Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Po wołkowicku » Jak miało być, niech będzie… czarno na białym!
Jak miało być, niech będzie… czarno na białym! środa, 3 Kwiecień 2013, godz. 23:24

Wszyscy z napięciem oczekiwali, zapowiadanego przez członków IWW od kilku dni, wczorajszego programu w telewizji TVN24, który… „czarno na białym” miał dać odpowiedź na pytanie: czy Wadowice wykorzystały szansę, jakie temu miastu dał Karol Wojtyła? 

I jeszcze podczas porannej rozmowy z Przyjacielem uznałem, że materiału, funkcjonującego już nawet w sieci, nie będę komentował, chociaż nie spełnił moich oczekiwań…
Jednak kilkanaście telefonów, jakie już po tej rozmowie odebrałem od osób z identycznym jak moje odczuciem, skłoniły mnie do skreślenia kilku słów…
Szczególnie, że moi rozmówcy zwracali główne uwagę na słowa członków IWW, po których odnieśli oni wrażenie, że materiał ten miał załatwić tylko sprawy ważne dla Inicjatywy, jednak nieco odległe od oczekiwań mieszkańców…

Ale na przekór Państwa oczekiwaniom, zacznę ten materiał od listu nieżyjącego już znanego wadowickiego lekarza – pana Zbigniewa Raucha, z 1992 roku, który wysłany do Kroniki Beskidzkiej nie wiem, czy kiedykolwiek ujrzał światło dzienne…
Dodam, że do zainteresowanego trafił drogą bardzo okrężną…
List ten, którego głównym motywem jest… „Człowiek duch”, bardzo czytelny znajdziecie Państwo obok…

Więc zanim przejdziecie do następnego akapitu, postarajcie się poświęcić chwilę na zapoznanie z jego treścią, bowiem pomimo upływu tylu lat, jest właśnie bardzo aktualna do wydarzeń wyemitowanych wczoraj… 

Po lekturze?
Więc przejdę do sedna…

Wszak od 1992 roku nic się nie zmieniło…
W mieście nadal funkcjonuje „Człowiek duch” i „duch” prywatnego, jedynego w Europie Muzeum Przyjaźni Polsko-Amerykańskiej,
w przeciwieństwie do… „muzeum widmo” Michała nazwisk dwojga, szeroko reklamowanego przez lokalny samorząd…
Nadto ten „Człowiek duch” tego „ducha” swojego Muzeum nie tylko od lat sam finansuje, ale też tym „duchem” sławi naszą ziemię wadowicką nie tylko na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, ale również – i to jakże skutecznie – poza jej granicami!

Kontynuując zaznaczam, że nie będę cytował przywołanych niżej wypowiedzi uczestników wczorajszego programu dosłownie, ale w sposób, w jaki przekazali mi je moi rozmówcy…
I na sam początek – dodam, że z pełnym szacunkiem dla pani Zofii Siłkowskiej – zacznę od Jej wypowiedzi…
Padło bowiem podobno coś takiego z jej ust, że władza tego nie robi, a przecież… trzeba informować o każdym miejscu, gdzie są w tym mieście jeszcze ślady po Ojcu świętym…
Więc pani Zofio, czy to nie była jedyna okazja aby, kontynuując tę wypowiedź wykrzyczeć przed całym światem, że tak naprawdę Ewa Filipiak, jej urzędnicy i proboszcz Gil zrobili wszystko, aby te ślady zminimalizować do maksimum?
Ale pomimo tego, od co najmniej czterech lat, ogromnym skupiskiem tych Wojtyłowych „śladów” jest największa sala właśnie tego jedynego w Europie prywatnego Muzeum, obłożonego przez „żołdaków” z ratusza cenzurą, w której eksponowana jest Wystawa Malarstwa Profesorów – Przyjaciół Karola Wojtyły oraz kolekcja prac Jego bliskiego Przyjaciela – Wincentego Bałysa, początkującego i bardzo utalentowanego artysty, zamordowanego w Krakowie, w pierwszych dniach II wojny światowej przez gestapo! 

Niestety, nic takiego w tym programie nie powiedziano, lokując w sposób starannie przemyślany „Człowieka ducha” i „ducha” Jego Muzeum, na kolejnej wadowickiej liście cenzorskiej…

Dlatego w tym miejscu dziwi mnie postawa pana Leona Jamrożka, w niedalekiej przecież przeszłości współtowarzysza „Człowieka ducha” w walce z poprzednim systemem…
Panie Leonie, czy to Muzeum, to nie jest fragment infrastruktury stworzonej dla turystów?
Tyle tylko, że przez „Człowieka ducha”, bez udziału władz samorządowych, które
– jak Pan powiedział – wszelkie szanse dane Wadowicom przez Karola Wojtyłę, po prostu zaprzepaściły!

I wiecie Państwo dlaczego o tym piszę?
Bo jak napisałem wyżej, ja w tej sprawie odebrałem kilkanaście telefonów i wyłącznie od mieszkańców Wadowic oraz naszego kraju…

Ale Zygmunt Kraus odebrał ich – mówiąc bardzo skromnie – kilkadziesiąt, nie tylko z Polski ale i spoza jej granic i prawie każda z tych rozmów zaczynała się od pytania: czy Twoje Muzeum zostało zlikwidowane?
A telefonowali nie tylko członkowie Klubów Seniorów Lotnictwa z całego kraju oraz z Chicago… Były też telefony od lotników amerykańskich i polskich oraz bliskich Zygmuntowi ludzi z całego świata, włącznie z rodziną zmarłego w ubiegłym roku Vernona O. Christensena, Honorowego Obywatela Wadowic, na którego uroczyste pożegnanie – 13 września 2012 roku – nie było stać ani burmistrza Wadowic ani żadnego z przedstawicieli Rady Miejskiej, którzy ten tytuł Zmarłemu nadali…

Prawie każdy z telefonujących do mnie nie ukrywał też oburzenia wypowiedziami nowego rzecznika prasowego Filipiakowej – jak sama by powiedziała – nijakiego Salachny, który łgał niczym bura suka, zapewne za podpowiedziami widocznego w tle suflera Kotarby (w swoim rozmazanym wizerunku prezentował się naprawdę… bosko!)? – że Filipiakowa objęła rządy w mieście z zabłoconymi ulicami oraz domami przy ulicach niechlujnych i szarych…
Pytano mnie – chociaż przecież w żaden sposób nie mogłem być adresatem tych pytań – dlaczego żaden z wypowiadających się członków IWW nie zanegował tych kłamstw?
Dlaczego nikt nie powiedział, że ulice przed zmianami ustrojowymi, chociaż
– jak Kotarbie odbijało się echem – nieremontowane przez trzydzieści czy czterdzieści lat, były w lepszym stanie od tych remontowanych obecnie w każdy rok (vide: m.in. ulica Mickiewicza) bądź jak Rynek – raz na dziesięć lat! 
Dlaczego nikt nie powiedział, że nie tylko Filipiakowa i jej mafijna ekipa, nie wykorzystała żadnej szansy danej Wadowicom przez Wojtyłę, ale też, że zniszczyła wszystko, co nie tylko rodzice członków IWW w tym mieście wybudowali… W tym setki miejsc pracy, włącznie z „kolebką” obecnej władzy – „Łabędami”!

Jeżeli Państwo sami albo nie chcieliście tego powiedzieć, albo nie powiedzieliście tego bo nie macie stosownej wiedzy, bądź – o co raczej Was nie podejrzewam – ze strachu, trzeba było zaprosić do tego programu osoby dysponujące pełną wiedzą i odwagą, np. pana Mariana Skrzypczaka, który nie tylko powiedziałby ile mieszkań powstało w Wadowicach za jego kadencji, ale też ile miejsc pracy „wyparowało” w mieście, po Jego odejściu z ratusza…

No cóż, jeżeli kogokolwiek uraziłem, przepraszam, ale to dlatego, że podobno miało to być… czarno na białym!
Jednak aby tak było, trzeba głośno powiedzieć, że szansę daną miastu w roku 1978 starają się do dnia dzisiejszego wykorzystać mieszkańcy… M.in. tacy, jak ten opisany treścią listu dr Zbigniewa Raucha – „Człowiek duch”…
Tylko stoi im na drodze ta z przeszłości… sowiecka socjotechnika lokalnej władzy, skutecznie cenzurującej wszystkie pozytywne poczynania…
Dlaczego?
Bo tam, gdzie są uczciwi ludzie oraz uczciwa praca pełna serca i zaangażowania, nie ma… czego i jak ukraść!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT