Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » "... Łajdacka polityka" » Kim jesteś… Stanisławie?
Kim jesteś… Stanisławie? piątek, 24 Maj 2013, godz. 14:27

Ostatnio zainteresowały mnie dwie informacje podane przez utrzymanka Filipiakowej i podatników…
Pierwsza, to umorzenie przez „adwokaturę” wadowickiej mafii sprawy przestępstw na pożydowskiej, zabytkowej kamienicy z 1840 roku, w której urodził się przyszły papież, Lolek Wojtyła.

Sama decyzja nie była dla mnie zaskoczeniem, bowiem już od lat nie widziałem postanowienia w sprawach samorządowo-kościelnych, które pomimo w pełni udokumentowanych dowodów na popełnienie czynów kryminogennych nie byłoby skwitowane decyzją o… umorzeniu.
Więc ta jest tylko po prostu kolejną normą wadowickiej prokuratury…
I nie ważne, że daleką od litery prawa!

Bo pomijam fakt, że rażąco obrażającą prawo o ochronie zabytków, o czym wielokrotnie pisałem, ale…
Rażąco też obrażającą zarówno proste wyliczenia matematyczne, jak i podstawowe zasady prawne z dziedziny finansów, bądź co bądź publicznych.
Nie zaskakują też wyniki kontroli przeprowadzonej przez Urząd Marszałkowski, bowiem trudno jest „kręcić bicz” na… samego siebie!

No bo z moich wyliczeń – chociaż specjalistom od ekonomii i finansów nie jestem – wynika, że za… 25.000.000,- złotych, to bardzo skromnie licząc można by nie tylko nie zniszczyć tego zabytku naszej kultury i historii, ale postawić i wyposażyć w bardzo wysokim standardzie co najmniej trzy takie budynki, na dodatek wykończone pod klucz!
No cóż, jak gdzieś podawali, wybudowali tu wręcz od podstaw (bo nawet ściany zewnętrzne zniszczyli pod względem zabytku), około 1000 metrów kwadratowych powierzchni wystawienniczej…
Obecnie u deweloperów cena jednego metra kwadratowego pod klucz, waha się od 3.500,- złotych do 7.000,- tysięcy złotych. Więc przyjmijmy, że średnia wyjdzie nam 5.250,- złotych za metr kwadratowy. Pomnożone przez ten tysiąc metrów da nam kwotę 5.250.000,- złotych. To zaledwie jedna piąta całej kwoty! A gdzie reszta z tych 25. milionów złotych?

I nawet gdybyśmy przyjęli ten metr kwadratowy po najwyższej cenie: 7.000,- złotych, to da nam niecałą jedną trzecią kwoty, która ten „remont”… polsko-unijnego budżetu kosztowała podatników!
Ale nie jest przecież nowiną, że środowiska samorządowo-kościelne bezkarnie najskuteczniej „remontują” oraz „rewitalizują” wszelkie… budżety!

A tu szczególnie, że budynek stoi bezużyteczny i tylko straszy, bo nie ma na… eksponaty!
Których w samych Wadowicach jest co prawda pod dostatkiem…
Tylko, że… kosztują!

A udziałowcom „muzeum” wydaje się, że należą się im darmo, bo oni już nie mają… kasy!

Więc z ogromnym zaciekawieniem będę śledził dalsze kroki byłego dyrektora tej programowej „watahy”, ks. Danka, szczególnie te prawne wobec Newsweeka, który rzekomo tę kościelną personę… pomówił?
I nie ukrywam, że byłbym bardzo rad oceny sądu w tej sprawie zwłaszcza, że nie byłaby to już ocena sądu wadowickiego?!
Chociaż należałoby się zastanowić, czy tego typu zbrodnia popełniona na zabytku i finansach unijnych nie powinna trafić znacznie wyżej i to bardzo znacznie, np. przed oblicze Trybunału Sprawiedliwości w Hadze?

Drugą interesującą mnie informacją jest ta, o wizycie Cezarego Gmyza…
Promował swoją książkę…
I pomijam urojenia dotyczące katastrofy smoleńskiej, bowiem – co po wielokroć podkreślałem – jedynym wyjaśnieniem tego tragicznego w skutkach zdarzenia jest treść ukrywanej przed społeczeństwem rozmowy Lecha Kaczyńskiego z prezesem Jarosławem, jaką przeprowadzili na kilka minut przed katastrofą. I do czasu, kiedy treść tej rozmowy nie zostanie upubliczniona, wszystkie spiskowe teorie można sobie między bajki włożyć!

Ale poruszyła mnie informacja podatkowo-Filipiakowego portalu, którą już na koniec z rozpaczą głosił, że:
„… Wielu z zebranych w bibliotece chciało zapytać o afery polityczne III RP, a także osobiste odczucia dziennikarza dotyczące działań m.in. prokuratury generalnej. Cezary Gmyz w swoich wypowiedziach nie ukrywał, że dla niego farsą były komisje sejmowe, które miały ocenić kolejne afery.
Z wyjątkiem komisji „rywinowskiej”, tak naprawdę, żadna afera nie została wyjaśniona i ukarana do końca – opowiadał na spotkaniu Gmyz.”.
I chociaż dla mnie to nic nowego, to tam nareszcie szczypta prawdy…
Wszak mafijna „adwokatura” w prokuratorskich togach już dawno i na stałe zagościła na moim blogu…


Dlatego postanowiłem sięgnąć po książkę…

I jak już napisałem wyżej, pominąłem te wszystkie dla mnie – przynajmniej na razie – urojenia o zamachu, trotylu itp. Jednak nie ukrywam, że książka zawiera też ciekawe fakty, zwłaszcza w tej treści, którą autor opisuje „przypadek”… Tomasza Turowskiego, agenta UB i innych służb… Nie będę streszczał, bo musicie przeczytać to sami… Bowiem trudno jest mi oprzeć się twierdzeniu, że właśnie czytając o tych faktach stały mi przed oczami liczne życiorysy… (niedo)rzecznika Kotarby, w których w jednym okresie coś brakuje, w innym coś dopisano, a w jeszcze innym dowiadujemy się, że za czasów przebrzydłej komuny, nasz sztandarowy „tubowy krzykacz” woził się bez żadnych problemów „za ocean”, w ten obrzydliwy „zgniły Zachód”, za którym wielu z nas tak bardzo tęskniło, ale nie mogło…

Czy więc dlatego nasz „bochater” w spotkaniu tym nie uczestniczył? Z obawy, że przy okazji upublicznienia właśnie takiej wiedzy mógłby i on doczekać się pytań o swoją przeszłość i braki w… życiorysie? Nawet tym, pisanym dla redakcji „Nad SKAWĄ” na polecenie bielskiego Sądu Okręgowego, którym tak naprawdę nie odpowiedział na żadne z zadanych przeze mnie wówczas pytań… Nawet to, o cinkciarski fragment jego politycznej przeszłości!


Pytania to dla mnie ważne, bo kiedy mój nieżyjący już Ojciec tylko jeden raz pojechał za komuny – dodam, że z biurem podróży – na 10. dniową wycieczkę do Austrii, to po powrocie bezpieka „odwiedzała” Go kilkanaście razy, gnębiąc psychicznie pytaniami o pochodzenie „zielonych”, którymi za tamtą wycieczkę zapłacił i strasząc… kryminałem!

Nigdy nie zapomnę, jak wtedy właśnie moi Rodzice pierwszy raz z ulgą przyjęli, że jakiś czas wcześniej zmarli moi Dziadkowie, rodzice Mamy…

A Staszek sobie jeździł do „chameryki” bezkarnie i…
Co?

Kim więc tak naprawdę jest ten bezkarnie wyzywający nas komuchów oraz równie bezkarnie grożący nam w „majestacie” prokuratorsko-sądowego prawa… Stanisław Kotarba i jaki jest jego prawdziwy życiorys?
Czy też związany z ówczesnymi i nadal funkcjonującymi tajnymi służbami, donosicielstwem i gwarancją bezkarności za wszelkie… łajdactwa?

Czy więc wobec tylu pytań i wątpliwości nie jest to kolejne dziennikarsko-śledcze wyzwanie dla… Cezarego Gmyza?

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT