Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Historia czynu niepodległościowego » Historia Człowieka Wielkiego…
Historia Człowieka Wielkiego… czwartek, 14 Sierpień 2014, godz. 00:50

to materiał o życiowej drodze kol. Zygmunta Krausa, pasjonata, kolekcjonera, właściciela prywatnego Muzeum, do 70. rocznicy udziału lotników amerykański w walkach o wolność Polski.
Kiedy prześledzimy całe Jego życie, przekonamy się, że oddał je nie tylko ciężkiej pracy na rzecz historii regionu… Przede wszystkim oddał je społeczeństwu obydwu gmin – wadowickiej i tomickiej…

Od najmłodszych lat interesował się zbieractwem, która to pasja z każdym kolejnym rokiem tylko się w nim wzmagała.
Kiedy dorósł, podjął pracę, zawarł związek małżeński i na świat przyszło dwóch synów, nastały w kraju lata stanu wojennego, na który również nie pozostał obojętny. Mocno zaangażował się w działalność NSZZ „Solidarność”. Działał w Związku m.in. jako kurier oo. Pallotynów. Ile razy „znikał” bezpiece z samochodem pełnym wydawnictw patriotycznych i ulotek? – sam już nie pamięta…
Pamięta za to doskonale śmierć swojego synka Rafałka, który w tamtym czasie zmarł na Jego rękach oraz… „wilczy bilet”, zmuszający Go do wyjazdu za Ocean, gdzie pomimo, iż o niego nie występował, zaproponowano Mu azyl polityczny… Nie przyjął go jednak… Ale za to, aby „zabić” ciężką dla niego rozłąkę z Rodziną i z Ojczyzną, powrócił do swojej pasji. Z myślą o nadchodzących w kraju zmianach, zbierał w Stanach Zjednoczonych A.P. wszystko, co w przyszłości miało odkłamać historię fałszowaną w kraju przez kolejne powojenne dziesięciolecia…
Bardzo aktywnie udzielał się również w środowisku polonijnym… Działał m.in. w Komisji d/s Medali.
Kiedy zorientował się, że amerykańskie środowiska historyczne i media całkowicie przemilczają historię bohaterskich lotników polskich, z taką determinacją walczących przecież w czasie II wojny światowej na wielu frontach 
(których historia zajmowała Go od dawna) i zapytał o powody takiego stanu, a w odpowiedzi usłyszał, że w Polsce też przemilczana jest przecież historia lotników amerykańskich, walczących o wolną Polskę, nie tylko wspólnie z Januszem Jarzeckim założyli w Chicago polskie stowarzyszenie lotnicze…
To wtedy postanowił też, że po powrocie do kraju zlikwiduje tę „białą plamę” z naszej wspólnej historii…
I jak postanowił, tak zrobił…

Kiedy wrócił zza „wielkiej wody”, zaczął szukać „amerykańskich śladów” na polskiej ziemi. Odnalazł kilka miejsc, w których spadły zestrzelone przez hitlerowców amerykańskie samoloty…
Ale najbliższym lokalizacją i Zygmuntowemu sercu okazały się Zygodowice, gdzie śmierć poniosło 6. z 11. członków załogi Liberatora B-24, o nazwie własnej „Hell’s Angel”.
Niestety, pozyskanie eksponatów, których wiele jeszcze pozostało, okazało się dosyć trudne… Bo dla okolicznych chłopów wszystkie stanowiły… wartość. Tyle, że nie historyczną, a wyłącznie materialną. Wszak jak nie była to obita blachą z samolotu studnia, to były rynny, wiadra i inne przedmioty codziennego użytku…
Albo po prostu dający się zamienić na pieniądze… aluminiowy złom, z którego jeszcze przed 1991 rokiem Zygmunt odzyskał pokaźny fragment skrzydła z tamtego amerykańskiego Liberatora…

Były też eksponaty starannie ukryte…
Z uwagi na obawy przed odpowiedzialnością…
Jak np. karabiny maszynowe, które schowane głęboko pod obornikiem i przeżarte rdzą, ten pasjonat osobiście odkopał w jednej z wiejskich zagród.
I tak z pasją a jednocześnie w osamotnieniu oraz przy finansowym zaangażowaniu, ratował te wszystkie dowody tragicznej historii przez utratą i zapomnieniem…

Nie zapomniał również, że pięciu członków załogi „Hell’s Angel” zygodowicką tragedię przeżyło. Jako pierwszego odnalazł sierżanta Vernona O. Christensena, z którym nie tylko połączyła Go serdeczna przyjaźń na wszystkie kolejne lata, ale również idea odszukania pozostałych żyjących lotników z zestrzelonego Liberatora…

Zrealizowali ten plan w całości, a nawet poszli dalej…
Bowiem to właśnie Vernon O. Christensen zainicjował późniejsze spotkania kol. Zygmunta Krausa m.in. z najwyższymi przedstawicielami Pentagonu, administracji amerykańskiej oraz słuchaczami Narodowej Szkoły Wojny USA, a w konsekwencji wizyty tychże w Wadowicach i Zygodowicach, pod Obeliskiem wybudowanym z inicjatywy Zygmunta Krausa i m.in. przy Jego wydatnym udziale, w tym finansowym…

Tu, aby oddać prawdę historyczną należy wspomnieć, że ówczesny Wójt Gminy Tomice, a wcześniej jej Naczelnik z nadania PZPR, na pierwszym etapie tego przedsięwzięcia wcale „nie palił się” do inicjatywy kol. Zygmunta Krausa. Wręcz odczuwało się – jeszcze dzisiaj trudną do oceny – niechęć z jego strony. Jednak kiedy zorientował się, iż może skorzystać na tym politycznie przywdziewał swój odświętny garnitur i był…
Podczas kolejnych uroczystości oraz dorocznych wizyt gości z USA i zawsze… w pierwszym szeregu „organizacyjnym”!

Niestety, w całej tej historii nie dowiemy się już nigdy, dlaczego ofiarowane przez Zygmunta Krausa do wystroju zygodowickiego Obelisku skrzydło z Liberatora B-24 „Hell’s Angel”, Wójt Gieruszczak obciął w połowie i ten obcięty fragment zabrał z miejsca, dla którego był przeznaczony?
Zresztą pozostały fragment też został później skradziony bezpowrotnie przez… „nieznanego” sprawcę!

Dlatego kolejny raz oddając prawdę historyczną trzeba tu wprost powiedzieć, iż „udział i zaangażowanie”, które dzisiaj – zakłamując historię – próbuje się ówczesnemu Wójtowi na siłę i za polityczną potrzebą przypisać, były tak naprawdę wyłącznie zasługą kol. Andrzeja Busia, Kierownika tomickiego GOK, szczerze oddanego całym swoim sercem tamtej sprawie!

W międzyczasie, planując utworzenie dla Wadowic placówki muzealnej, w roku 1991, w piwnicach budynku przy ul. Kościelnej 4., gdzie mieściła się już zarządzana przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej (którego Zygmunt „od zawsze” jest członkiem) filia Galerii BWA, Zygmunt zorganizował swoją pierwszą Wystawę: Przyjaźń Narodów Polski i Stanów Zjednoczonych A.P.
I chociaż pokazał wówczas m.in. niespotykane w kraju zbiory numizmatyczno-filatelistyczne oraz inne polonika odnalezione i zakupione „za swoje” w USA, w całości dedykował ją amerykańskim lotnikom, których na wystawie symbolizowały… to właśnie przywołane wyżej skrzydło i żyroskop z tzw. „zygodowickiego” Liberatora B-24, będące już wówczas w Jego prywatnych zbiorach.
Jednocześnie sukcesywnie adaptował pomieszczenia po swojej rodzinie na piętrze tego samego budynku, gdzie kilka tygodni później wystawił w zorganizowanym przez siebie od podstaw Muzeum Miejskim, stałą a zarazem wiodącą do dzisiaj w Jego zbiorach ekspozycję… „Hell’s Angel”.


Tylko, że „wiodąca” nie oznacza, iż jedyna…
Kolejne, sezonowe, organizował cyklicznie, pokazując zwiedzającym historię i światłych ludzi naszej Małej Ojczyzny.


Nadto w każdą kolejną rocznicę tragedii nad Zygodowicami, 13 września organizował uroczystości upamiętniające trud i załogę amerykańskiego Liberatora, zapraszając na nie nie tylko naszych rodzimych oficjeli, ale przede wszystkim tych zza Oceanu.
To dzięki Zygmuntowi przez kolejne kilka lat Wadowice i Zygodowice odwiedzali najwyżsi rangą oficerowie amerykańskiej armii z gen. Donaldem Kutyną na czele
(Polakiem, który w siłach zbrojnych USA doszedł do najwyższej funkcji – dowódcy obrony kosmicznej i powietrznej Stanów Zjednoczonych A.P.), słuchacze Narodowej Szkoły Wojny oraz przedstawiciele najwyższych władz administracji amerykańskiej… To również dzięki jego staraniom byli tutaj też m.in. dr Daniel Mortensen – szef departamentu Muzeum Lotnictwa USA oraz dr Daniel Hallion – szef departamentu of Air Force…
Że o kolejnych ambasadorach i konsulach amerykańskich w Polsce nie wspomnę…

Jednak niezaprzeczalnie ukoronowaniem pracy kol. Zygmunta Krausa, była 50. rocznica zygodowickiej tragedii!
Bo to jej obchody zaszczycił swoją obecnością Przyjaciel Zygmunta, a zarazem członek załogi zestrzelonej amerykańskiej maszyny – Vernon O. Christensen, który nawet nie poddał w wątpliwość, że przybył tu wyłącznie na zaproszenie Zygmunta i nie tylko dla swoich tragicznie zmarłych Kolegów z bombowca, dla Przyjaciela – Zygmunta Krausa również…


Ale pomimo tak ogromnego wysiłku, starań i zaangażowania w organizację każdej z tych uroczystości – jak Państwo sami zauważą na opublikowanym TUTAJ materiale filmowym – nigdy podczas kolejnych wrześniowych obchodów czy innych uroczystości, nie znalazło się honorowe miejsce dla kol. Zygmunta Krausa…

Te zajmowali ci, którzy uznali, że Zygmunt Kraus – podobnie jak papież Wojtyła – to tylko godne lekceważenia przez nich „popychadło”, potrzebne jednak samorządowcom dla budowania ich politycznych karier! Tak zachowywali się zarówno włodarze gminnego samorządu Wadowic jak i Tomic…
I to nawet wówczas, kiedy na wniosek kol. Zygmunta Krausa honorowano amerykańskich lotników odznaczeniami oraz tytułami „… obywateli Wadowic”, a także wówczas, kiedy zorganizował ze swoich zbiorów wystawę w Stanach Zjednoczonych A.P., którą zwiedziło ponad 140.000 osób.
A więc niezaprzeczalnie wystawę promującą – jak żadna inna – Wadowice i Zygodowice!

Jednak wypadek, któremu uległ w USA i związana z tym nieobecność w kraju była rzekomym powodem dyscyplinarnego zwolnienia Zygmunta z pracy w Muzeum Miejskim…
Rzekomym…
Bo rzeczywistym była… zachłanność Filipiakowej, która myślała, że kiedy w 10. rocznicę działalności założonego i zorganizowanego przez kol. Zygmunta Krausa Muzeum Miejskiego, odsunie Go od delegacji amerykańskiej, to odsunie Zygmunta od Amerykanów raz na zawsze…

Niestety, z uwagi na całkowite zlekceważenie wówczas przez Filipiakową weteranów lotnictwa polskiego i nie tylko, którzy oczekiwali w Muzeum na spotkanie z amerykańskimi Przyjaciółmi, zabranych przez nią i władze samorządowe Tomic pod zygodowicki Obelisk, skutek tych planów okazał się być dla samorządowców opłakany… Reakcja polskich stowarzyszeń lotniczych spowodowała, że właśnie w 10. Rocznicę powstania Muzeum, zakończyła się współpraca gminnych włodarzy z delegacjami amerykańskimi – przedstawicielami administracji amerykańskiej oraz sił zbrojnych USA…

Zygmunt zwolniony z pracy, przy kryminogennym, wręcz przestępczym obniżeniu grupy pracowniczej, przeniósł część swoich zbiorów (z których nie zdążyli Go okraść) do swojego Prywatnego Muzeum Przyjaźni Polsko-Amerykańskiej, przy ul. Konstytucji 3 Maja 23 A, w Wadowicach, dla którego nazwę: „Hell’s Angel” – zastrzegł w zarejestrowanym i podpisanym przez Ministra Kultury Statucie placówki…
I teraz tam, pomimo kontynuowanej nadal przez gminne samorządy cenzury prewencyjnej na wszystko co robi, bez jakichkolwiek dotacji ze strony tychże gminnych samorządów czy władz województwa, realizuje swoje pasje…
Obok licznych ekspozycji w siedzibie Muzeum
– począwszy od tej wiodącej „Hell’s Angel, od której Jego placówka przyjęła swoją nazwę, a upamiętniającej tragedię z 1944 roku, poprzez te poświęcone Przyjaciołom-Malarzom i profesorom Karola Wojtyły, lotnikom polskim, Konfederatom Barskim, 12. Pułkowi Piechoty, wadowickim Żydom, Błękitnej Armii gen. Hallera, Sokolnikom Paderewskiego, czy kończąc na tej łączącej dwie tragedie: Katyń i Smoleńsk – Zygmunt realizuje też wiele wystaw poza siedzibą swojego Muzeum… W tym nie tylko dla społeczności gminnych, bowiem ich znaczna ilość, to wystawy dla szkół i innych placówek kultury…
Tych wystaw, z których wiele znaczących programowo i historycznie nigdy nie doczekało się nie tylko stosownej dokumentacji, podziękowania również!

Za to nie brakuje dowodów na fałszowanie całej tej historii oraz na łamanie praw autorskich, czego najlepszym dowodem jest przygotowywany ostatnio przez gminnych włodarzy z Tomic folder na… 70. rocznicę? Folder nie tylko pełen zakłamanej, fałszującej historię treści, ale też fotografii autorstwa Zygmunta Krausa bądź pochodzących z Jego zbiorów, ofiarowanych kolekcjonerowi m.in. przez Vernona O. Christensena, eksponowanych w publikacji bez zgody właściciela i bez podania źródeł, jednoznacznie wymaganych przecież prawem autorskim…
Zresztą podobnie jak sam tytuł publikacji… „Hell’s Angel”!

A to stanowi, że wydawnictwo dofinansowane przez Unię Europejską, której prawa autorskie są jeszcze bardziej restrykcyjne od naszych, polskich, ma ogromne szanse na znalezienie swojego miejsca na śmietniku… Tyle, że nie na śmietniku historii, bo nawet na ten nie zasługuje, ale… komunalnym!
A Unijna kasa, wrócić tam, skąd… przyjdzie!

Czym więc różnią się włodarze z Tomic od tych z Wadowic?
No chyba jedynie tym, że na gminnym „ratuszu” w Tomicach nie wisi jeszcze szmata z deklaracją: tomicki samorząd zawsze wierny… Zygmuntowi Krausowi?

I chociaż pisać można byłoby w tej materii jeszcze bardzo dużo, na tym zakończę, dedykując ten materiał, podobnie jak ów dokument filmowy, gminnym włodarzom…
I tym z Wadowic i tym z Tomic!

Bo jak naprawdę było na przestrzeni minionych lat pokazuje materiał video zatytułowany – Historia Człowieka Wielkiego…
Na który to tytuł gminni włodarze nigdy nie zasłużą…

Chociaż…
Okazałbym się nieuczciwym, gdybym
– również nie oddając prawdy historycznej – nie ujawnił tu, że tylko władze Powiatu Wadowickiego tej, obecnej kadencji, zasługują na nasz szacunek…
Co prawda nie wsparły one Zygmunta Krausa w jego pracy finansowo (bo i z czego?), ale jako pierwsze odwiedziły Prywatne Muzeum Przyjaźni Polsko-Amerykańskiej „Hell’s Angel” i oddały szacunek dla tej Jego pracy, dla Jego pasji oraz wyraziły uznanie i przekazały Zygmuntowi słowa podziękowania za krzewienie oraz przybliżanie zwiedzającym naszej tragicznej i jakże zawiłej historii…

A przecież wszyscy wiemy, że po wielokroć stosowne zachowanie i dobre słowo dla pasjonata znaczy dużo więcej od pieniędzy…

Już naprawdę na sam koniec uzupełnię, iż w uznaniu zasług na niwie krzewienia historii i kultury regionu, władze i członkowie Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP, przyjęli wadowickiego kolekcjonera, pasjonata i muzealnika – Zygmunta Krausa, w swoje szeregi…

Czy to więc nie afront, nie wstyd dla włodarzy tych dwóch gmin, z taką determinacją od lat promowanych przez Zygmunta w kraju i poza jego granicami?
Widać – nie!
Ale czy możemy się dziwić?
Też… nie!
Bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, iż nigdy nie jest wstyd komuś, komu pluje się w oczy, a on twierdzi, że… deszcz pada!

Dlatego tym – jakże „optymistycznym” – akcentem… zakończę!

Aktualizacja: godz. 20:27.

Ze wstydem przyznaję, iż zapomniałem włodarzom Wadowic i Tomic przypomnieć, że bez żadnej kampanii wyborczej, bez plakatów finansowanych na koszt podatników (bo pieniądze PKW, to też nasze!), kol. Zygmunt Kraus zebrał na początku tego roku 13.040 głosów w plebiscycie Patriotycznie Zakręcony Małopolski.
To prawie połowa z liczby mieszkańców wadowickiej gminy i prawie podwójna liczba mieszkańców Gminy Tomice!
A więc ten skromny i rzekomo nic nie robiący Człowiek, w którego Muzeum
– jak mówią samorządowe lajzery: „… to tylko złom i makulatura” (tak, tak, i dobrze wiemy które to lajzery), uzyskał ilość głosów, której żaden z obecnych włodarzy tych gmin nie uzyska w najbliższych wyborach…
Nawet gdyby jak bardzo chcieli…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT