Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » "... Łajdacka polityka" » Łajdacka, ale dobrze płatna, polityka… informacyjna!
Łajdacka, ale dobrze płatna, polityka… informacyjna! sobota, 11 Maj 2013, godz. 01:16

Jak napisałem w poprzednim materiale, przedwczoraj – 09 maja, polityczna „dziwka” wręcz dostała chyba „orgazmu”, bo… jeden z wadowickich przedsiębiorców… „przegrał z miastem spór o parking”?

A temat to godny odnotowania, bowiem wcześniej politycznej „dziwce” zabrakło nie tylko podniecenia, ale również informacyjnej rzetelności i to nie tylko, kiedy inny wadowicki przedsiębiorca wygrał z tutejszym płatnikiem politycznej „dziwki”, ale też, kiedy w miniony wtorek, 07 maja, przewodnicząca grupy referendalnej z Kalwarii Zebrzydowskiej – pani Zofia Jończyk, wygrała z drugim płatnikiem politycznej „dziwki” – burmistrzem tejże Kalwarii – Zbigniewem Stradomskim.
Obydwa te procesy polityczna „dziwka” przemilczała…

Ale „dziwki” tak już mają, zwłaszcza te bliżej „koryta”, że wybierają sobie klientów, w zależności od wielkości zasobów portfela klienta…

Proces wygrany przez wadowickiego przedsiębiorcę tu przemilczę, bowiem odniosłem się do niego
, zwłaszcza w kontekście pokrycia strat, jakie przedsiębiorca ten poniósł wskutek łajdackich decyzji, które to straty winna pokryć z własnej kieszeni – zgodnie z ustawą – papieska burmistrz, a nie podatnicy i ich budżet!

Przybliżę jednak przyczyny i skutki procesu wygranego przez panią Zofię Jończyk, starannie przemilczanego przez budżetowego wyrobnika u Stradomskiego…

Bo proces wygrany przez panią Zofię Jończyk wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jest dla burmistrza Stradomskiego druzgocący…

A poszło o istotne dla podatnika pytania…
Oczywiście zadane przez panią Zofię Jończyk burmistrzowi Stradomskiemu, pismem z dnia 04 września 2012 roku!

Samych pytań pani Zofii Jonczyk, tak jak i pozostałych pism, które tu jeszcze przywołam cytował nie będę, bowiem zamieszczam je w załącznikach do materiału, w formie i treści nader czytelnej…


Ale Stradomski uznał, że pytaniami Jończykowej nie ma sobie co burmistrzowego łba zaprzątać i po prostu je olał, pospolicie lejąc wodę pismem z dnia 16 października 2012 roku, o sygn.: SR.1431.22.2012.

Pomijam termin jaki potrzebny był Stradomskiemu na myślenie…
Treść przeczytajcie sami…
Po prostu… łza się w oku kręci!

Przywalił tyloma wyrokami różnych sądów, że Wojewódzki Sąd Administracyjny nawet nie miał wątpliwości, że Stradomski nalał wody do poziomu najwyższego… krzyżyka na Klasztorze Bernardynów!

Oczywiście po skardze Zofii Jończyk z dnia 24 stycznia 2013 roku, złożonej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie, na olewanie swoich obowiązków przez burmistrza Stradomskiego, za pośrednictwem kalwaryjskiego Urzędu Miasta.

I Sąd ten nie miał wątpliwości, że:
– nie była to odpowiedź, jakiej burmistrz z prawnego obowiązku musi udzielić.
– niepotrzebnie się wysilał przywoływaniem nie mających żadnego znaczenia w tej sprawie wyroków, bo odpowiedź udzielona obywatelowi musi być rzetelna, czytelna i prosta w jej zrozumieniu.
– burmistrz Stradomski ma po wyroku czternaście dni do udzielenia odpowiedzi pani Zofii Jończyk, na zadane przez nią pytania.

– i tyle samo na zwrócenie Zofii Jończyk poniesionych przez nią kosztów procesu.


 Tu już rodzi się pytanie, kto te koszty zapłaci?
Burmistrz Stradomski, jak reguluje to ustawa, czy kalwaryjscy podatnicy?


Ale o tym polityczna „dziwka” nie mogła napisać, bo takie „oddanie się” mogłoby skutkować zabraniem jej przez Stradomskiego finansowych profitów za… źle wykonaną „usługę”!


Czy więc z czym innym może kojarzyć się takie wybiórcze informowanie podatników, jak nie z pospolitą polityczną… prostytucją?


To powoduje, że na koniec wrócę jednak do „orgazmu” dotyczącego przegranej przez wadowickiego przedsiębiorcę, bo bardzo zainteresował mnie tylko jeden fragment z „dziwkarskiej” treści…

Ot, ten:
„… W ocenie sądu przedmiotem przetargu i dzierżawy nie był grunt oznaczony tylko „co do gatunku” liczony w metrach kwadratowych. Przedmiotem dzierżawy była określona nieruchomość tzn. parking na placu Kościuszki, a stawka 5 zł za metr kw. służyła tylko ułatwieniu licytacji. Dla każdego licytującego powinno być oczywiste, że nie licytuje stawki za metr kwadratowy, ale za cały parking o powierzchni 2754 metrów kw.”.

Państwo wybaczą, ale znowu wypada mi zapytać, za ile Sąd przyjął rozumowanie tak – mówiąc delikatnie… głupie?
Bo chyba nikt korzystający z daru rozumu nie zaprzeczy, że jeżeli było tak jak napisała polityczna „dziwka”, w co przecież trudno wątpić, to albo było to rozumowanie głupca, albo kogoś, kto za takie rozumowanie wziął w… łapę?
I to sporo, bo przecież stawka sporu też była niemała… Aż… 130.000,- złotych!


Wszak chyba komukolwiek rozumnemu trudno przyjąć, że stając do przetargu o powierzchnię gruntową, przy stawce 5,- złotych za metr kwadratowy, ma być dla każdego startującego w takim przetargu oczywiste, że nie licytuje on stawki za metr kwadratowy, ale za trudne do określenia… hektary!

Czyż nie?

Dlatego podkreślę jeszcze raz: tak może rozumować tylko głupiec, albo ktoś, kto doskonale wie, ile za takie rozumowanie… zarobi!
Oczywiście „na lewo”!


I nie omieszkam pominąć, że cała ta sprawa powinna trafić do annałów polskiego sądownictwa… Tych kompromitujących i podważających zaufanie obywateli do polskich sądów!
O których pisze także Bogdan Święczkowski
, prawnik i były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W przeszłości pełnił również funkcję dyrektora Prokuratury Krajowej oraz dyrektora Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej.

Tylko, zapominamy, że to nie sądy (mury), ale… ludzie!
O ile w ogóle ludźmi można ich nazywać?

Trudno także zaprzeczyć, że sprawa powinna też trafić, jeżeli nie do kasacji, to przynajmniej na biurko ministra sprawiedliwości i na pewno do Komisji Sprawiedliwości Parlamentu Europejskiego, że o innych organach naszej władzy, nie wspomnę.. Ot chociażby takich, jak Prezydent RP, który z mocy prawa jest… strażnikiem Konstytucji!
Tej Konstytucji, o której zapomniał „człowiek”, negujący prawo aby tylko zaspokoić… żądze papieskiej władzy!

Celowo napisałem w cudzysłowie „człowiek”, bo naprawdę nie wiem, czy tylko głupiec, czy… łapówkarz?

Gdzie ja link do tego materiału wyślę?
Tym razem zatrzymam tę wiedzę dla siebie…
I tylko dlatego, żeby polityczna „dziwka” nie musiała robić z siebie idioty
 i nie informowała swoich wielbicieli o tajemnicy, która od początku tajemnicą nie była!

Ale niech nie będzie tajemnicą, że o łamaniu prawa w Kalwarii, to… jeszcze nie koniec!
Już wkrótce o tym, jak łamie się prawo, przy zatrudnianiu w kalwaryjskiej budżetówce… samych swoich!
Co być może robi się celowo, aby m.in. wylać na zbity pysk kogoś nad wyraz dotąd miernego, biernego, ale wiernego, komu wykonanie takiego bezprawia po prostu się… zleciło?

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT