Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Jak „zginęły” zbiory TMZW?
Jak „zginęły” zbiory TMZW? niedziela, 14 czerwiec 2015, godz. 00:55

000000_do bloga TMZWPytanie to chyba na czasie…
Wszak podana do publicznej wiadomości przez prezesa TMZW – Zbigniewa Jurczaka informacja, że zbiory Towarzystwa… zginęły, na sam początek powinna zaniepokoić członków TMZW, a już na pewno tych z wykształceniem prawniczym, emerytowanych sędziów czy prokuratorów! Bowiem z tego co pamięta wielu, były to zbiory o ogromnej wartości historycznej, że o finansowej nie wspomnę…

Ot, choćby te stare dokumenty mówiące o przeszłości Wadowic, które kiedyś – jeszcze w początkach funkcjonowania – ukryte w ramach zdobiły ściany Muzeum Miejskiego i cieszyły oko zwiedzających. Niestety, zabrane przez prezesa Jurczaka, musiały zostać wówczas zastąpione widokówkami ze zbiorów znanego wadowickiego kolekcjonera.

A jeden z portretów ks. Marcina Wadowity? Ten stary, znaleziony na strychu ratusza przez śp. Franciszka Suknarowskiego, zresztą niedługo po tamtym znalezisku przez tego samego Artystę skopiowany?
I nie jest to portret będący w zasobach Muzeum Miejskiego przy ul. Kościelnej 4, bowiem to też kopia, zresztą doskonała, wykonana przez innego znanego wadowickiego artystę – śp. Karola Pustelnika!

Więc gdzie jest ten jeszcze jeden?
Pierwsza kopia portretu zacnego Rektora, który do dzisiaj zdobi galerię rektorów Akademii Krakowskiej…

A portret Burmistrza… Jana Iwańskiego?
Długo zdobił Jurczakową izbę przy ul. Zatorskiej 7, zamienioną na siedzibę TMZW. Ale później, tak z dnia na dzień… gdzieś „zginął” z tej ściany?

I to zaledwie cząstka tego, co być powinno…
Ale, jak oświadczył prezes Jurczak – „zginęło”. Nad którym to faktem „spoczynkowi” sędziowie i prokuratorzy przeszli i nadal przechodzą obojętnie!
Chociaż wcale mnie to nie dziwi… I nie dlatego, że być może w „ich czasach” uczyli… innego prawa? Ale dlatego, że nie reagowali również ani w sprawie ujawnionego szantażu na prezesie swojego Towarzystwa, ani kiedy pod dyktando prezesa Jurczaka sami łamali prawo!

Tylko, czy w tym kraju może być inaczej?
Kiedy prokuratury, to w wielu przypadkach nie tylko adwokaci mafijnych struktur świecznika władzy i to nie tylko tej na najwyższych, warszawskich szczeblach, tu na samych mafijnych dołach również…

Kiedy przeczytałem ostatnie postanowienie o umorzeniu śledztwa, które zarówno w treści jak i w uzasadnieniu w całości zaprzeczało materiałowi dowodowemu, a nadto całkowicie pomijało wątek przestępstwa ściganego z urzędu, o którym wadowickie organy ścigania powzięły informację i też potwierdzoną materiałem dowodowym, na dodatek upublicznionym, nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać?
Oczywiście z litości…
Bo nawet nie budzi moich wątpliwości, że ludzie /o ile w ogóle na miano ludzi zasługują?/ w sposób tak rażąco obrażający prawo nigdy dotąd zajmowanych stanowisk nie powinni zajmować… Wszak bardziej ich mentalności oraz zaangażowaniu przystoi „łopatologia”, np. przy budowie zapory w Świnnej Porębie!
Ale kiedy już w sposób oczywisty nadużyli zajmowanego stanowiska oraz pełnionej funkcji, w świetle art. 32. Konstytucji RP winni zakończyć swoją dotychczasową karierę „adwokacką” w sposób określony art. 231. Kodeksu karnego… Bowiem konfrontacja postanowienia /jaskrawo sprzecznego z decyzją organu nadzoru/ z materiałem dowodowym nie pozostawia nawet cienia wątpliwości, ani co do niedopełnienia obowiązków, ani co do działania… na szkodę!

Niestety, z uwagi na konstrukcję polskiego prawa, do wydania decyzji przez Sąd nic więcej na razie w sprawie tej napisać nie mogę… Jednak jak mówi stare przysłowie – co się odwlecze, to nie uciecze…

I myślę, że również od odpowiedzialności nie uciekną…, ani ten, któremu zbiory /pozostające pod jego opieką, w siedzibie TMZW w jego mieszkaniu/ gdzieś „zginęły”, ani ci wszyscy, którzy mimo prawnego obowiązku z racji „spoczynkowej” funkcji zawodowej stan ten… akceptowali i nadal akceptują. Zwłaszcza, że podobno to oni najbardziej „przychylnie” podchodzili do „prośby” prezesa, aby zrobić „nowy remanent zbiorów TMZW”, tylko, że podobno ten „nowy” powinien rozpoczynać się i kończyć… stanem „zerowym”?

I wiecie, co mnie zastanawia najbardziej?
Czy postawiony mi fałszywie przez prezesa Jurczaka zarzut nierozliczenia się z rzeczy „pobranych” do sprzedaży, miał obciążyć mnie winą za „zaginione” zbiory, a Jurczakowi ratować „zwieracz” przed odpowiedzialnością?
Ale nie wyszło… I nie tylko dlatego, że ja nic nie pobrałem, ale też dlatego, że to co sami przynieśli potwierdza dwustronna umowa, a na niej dwa oryginalne podpisy…

Więc na zakończenie może pomogę…
„Poszukiwania” tych „zgubionych”, to trzeba by chyba zacząć jeszcze w okresie, kiedy prezes remontował… budynek przy ul. Kościelnej 4?
Pewnie zastanawiacie się dlaczego?
To się zastanawiajcie…
Ja nie muszę…
I nie tylko dlatego, że to nie mnie za to płacą…
Ale dlatego, że ja… wiem!

Stąd już naprawdę na koniec mogę dodać tylko tyle, iż to nie ja publicznie poinformowałem, że zbiory TMZW „zginęły”, ale sam prezes Jurczak, podobnie jak nie ja rozpocząłem – zainicjowaną szantażem – procedurę odwołania z członka TMZW osoby… członkiem Towarzystwa już nie będącej!

No i nie ja nie odrobiłem zadania z ofiarowanej przeze mnie prezesowi Jurczakowi książki mojego autorstwa… I nawet nie musiał przeczytać jej całej… Wystarczyło drugi akapit na 24. stronie! Ale się nie chciało, bo w ocenie prezesa Jurczaka, jedyną wartość ma tylko to, co on sam napisze! No to ma, czego chciał…

Zwłaszcza, że to nie koniec… Bo jutro już będziemy mieli… 15 czerwca. O czym zapewne Sekretarz TMZW na pewno dokładnie go poinformował…

Więc Zbyszku, „przyjacielu” / 😀 /… Bądź wola twoja!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT