura, pielęgnował… NSZZ „Solidarność”!

Niestety, aby podsumować należy tu dodać, że okupacyjna historia Żydów, budziła w powojennym pokoleniu Polaków tak dużą litość, że nie zauważaliśmy nie tylko tego, że to właśnie Żydzi opanowują wszystkie dziedziny gospodarki na świecie, ale też – wedle różnych źródeł – około 75 % rządów we władzach ustawodawczych, wykonawczych i sądowniczych, czyniąc rdzennych mieszkańców po prostu swoimi niewolnikami…
Trudno również nie zauważyć, że zwłaszcza militarne działania państwa Izrael, niosą za sobą wielokrotnie cechy brutalnego… terroryzmu, starannie chronionego przez zależnych od żydowskiej finansjery amerykanów.


Szczegóły już wkrótce, w drugiej części materiału…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT