Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Tu i tam... » Dwa w jednym… Z przypadku!
Dwa w jednym… Z przypadku! niedziela, 30 Listopad 2014, godz. 22:32

Nie walcz z idiotamiNa początek, zanim sam materiał, może podam moje przewidywania…
Wygrał prawdopodobnie Mateusz „kłamczuszek” Klinowski, stosunkiem głosów 2:1…
Czyli mówiąc krótko „dwie trzecie”…
Czy mam rację? Zobaczymy po ogłoszeniu wyników…

Ale już gratuluję!
I nie ukrywam, że z satysfakcją…
Przewidując najbliższą… przyszłość!
Byle do… wakacji!

:)

A teraz materiał, który nie przez przypadek rozpocznę od wiersza Adama Mickiewicza:

PRZYJACIELE.

Nie masz teraz prawdziwej przyjaźni na świecie;
Ostatni znam jej przykład w oszmiańskim powiecie.
Tam żył Mieszek, kum Leszka, i kum Mieszka Leszek.
Z tych, co to: gdzie ty, tam ja, – co moje, to twoje.
Mówiono o nich. że gdy znaleźli orzeszek,
Ziarnko dzielili na dwoje;
Słowem, tacy przyjaciele,
Jakich i wtenczas liczono niewiele.
Rzekłbyś; dwójduch w jednym ciele.

O tej swojej przyjaźni raz w cieniu dąbrowy
Kiedy gadali, łącząc swoje czułe mowy
Do kukań zozul i krakań gawronich,
Alić ryknęło raptem coś koło nich.
Leszek na dąb; nuż po pniu skakać jak dzięciołek.
Mieszek tej sztuki nie umie,
Tylko wyciąga z dołu ręce: „Kumie!”
Kum już wylazł na wierzchołek.

Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,
Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.
Trafia na ciało, maca: jak trup leży;
Wącha: a z tego zapachu,
Który mógł być skutkiem strachu.
Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.
Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję,
Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.

Dopieroż Mieszek odżył… „Było z tobą krucho! –
Woła kum, – szczęście, Mieszku, że cię nie zadrapał!
Ale co on tak długo tam nad tobą sapał.
Jak gdyby coś miał powiadać na ucho?”
„Powiedział mi – rzekł Mieszek – przysłowie niedźwiedzie:
Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”.

* * *

Dlaczego akurat tym wierszem?
Ano, bo na wielu „zakrętach” swojego życia takich właśnie „przyjaciół” spotkałem… I nie będę ich tu wymieniał z nazwiska czy nawet pseudonimu, bo nigdy nie było i nadal nie jest moją intencją ani żalenie się, ani tym bardziej szkodzenie, czy ośmieszanie kogokolwiek…
Zwłaszcza, żę trudno ośmieszać… prawdą!
Tym bardziej, iż ci fałszywi przyjaciele doskonale odnajdą sami siebie już tylko w wersach przywołanego wyżej wiersza Adama Mickiewicza.

A już zwłaszcza, że od lat ’90 zawsze wiodącą intencją moich działań było – czasem może nieudolne / nikt z nas nie jest doskonały, co widać po będącym dla większości z Was wyrocznią… Bogu – wpływanie na dobro tego miasta oraz jego mieszkańców…
Robiłem to m.in. pokazywaniem lokalnego zła i to nie tylko ze strony rządzących na każdym szczeblu władz, obłudy kandydatów… Robiłem też wspomaganiem pokrzywdzonych w ich sprawach, w tym sądowych bądź prowadzonych z innymi organami państwa lub samorządu… Robiłem to również na wiele innych sposobów.
I wielu, chociaż o to nie prosiłem, nie zabiegałem, deklarowało przyjaźń, współpracę w tym co robiłem, a bywało, że i… pomoc.

Dzisiaj wiem, że tylko do czasu, kiedy nie stałem się zagrożeniem dla ich zamierzeń i skrywanych własnych partykularnych interesów.
W myśl zasady – „murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”, którą zobrazowałem w sposób bardzo jaskrawy w publikacji zatytułowanej: Byłem kierownikiem biura poselskiego…

Dlatego nie ukrywam, że każda obłuda rodzi moje obrzydzenie…
A już zwłaszcza ta, która u osób deklarujących wysokie wartości, u jednych tylko moralne, u innych do tych moralnych jeszcze katolickie, tak naprawdę żadnym z tych wartości nie jest wierna. Emanuje nimi tylko na pokaz, często w błysku fleszy i przed oczami kamer, a innym razem w zaciszu prywatnej rozmowy.
Bo wszystkie one pryskają niczym mydlana bańka i to zaraz po zderzeniu się z brutalną… prawdą.
Czasem jakże błahą, bo… np. odmiennym zdaniem i to nawet nie na tematy polityczne, ale takie zwykłe, ludzkie, którymi zawsze bezkompromisowo obnażam ludzkie… łajdactwo.

I nie piszę tego tylko w oparciu o ostatnie wydarzenia przedwyborcze, ale w oparciu o – jak zaznaczyłem wyżej – całokształt, czyli o to trwające nieustannie we mnie od lat ’90 ub. wieku i nadal, przekonanie o rzeczywistych możliwościach poprawy naszego wspólnego bytu oraz – jak się okazuje – dzisiaj puste deklaracje „przyjaciół”, zapewniające mnie o dążeniu wraz ze ze mną do tego samego celu…

By w żaden sposób nie ingerować czy wpływać na wynik minionych wyborów, gdzie już nie moi kandydaci mieli jednakowe szanse na sukces dzięki woli wyborców każdego z nich, refleksję tą publikuję zaraz po zamknięciu lokali wyborczych…

Dlatego też dodam, czego przecież nie ukrywałem już wcześniej, że szansy na jakiekolwiek zmiany mieliście!
Ale tylko dwa tygodnie wcześniej…
To wówczas mogliście zmienić rzeczywisty dzisiaj obraz gminy oraz własną przyszłość.
Niestety, szansy tej nie wykorzystaliście i nie wstydźcie się tego, że wyłącznie z własnej woli…
Bo chociaż nie znam jeszcze oficjalnego wyniku dzisiejszego wyboru, jaki on nie będzie i tak żadnych szans na zmiany w tej gminie i Waszej codzienności nie daje…
Co – zapewniam Was – szybko zauważycie…
Ale to już nie mój problem…
Tak jak moim problemem nie był już żaden z dwóch dzisiejszych kandydatów…

Na koniec dodam tylko, że nadal pozostanę przy swoich przekonaniach i wartościach, ale też i to, iż nie oczekuję od tych moich „przyjaciół” żadnej… refleksji pod moim adresem!

Po prostu mam swoją zasadę, którą tak naprawdę złamałem tylko raz w życiu i do dzisiaj żałuję…
Nigdy dwa raz nie wchodzę do tej samej… „rzeki”!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT