Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » "... Łajdacka polityka" » Ja też! Idę na referendum…
Ja też! Idę na referendum… niedziela, 20 Październik 2013, godz. 22:54

Ukazał się kolejny numer „Kocinówki gadzinowej”… Staszka Kotarby!

Mnie satysfakcjonuje m.in. dowodem strachu, okazanym przez Kotarbę moim pierwszym miejscem na liście rankingowej faceta, starannie chronionego polityczną korupcją na linii: gmina-prokuratura, z którego komputera, jak ustaliła Policja, napisany został wulgarny komentarz pod adresem pana Bolesława Kota oraz wywiadem, którym Filipiakowa wzywa mieszkańców do udziału w referendum…

Co prawda nie ubrałem okularów, których zazwyczaj używam do czytania, ale chyba nie musiałem, bo tekst wydawał mi się dosyć czytelny…

„IDĘ NA REFERENDUM!
W sprawie referendum pani burmistrz podobno powiedziała:
Idę na referendum, bo to przecież konstytucyjny przywilej demokracji i prawo mieszkańców do oceny ich ekonoma, jakim są organy gminy. Ubolewam, że nasza ocena wypadnie negatywnie, ale tak bywa, kiedy rządy sprawuje się nadużyciami, pomówieniami rzucanymi wobec mieszkańców i plotkami, które nie mają żadnego pokrycia w faktach czy dokumentach. Dzisiaj, stojąc w obliczu referendum jest mi oczywiście przykro, że nie robiliśmy tego, do czego zobowiązywała nas ustawa o samorządzie gminnym, a tylko sialiśmy ferment, natomiast licznymi kłamstwami oraz budżetowym złodziejstwem utraciliśmy zaufanie mieszkańców.
Dlatego mieszkańcy muszą iść do referendum!
Bo my sami nie mamy dosyć sił i odwagi aby podać się do dymisji, a dalsze nasze rządy mogą doprowadzić gminę oraz jej mieszkańców do bankructwa.

Oceniając ilość podpisów pod wnioskiem referendalnym Filipiakowa miała powiedzieć:
Już sam fakt, że grupa referendalna zebrała wystarczającą ilość podpisów a nawet przekraczającą tę wymaganą pod wnioskiem oznacza, że zarówno ja jak i radni znajdujemy się w trudnej sytuacji. Nie mam wątpliwości, że utraciliśmy społeczne zaufanie i to nie tylko w kręgach politycznej opozycji. Duże znaczenie ma dla mnie fakt, że pełnomocnikiem tej grupy referendalnej jest pani Zofia Siłkowska, kobieta uczciwa i prawa, którą Patron Wadowic – Karol Wojtyła uważał za członka swojej najbliższej rodziny. Będąc zawsze wierną Karolowi Wojtyle, zobowiązana jestem schylić czoło przed tak zacną postacią dla tego miasta i z pokorą przyznać rację wszystkim stawianym gminnej władzy przez panią Zofię zarzutom.

Padło też podobno kilka uwag pod adresem radnego Mateusza Klinowskiego:

Jestem ogromnie wdzięczna, że zdecydował się startować w minionych wyborach z mojego Wspólnego Domu i dostał się do Rady Miejskiej, bo gdyby to właśnie on nie zorganizował nagrywania obrad kolejnych sesji naszej Rady, której z ogromnym zapałem przewodniczę, nie odbierając jednak wynagrodzenia operatorowi Szczurowi, do czego przyznaję się dobrowolnie, to nadal mieszkańcy nie wiedzieliby o cyrku jaki podczas tych obrad organizujemy, a my sami trwalibyśmy w grzechu, obrażając naszego Wielkiego Rodaka.

Filipiakowa nie ukrywa też podobno, że mafijny układ opanował w gminie całe rodziny oraz jej przyjaciół, dzieląc profity wedle hierarchii w tym układzie:
Dzielę się z rodzinami Ramosów i Makuchów. Tu przyznam szczerze, że naprawdę nie wiem dlaczego moja replika rzecznika – nijaki Kotarba – w sądzie kłamał, że nie bardzo niektóre z tych osób kojarzy, kiedy przecież na co dzień ustala z nimi strategię naszego wspólnego działania?
Nie szczędzę też na Cholewce i jego złodziejstwo oraz bandytyzm drogowy starannie chronię układem z prokuratorem Utratą. A ile kosztowała mnie przewodnicząca Miejskiej Komisji Wyborczej – Joasia, moja najlepsza koleżanka? Ile kosztowała tutejszych podatników? Już tyle, że pewnie nawet skarbniczka gminy Bożenka Flaszowa, nie jest wstanie tych kosztów policzyć? Mogłabym tak długo, ale nie chcę, aby pomylić się w tym, co przecież Edward Wyroba przedstawił u siebie z detalami, gdzie Państwa odsyłam.

Ponadto nawet nie mam jak zaprzeczyć, że za wyborcze poparcie budowaliśmy ze środków budżetowych gminy, a więc popełniając przestępstwo, kościelne parkingi, inwestowaliśmy też na kościelnych działkach w inne nieruchomości, że osobiście rozdawałam gminne działki prywatnym inwestorom, że wspólnie zawyżaliśmy koszty zakupu nieruchomości i fałszowaliśmy do tych transakcji dokumenty o znaczeniu prawnym, nawet z pomocą tutejszego sądu.
Że rozwaliliśmy wszystkie zakłady pracy w mieście, które budowali Wasi dziadkowie, rodzice a w wielu przypadkach Wy sami, to przecież widać, więc szkoda czasu na rozwijanie tego wątku.”.

Dotąd doczytałem…
Potem oczy zaszły mi łzami…
Ze wzruszenia…

Jednak szybko nadeszło kolejne wzruszenie…
Kiedy przeczytałem, jak łajdak-wydawca tej „Kocinówki gadzinowej” sprytnie chce uchronić swój zadek na stołku repliki rzecznika grą na uczuciach mieszkańców, teraz – kiedy wszyscy wiedzą od kilku miesięcy i z godnością przemilczają – chorobą radnego Krzysztofa Salachny.
Tego samego, który z mocą kościelnego kaznodziei 26 września 2012 roku, czytał uchwałę Rady w sprawie ścigania przez Filipiakową m.in. Wyroby, w celu ochrony… „dobrego” imienia.
Już wtedy oznajmiłem, że nareszcie Bóg mnie wysłuchał!
Niestety, nic z tego nie wyszło, bo Krzysztof Salachna z Filipiakową i Cholewką do dzisiaj szukają tego „dobrego” i… nie mogą znaleźć!
Czyżby w takim razie Bóg wysłuchał nie mnie, a… Krzysztofa?
I się… odwdzięczył, żeby przed referendum Kotarba miał czym szafować?

No cóż…
Widać łajdactwo Kotarby nie zna granic!
Czy więc Filpiakowa z Kotarbą poznają te granice już w poniedziałek, 28 września, po niedzieli referendalnej w Wadowicach, w którą Ewa Filipiak, zawsze przecież „wierna” Janowi Pawłowi II, wszystkich mieszkańców zaprasza do urny referendalnej?
Odpowiedź na to pytanie leży od dzisiaj w rękach mieszkańców całej gminy?

* * *
A Krzysztofowi Salachnie, tak zwyczajnie, po ludzku, od serca, bez względu na dzielące nas różnice światopoglądowe i polityczne, życzę po prostu szybkiego powrotu do zdrowia!
W spokoju, w ciszy, bez tego łajdackiego politycznego rozgłosu, jaki za Jego przyzwoleniem tej strasznej chorobie nadaje dzisiaj „Kocinówka gadzinowa” Staszka Kotarby!


* * *
Na zakończenie dodam, że jestem Kotarbie niezwykle wdzięczny za to pierwsze miejsce na liście rankingowej jego przeciwników! Bo to nie tylko zaszczyt dla kogoś, kto już dawno obiecał sobie, że nie będzie już nigdy kandydował do żadnej rządzącej sitwy, a tylko do końca swoich dni patrzył tej sitwie na ręce i… rozliczał, do jednego grosika!
I Kotarba dobrze o tym wie!
Tak jak i o tym, że przyznając mi to pierwsze miejsce dał Wam do zrozumienia, jak wielki strach ogarnia go już samą myśl o… Wyrobie!
I bój się Staszek, bój…
Bo sprawiedliwość, ta już bez „adwokata” Utraty, naprawdę blisko!
Przecież chyba nawet nie wątpisz, że  wszystkich was znamy?
Wszak trudno nie znać, kiedy jest was garstka!
Więc i czas bliski, że nie tylko… Policja będzie was tropić!
Dlatego życzę ci „miłych” snów…
Śnij o swojej urojonej na łajdactwie „potędze”, póki jeszcze… możesz!
:)

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT