Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Takie różne z życia wzięte... » Kolejna już bajka, szkoda tylko, że… życiem pisana!
Kolejna już bajka, szkoda tylko, że… życiem pisana! sobota, 22 Kwiecień 2017, godz. 14:03

SprawiedliwośćPonieważ co raz częściej na wadowickich portalach przejawiają się informacje o procesach sądowych, w tym z oskarżenia bądź powództwa osób publicznych /czego zresztą sam od wielu lat doświadczam/ pomyślałem, że warto niektórym przybliżyć wiedzę o prawach…
Zarówno tych, przysługującym mieszkańcom, jak też tych nie przysługującym osobom publicznym, czy osoby te obowiązujące, a zarazem stawiające je w każdym procesie na nieco innej pozycji niż zwykłego „zjadacza chleba”…
Bo zauważyłem, że wielu z tych „publicznych” wydaje się, że… stoją ponad prawem!
Tylko, że tak akurat nie jest…

Bo to ten zwykły „zjadacz chleba”, ma nie tylko niezbywalne prawo do uzyskiwania i rozpowszechniania informacji, ale też prawo do jawności życia publicznego tych publicznych oraz do oceny i krytyki ich działań!
I jest to prawo nie tylko konstytucyjne, a więc przyrodzone i niezbywalne, którego nikt nikogo pozbawić nie może.
Jest to też prawo niezbywalne na mocy Konwencji Europejskich, których Rzeczypospolita Polska jest sygnatariuszem…
A co z tych praw wynika?

Ano, żeby nie przedłużać, to opiszę najkrócej jak można…
Mamy /wszyscy/ prawo nie tylko wiedzieć, co robią osoby publiczne /poza życiem stricte osobistym, bo nie dotyczy to też tej sfery życia osobistego, która ma wpływ na życie publiczne/, ale mamy też prawo do oceny tych działań…
I wbrew przekonaniu niektórych, nie tylko do oceny, która będzie nawet najbardziej szkodliwe działania osób publicznych „lukrowała”, ale również do takiej, która zarówno te osoby, jak i ich zwolenników będzie bulwersowała…
Bowiem w przeciwieństwie do tych zwykłych „zjadaczy chleba”, osoba publiczna, a już zawsze ta krytykowana, ma dużo mniejsze prawa w postępowaniu sądowym od osoby krytykującej…
I co w tym interesujące, nawet jeżeli krytyka mija się z prawdą, ponieważ krytykujący miał problem z dotarciem do prawdy bądź krytykowany zamiast odpowiadać na pytania, wnioski, czy krytykę w sposób określony prawem robił wszystko, aby krytykujący, a przede wszystkim społeczeństwo nigdy nie mogło dotrzeć do prawdy, a więc do tej informacji, do której ma niezbywalne prawo!
To tak w największym skrócie, bo w szerokich komentarzach wszystko już zostało opisane w biuletynach i komentarzach prawnych oraz uzasadnieniach do prawomocnych wyroków sądów krajowych i ETPCz, dostępnych w sieci.

Zresztą jak prawo to funkcjonuje doświadczyła jedna z byłych posłanek, opisana przed kilku laty materiałem prasowym zatytułowanym „Byłem kierownikiem biura poselskiego…”.
Nie pomógł poselski immunitet oraz najlepsza krakowska kancelaria adwokacka…
Prawo okazało się bezlitosne, stawiając ponad poselskie atrybuty i stawiane oskarżonemu zarzuty niezbywalne prawa zwykłego „zjadacza chleba”!
I to nawet wtedy, kiedy w jednym z procesów przed sądem I instancji /a było ich trzy/, trafił się „sędzia” ale tylko w cudzysłowie, który na siłę chciał procedować w sposób spełniający w całości roszczenia i oczekiwania onej posłanki…
By podsumować dodam, że widok miny posłanki, kiedy usłyszała wyrok uniewinniający jej adwersarza od wszystkich postawionych mu zarzutów, do dzisiaj pozostaje… bezcenny!

Kiedy już jesteśmy przy procesach sądowych warto też przypomnieć, że wszystkie one mają swoje oparcie w… zeznaniach.
Zarówno zawiadamiającego o przestępstwie, jak i w zeznaniach wskazanych przez tegoż świadków…
Dlatego na początek warto przywołać art. 233. ustawy Kodeks karny…
A w zasadzie te najważniejsze dwa jego paragrafy…
Może zacytuję…
„… § 1. Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
1a. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
2. Warunkiem odpowiedzialności jest, aby przyjmujący zeznanie, działając w zakresie swoich uprawnień, uprzedził zeznającego o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie lub odebrał od niego przyrzeczenie.”.

Dlaczego zacytowałem?
Bo wielu wydaje się, że będzie fałszywie oskarżało – a już zawsze, kiedy widzi w tym oskarżeniu przychylność prokuratora – i… pozostanie bezkarnymi.
Zwłaszcza, że jeszcze nie tak dawno za składanie fałszywych zeznań można było dostać tylko trzy lata i najczęściej kończyło się to „zawiasami”…
Ale to już było…
Dzisiaj w zasadzie kończy się to co najwyżej tylko na przychylności prokuratora, który nawet, aby zadowolić będącego mu wręcz na rękę oszusta, z premedytacją złamie prawa oskarżonego…

Tylko, że zawiadamiający oraz świadkowie, kiedy składają swoje fałszywe zeznania najczęściej zapominają o fakcie uprzedzenia ich o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, o czym przyjmujący te zeznania, działając w zakresie swoich uprawnień, uprzedził zeznających zanim jeszcze zaczęli… kłamać.
Dlatego potem dla świadka to tylko art. 233. kk…

Większy problem ma jednak zawiadamiający…
Bo to nie tylko fałszywe zeznania, ale jeszcze do tego… zawiadomienie o przestępstwie, którego nie popełniono.

A kiedy sprawa ma swój początek w tym, że oskarżony zrobił jednemu i drugiemu przysługę, aby co najmniej jeden z nich sporo zyskał, a inny nie stracił źródeł utrzymania, a potem „z wdzięczności” wszyscy oni fałszywie oskarżają i fałszywie zeznają, do tego w taki sposób, że sami zaprzeczają materiałowi dowodowemu, który do akt sprawy złożyli, sprawa musi skutkować… nieciekawie.
Bo przecież trudno oczekiwać, żeby ktoś, kto własny zadek nadstawiał, żeby jeden mógł zrobić dobry interes, a ktoś inny nie zdechł z głodu, teraz pozwolił sobie na „wdzięczność” w postaci procesu opartego o fałszywe oskarżenia i… brak dowodów na stawiane zarzuty.

Dlatego, kiedy spotka Was taka „przyjemność” i to nie tylko ze strony osób publicznych, nawet mając świadomość, że już na etapie postępowania przygotowawczego czy śledztwa uprzedzono ich o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, nie zapominajcie, aby podczas rozprawy Sąd odebrał od nich przyrzeczenie, bo to później… bardzo ułatwia sprawę.

Bo nie mają się bać ludzie niewinni!
Bać muszą się ci, którzy fałszywie Was oskarżają, bądź tym fałszywie oskarżającym, występując w charakterze świadka, na siłę pomagają swoimi fałszywymi zeznaniami!

Wszak pamiętajcie, że choćby jak skrzywdził Was prokurator, to nie on wydaje wyrok, tylko Sąd…
Najpierw I instancji, potem II, a kiedy zajdzie potrzeba, macie zawsze otwartą drogę do zweryfikowania ewentualnie niekorzystnego dla Was wyroku przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu…
Potrzeba tylko determinacji i… odwagi.

Bo pamiętajcie też, że to nie Wy macie dowodzić swojej niewinności, ale to Wam wina musi zostać udowodniona, czego – co wiem z ponad 20. letniego doświadczenia – nie wiedzą często nawet prokuratorzy, nazbyt ochoczo przywdziewający adwokackie togi…

A, że to bajka życiem pisana, więc i morał być musi…
Nie tylko ten, że jak przysłowie wiedzie, przyjaciela poznajemy w biedzie…
Ale i ten, że kłamstwo ma krótkie nogi…
Co w konsekwencji powoduje, że to na pewno nie koniec tej bajki…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT