Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Do Walnego Zjazdu (wszystkich członków) TMZW…
Do Walnego Zjazdu (wszystkich członków) TMZW… czwartek, 28 Maj 2015, godz. 22:06

Uchylenie uchwały z dnia 11 lutego 2015 do blogaWadowice, 28 maja 2015 r.

WALNY ZJAZD
(do wszystkich członków)
Towarzystwa Miłośników
Ziemi Wadowickiej
ul. Krakowska 8
34-100 WADOWICE

UTRZYMANIE W MOCY DECYZJI
z dnia 03 lutego 2014 roku.

W ślad za uchwałą Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej z dnia 14 maja 2015 roku /vide: powyżej/, którą uchylono – przyjętą przez Zarząd TMZW, przy rażącej obrazie zapisów Ustawy o stowarzyszeniach oraz Statutu Towarzystwa – uchwałę z dnia 11 lutego 2015 roku oświadczam, iż w całości podtrzymuję decyzję z dnia 03 lutego 2015 roku, wyrażoną wobec Prezesa Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej – Zbigniewa Jurczaka, o dobrowolnej rezygnacji z członkostwa w tymże Towarzystwie z dniem 03 lutego 2015 roku.

Jednocześnie pragnę zwrócić Państwa uwagę na nie budzący żadnych wątpliwości fakt, który w całości potwierdza, iż kroki podjęte przez:
– prezesa Zbigniewa Jurczaka, podczas nadzwyczajnego posiedzenia Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej w dniu 04 lutego 2015 roku,
– przewodniczącego „sądu koleżeńskiego” Emila Rzyckiego, posiadującego w niestatutowym składzie w dniu 09 lutego 2015 roku,
– Nadzwyczajny Walny Zjazd TMZW w dniu 16 kwietnia 2015 roku, rozpoznający moje odwołanie od decyzji Zarządu z dnia 04 lutego 2015 roku, odebrane z Poczty przez Sekretarza Towarzystwa dopiero w dniu… 21 kwietnia 2015 roku,
miały wyłącznie charakter ambicjonalny, daleki od litery prawa, bowiem mający w swojej konsekwencji doprowadzić wyłącznie do zrealizowania żądań burmistrza Wadowic Mateusza Klinowskiego, wymuszonych na prezesie Zbigniewie Jurczaku jakże jednoznacznym szantażem – usunięcia Wyroby z TMZW za marny lokal dla Towarzystwa przy ul. Krakowskiej.

Dlatego wraz z utrzymaniem w mocy swojej decyzji, podjętej już w dniu 03 lutego 2015 roku, o dobrowolnym opuszczeniu szeregów TMZW, w całości podtrzymuję również wycofanie już w piśmie z dnia 09 lutego 2015 roku, dla TMZW praw autorskich do wszystkich materiałów i prac przeze mnie wykonanych i pozostających w zbiorach Towarzystwa.

Jednocześnie oświadczam, iż w razie jakichkolwiek wątpliwości pismo z dnia 09 lutego 2015 roku, przyjęte przez marionetkowego przewodniczącego rodzinnego sądu koleżeńskiego, orzekającego pod potrzeby prezesa Zbigniewa Jurczaka, również opublikuję na tym blogu…

U Z A S A D N I E N I E

Po rozmowie telefonicznej z połowy grudnia 2014 roku, podczas której Zbyszek Jurczak poinformował mnie o posiadających cechy szantażu naciskach na jego osobę ze strony Mateusza Klinowskiego, która jednak nie przyniosła żadnych konkretnych ustaleń i rozwiązań, w dniu 02 lutego 2015 roku Zbyszek Jurczak zatelefonował do mnie ponownie z pytaniem, czy mógłbym się z nim spotkać w dniu następnym – 03 lutego br. – jak to określił, w celu znalezienia wspólnego konsensusu w sprawie…
Oczywiście nie miałem żadnego powodu, aby tej prośbie odmówić.

Spotkaliśmy się więc 03 lutego 2015 roku, o godz. 16:00, w siedzibie TMZW, a zarazem w mieszkaniu Zbyszka Jurczaka przy ul. Zatorskiej 7.
Nie będę ukrywał, iż zwłaszcza Zbyszek poruszył podczas tej rozmowy wiele istotnych tematów, w tym w zasadzie w swej konkluzji wszystkie zbieżne z moimi.
Bo było m.in. i o tym co robię od lat i robić nadal powinienem, było i o Mateuszu Klinowskim oraz o… Was – członkowie TMZW.

I to w zasadzie te tematy przeciągały się do tego stopnia, iż musiałem Zbyszka ponaglać aby wreszcie zaczął o onym „konsensusie”, bowiem nie zamierzałem spóźnić się na spotkanie z dr Konradem Meusem, które tego dnia odbyło się w sali kameralnej WCK, o godz. 18:00.
Jednak nie miejsce tu i czas na szczegóły /chociaż, jeżeli zajdzie taka potrzeba jestem gotów przedstawić stenogram tamtej rozmowy/, bowiem ważny jest ów „konsensus”, który wspólnie ze Zbyszkiem ustaliliśmy…

Otóż, kiedy w zasadzie powtórzył wszystko, co już powiedział mi w rozmowie telefonicznej w grudniu 2014 roku i „okrasił” to swoim dążeniem do lokalu dla TMZW od burmistrza Klinowskiego odpowiedziałem, iż dla dobra Towarzystwa składam rezygnację z dalszego członkostwa w TMZW z dniem 03 lutego 2015 roku.

Na co Zbyszek przystał i zgodził się ze mną, iż nie muszę już przychodzić na zebranie Zarządu w dniu 04 lutego 2015 roku, bowiem w tej sytuacji wystarczy, kiedy to on tę moją decyzję, podjętą z mojej własnej woli i jak zaznaczyłem – mając na względzie dobro Towarzystwa, przedstawi temu „zacnemu zarządowemu” gremium.

Jednak jeszcze 04 lutego br., wieczorem, z rozmowy telefonicznej i też ze Zbyszkiem dowiedziałem się, że „sprawa musi trafić do sądu koleżeńskiego”.
Na moje pytanie: dlaczego? – kiedy sam podjąłem decyzję o rezygnacji z członkostwa” – nie uzyskałem odpowiedzi.
Zadał mi za to Zbyszek pytanie, czy ma mnie poinformować o terminie posiedzenia tegoż sądu? W pierwszej chwili odpowiedziałem, że nie. Jednak po chwili zastanowienia oddzwoniłem i potwierdziłem chęć skorzystania ze statutowego prawa do udziału w posiedzeniu sądu koleżeńskiego. W odpowiedzi usłyszałem, że mnie powiadomi, kiedy to będzie…

I powiadomił…
Pocztą e-mail z dnia 09 lutego 2015 roku, że sąd koleżeński zbierze się… 09 lutego 2015 roku (?).
Zastanawiałem się, dlaczego zwyczajowo nie zatelefonował i to przynajmniej dzień wcześniej?

Dzisiaj już wiem, ale nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem miałem szczęście, że zdążyłem otworzyć pocztę, a tym samym również na one „sondowe posiadanie”

Bo tylko tak należy określić groteskowe zebranie tego pseudo sądu, w składzie niezgodnym z wyborem Walnego Zjazdu, w którym rolę przewodniczącego przejął syn prezesa, przy udziale samego prezesa i trójki… gapiów, szkoda tylko, że też niektórych – włącznie z prezesem, bardziej aktywnych od statutowych… przewodniczącego i członka Sądu Koleżeńskiego, wybranych głosami Walnego Zjazdu TMZW /o czym stanowi Statut Towarzystwa/.

Oczywiście, o fałszywych zarzutach postawionych mi przez prezesa Zbigniewa Jurczaka na forum Zarządu TMZW w dniu 04 lutego 2015 roku, wraz z wnioskiem o skierowanie sprawy do Sądu Koleżeńskiego, wiedziałem już wcześniej, bowiem Zbyszek Jurczak nie omieszkał upublicznić ich na stronie internetowej Towarzystwa.

Domyślam się, iż musiał się „chłopiec” wykazać przed Klinowskim, jaka drzemie w nim siła i żądza władzy…

A, że pierwszym z tych zarzutów było „szkalowanie” przeze mnie na blogu i Klinowskiego i Jurczaka /chociaż o Jurczaku zacząłem na swoim blogu dopiero po 04 lutego br./, mając świadomość, jak może przebiegać ów „proces” swoje stanowisko przygotowałem na piśmie, do tego na papierze firmowym swojego bloga… I wiecie, nie tylko syn prezesa i sam prezes, ale nawet prawnicy w tym gronie stwierdzili, że mi tego pisma nie przyjmą, bo… na onej firmówce!
Nie wiedziałem, czy śmiać się czy płakać…

Bo swoje stanowisko – zgodnie z obowiązującym prawem – mogłem przecież złożyć nawet na papierze toaletowym, który chyba byłby najbardziej adekwatnym do zaistniałej sytuacji, a obowiązkiem „sędziego” Rzyckiego było stanowisko to przyjąć w treści, formie i na papierze jakim złożyłem, ale…
Uległem…
Przekreśliłem znak firmowy bloga…
I tylko dzięki przypomnieniu sobie słów moich Rodziców: „Edward pamiętaj! Nigdy z usmarkanym nie siadaj do posiłku, a z głupcem nie polemizuj!”.

Ba, nawet nie dałem po sobie poznać, iż wiem, że zamiast statutowego Sądu Koleżeńskiego, mam do czynienia z rodzinnym sądem prezesa Jurczaka, bo znając Jurczaka od dziesiątek już lat i to od tej jego zawsze interesownej strony, przebieg tej farsy miałem po prostu z ostrożności nagrany…
Więc kiedy fikcyjny przewodniczący tej rodzinnej ferajny podpisał mi odbiór mojego stanowiska po prostu sobie poszedłem, uznając swoją tam obecność już za całkowicie zbędną.

Potem czekałem na uchwałę Zarządu z dnia 11 lutego 2015 roku i inne towarzyszące jej dokumenty do pierwszych dni kwietnia.

Jednak obrzucony przez prezesa Jurczaka błotem już wcześniej podjąłem stosowne kroki prawne w sprawie, włącznie z tymi w postępowaniu karnym...
Zaś oskarżony przez Jurczaka – można powiedzieć, że wprost o złodziejstwo – postanowiłem też rozliczyć te rzekomo „… pobrane do sprzedaży rzeczy”! Tylko, że w sposób określony dwustronną umową komisu, obowiązującą tak mnie jak i prezesa Jurczaka, reprezentującego… komitenta!
Ale w tej sprawie – jak napisałem w dniu wczorajszym – nie jestem pazerny i do końca tego tygodnia decyzję, jak sprawa będzie toczyła się dalej pozostawiam prezesowi i Zarządowi Towarzystwa…

By nie przedłużać dodam, że z uchwałą z dnia 11 lutego br., skończyło się tak, jak zapowiadałem zaraz po jej podjęciu…
I nie ukrywam zarówno zadowolenia, jak też satysfakcji…

Bo chociaż doktorem prawa nie jestem, już na samym początku tej sprawy wskazałem nie tylko na pozaprawne działania Jurczaka i fikcyjnego sądu, ale też na kryminogenne elementy tego postępowania, z fałszowaniem podpisów na protokołach włącznie…

I niby jestem na powrót członkiem TMZW…
Niby…

Bowiem przede wszystkim jestem człowiekiem honoru!
A to nie tylko nie pozwala mi na wycofanie się z decyzji, którą podjąłem i o której poinformowałem prezesa Jurczaka już 03 lutego 2015 roku…

Nie pozwala mi to także na kontynuowanie dotychczasowej działalności na rzecz Towarzystwa w kręgu ludzi nieuczciwych, bez honoru i ambicji, pośród zakłamanych sprzedawczyków, którzy wieloletnią przyjaźń potrafili przehandlować za kilka metrów marnego lokalu…


Do tego w gronie
– co swoim zachowaniem i nie posiadającą mocy prawnej „decyzją” udowodnili – wtórnych analfabetów, którzy nie potrafią zrozumieć jednego prostego oraz po „polskiemu” napisanego zdania i udają, iż rozpatrują moje odwołanie od decyzji Zarządu prawie na tydzień przed odebraniem tegoż odwołania na Poczcie

Dlatego też, by być konsekwentnym, tak jak prezes Jurczak upublicznił swoje wulgarne kłamstwa pod moim adresem na stronie internetowej TMZW, ja swoje stanowisko wraz z jego uzasadnieniem też publikuję na swoim blogu, aby nie przepadło na dnie głębokiej szuflady prezesa Jurczaka, bądź gdzieś nie zginęło, jak zbory Towarzystwa od lat „zasiedzianego” w mieszkaniu pana prezesa…

Szczególnie, że fragmenty uchwały Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej, która powyżej i która powinna zostać mi doręczona – jako stronie tego postępowania – zaraz po jej uchwaleniu, też w moim posiadaniu nie z woli i decyzji Zarządu Towarzystwa czy prezesa Jurczaka, ale dzięki uprzejmości Starosty Powiatowego, za co panu Staroście w tym miejscu serdecznie dziękuję.

0000000000I już prawie na koniec dodam, że tak jak nie dałem kupić się poprzedniej władzy, nie dam się kupić żadnej kolejnej…
Konsekwentnie będę też robił to wszystko, co robię od 1993 roku – patrzył władzy na ręce…
Chociaż trudno zaprzeczyć, że pracy mi przybędzie, bo teraz jeszcze muszę patrzyć na ręce Zbyszkowi i TMZW, którym w dziwnych okolicznościach… giną zbiory!

A tak naprawdę na koniec dziękuję prawdziwym Przyjaciołom z TMZW, którzy chociaż dyskretnie, to przez cały ten czas stali przy mnie i wspierali…
Czasem tylko dobrym słowem, czasem jakąś dobrą radą, a czasem tylko uśmiechem sympatii…

Bowiem to Oni są naprawdę Bohaterami tego zwycięstwa prawdy nad fałszem w Towarzystwie Miłośników Ziemi Wadowickiej, które zmaterializowało się 14 maja 2015 roku!
Za to naprawdę z serca Wam dziękuję!

Edward Wyroba

 

. . .

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT