Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Historia nie tylko inwałdzkiego dworu…
Historia nie tylko inwałdzkiego dworu… wtorek, 17 Marzec 2015, godz. 08:52

Dwór w Inwałdzie - do blogaPosiłkując się stroną internetową „Dwory Małopolski”, pragnę nieco przybliżyć historię związanego z moją rodziną zespołu pałacowo-parkowego w Inwałdzie, którego ostatnim przedwojennym właścicielem był Rodryg Romer.
Jednak historia ta zaczyna się od przodków Józefa Ankwicza, który wzniósł w Inwałdzie okazałą siedzibę swojego rodu. Budowę rozpoczął w 1778 roku, wykorzystując do pracy okolicznych chłopów. Jednak inwestycji nie zrealizował do końca z powodu braku środków finansowych, a niedokończony zamek popadł w ruinę. W połowie XIX wieku tak wspominał tę inwestycję ks. Michał Król: „… Tam pozakładał obszerne ogrody, stawy, fontanny, z tego wszystkiego z dziecinnych lat moich pamiętam gazony z róż, ulice z grabiny, fundamenta duże, jeszcze widzialne, dowodzą na jaką rozległość te gmachy zakładano. Dzieło z dumy wynikające nie utrzymało się. Okropne wichry, które na tem otwartym wzgórzu panujące dachy wciąż zrywały, i lud, któremu Ankwicz darmo budulcowe drzewo dawał, aby tam wieś z domami przeniósł, temi wichrami odstraszony, został się na dawnej swej nizinie.”.
Po egzekucji Józefa Ankwicza dobra inwałdzkie odziedziczył jego syn, Andrzej – arcybiskup Lwowa (1815), prymas Galicji i Lodomerii, rektor reaktywowanego Uniwersytetu Lwowskiego, a od 1833 arcybiskup Pragi. Jeszcze przed święceniami kapłańskimi w 1810 roku, wraz z matką, Anną z Bibernstein Starowieyskich, sprzedał klucz inwałdzki hrabiemu Konstantemu Bobrowskiemu herbu Jastrzębiec, który nieco wcześniej kupił od jego stryja, Tadeusza Ankwicza, dobra andrychowskie.
Po 1828 roku spadkobiercą Konstantego został jego starszy syn Karol, a później jego brat, Roman. Roman Bobrowski zmarł w 1835 roku. W tym czasie obaj synowie Romana byli małoletni, w związku z czym majątkiem dysponowała ich matka, Teresa z Rottmanów.
W pierwszej pierwszych latach XIX wieku Bobrowscy postawili w Inwałdzie późnoklasycystyczny pałac, do budowy którego wykorzystano stary, XVII. wieczny dworek, wzniesiony przez Przyłęckich. Dobudowano do niego piętro i dwa skrzydła, a całość pokryto dachówką ceramiczną. Po dojściu do pełnoletniości starszy syn w 1852 roku sprzedał Inwałd z Zagórnikiem swej stryjecznej siostrze, Adeli, żonie szambelana austriackiego hrabiego Feliksa Romera herbu Jelita (1818-1886).
W 1881 roku Romerowie przekazali cały majątek swojemu synowi, Adamowi jako wiano z okazji ślubu z austriacką arystokratką, Elżbietą Vetter van der Lilie. Początkowo Inwałd był ich stałą siedzibą, ale po otrzymaniu przez Romera stanowiska starosty w Wiedniu, zamienił się w letnią i zimową rezydencję wakacyjną. Romerowie posiadali tu m.in. stadninę koni, a w okolicznych lasach organizowali polowania.
W okresie międzywojennym majątek przejął najmłodszy syn Romerów, Rodryg. Rozwinął w Inwałdzie gospodarkę rolną, wybudował szklarnie, gdzie hodowano m.in. rośliny egzotyczne, rozwinął hodowlę bydła i owiec, zorganizował we wsi spółdzielnię mleczarską. Obok licznej grupy robotników rolnych Rodryga Romera, znalazła się też rodzina Roberta Wyroby, dworskiego ogrodnika, zajmująca pomieszczenia mieszkalne na terenie zespołu pałacowego.

Jak już napisałem, Rodryg Romer był ostatnim przedwojennym właścicielem inwałdzkiego majątku. Podczas wojny, od 1941 roku, wysiedlono mieszkańców a we dworze zlokalizowano siedzibę Hitlerjugend. Po 1945 roku majątek został rozparcelowany, a resztówka wraz z pałacem przeszła na własność Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska, która na powrót zasiedliła fragment części mieszkalnej dworu rodziną dworskiego ogrodnika – Roberta Wyroby. W latach 1947-1949 mieściła się tu również m.in. szkoła rolnicza i szkoła dla traktorzystów. W 1959 roku park i pałac wraz z lokatorami przejęła w użytkowanie Dyrekcja Okręgowa PKP w Krakowie, która organizowała tu kolonie letnie dla dzieci kolejarzy.
W 1994 roku, po opuszczeniu dworu przez wdowę i córkę po Robercie Wyroba, pałac opustoszał. W 1999 roku został zakupiony przez osobę prywatną i – po przeprowadzonym remoncie – stanowi siedzibę mieszkalną obecnych właścicieli, niestety, niedostępną dla zainteresowanych jego historią nawet z zewnątrz.

Warto w tym miejscu przypomnieć, iż ten jeden z ładniejszych zespołów pałacowych Małopolski wpisano do rejestru zabytków już m.in. 16 stycznia 1956 roku (nr rej.: kl. V-111/4/56), a w dniu 01 października 1994 roku wpis ten uzupełniono o pałac i park (nr rej.: A-708/94).

Dlaczego o tym piszę?
Bowiem nie mniej tajemnicza i tragiczna od historii samego zabytku w Inwałdzie pozostaje historia rodziny brata mojego dziadka – Roberta Wyroby, który podobnie jak mój dziadek – Rudolf Wyroba, gospodarz Parku Miejskiego im. Adama Mickiewicza w Wadowicach, zmarł przedwcześnie, pozostawiając żonę Joannę oraz córkę Irenę.
Joanna, stryjenka mojego Ojca, zajmowała wraz z córką Ireną (pamiętaną jeszcze w Inwałdzie krawcową), część pomieszczeń mieszkalnych inwałdzkiego pałacu Romerów do końca lat ’80 ub. wieku, kiedy to przeprowadziły się do swojego domku jednorodzinnego, wybudowanego przez Irenę Wyroba. W domu tym Joanna Wyroba dożyła do późnej starości pozostawiając po swojej śmierci jedyną córkę z jej małżeństwa z Robertem Wyroba – Irenę, z którą ostatni raz rozmawiałem w roku 1981, kiedy przyjechała do nas aby odwiedzić swoją stryjenkę, a moją babcię – Zofię Wyroba, żonę Rudolfa, a zarazem brata Roberta Wyroby – ojca Ireny.
Niestety, w roku 1991 Irena Wyroba zaginęła i pomimo zakrojonych na szeroką salę poszukiwań, w tym prowadzonych nie tylko przez Policję ale również programy telewizyjne „997” czy „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, do dnia dzisiejszego nie udało się Jej odnaleźć… Teorii zaginięcie było bardzo wiele, jednak żaden wysnuty z nich wątek nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.

Robert Wyroba - do blogaAle za to kol. Zygmunta Kraus, odnalazł w swoich zbiorach fotografię datowaną w dniu 30 października 1943 roku, na której uwieczniony został Robert Wyroba, ten pośrodku, wraz z dwoma swoimi przyjaciółmi z wojska. Stan umundurowania, bez pasów, dystynkcji, a u Roberta Wyroby nawet bez pagonów, nadto u dwójki bez orzełka na czapce, może wskazywać, że fotografie wykonano gdzieś w oflagu, podczas przebywania całej tej trójki w niewoli.
I ta fotografia została mi ofiarowana przez Zygmunta, za co i tą drogą składam mu ogromne podziękowania…
Jest to bowiem dla mnie bardzo cenna pamiątka rodzinna zwłaszcza, że wiele fotografii ze zbiorów mojego Taty, z pobytu na różnych uroczystościach rodzinnych u stryja w inwałdzkim dworze, gdzieś bezpowrotnie zaginęło podczas kolejnych przeprowadzek. Fotografii, które obok członków naszej rodziny obrazowały piękno dworu oraz jego wnętrza.
Synowie z Ojcem - do blogaChociaż zachowała się jedna z rodzinnych pamiątek równie cenna, na której widzimy trzech braci Wyrobów (bo tylko trzech ich było), wraz z Ojcem – a moim pradziadkiem. Oczywiście synowie stoją – od lewej Rober, Rudolf i Roman, a przed nimi siedzi ich Ojciec…

Wracając jednak do przywołanego wyżej zaginięcia…
Czy jeszcze kiedykolwiek dowiem się, co tak naprawdę stało się z kuzynką mojego Taty – Ireną Wyroba? Nie wiem. Chociaż cały czas nurtuje mnie pytanie, czy dorosły człowiek może ot tak, bez śladu zaginąć, „wyparować” ze społeczności niczym… eter?
A może to zaginięcie miało po prostu jakiś konkretny cel?
Zastanawia mnie również, czy tajemnicę ukrywają okoliczne lasy, czy ten jednorodzinny domek, który Irena Wyroba wybudowała a dzisiaj straszy pustką i zniszczeniem?

Niestety, kolejne szybko mijające lata co raz bardziej oddalają całą naszą rodzinę od poznania prawdy o losach tej jednej z czterech w rodzinie Ireny Wyroba…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT