Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » Jeszcze dobrze nie zaczął, a koniec już chyba widać?
Jeszcze dobrze nie zaczął, a koniec już chyba widać? piątek, 30 Styczeń 2015, godz. 11:40

000000000000000000000000000000000000Obydwa lokalne portale „dmuchają” ogromną ich zdaniem „aferę” z radnym Pawłem Janasem w roli głównej, który na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej miał odwagę zainicjować akcję: „jem za swoje, jem lokalnie”. Oczywiście trudno nie zrozumieć intencji Radnego, którą wazeliniarze obecnego burmistrza nazywają „rozdmuchaną aferą kanapkową”. Nawet posuwają się do tezy, że to przy tym cieple „ogniska” kanapek Klinowskiego, radny Janas sam chce się ogrzać!
Cóż można by do tego dodać? Chyba tylko tyle, że pewnie kanapki z „Galicjanki” wazeliniarzom Klinowskiego szkodzą bardziej od jeszcze nie tak dawno degustowanego przez nich piwa z… „Ogrodowej”!
A było nie zmieniać menu…
Bo do tego wszystkiego na pewno te kanapki z nadmierną nadpobudliwością rozwijają u niektórych… cynizm kolaborujący z zaklamaniem! Czego nie potrafiło nawet… piwo!

Ale oni tego nie widzą…
Oni uważają, że to radny Janas jest cyniczny, wskazując swoją inicjatywą – powiedzmy to wprost – na łajdactwo burmistrza, który wszystko to, co wcześniej głosił, utopił w szambie ratusza oraz w rynsztoku własnego ego!

Co prawda już burmistrza zaprosiłem do siebie na śniadania, ale jak na razie nie skorzystał, bo…
Nie musi!
Woli żreć ze swoją watahą za pieniądze wszystkich podatników!
Może w ten sposób pojmuje szeroko rozumianą… równość społeczną?
Cóż, konfrontując trzyletnie ryczenie Klinowskiego w poprzedniej Radzie z realizacją jego kłamstw zarówno tych przedwyborczych jak i po…, niczego nie można wykluczyć!

Dlatego najbardziej śmieszą mnie na onych portalach komentarze tych z umorusanymi na brązowo buźkami (to taka przypadłość od lizania…), którymi wykazana jest wręcz boska obraza za wytykanie Klinowskiemu… kanapek, z dorzuceniem, że „… przecież jest wiele ważniejszych spraw finansowych w tym mieście”.

Dlatego powiedzieć bezrozumne i bezwolne… lizusy, to bardzo delikatnie!
Bo rzecz tak naprawdę nie w tym, że w ratuszu żreją za nasze, ale w tym, że ci z „dupną czekoladą” na ustach, aby to łajdactwo budżetowego żarcia usprawiedliwić starają się nam wmówić, że przecież to nic wielkiego, bo Filipiakowa ze swoją watahą tez żarła…
Tylko, że przecież nikt temu co oni uznają za kluczowy argument obrony łajdactwa, nie zaprzecza!
No i w tym, że to przecież Klinowski podobno był pierwszym tu „opozycjonistą”, który o to „żarcie” Filipiakowej darł swoją gębusię, a kiedy tchu brakowało, nawet przez tubę i to nie tylko w remizie!
Ale to już do nich nie dociera…
I może tylko z powodu tej „dupnej czekolady” na ustach?

Niestety, to jeszcze nie koniec kompromitacji…
I pominę fakt, iż zdarzają się sytuacje, które pokazują, że burmistrz mieszkańców wsi ma po prostu w dupie i jako swoją „prawą rękę” wysyła na zebranie wiejskie nie ratuszowego urzędnika czy jednego ze swoich krakowskich „aniołków”, ale jakieś nie wiadomo co z IWW, które nie tylko czuje się pierwszą władzą w mieście, ale też już w kampanii wyborczej po łajdacku łgało niczym… bura suka!
Jednak to będzie temat na inny materiał, z procesem sądowym w tle…


Ważniejsze są te spotkania, na których dr burmistrz Klinowski pojawia się w zasadzie tylko po to, aby „oświecić” uczestników zebrania… swoimi problemami!

Tylko co mieszkańców obchodzą problemy tego kłamczuszka?
Oni mają swoje, które on powinien rozwiązywać z korzyścią dla wspólnot sołeckich i osiedlowych. Bo za to bierze swoje niemałe – bo sięgające ponad kwotę 11. tysięcy złotych brutto, acz widać brakujące mu na… żarcie – wynagrodzenie!

I dziękuję samemu sobie, że w żadnym spotkaniu z tym obleśnym kłamcą nie uczestniczyłem… Bo gdybym usłyszał burmistrza mówiącego o jego problemach, a nie wsłuchującego się w problemy wspólnot samorządowych, to po prostu wprost powiedziałbym, co o takim pajacowaniu myślę!
Bo własne problemy powinien widzieć na długo przed wyborami…
Ale wtedy problemy te przysłaniał pęd do budżetowego żłobu, w jego mocno ograniczonym kolesiowskim towarzystwie.
Dlatego n
awet trudno nie dostrzec, że zaprzeczanie przedwyborczym deklaracjom jest tym, co najlepiej dzisiaj Klinowskiemu wychodzi… Wszak to albo zamiana sitwy zostawionej przez Filipiakową na własną, koperkowo-krakowską, ale także jakże skuteczna adaptacja burmistrza w… tej starej.

I co prawda, tak jak nie przyłożyłem swojej ręki do z góry skazanego na porażkę referendum organizowanego przez Klinowksiego, tak nie przyłożę do tego, które i to chyba już niedługo zafundują mu mieszkańcy, zwłaszcza ci młodzi, wykształceni, którym przed wyborami obiecał pracę, a po wyborach ulokował w… sitwie Filipiakowej.
Bo kiedy przeanalizujemy nawet nie wyniki, ale procentowy udział tych właśnie młodych ludzi dopiero w II trze wyborów (w I nie głosowali), to nawet nie wątpię, że 40. procentowa frekwencja po stronie przeciwników „cara”, to naprawdę minimum…
A to nawet nie pozwala wątpić w wynik końcowy takiego referendum.

Bowiem tych ludzi nie interesują problemy burmistrza…
Ich interesują przedwyborcze obietnice kandydata, które po łajdacku zdradził, tak jak i tych wyborców, kiedy tylko dojrzał brzeg budżetowego… koryta!

I uwierzcie wy wszyscy, z tą „dupną czekoladą” na ustach…
Nie starczy was, by przeciwstawić się temu społecznemu sprzeciwowi!
Będziecie wtedy tak samo bezsilni, jak dzisiaj wobec akcji radnego Janasa, który jako jedyny – jak na razie – miał odwagę z pełną kulturą zwrócić uwagę na łajdactwo budżetowego kanapko… żercy!
A wam pozostał tylko wasz nieokrzesany, zaściankowo-wazelinowy… cynizm kolaborujący z zakłamaniem!

😀

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT