Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Po wołkowicku » Do członków TMZW i niektórych członków jego Zarządu…
Do członków TMZW i niektórych członków jego Zarządu… wtorek, 22 Sierpień 2017, godz. 17:02

Zbyszkowe JubilantyAle tylko do tych, w których tkwi chociaż odrobina… przyzwoitości.
Mam dla Was… niespodziankę!
Jaką?
To  może za chwilę…
Uznałem bowiem, że wcześniej warto co nieco przypomnieć z historii Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej, a w zasadzie z historii jego wiecznego „prezesa”…

Zaczęło się niewinne, gdzieś około połowy grudnia 2014 roku…
Od telefonicznej rozmowy zainicjowanej przez Jurczaka-seniora, w której nie tylko poinformował mnie, że największy wadowicki oszust dał mu „ultimatum”, które w rzeczywistości było zwykłym chamskim szantażem – Wyroba albo lokal, ale też… co ma w dupie sam wieczny „prezes”!
I nastała cisza…

Do 2 lutego 2015 roku, kiedy znowu zatelefonował z pytaniem, czy mogę „zajrzeć” do niego w dniu następnym, aby… znaleźć kompromis przed posiedzeniem Zarządu, wyznaczonym na 4 lutego…
Że nigdy z rozmową nie miałem problemów poszedłem 3 lutego 2015 roku na ów „kompromisowy” dyskurs i pamiętam jakby to było dzisiaj, że na godzinę 16:00, bo o 18:00 w WCK miał ciekawy wykład dr Konrad Meus, na który razem się wybieraliśmy /i byliśmy/
Trwającego prawie półtorej godziny „lania” przez wiecznego „prezesa” wody, m.in. o tym co powinienem w niedalekiej i dalszej przyszłości robić, nie będę tu opisywał, bo nie tylko szkoda mi czasu, ale już bardziej niż wieczny „prezes” sam siebie skompromitował, ja kompromitować go nie chcę…

Chociaż nie wykluczam, że po reakcji wiecznego „prezesa” na ten materiał, będę musiał to „lanie” wody upublicznić…

Jednak póki co podsumuję – „doszło do konsensusu”
Na czym opartego?
Ja dla dobra TMZW w dniu 3 lutego 2015 roku, złożyłem na ręce wiecznego „prezesa” rezygnację z członkostwa w Towarzystwie…
I by zachować dla historii odrobinę szczegółów z tego spotkania, które w całości mam zarchiwizowane dodam, że… abym ja mógł nadal robić co robię, a Jurczak-senior dostać od wadowickiego oszusta lokal!
Stąd by ten początek podsumować dodam, że kiedy wychodziliśmy na przywołane wyżej spotkanie w WCK, wieczny „prezes” poprosił, abym ja poszedł ulicą Krakowską, bo on pójdzie Zatorską…

Zabawne?
Może…
Ale zabawniej zrobiło się już następnego dnia, kiedy na stronie internetowej TMZW pojawiła się ta oto informacja autorstwa „wiecznego” prezesa…
. . .
000000
……………………………………………………………………………………………

Pewnie interesuje Was, dlaczego nie agitował o ławeczkę?
Więc krótko: bo tak naprawdę była moim pomysłem, moją inicjatywą, które wieczny „prezes” po prostu na swoją modłę przekręcił i… zachachmęcił /mówiąc bardziej dosadnie: zajebał/!

Wróćmy jednak do informacji, bo jakiś czas po niej, ale jeszcze 4 lutego, Jurczak-senior zatelefonował z kolejną…
Tym razem poinformował, że moją sprawą musi jednak zająć się „sąd koleżeński”!
I tu już mamy trzy śmieszności, które jednak wcale mnie nie zdziwiły, bowiem to jedyne, co zawsze wiecznemu „prezesowi” wychodziło najlepiej!

Pierwsza – „sąd koleżeński” miał się zając sprawą kogoś, kto dzień wcześniej złożył na ręce wiecznego „prezesa”  rezygnację z członkostwa w TMZW i, żeby nie było – dla dobra Towarzystwa!
Druga – na wniosek… wiecznego „prezesa”!
I trzecia /dla tego materiału najważniejsza/wieczny „prezes” udowodnił, że żyje w przekonaniu, iż zawieranych umów nie musi realizować!
O tym jak się mylił, dowiecie się już niedługo…

Bo teraz pora na ów „sąd”…
W składzie odbiegającym od tego z protokołu i by było aż do bólu, posiadującym tylko 9 lutego 2015 roku…
Zanim jednak przedstawię najważniejszy fragment pseudo „protokołu” onego pseudo „sądu” uściślę, że z dwóch pań wymienionych w składzie, a potem pod tym pseudo „protokołem” podpisanych, była tylko jedna, bo drugą „zastępował”…
. . .
Protokół-02
……………………………………………………………………………………………

Nawet nie napiszę kto, bo  nie warto, a dla istoty sprawy nie osoby są ważne ale fakty…

Fakty brutalne i – o czym za chwilę – bardzo bolesne dla Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej!
Dlatego teraz już czas na najważniejszy fragment dokumentu, dodam iż w całości o znaczeniu… prawnym!
. . .
Protokół-01
……………………………………………………………………………………………

Przeczytaliście?
To teraz przeanalizujmy, zaczynając od zarzutu z punktu pierwszego…
Publikuje informacje godzące w… największego wadowickiego oszusta?
Cóż można więcej, kiedy od dawna nie stać tego oszusta na podniesienie rzuconej mu przeze mnie „rękawicy”, aby mógł bronić się przed sądem i właśnie przed tymi informacjami… godzącymi!
No może tylko tyle, że kretyn, który ten zarzut wymyślił nie zna nawet treści ustawy o stowarzyszeniach, bo ta zakazuje władzom wszelkich stowarzyszeń ingerowania w życie zawodowe i prywatne swoich członków…
Ale czego można spodziewać się po… kretynie?

Może dlatego najbardziej ubawił mnie drugi zarzut…
Od początku lutego i nadal publikuje na swoim portalu informacje godzące w… wiecznego „prezesa”, piszą ludzie rzekomo wykształceni, w dniu 9 lutego, odpowiadając na wniosek rzekomo z 6 lutego, a tak naprawdę z 4 lutego 2015 roku, kiedy ten zarzut wieczny „prezes” postawił mi na forum Zarządu!

Dlatego przypomnę, że to dokument o znaczeniu prawnym oraz i to, że w posiedzeniu pseudo „sądu koleżeńskiego” brała udział jedna z wymienionych w składzie „sądu” kobiet, chociaż ów pseudo „protokół” podpisały… dwie /?/.

Dlatego teraz pora na zarzut trzeci…
Dla pewności cytuję: „… Nie rozliczył się z pobranymi z TMZW do sprzedaży komisowej wydawnictwami.” – koniec cytatu.
Zacytowałem, bowiem nad tym zarzutem musiał chyba myśleć już tylko… kretyn do kwadratu?
Dlaczego tak zdecydowanie?

No właśnie temu, że tu zaczyna być boleśnie…
Dla Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej!
Więc po kolei…

Nic nie pobrałem, bo mówiąc szczerze na nic mi tej zalegającej małe pomieszczenie komisu makulatury… było!
A do komisowej sprzedaży wydawnictwa TMZW przyniósł figurant w roli prezesa TMZW, bo ktokolwiek nim nie był, zawsze był albo „… miernota”, albo „… niegramotny”, przez co zawsze wieczny „prezes” brał sprawy w swoje „prezesowskie ręce” i decydował, co, gdzie, kiedy i… komu!
I, że nic nie pobrałem, potwierdza umowa komisu z dnia 10 maja 2012 roku…
. . .
Umowa Komisu z dnia 10 maja 2012
……………………………………………………………………………………………

Ze swoim szóstym paragrafem, który już w dniu postawienia mi tego poważnego zarzutu stawiał jednak nie mnie, a tylko wiecznego „prezesa” oraz całe TMZW na nieciekawej pozycji!

Ale pamiętacie, że ów wieczny „prezes” żył w przekonaniu, iż on żadnych umów nie musi przestrzegać…
Tylko, że nie przestrzeganie umów, a fałszywe oskarżanie, to trochę różne sprawy, podobnie jak różny ich „kaliber”.
Dlatego nie zamierzałem ani tolerować samego zarzutu, ani dłużej robić za magazyniera makulatury Jurczaka-seniora…

Skutek – na miesiąc przed upływem trzech lat od zawarcia umowy komisu, w dniu 10 kwietnia 2015 roku, wystąpiłem do Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej z pozwem o zapłatę zaległego zadłużenia, a należnego mi z mocy zawartej ze mną przez prezesa TMZW umowy komisu…
. . .
Przedsądowe wezwanie - str 1 do bloga
……………………………………………………………………………………………

Ot, w myśl zasady: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie…
Jednak mam prawo do domniemania, że moje wezwanie zostało przez wiecznego „prezesa” ukryte przed Zarządem, ponieważ bez jakiegokolwiek echa ze strony jego Adresata minęło kolejne ponad dwadzieścia osiem miesięcy…

Prawda, że nazbyt długo, zwłaszcza, że ze swojej strony w treści wezwania wyraziłem wolę polubownego załatwienia sporu, poza sądową salą…

Stąd właśnie ta zapowiedziana na samym początku tego materiału Zarządowi i Członkom Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej… niespodzianka!

Bo widzicie moi mili, chociaż nadal widzę możliwość polubownego załatwienia sporu, nie pozwolę Waszemu wiecznemu „prezesowi” na lekceważenie zarówno skutków pełnoprawnej umowy, jak i mojej skromnej osoby…
Nie pozwolę też, aby moje ostateczne przedsądowe wezwanie Zarządu TMZW do zapłaty z dnia 18 sierpnia 2017 roku, odebrane przez Adresata /co potwierdza notka SMS otrzymana od Poczty Polskiej/ w dniu 21 sierpnia 2017 roku, znowu „utonęło” w otchłani szuflady Jurczaka-seniora…
. . .
2 wezwanie do zapłaty - 01 2 wezwanie do zapłaty - 02
……………………………………………………………………………………………

I pomimo, że na dochodzenie tych roszczeń mam całe dziesięć lat, licząc od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne, nie zamierzam jednak tych lat i efektów wyczekiwać tak długo, tak jak nie zamierzam pozwalać dłużej wiecznemu „prezesowi” na lekceważenie zawartej z komisem umowy oraz mojej osoby…

Zapytacie, dlaczego o tym wszystkim na blogu?
Żeby mieć gwarancję, że dotarło do… Zarządu!
I do członków też /a i historii Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej też się coś ode mnie należy/!
Zarówno samo wezwanie, jak i fakt, że nadal widzę możliwość zawarcia z Wami ugody, bo nie z wiecznym „prezesem”, który – jak napisałem – na obecnym etapie tego postępowanie nie jest już dla mnie żadnym partnerem do rozmowy, tak jak nie jest tym partnerem ów – że powiem brutalnie – „burdel”, który do TMZW Jurczak-senior wprowadził…

Oburza Was to określenie?
No to spójrzcie, jaka informacja wisiała na stronie internetowej Towarzystwa, do ostatnich dni jej /strony internetowej/ istnienia…
. . .
Zarząd
……………………………………………………………………………………………

A teraz skonfrontujcie ten stan z treścią pisma Starosty Powiatowego w Wadowicach z dnia 10 kwietnia 2015 roku, które do Was Adresował…
. . .
Pismo do wiadomości
……………………………………………………………………………………………

I co?
Pomyliłem się w ocenie?
Pewnie tak, bo to już nawet nie „burdel” ale totalny „burdel”!
Zresztą taki sam towarzyszył posiadaniu Waszego kapturowego „sądu koleżeńskiego” i Wam samym od 4 lutego 2017 roku do 14 maja 2015 roku, nad sprawą Wyroby, który w dniu 3 lutego 2015 roku, z zastrzeżeniem, że to dla dobra TMZW, zrezygnował z członkostwa w tym… „burdelu”!
A Wy, co w tym czasie robiliście?

Na sam początek, 11 lutego 2015 roku, podjęliście jednogłośnie decyzję o wykluczeniu mnie z szeregów TMZW…
Nie zastanawiając się nawet nad tym, jak szybko pomiędzy 4. a 11. lutego, „urosły” stawiane mi przez wiecznego „prezesa” zarzuty?
Żadnego wrażenia nie robiło na Was też, że o tej decyzji dowiedziałem się nie z należnego mi niczym psu buda pisma, ale ze strony internetowe Towarzystwa administrowanej przez wiecznego „prezesa”…
. . .
Protokół-wykluczenie
……………………………………………………………………………………………

Nie naszła Was nawet refleksja, kiedy wyłożyłem niczym na łopacie, że przez bodaj prawie dwa lata nie funkcjonowała m.in. najważniejsza z Komisji Towarzystwa, bo…  odeszli – w dosłownym tego słowa znaczeniu – zacni członkowie TMZW…
Żeby było dosadnie a zarazem uczciwie dodam, że nie włączyło się Wam myślenie nawet wówczas, kiedy w piśmie do Walnego Zjazdu pisałem jak do ludzi, że nie jest to odwołanie od decyzji Zarządu z dnia 11 lutego 2015 roku, bo to zostało odebrane przez Jurczaka-seniora już po „walnym”, a tylko suche fakty, które w każdym działającym w granicach prawa, rozsądku i zwykłej ludzkiej uczciwości stowarzyszeniu winny być przedmiotem dyskusji jego członków.
A Wy nie dosyć, że na opak, to jeszcze wywaliliście pismo o rozpatrzeniu odwołania, którym nie dysponowaliście, informując mnie  zarazem o podtrzymaniu kompromitującej pseudo „sąd koleżeński” i Zarząd decyzji z dnia 11 lutego…
. . .
Stanowisko nadzwyczajnego Walnego Zjazdu z dnia 16-04-2015
……………………………………………………………………………………………

Jednak najważniejszy był skutek…
Czyli głosowanie w dniu 14 maja 2015 roku, nad uchyleniem uchwały z dnia 11 lutego 2017 roku, którą przywróciliście na łono Towarzystwa członka, tak naprawdę członkiem tym nie będącego już ponad tydzień…
Którą zresztą też nie od Was otrzymałem, ale od Starosty Powiatowego…

. . .
00000000
……………………………………………………………………………………………

I znowu… jednogłośnie!
Co nawet nie może poddać w wątpliwość, że tak naprawdę nie mieliście nic do powiedzenia, a… tylko trzy niepisane przez Jurczaka-seniora prawa: cicho siedzieć, nic nie mówić i podnosić swoje rączki jak kazał wieczny „prezes”…

Ale będąc do bólu szczery dodam, że nie mam do Was żalu, wszak „pan kazał sługa musi”…
Dlatego chce mi się jeszcze z niektórymi z Was pochylić nad polubownym załatwieniem sprawy…
Nie będę też ukrywał, że z satysfakcją, iż jednak jedno wiecznemu „prezesowi” się sprawdziło…
. . .
I sprawdziło sie Jurczakowi
……………………………………………………………………………………………

Niestety, tylko tyle i nic ponadto!
Bo z całą resztą wyszło mu podobnie, jak w całej jego pseudo opozycyjnej karierze!

Stąd trudno zaprzeczyć, że kiedy Jurczak-senior sprowadził Towarzystwo do roli tak ulubionego przezeń kabaretu, a obowiązujące Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej prawo do roli satyry, to dzisiaj tylko w Waszych rękach pozostaje decyzja, czy podjąć ze mną rozmowy, które mają szansę zakończyć się satysfakcjonującą obydwie strony ugodą, czy… skazać to najstarsze w regionie stowarzyszenie na fizyczną likwidację…

Bo tylko laik może myśleć, że będzie przed Towarzystwem jeszcze jakakolwiek szansa na przetrwanie, kiedy do sądu trafi mój pozew o wydanie nakazu zapłaty, który prawdopodobnie na początek będzie skutkował decyzją o komisarycznym zabezpieczeniem majątku TMZW…
A tego i tak Wam braknie, kiedy dojdzie do realizowania szóstego paragrafu umowy komisowej z dnia 10 maja 2012 roku…
Na koniec dodam, że czas na decyzje minie Wam 4 września 2017 roku…
Około godziny 8:00, bo to czas, w którym najczęściej składam swoje pisma w sądach i urzędach.

I tym razem, nie tylko dnia, ale nawet godziny dłużej…
Nie będziecie mieli nie tylko kolejnych dwudziestu ośmiu miesięcy czasu na moją kolejną reakcję, nie będzie mieli po prostu już żadnej poza postępowaniem sądowym szansy, zwłaszcza, że pozew o wydanie nakazu zapłaty czeka już tylko na… Waszą decyzję.

Macie więc własny los we własnych rękach…
A co zrobicie, jest mi naprawdę obojętne…
Podobnie jak obojętna była mi decyzja kapturowego „sądu koleżeńskiego” i co napisałem już 4 lutego 2015 roku, od samego początku skazana na… kompromitację!
Bo jeżeli ktoś tu straci, to na pewno nie będę to ja…
. . .

P.S. Gwoli uzupełnienia dodam tylko, że obok wiecznego „prezesa” nie są też dla mnie partnerami do rozmowy ani „gienki” ani „sławki” /przepraszam, że z małej, ale na dużą nie zasługują/
Przykre?
Pewnie tak.
Ale prawdziwe…
Po prostu  z… szujami nie rozmawiam!

Edward „Scorpion” Wyroba

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT