Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Coś z kultury » Czwartkowe kawki u „króla”… Wyrobca!
Czwartkowe kawki u „króla”… Wyrobca! sobota, 15 Czerwiec 2013, godz. 22:57

A to na wadowickich portalach, a to w jakimś tam „Głosie…” piszą o „pomysłowych” czwartkowych „kawkach” pracowników WCK z mieszkańcami w… Ogrodowej. Ja też w jednym z materiałów gdzieś tam o nich wspominałem…

I nie będę ukrywał, że przypominają mi one bardzo te spotkania dyrektora Wyrobca z pierwszego okresu jego działalności na dyrektorskim stanowisku… Też się wtedy spotykał… Tyle, że wyłącznie z pracownikami swojego „resortu”! Też częstował kawką i ciasteczkiem, a po konsumpcji podsuwał konsumującym karteczki i wydawał polecenie spisania na nich pomysłów na… dyrektorskie wynagrodzenie!

Na pierwszym takim spotkaniu pracownicy nawet chętnie dzielili się z panem dyrektorem tym wszystkim, co w tamtym czasie budowało prestiż wadowickiej Kultury przez duże „K”… Tyle, że później, na „pomysłowych” afiszach zamiast nazwiska autora danego pomysłu, „afiszowało” się wyłącznie nazwisko pana dyrektora, czasem w towarzystwie szefowej…
Że robił to z naruszeniem praw autorskich, co to kogo obchodziło?


Potem, po wyrzuceniu z WCK ludzi, którzy mieli nie tylko pomysły, widać kawki i ciasteczka z pracownikami przestały być dla Piotra Wyrobca opłacalne, bo pan dyrektor postanowił wyjść po pomysły do… publiczności! Do tej publiczności, która nie powinna podsuwać pomysłów na wynagrodzenie dyrektora Wyrobca, ale chłonąć Kulturę, taką przez duże „K”, za którą pan dyrektor Wyrobiec bierze przecież każdomiesięczne wynagrodzenie z podatków właśnie tej publiczności!


Nie jest tajemnicą, że od dosyć dawna ściśle współpracuję z Zygmuntem Krausem, założycielem i autorem najciekawszych jak dotąd wystaw w tym, co kiedyś było Muzeum Miejskim przy ul. Kościelnej 4. Dzisiaj najciekawszą ekspozycją jest tam… Zdzisław Szczur ze swoją związkową siedzibą i zbiory pożyczane przez dyrektora Wyrobca np. z Krakowa!


Tylko, że Zygmunt, kiedy szukał zbiorów do Muzeum, przemierzał Polskę wzdłuż i wszerz aby po przejechaniu kilkuset kilometrów gdzieś kupić np. kartkę pocztową wysłaną z Wadowic na przełomie wieków…

A pan dyrektor Wyrobiec co zrobił przez ostatnie dziesięć lat, aby poszerzyć zbiory? No to jeżeli nie przez ostatnie dziesięć, to przez miniony rok?
No tak, przez miniony rok!

Bo od roku prowadzę „Galerię u Brodacza” przy ul. Krakowskiej…

Widzę dyrektora Wyrobca prawie w każdy dzień roboczy, pędzącego z komórką przy uchu do i z ratusza… Niestety, ani jeden raz przez ten rok nie przystanął i nie zapytał, czy nie ma w Galerii eksponatów mających jakikolwiek związek z Wadowicami i ich mieszkańcami, które nigdy nie powinny opuścić Wadowic!
Nie interesuje Piotra Wyrobca, że wiszą tu prace wadowickich artystów, w tym również prace profesorów… Karola Wojtyły!
Bo chyba m.in. Jan Sarnicki–Cyrul, takowym właśnie był?

Nadto, to On m.in. przewidział budowę jeziora… i zastrzegł jego nazwę już w 1977 roku! I nie jest to jezioro wadowickie, jak chciałaby wadowicka wataha!

Ale to pana dyrektora nie interesuje, tak jak nie interesuje, że wiszą w mojej Galerii święte obrazy – niestety, nie pacykowane przez Filipiakową na podwórku ratusza, co starannie zarejestrowała „tela wizja wiela Bieńka” – które z relacji świadków zdobiły klatkę schodową w tym niegdyś zabytkowym budynku przy ul. Kościelnej 7, a na półkach stoją m.in. przedmioty codziennego użytku, należące kiedyś do wadowiczan narodowości żydowskiej, czy sztućce znanej wadowikciej malarki…

Dlatego te „czwartkowe spotkania” – jak u króla Stasia – uważam za śmieszne, wręcz kompromitujące WCK! Którego dyrektor nie robi nic dla dobra wadowickiej Kultury, takiej przez duże „K”, ale zwykłą chałturę…
I trudno nawet ukryć, że wyłącznie wedle dyrektyw ściśle sterowanych przez sitwę z ratusza!

No cóż, ale przecież nie w moim interesie jest, bo mojej skromnej osobie Filipiakowa za dyrektorowanie w tym niby muzeum nie płaci, aby wręcz bezcenne eksponaty zdobiły wadowickie zbiory… Jak nie chce ich dyrektor Wyrobiec, bo mu władza zakazała, to przecież chętnych na nie na pewno nie zabraknie?!

A mieszkańcom Wadowic będzie musiała wystarczyć kultura kościelnych korowodów, potem barwnie opisywanych przez Filipiakowej asystenta!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT