Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » „KSIĘŻA BARĆ” – nekropolia zapomniana…
„KSIĘŻA BARĆ” – nekropolia zapomniana… wtorek, 21 Kwiecień 2015, godz. 14:54

0000Historyk, dr Konrad Meus, wspólnie z właścicielem Telewizji Wolne Wadowice – panem Leonem Jamrożkiem, już od jakiegoś czasu przybliżają nam historię nekropolii wadowickich oraz tych okolicznych. I to zarówno nam współczesnych, ale też tych dawno zapomnianych, po których często przypomina już tylko np. jedna kapliczka oraz pamięć ludzi przekazywana z pokolenia na pokolenie…
I chwała Im za to..
Ja chcę Państwu pokazać nekropolię nie tylko odchodzącą w niepamięć, ale też do końca nie opracowaną historycznie. Tę na wschodnim skraju wsi Chocznia, w tzw. Księżym Lesie. Przy ul. Góralskiej. Bo to tam, w części lasu zwanego „Księżą Barcią” stoi krzyż a na nim tablica z napisem: Przechodniu! Turysto! Wiedz o tym, że szlakiem, którym zdążasz – kroczyli pod silną eskortą SS na rozstrzelanie działacze konspiracyjni, którzy ginęli od kul zbirów hitlerowskich w „Księżej Barci” i tu są ich groby. W grudniu 1944 r. został z innymi rozstrzelany żołnierz AK Adam Turała, lat 32 z Choczni. W lesie tym spoczywa w zapomnianych mogiłach ok. 20 działaczy, którzy walczyli o Polskę sprawiedliwą. Cześć poległym bohaterom.
Nie dopisano, że miejsce pochówku śp. Adama Turały zidentyfikowano i po wojnie jego zwłoki ekshumowano aby przenieść na cmentarz parafialny.

Jednak historia tego miejsca jest bardziej zawiła od tej, o której informuje napis umiejscowiony na krzyżu… I poznałem ją lat temu już sporo z opowiadań członków naszej rodziny, w tym członka oddziału AK, którego współtowarzyszy walki z hitlerowskim okupantem, przyjęła na wieczną wartę ziemia „Księżej Barci”.
Z zapartym tchem słuchałem opowiadań wujka Jaśka o tym, jak gestapowcy w tych leśnych jarach „Księżej Barci” rozstrzeliwali jego przyjaciół z Oddziału i innych polskich patriotów wcześniej przetrzymywanych w miejscowym areszcie.
Jednak jak mówił, nie byli to tylko partyzanci z operującego na terenie Choczni i na jej obrzeżach Oddziału AK. Byli to również młodzi działacze podziemia z innych organizacji patriotycznych. Ponieważ mieszkał – a w okresie okupacji ukrywał się – w bezpośredniej bliskości tego miejsca, na własne oczy widział, jak przywiezieni tu na wykonanie wyroku śmierci skazańcy biciem zmuszani byli przez swoich oprawców do wykopania własnej, zbiorowej mogiły przed egzekucją, którą po wykonaniu wyroku Niemcy sami zasypywali, starannie wyrównując z ziemią miejsce pochówku swoich ofiar dla zatarcia śladu każdej zbrodni. Bo nie była to jednorazowa… akcja.

Dlatego w swoich relacjach Wujek jednoznacznie negował liczbę Ofiar podaną na tablicy, twierdząc, że była ona znacznie wyższa… Mówił, że co najmniej pięciokrotnie.

Dopiero po wojnie, odświeżając w pamięci miejsca poszczególnych egzekucji, współtowarzysze walki wespół z miejscową ludnością dwie mogiły oznaczyli betonowym obramowaniem, a kolejne poprzez usypanie na nich ziemnych kopców. Osobiście pamiętam, że kiedy jako mały jeszcze chłopak chodziłem tamtędy do wujka Jaśka oraz siostry mojej Babci, przechodziłem obok pięciu bezimiennych mogił, chociaż wcześniej podobno było ich więcej…
Dzisiaj pozostały już tylko te dwie, kiedyś oznaczone betonowym obramowaniem. Umieszczono na nich krzyże oraz tablice o bezimiennych Bohaterach, zamordowanych przez okupanta w latach 1942-1944. Po tych pozostałych nie ma już żadnego śladu…
Czas zatarł nie tylko mogiły…
W niepamięć odchodzą również zamordowani…

Jednak to nie jedyna brutalna prawda o tym miejscu…
Zarówno wujek Jasiek, jak i inni świadkowie, z którymi rozmawiałem, nie mieli wątpliwości, iż nie tylko „Księża Barć”, oznaczona dzisiaj Krzyżem Pamięci o zamordowanych przez hitlerowców, ale całe połacie „Księżego Lasu” kryją mogiły będące przemilczaną, ale jednocześnie jakże brutalną historią Polski powojennej.
Moi rozmówcy jednoznacznie mówili o pochówkach, jakie miały tu miejsce w latach 1946-1955.
Dochodziło do nich najczęściej pod osłoną nocy. I jak relacjonowali to moi rozmówcy, chowano tu w bezimiennych, również równanych z ziemią mogiłach, nie tylko ofiary kaźni wadowickiej bezpieki, ale też przywożone tu z bardziej odległych terenów… M.in. z Bielska, Makowa Podhalańskiego, Skoczowa… Skąd jeszcze?

Dlatego rodzi się we mnie pytanie, czy aby ofiar UB oraz działającej w Polsce do 1956 roku NKWD, na pewno należy szukać na podwórku wadowickiej Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach, jak sugerują m.in. niektórzy wadowiccy „histerycy”?
Wszak w świetle relacji świadków wydarzeń z tamtych lat rzeczywistość wcale nie musi być taka prosta…

Dlatego może trzeba nie tylko odnowić Krzyż Pamięci w „Księżej Barci”, ale też zmienić napis na tablicy, redagowany przecież w dawno minionej rzeczywistości ustroju jakże słusznie minionego?

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT