Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Czemu ma służyć fałszowanie historii i faktów?
Czemu ma służyć fałszowanie historii i faktów? sobota, 24 Październik 2015, godz. 14:16

Karol_Wojtyla_at_12Przecież Wojtyła nie tylko w swoim wadowickim okresie życia był normalnym zdrowym chłopcem i równie normalnym, zdrowym pod każdym względem młodzieńcem w okresie swoich lat gimnazjalnych. Jak każdy z jego kolegów miał m.in. dobre i złe chwile, pierwsze młodzieńcze miłości i jak każdy normalny chłopak, kiedy przesadził w konsumpcji, po prostu… rzygał.

Dlatego kiedy obejrzałem publikowaną obok kartę pocztową, a na odwrocie opis, które w swoim głupim zamiarze lokalnych „histeryków” i „enteligentów” dla gawiedzi materiały te przygotowujących, ma nie tylko fałszować historię ale też czynić Wojtyłę 0000świętym nawet przy obżeraniu się kremówkami, to po prostu ogarnia mnie śmiech…0000a
Wszak miejsce tego pomaturalnego obżarstwa i sam jego przebieg znany jest nie od dzisiaj i to z bezpośrednich relacji uczestników tego jednego z licznych incydentów w życiu Wojtyły… Uczestników, którzy mówili wprost nawet o tym nieszczęsnym rzyganiu, uznając przebieg tamtego spotkania na tyle zabawny, iż warto się z nim podzielić z innymi.
I taki opis znam również ja z relacji szkolnego kolegi Lolka /jak zawsze się o nim wyrażał/ na dodatek jednego z uczestników tego – jak sam je nazywał – „… wielkiego pożerania kremówek”. I na pewno nie u Hagenhubera!

Więc raz na zawsze przywołajmy prawdę historyczną, a nie bajkopisanie Pietrków od Wyrobca czy innych pożal się boże „histeryków” Wojtyłowego żywota

Mickiewicza 12cOtóż, zmierzając od strony wadowickiego Rynku w kierunku Andrychowa mijamy wejście na Plac Bohaterów Getta aby kilkanaście metrów dalej, po prawej stronie dostrzec kamienicę z numerem 12. To tu do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia była cukiernia rodziny Hernichów. Założył ją Franciszek Hernich, a potem kontynuował działalność ojca syn Antoni (1858-1927).
Z cukierni korzystała głównie młodzież z gimnazjum bo było tanio, dużo, a kiedy ubogim „żakom” brakowało pieniędzy – na kredyt.

I gdy podczas ostatnich odwiedzin w rodzinnych Wadowicach Papież mówił: „… a tam była cukiernia”, do której poszli po maturze na kremówki, to właśnie tę tanią, przystępną na kieszeń gimnazjalisty cukiernię wspominał, a nie jak próbują nam wmówić inni, elitarną i bardzo drogą na tamte czasy cukiernię Karola Hagenhubera przy Rynku, na której „wiedeńskie” przysmaki nie było stać i to nie tylko Wojtyły…
Nadto, gdyby tę cukiernię miał na myśli, to widząc przed sobą jej witrynę Papież nie powiedziałby „… a tam była cukiernia”
, ale bez wątpienia wskazując palcem /jak wskazał na księgarnię Foltina/ rzekłby „… o, a tu była cukiernia”.
Szczególnie, że wiadomym jest, iż tamtego niezapomnianego uśmiechu na twarzy Jana Pawła II, nie przywołało ani „alkoholowe wrażenie” ciastka
/co próbowano nam przez kilka miesięcy po tamtej wizycie wmawiać/ czy nawet jego cena, ale wspomnienie o zakładzie maturzystów, co do ilości zjedzonych kremówek… Zakładzie opłakanym dla młodego Wojtyły w skutkach…

Bo prawdą w opisie na pokazanej tu karcie jest, że zakład ów wygrał ten jego uczestnik, który pochłonął 16 kremówek. Nieprawdą jest natomiast, że Wojtyła zjadł ich tylko 10, zajmując tym wynikiem drugie miejsce…

Wojtyła bowiem, tak jak w nauce i u Henricha był „prymusem”Zeżarł aż 17 kremówek! Został jednak zdyskwalifikowany, bo jego przewód pokarmowy nie zdzierżył „ciężaru” mdłej masy i po prostu całą swoją konsumpcję… zwrócił, a mówiąc wprost – wyrzygał!

Czy to jednak czymkolwiek uwłacza jego godności?

Nie! Po prostu organizm Wojtyły zareagował jak zareaguje organizm każdego z nas, kiedy będziemy obżerać się do wywołania mdłości. Też pójdziemy zwrócić całą wcześniejszą konsumpcję!

Więc po co tę historyczną już wiedzę o cukierni fałszować a prawdę o „cofkach” Wojtyły ukrywać?

Ale czy tylko ta wiedza jest w Wadowicach fałszowana?

Kiedy prowadzono remont kamienicy Żyda Chiela Bałamutha (1872-1942), w którego kamienicy w roku 1920 urodził się Karol Józef Wojtyła, zapewniano nas, że budynek odzyska swój wygląd właśnie z tamtego okresu. Że będzie wiernym odzwierciedleniem kamienicy z okresu międzywojennego.
skanuj0097Jak wyglądało dzisiejsze wejście do „Wojtyłowego muzeum” w latach, które miały zostać tej kamienicy przywrócone kosztującym kilkadziesiąt milionów złotych remontem, pokazuje fotografia obok. Nie ulega więc wątpliwości, że z miejsca urodzenia przyszłego papieża za te kilkadziesiąt milinów złotych uczyniono dom medialnej rozrywki na wzór kamienic… spod „czerwonej latarni”, który niczym, nawet klimatem tego miejsca nie nawiązuje do historycznego charakteru tej żydowskiej, przedwojennej kamienicy. Dla mnie /i z tego co wiem – nie tylko/ wygląda po prostu jak kosztowny holenderski… „gabinet masażu”!

Kościelna 4_1Podobnie rzecz ma się z budynkiem przy ul. Kościelnej 4, gdzie w latach przedwojennych mieściła się mleczarnia Alojzego i Marii Banasiów, a w niej jadłodajnia. To tu po śmierci swojej Matki (1932), stołował się wraz z ojcem Karol Wojtyła.
Syn właścicieli – Jan, był szkolnym kolegą Karola juniora, zginął w obozie koncentracyjnym Miranda Ebro.
Budynkowi nigdy nie przywrócono jego dawnej architektury, a zwłaszcza wnętrz z ich użytkowym charakterem.

I jest takich miejsc w mieście znacznie więcej, które gdyby zostały przywrócone do życia niewątpliwie byłyby cenną atrakcją turystyczną naszego miasta, pozwalającą na zatrzymanie tu turystów z całego świata co najmniej na dwa, a może nawet cztery dni.

Niestety wadowickiej szansy, jaką niósł za sobą wybór Wojtyły na stolicę Piotrową żadna władza nie stara się wykorzystać co powoduje, że turyści wpadają do naszego miasta na godzinkę, przebiegają „salon masażu”, żreją – wzorem maturzysty Wojtyły – kremówkę w jednym z okolicznych lokali, biegną się… wysrać i spierdalają stąd, najczęściej do Krakowa, dającego im poczuć tę przeszłość, dla której przecież tu przyjechali…

I tym sposobem krakowskiej kurii zostaje kasa za bilet do tegoż „gabinetu”, lokalom 2,70 zł za kremówkę i babci klozetowej złotówka za… gówno!
Prawie takie samo, jakie ma z Wojtyły każdy przeciętny mieszkaniec tego miasta!

Tak więc jedyne, czym możemy się pochwalić, to właśnie fałszowaniem historii i kłamstwem, którym z normalnego chłopca i młodzieńca lokalni „histerycy” robią… życiową niedojdę!
Ale widać, tylko tak go postrzegają!
Więc niech sobie sami odpowiedzą… czy słusznie?

A może robią to dlatego, aby w oczach mieszkańców i turystów był tylko… do nich podobny?

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT