Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Honor i prawda, contra… „sierściuch”!
Honor i prawda, contra… „sierściuch”! środa, 11 kwiecień 2012, godz. 09:00

05 kwietnia br. portal wadowiceonline.pl, opisał przebieg zdarzeń, które w skutkach doprowadziły do prokuratorskiego ustalenia, że:
– nijaki „Kocicho”, napisał swój komentarz 12 września 2011 roku, o godzinie 23:51.
– podpisane pod komentarzem obrażającym pana Bolesława Kota – „Kocicho”, to nikt inny, jak tylko sam… „poseł” Kotarba, prawa ręka i jeden z licznych utrzymanków „burmistrza papieskiego” oraz niepodzielnej władczyni na wadowickim folwarku – Ewy Filipiak!
– komentarz „Kocicha” wyczerpał znamiona przestępstwa pomówienia (z naciskiem na: wyczerpał!), ściganego jednak, w prawnej ocenie Prokuratury oraz kodeksu karnego, z oskarżenia prywatnego.

I wcale mnie to nie dziwi, bo odkąd znam onego „Kocicha”, zawsze zachowywał się jak rozkapryszony bachor, któremu wszystko się należy… Na zawsze pozostanie przed moimi oczami obraz, z rozprawy o ten jeden z licznych jego życiorysów, kiedy po moich pytaniach na łamach „Nad SKAWĄ” o przeszłość „Kocicha”, w tym m.in., czy był cinkciarzem, czy skalał się pracą i innych, bielski Sąd nie znalazł podstaw do wydania wyroku skazującego, Kotarba, przyjmując tylko dla siebie charakterystyczną pozę, twierdził: „… ale Wyrobę trzeba ukarać, bo ze mnie się całe osiedle śmieje”. Niestety, Sąd wyjaśnił mu tylko, że na śmianie nie znalazł paragrafu…
Jednak sam fakt „Kocichowego” „zdziecięcenia”, nie uprawnia, abyśmy zrezygnowali z ustalenia sobie kilku rzeczy, które w tym zachowaniu zastanawiają i to w tzw. interesie społecznym…

Pierwsza to taka, że ten magistracki „sierściuch”, który pod rzetelnym materiałem pana Bolesława Kota, przybliżającym Czytelnikom portalu działania wadowickiej sitwy, w tym samego „Kocicha”, napisał, iż „Z tekstu wynika, że Bolesław Kot był członkiem PZPR. Podobno za pieniactwo został wyrzucony z zakładów chemicznych w Alwerni. Później został przyjęty do magistratu, gdzie również dawał w dupę przełożonym, aż w końcu poszedł na emeryturę” – doskonale wiedział, iż pan Bolesław Kot, już w poprzednim systemie politycznym, patrzył władzy na ręce, za co był prześladowany (o czy wiedzę, oczywiście „sierściuch”, powziął m.in. z wyroku sądowego, którym sam w 2000 roku, przerżnął sprawę z panem Bolesławem Kotem!) oraz i o tym, że za Jego „patrzenie na ręce” Filipiakowej, też było kilka procesów sądowych i wszystkie wygrane przez… pana Bolesława Kota!
A na emeryturę pan Bolesław Kot poszedł, oczywiście przy ogromnej radości… ratuszowej sitwy (zawsze to jeden mniej do patrzenia na złodziejskie łapy!), bo sobie na nią uczciwą pracą i uczciwym życiem, zasłużył…
Druga, to wiek pana Bolesława Kota, nie tylko zasługujący na szacunek, ale tego szacunku już wymagający!
Tak, wiem, że aby to pojąć, to trzeba jeszcze mieć w sobie to coś, co… wynosi się z domu!
I chyba tego właśnie zabrakło, że kiedy faktów z materiału pana Bolesława Kota, w żaden sposób nie można było podważyć, ani żądaniem jego sprostowania, ani procesem sądowym, no to trzeba było – w sposób śmierdzący tchórzem od ulicy Topolowej aż po „papieski” ratusz – anonimowo obrażać człowieka piszącego prawdę o tych ratuszowych!
Więc przejdźmy do kolejnej…
Zakresu obowiązków Kotarby i wysokości jego, jawnego w świetle prawa wynagrodzenia, o które folwarczną „dziedziczkę” – nijaką Filipiakową, pytało wielu, w tym radni podczas niejednej sesji Rady Miejskiej…
Tylko, że odpowiedzi jeszcze nikt nie uzyskał…
Podobnie, jako społeczność samorządowa, chociaż mamy takie prawo, nie znamy zakresu obowiązków oraz wysokości jawnych wynagrodzeń innych i dosyć licznych „utrzymanków”… Filipiakowej, którymi obciąża gminny budżet!
Ot…, np. Płaszczycy… Kopacza… Bieńka…
Wiemy tylko z efektów ich „ciężkiej pracy”, że świetnie poruszają się w… propagandzie rynsztokowej, skutecznie odgradzającej mieszkańców gminy od rzeczywistości budowanej nam przez Filipiakową, m.in. budżetowym złodziejstwem i kolejnymi – też złodziejskimi – „rewitalizacjami” (m.in. Żwirki i Wigury, rynek)
Nie wiemy też, chociaż mamy do tego prawo, czy na skrywanej przed mieszkańcami liście ratuszowych płatników, pozostaje np. lider „Kocichowej” młodzieżówki PO – Piotr Hajnosz vel „statyw”?
Wszak chyba nawet dziecko w przedszkolu nie uwierzy, że ktoś taki, jak ów właśnie „statyw posła Kocicha”, publicznie kłamie i poniża ludzi – niewygodnych dla lokalnej sitwy politycznie, a materiałem dowodowym stanowiących zagrożenie m.in. dla samej Filipiakowej i jej „sierściucha” – bezinteresownie i… za darmo?
Dlatego nadal pozostaje otwartym pytanie, które zadałem już znacznie wcześniej…
Za co tak naprawdę Filipiakowa, płaci tym swoim propagandowym utrzymankom?!
Z pieniędzy naszych, wspólnych, budżetowych!
A nie ze swoich!

Trudno też zaprzeczyć, że robi to wszystko świadomie i z premedytacją, broniąc się tymi niczym nieuzasadnionymi budżetowymi wydatkami przed ujawnieniem prawdy, m.in. o tym… opanowanym już do perfekcji budżetowym złodziejstwie!
Wszak chyba nikt nie zaprzeczy, że każdy szanujący siebie i swojej pozycji pracodawca, a przede wszystkim dobrego imienia wśród społeczności, którą z wyboru reprezentuje, już tylko za ten udowodniony Kotarbie przez Prokuraturę świński czyn, wywaliłby onego nijakiego „sierściucha” z roboty na zbity pysk i do tego… w trybie natychmiastowym, dyscyplinarnie, w dniu ujawnienia tego czynu karalnego!
Ale Filipiakowa nie może, bo…
„Kocicho” (podobnie jak ja i jeszcze paru w tym mieście), wie przecież wszystko, w tym o tym… budżetowym złodziejstwie!
Dlatego nie będę polemizował z decyzją Prokuratury, o prawie do ścigania „Kocicha” z oskarżenia prywatnego, bo wiem, że z tym pan Bolesław Kot doskonale sobie poradzi…

Ale uważam, że głębokiej krytyce winna zostać poddana bierność Prokuratury w sprawach tego właśnie, niczym nieuzasadnionego trwonienia gminnego budżetu na kolejnych, licznych utrzymanków Filipiakowej…
Wszak konfrontacja tych wydatków budżetowych z „sukcesami zawodowymi”… „Kocicha”, oraz pełnego, przywołanego wyżej „sztabu” herosów Filipiakowej od propagandy i socjotechniki, nawet nie pozwala wątpić, że jest to długofalowy, precyzyjnie zaplanowany cykl korupcyjny, z czytelnie określonymi zadaniami dla każdego z utrzymanków „burmistrza papieskiego”, tyle, że sprzeczny jednoznacznie nie tylko z ustawą o samorządzie gminnym, ale przede wszystkim z prawem!
Karnym!
O honorze, moralności i tej… „zawszej wierności” z magistrackiej szmaty, już nie wspomnę!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT