Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » Cuchnący, przestarzały „kotlet” w pseudo „muzeum”…
Cuchnący, przestarzały „kotlet” w pseudo „muzeum”… środa, 25 Luty 2015, godz. 13:15

0010Ze zdumieniem przeczytałem na portalu wadowiceonline jak to „… W niedzielę (22.02) w ramach ferii zimowych w Muzeum Miejskim odbyły się otwarte warsztaty dla rodzin „I ty możesz zostać drukarzem”, których głównym tematem było właśnie drukarstwo, zwłaszcza to sprzed kilkudziesięciu lat. Każdy kto odwiedził muzeum w godzinach od 12:00 do 15:00 mógł choć na chwilę zamienić się w drukarza i spróbować swoich sił w tej wcale nie tak prostej sztuce.
Na młodszych czekały szablony z wyciętymi już wzorami, które dzieci przy pomocy wałków namoczonych w kolorowych farbach odbijały na papier o różnej strukturze i wzorach. W ruch poszła także maszyna drukarska tzw. bostonka, pochodząca z końca XIX wieku, na której powielano świadectwa moralności, uzupełniane później gęsimi piórami maczanymi w kałamarzach z atramentem.”.

Durk ulotny - 001Dlaczego ze zdumieniem?
Bo zastanawiam się, kiedy dyrektor WCK, funkcjonującego za nasze podatki zrobi wreszcie coś sam od siebie?
Bo pokazywanie przez lata w formie multimedialnej tego wszystkiego, co w Wadowicach wspólnie z poprzednią ekipą rządzącą Wadowicami, po Karolu Wojtyle zniszczyli czy odświeżanie rzeczy dawno już pokazanych, a więc dzisiaj0005a cuchnących starością – przykładem właśnie to „drukarstwo”, to chyba zbyt mało jak na pożerany przez „muzeum” miejskie gminny budżet?

Zwłaszcza, że „pomysłodawca” cudzych pomysłów nawet nie zauważył nie tylko faktu, iż podobnymi warsztatami, podczas których też każdy „… sobie mógł” oraz okazałą wystawą, na której pokazano m.in. stare wydawnictwa, w roku 1995 koledzy Zygmunt Kraus oraz Andrzej Buś, przy udziale pisma „Nad SKAWĄ” uczcili 170. rocznicę powstania w Wadowicach pierwszej drukarni Józefa Pokornego.

Panie Dyrektorze, panie Burmistrzu!

Za tą kasę można było chociaż przypomnieć, że od tamtego wydarzenia mija właśnie 190 lat!
No, ale trzeba by to jeszcze wiedzieć… Czyż nie?

Może więc napiszę jeszcze raz – przypadająca w 1995 roku rocznica powstania pierwszej drukarni w Wadowicach” 1825 – Józef Pokorny, skłoniła kol. kol. Zygmunta Krausa i Andrzeja Busia oraz pismo „Nad SKAWĄ” do zaprezentowania dorobku miejscowej poligrafii, dziejów oficyn wydawniczych i częściowo księgarstwa. Bowiem Wadowice, w kręgu mniejszych ośrodków kulturotwórczego oddziaływania w Południowej Polsce, należały do nielicznych, które dysponowały własnymi środkami powielania informacji, obok Bochni, Jasła, Nowego Sącza, Rzeszowa i Tarnowa, stanowiących również siedziby władz „cyrkularnych” w pierwszej połowie XIX wieku. Późniejszy rozwój życia kulturalnego w mieście nad Skawą wyznaczył tutejszym zakładom drukarskim, oficynom wydawniczym, księgarniom i bibliotekom rolę bardzo znaczącą.
Nie inaczej jest w obecnym czasie, chociaż drukarnie już nie tamte…
Wyjaśnijmy sobie przy okazji pojęcie oficyny wydawniczej.
Rolę współczesnych wydawnictw (nabycie prawa publikacji dzieła, jej finansowanie) pełniły niegdyś drukarnie, rozprowadzające swoją „produkcję” we własnych księgarniach. Taki kształt tworzenia i dystrybucji książki posiadały również wadowickie firmy.

Edukacyjne walory pokazanej w 1995 roku wystawy nałożyły na Autorów obowiązek skrótowego przypomnienia dziejów książki i techniki drukarskiej poprzez prezentacje kilku starodruków, rycin, fotografii oraz elementów dawnego warsztatu poligraficznego.
Wszak pierwszy przekaz myśli słowem pisanym sięga w swych dziejach III tysiąclecia przed naszą erą. Zanim doszło do obecnej formy wydawniczej, czyli znanej nam książki bądź prasy w pierwszym stuleciu nowej ery pisano ręcznie na zwojach papirusu (Egipt, Grecja), kościach, deskach, odciskano na glinianych tabliczkach (Babilonia), zaciągano węzły na rzemykach (Peru), wreszcie kreślono zapis na cielęcej, owczej bądź koziej skórze, stosownie wyprawionej, czyli na pergaminie (Pergamon – Azja Mniejsza). Papier wynaleziony w 105 roku naszej ery w Chinach (Tsai-fun) dotarł do Polski dopiero w 1325 roku. Dokumenty, a i pierwsze druki uwieczniano tradycyjnie na pergaminie jeszcze w XV stuleciu.
Podobnie jak papier tak i druk „narodził się” w Chinach. Wpierw płyta kamienna, później drewniana – druk ksylograficzny
(868 rok). Tam też wynaleziono już w XI wieku ruchome czcionki, które pozwoliły realizować druk książek. Dla jednej pozycji wykorzystywano wówczas od czterech do pięciu tysięcy czcionek.

Rozwój drukarstwa nastąpił w wyniku wynalazku, jakiego dokonał Jan Gensfleisch – Gutenberg z Moguncji. W latach 1440-1450 skonstruował on przyrząd do odlewania czcionek oraz prasę do odbijania druków. Czcionki do czasów nam współczesnych wykonywane są ze stopu zawierającego ołów, cynę i antymon.
Pierwszym drukiem Gutenberga była wydana w 1455 roku Biblia.
Około 1500 roku działało już w Europie około tysiąca oficyn wydawniczych.
Na ziemiach polskich pierwszą drukowaną pozycję stanowił odbity przez wędrownego drukarza Kacpra Straubego w 1474 roku „Almanach cracoviense”.
Na książkę w języku ojczystym czekaliśmy do 1513 roku („Raj duszny”). Wcześniej, bo w roku 1475 – a więc 540 lat temu, pojawiły się w druku pierwsze polskie teksty modlitw. W gronie najwybitniejszych polskich drukarzy i wydawców w XVI stuleciu znaleźli się Krakowianie: Jan Haller, Hieronim Wietor, Florian Ungler, Maciej Wierzbięta i księgarz Marek Szarffenberg. Oficyny powstawały również w Wilnie, Poznaniu, a dopiero później w Warszawie.
Przypomnijmy sobie jeszcze, iż pierwsze czasopismo polskie, noszące tytuł „Merkuriusz Polski”, pojawiło się w Krakowie w 1661 roku.
Jako ciekawostkę podam, że ceny książek przed wiekami były ogromne: rękopis w VII wieku kosztował równowartość 120 hektarów ziemi ornej, zaś „Biblię” Gutenberga wyceniano na 400 dukatów.
Warto też wiedzieć, że książki drukowane przed 1500 rokiem noszą nazwę inkunabułów, a wydane przed 1800 rokiem – starodruków.

Mimo znacznego rozwoju poligrafii w Polsce, także w ośrodkach prowincjonalnych, wiedzy na jej temat jakoś nie starano się przybliżyć, co – jak pokazują obecne wadowickie „warsztaty” – trwa nadal.

0008Jednym z pionierskich przedsięwzięć w tej dziedzinie była właśnie tamta wystawa w roku 1995. Dała ona okazję nie tylko do pokazania pierwszych „maszyn” drukarskich, czy form realizacji druku na przestrzeni wieków, ale też do objaśnienia przynajmniej kilku podstawowych pojęć w tej dziedzinie.
Bo najdawniejsze formy druku należą do tak zwanych wypukłych (skład odciśnięty na papierze). Znany jest również druk płaski (rysunki na płycie metalowej lub kamiennej – litografia, staloryt – z farbą i powloką tłuszczu), wklęsły – miejsca drukujące znajdują się niżej powierzchni płyty – docisk, co potwierdzała pokazana na wystawie w 1995 roku akwaforta i rotograwiura.
Pamiętajcie również, że druk to nie jedynie tekst ale również ilustracja, której najstarsze formy, to m.in. drzeworyt i miedzioryt.

Do znacznie później wynalezionych technik drukarskich należy offset z 1904 roku i zastosowanie lumitypu (1953 rok: światłodruk, fotografia). Szczegóły powielania w technice offsetowej (pośredni druk plaski) poznali zwiedzający wystawę w 1995 roku, gdzie pokazano blachy cynkowe z powłoką gumową, z których na papier „przekładano” kolejne numery pisma „Nad SKAWĄ”.

0006Od czasów Gutenberga do obecnego stulecia przetrwał ręczny skład tekstu. Dokonywał go zecer, wybierając czcionki z tzw. kaszty. Kolumny druku łamał metrampaż. Dla składania tekstu maszynowo wynaleziono linotyp (1886 rok – odlew z linijki tekstu) oraz monotyp (1897 rok – odlew czcionki). Do odciskania tekstu z form służyły maszyny płaskie i rotacyjne (prasa). Czcionki składały się z główki – oczka i ścianek. Miały i nadal jeszcze w niektórych drukarniach mają różne rozmiary mierzone w tzw. punktach (0,37 mm). Najmniejszy to brylant – l mm, a największy – kwadrat – 18,04 mm. Na ich pełny zestaw składa się z 13 wielkości. Posiadają też, jak dzisiaj w formie komputerowej, różny „krój” – antykwa, szwabacha (niem.), nil, paneuropa itd. Warto wiedzieć, że pismo rozstrzelone – to popularna dzisiaj dzięki klawiszowi „spacja”, a w drukarni by ją uzyskać między czcionki wkładano ślepy materiał drukarski (justunek), zaś pochyłe, to kursywa. Należy tu również dodać, że w narodzinach książki istotną rolę odgrywały introligatory (np. „Elzewiry”).

W I połowie XIX wieku w Galicji Zachodniej i na pograniczu śląskim, obok oficyn krakowskich działały drukarnie w Tarnowie, Nowym Sączu, Bochni, Wadowicach i Cieszynie.
Wadowicką oficynę – jak już napisałem powyżej – 190 lat temu założył Józef Pokorny, przybyły z Czech i tam w zawodzie wykształcony. Po jego śmierci zakład prowadziła 0007jego żona – Joanna, drukując w 1848 roku nakładem Wadowickiej Rady Narodowej „Tygodnik Wiejski” (red. ks. W. Wąsikiewicz i A. Gorczyński). Wydawano też bardzo liczne modlitewniki. Od 1852 roku, przez kilka kolejnych lat firmą zajmował się Jan Sabiński.
W 1863 roku w wadowickim drukarstwie pojawiło się nazwisko Foltinów. Od ok. 1868 roku Franciszek Foltin, syn zarządcy dóbr ślemieńskich, prowadził już własną oficynę. Wydawał m.in. utwory o treści religijnej, klasyków, powieści przygodowe (m.in. „Robinsona Kruzoe”, utwory A. Mickiewicza, dzieła J.W. Goethego w tłumaczeniu A. Gorczyńskiego). Przy oficynie działa księgarnia. Foltinowie osiedli w kamienicy nr 10 przy Rynku (obecnie Pl. Jana Pawła II). Byli też właścicielami tartaku i wielu innych nieruchomości, m.in. budynku pod nr 24 przy ul. Wojska Polskiego, gdzie w 1892 roku sybirak Józef Kalinowski założył dom oo. Karmelitów Bosych.
0011Kontynuatorem dokonań ojca w dziedzinie poligrafii był syn Franciszek (od 1876 roku), absolwent wadowickiego gimnazjum, inżynier i ekonomista. Był bibliofilem, literaturoznawcą. Drukował nowości literatury polskiej, niemieckiej, francuskiej. Z oficyny Foltinów wyszła również słynna „Groszówka” W. Wielogłowskiego – elementarz dla szkół pospolitych (1863 rok) oraz „Legendy kościoła na Mucharzu”.
W znacznym stopniu podniosła się jakość druków, założono wypożyczalnię książek. Foltinowie osiągnęli znaczną pozycję w lokalnej społeczności poprzez swoje zasługi dla miasta (współzałożyciele Stowarzyszenia Rzemieślniczego „Zgoda”, Staży Pożarnej, T.G. „Sokół”, darowizna terenu pod stację kolejową i inne.). Ich oficyna wydała wiele druków, stanowiących źródła wiedzy o życiu Wadowic i okolicy w XIX wieku (statuły, regulaminy, druki okolicznościowe dla władz miejskich, szkół i organizacji społecznych). Firma posiadała własne pieczęcie, biblioteka – ekslibrisy.
0012Ostatnim z „dynastii” Foltinów – drukarzy i wydawców – był również Franciszek – wnuk, zarządzający oficyną w latach 1907-1936.
Starannie wykształcony, bibliofil, esteta, wspólnie z bratem Janem prowadził oficynę, w której ukazały się luksusowo wydane dzieła klasyków, 18 tytułów Emila Zegadłowicza, druki „Czartaka” i inne. Z drukarnią współpracował znakomity introligator Adolf Zadora, mieszkający i prowadzący swoją działalność na parterze budynku przy ul. Kościelnej 7
(pod mieszkaniem w którym urodził się Lolek Wojtyła).

Oficynę wydawniczą Foltinów przejął w 1936 roku Jan Zawiła – przenosząc jej urządzenia do budynku przy ul. Granicznej (budynek już nie istnieje, na jego miejscu wybudowano market „STOP”). W latach 30. ubiegłego stulecia pojawiły się również w Wadowicach drukarnie żydowskie („S. Kochane” – ul. Zatorska, „Splendide” – Rynek, „Sterlicht” – obok dawnej synagogi).
Hitlerowcy zlikwidowali wszystkie te oficyny, tworząc własną (w budynku Foltinów), pod zarządem Józefa Reissa. W 1939 roku, przy ul. 3 Maja (Lwowska, naprzeciw koszar), drukarnię założył Kazimierz Rudel – zięć Emila Zegadłowicza. On to, był ostatnim kontynuatorem wysokiego kunsztu edytorskiego, wadowickich oficyn.

W latach 1947-1949 zakład drukarski upaństwowiono, czyniąc go…

* * *

I mógłbym tak jeszcze długo…
Ale nie mnie za to płacą, tylko burmistrzowi miasta, który utrzymuje z naszych podatków nierobów żerujących na cudzych pomysłach, prawie nic samemu nie wnoszących do historii i kultury miasta oraz regionu…

Materiały historyczne tu publikowane – ze zbiorów autora.

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT