Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Historia czynu niepodległościowego » Glen Alfredson z synem Peterem w Muzeum „Hell’s Angel” w Wadowicach…
Glen Alfredson z synem Peterem w Muzeum „Hell’s Angel” w Wadowicach… wtorek, 27 Wrzesień 2016, godz. 18:16

dsc_3329W niedzielę, 25 września 2016 roku, w progach Prywatnego Muzeum Polsko-Amerykańskiego „Hell’s Angel”, którego właścicielem jest pasjonat historii Zygmunt Kraus, stanęli Glen Alfredson z synem Peterem…

Przybyli tu, aby oddać pamięć swojemu przodkowi – Arthurowi Nitsche, jednemu z pilotów Liberatora B-24, zestrzelonego przez hitlerowócw 13 września 1944 roku nad Zygodowicami.

. . .
dsc_3330 dsc_3333 dsc_3341 dsc_3348
……………………………………………

Może krótko przypomnę, że właśnie dzień 13 września 1944 roku, był tzw. „czarną środą” amerykańskiej wojny o hitlerowskie paliwo. W tę tragiczną dla amerykańskiego lotnictwa wrześniową środę, z Włoch wystartowało ponad 800 samolotów, z czego 400 to ciężkie bombowce. 96 „Liberatorów” bombardowało wytwórnie benzyny syntetycznej w Trzebini i Oświęcimiu.
W rejonie wykonywanego zadania zestrzelono 6 maszyn.
W Zygodowicach koło Wadowic rozbił się Liberator B-24H nr 42-51139 o nazwie własnej „Hell’s Angel”, z 485. Grupy Bombowej, z 11. osobową załogą na pokładzie, którą dowodził kpt. William C. Lawrence.
Sześciu lotników zginęło, pięciu przeżyło katastrofę.

Ten lot był dla załogi ostatnim z pięćdziesięciu.
Po powrocie na włoskie lotnisko mieli wracać do domu: pilot kpt. Lawrence, drugi pilot por. Hall, nawigator por. Winter, bombardier por. Pratt, radiooperator sierż. Eggers oraz tylny strzelec sierż. Nitsche…
Jednak Oni nigdy już do domu nie wrócili…
Oddali życie za naszą wolność!

Pozostałą część załogi stanowili: nawigator obsługujący radar por. Canin, oficer przechodzący szkolenie na nawigatora prowadzącego formację por. Blodgett, strzelec górny sierż. Christensen, strzelec boczny sierż. Kaplan oraz najstarszy pośród nich, 27. letni boczny strzelec sierżant MacDonald.
. . .
dsc_3383 dsc_3387 dsc_3414 dsc_3416
……………………………………………

Kontynuując pozwolę sobie na wykorzystanie informacji Krzysztofa Serwatki, który w ramach projektu badawczego „Aircraft M.I.A. Project”, pisał m.in.:
„… Nawigator Winter wspomina, że lot do celu był długi – prawie cztery godziny. Około południa samolot osiągnął punkt początkowy nalotu (IP – Initial Point) i skierował się nad cel na wysokości 20000 stóp. Nad celem, wkrótce po godzinie 11:00, amerykańska formacja dostał się w ostrzał przeciwlotniczy, który trwał 7-8 minut.
Christensen pamięta, że ich samolot był nowy i błyszczący od aluminium. Miał dopiero mieć namalowaną nazwę na nosie. Christensen był w górnej wieżyczce wypatrując wrogich myśliwców. W pewnym momencie ujrzał, jak ich „Liberator” kieruje się prosto w obszar gęstego ognia przeciwlotniczego – był przekonany, że dostaną trafienie. Poprosił o spadochron, ale w wieżyczce było za ciasno, żeby go założyć. Nie trzeba było długo czekać na dalsze wydarzenia. Samolot dostał w prawe skrzydło. Winter krzyknął w interkom, że silnik nr 3 zmienił się w kupę poskręcanego żelastwa. MacDonald starał się przekrzyczeć zdenerwowane głosy zagrożonych lotników. Christensen wypadł z wieżyczki i stracił nad sobą kontrolę, gdyż przez nieuwagę odciął sobie dopływ tlenu. Gdyby nie koledzy, z pewnością nie przeżyłby. Ktoś z tyłu pomógł mu założyć spadochron i wypchnął z samolotu przez otwarty luk bombowy.
Lotnicy z innych załóg zawsze mieli obowiązek obserwacji zestrzelonych maszyn, aby ocenić szanse przeżycia kolegów i sporządzić raporty. Sierż. Allen z innej załogi 485. Grupy Bombowej meldował, że samolot Lawrence’a dostał w silniki nr 3 i 4 i wpadł w korkociąg tuż po pozbyciu się bomb. Dwóch lotników wyskoczyło na pewno, potem samolot zaczął się rozpadać, uderzył w ziemię, eksplodował i spłonął.
Kto przeżył, a kto zginął, udało się ustalić ostatecznie dopiero po wyzwoleniu ocalałych lotników z niemieckiej niewoli. Z dziś pożółkłych raportów płynie dalsza część tej tragicznej historii. Winter pisał, że wyskoczył razem z Prattem z dziobu. Pomimo braku rozkazu do skoku zdecydowali się na ten krok, gdy na pedałach steru kierunku nie widać było stóp ani pierwszego, ani drugiego pilota. W tym samym czasie z komory bombowej został wypchnięty Christensen, a tuż za nim skoczyli Canin i por. Blodgett. Blodgett tak opisał ostatnie chwile na pokładzie „Hell’s Angel”: „Moje stanowisko było za pilotami. Kiedy boczny strzelec poinformował o płonącym silniku, zszedłem do komory bombowej z gaśnicą. Nie było ani alarmowego dzwonka, ani rozkazu przez interkom, aby opuścić samolot. Por. Canin był ostatnią osobą, która opuściła bombowiec i musiał użyć wszystkich sił, żeby się wydostać, gdyż wtedy właśnie „Liberator” wpadł w korkociąg. Lawrence i Hall ostatni raz byli widziani w kabinie pilotów, gotowi do skoku. Najprawdopodobniej, tak jak lotników z tylnej części samolotu, korkociąg uwięził ich w spadającej maszynie. Po otwarciu mojego spadochronu nie zobaczyłem już naszego Liberatora, ale smuga dymu ciągnęła się na południowy wschód.” Nad Zygodowicami maszyna eksplodowała. Lawrence, Hall, MacDonald, Eggers, Kaplan i Nitsche zginęli.”.

I właśnie w minioną niedzielę do Muzeum Zygmunta Krausa przybyli członkowie rodziny ostatniego z nich – Arthura Nitsche…
Przybyli, bo dwa tygodnie wcześniej dowiedzieli się, że w Wadowicach jest Muzeum, które upamiętnia m.in. też Ich przodka, a w Zygodowicach – z inicjatywy Zygmunta Krausa – wybudowany został obelisk oddający hołd załodze amerykańskiego Liberatora…

Było to spotkanie pełne wzruszenia, wspomnień i… kolejnych zbiorów do placówki, która dla gospodarza Gminy Wadowice nie jest Muzeum pełnym oryginalnych pamiątek po zdarzeniach i ludziach, którzy już odeszli, a tylko składowiskiem „… złomu i makulatury”.

No cóż, jaki gospodarz, takie… rozumowanie!

Bo materiał filmowy, który Państwo obejrzycie nie pozostawia żadnych wątpliwości, że rodzinne pamiątki, które Glen Alfredson oddał pod opiekę Zygmuntowi Krausowi, to wręcz relikwie dla rodziny Arthura Nitsche…
. . .
dsc_3425 dsc_3474 dsc_3496 dsc_3519
……………………………………………

Dlatego już bez żadnych skrupułów osobiście dzieliłem się tymi faktami z przybyszami zza Oceanu, którzy nie ukrywali oburzenia…
I nie tylko na zachowanie w/w, ale również innych, którzy po prostu całkowicie lekceważą trud pracy Zygmunta Krausa na rzecz zachowania oraz przekazania pamięci o amerykańskich lotnikach przyszłym pokoleniom…
W tym pamięci o Arthurze Nitsche oraz załodze Liberatora B-24, której sześciu członków – podczas swojego pięćdziesiątego, ostatniego lotu nad Trzebinię i Oświęcim – oddało to, co mieli najcenniejsze – własne życie!

Jednak dla włodarza naszej gminy  i jemu podobnym, są Oni tylko nic nie znaczącym dla naszej wspólnej historii… złomem?

Przykre to…
Zwłaszcza dla tych, których bliscy są w tym Muzeum symbolem pamięci o Ich heroicznej walce za… wolną Polskę!

Oczywiście, zarówno pamiątkowe fotografie, jak również materiał filmowy zostaną przekazane rodzinie Arthura Nitsche, by mogły w Stanach Zjednoczonych A.P. być świadectwem, że nie wszyscy w Wadowicach postępujemy tak jak, władze samorządowe tego miasta.
. . .

……………………………………………

Foto: Halina Wyroba.
Prawa autorskie do materiałów fotograficznych oraz filmowych zastrzeżone.

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT