Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Po wołkowicku » Czy ktoś widział latarkę… „orzecznika”?
Czy ktoś widział latarkę… „orzecznika”? środa, 12 Grudzień 2012, godz. 17:03

Na sam początek spróbujmy zdefiniować pojęcie „zespół”. Bardzo proste, bo to po prostu grupa ludzi mająca do wykonania wspólne, najczęściej określone przez organ wyższego szczebla zadanie. I nie przez swojego lidera, ale przez wszystkich członków zespołu. Nadto dobry zespół powinien charakteryzować się wysokimi kwalifikacjami oraz specjalistyczną wiedzą z zakresu wykonywanych zadań, kulturą i szacunkiem do osób, z którymi zespół ma pracować. No i co oczywiste – bezstronnością, a nie decyzjami opartymi o osobiste animozje wobec swoich petentów bądź… konkurentów.

Zajmijmy się teraz tworem zwanym „zespołem do spraw orzekania o niepełnosprawności”… Szczególnie interesującym mnie fragmentem ogólnych zasad takiego orzekania…
Na początek zwrócę uwagę, że orzekaniem o stopniu niepełnosprawności zajmują się powiatowe zespoły do spraw orzekania o niepełnosprawności.
W celu uzyskania orzeczenia o stopniu niepełnosprawności należy wykonać szereg „zadań” nakazanych przez prawo a następnie „… stawić się na wezwanie komisji w wyznaczonym terminie na badanie i posiedzenie zespołu orzekającego. (…) Ocena stanu zdrowia, sporządzona przez przewodniczącego składu orzekającego, jest podstawą do orzeczenia niepełnosprawności (dziecka)”.

Prawda, krótko i jasno…
Ale jakoś nijak mające się do prac przynajmniej jednego z wadowickich „zespołów”, działającego jednoosobowo, którego przewodniczący nie ma zielonego pojęcia i żadnej wiedzy z materii, w której dane jest mu wydać orzeczenie o stanie niepełnosprawności!

Mówię tu o „zespole” orzekającym o niepełnosprawności osób słabowidzących bądź niedowidzących…
Lekarz, w opisywanym przeze mnie przypadku, Barbara H.-B., jednoosobowo, przy ul. Krakowskiej, a więc w miejscu, w którym prowadzi własną prywatną praktykę lekarską, robi za całą komisję, świecąc dziecku w oczy latarką (widać to pewnie najnowocześniejsze metody badania, skoro stosuje je lekarz z tytułem doktora nauk medycznych?) i… stawia matce „diagnozę: „… nauczyła dziecko kłamać”.
Nawet nie stara się ustalić, że ten dzisiaj ponad 10. letni chłopiec od czwartego tygodnia swojego życia, leczony był w licznych gabinetach specjalistycznych z powodu… niedowidzenia na prawe oko.
Ale po co, kiedy dziecko nie było leczone u pani… Sz. i przez nią kierowane!
A leczone u konkurencji, bardziej cenionej zawodowo przez matkę dziecka!

Reszta „zespołu”, który ma stanowić jedno ciało orzekające, przed którym winien stawić się pacjent, w tym przewodnicząca „magister” (i tylko Diabeł wie w jakiej dziedzinie) oraz członek… pedagog, grzeją już swoje zadki w siedzibie Starostwa Powiatowego, przy ul. Batorego…

Jaka zapadła decyzja, chyba pisać nie muszę… Tak jak i tego, że przysługiwało od niej odwołanie…
Więc matka napisała…
Prawdę!
O sposobie „badania” jej syna i doktorskiej „diagnozie”, tak samo rzetelnej, jak sama „komisja”!

Ale najciekawsze dopiero przed nami…
Bo kiedy odwołanie zaniosła tam gdzie przewodnicząca i członek grzeją swoje zadki, usłyszała, że „… tak nie powinno być napisane. To obraża.”.
Tak?
No to trza to będzie chyba wyjaśnić?
Najlepiej poprzez ustalenie trybu i sposobu badania, zespołowej pracy… „zespołu”, proporcjonalności „komisyjnych” decyzji, pozytywnych dla pacjentów leczonych i rekomendowanych przez panią Sz., do orzeczenia przez panią H.-B. i vice versa, z tymi leczonymi u innych lekarzy, dodajmy – specjalistów, bardziej cenionych przez pacjentów od… „orzeczników” powiatowego „zespołu”!

No i wówczas zaczniemy się… obrażać!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT