Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Łajdackie zakłamywanie historii – 2…
Łajdackie zakłamywanie historii – 2… wtorek, 28 Styczeń 2014, godz. 15:19

Kończąc I cześć materiału o zakłamywaniu historii nieco tę historię wyprzedziłem.
Bowiem zanim doszło do zmiany systemu, na kartach historii miasta zapisał się dzień 16 października 1978 roku – wybór wadowiczanina, biskupa krakowskiego Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Na Wadowice, miasto urodzin Papieża-Polaka zwrócone były oczy całego świata. Stało się ono do czasu zmian ustrojowych „centrum” pielgrzymkowym Europy. Tamta władza mimo, że z bardzo ograniczonymi możliwościami, starała się wykorzystać zaistniałą sytuację. Przygotowała kompleksowy plan przekształcenia grodu w centrum turystyki docelowej. Mimo ogromnych trudności lokalowych przeniosła mieszkańców kamienicy przy ulicy Kościelnej 7, w której dnia 18 maja 1920 na piętrze przyszedł na świat chłopiec, Karol Józef Wojtyła, syn Karola Wojtyły i Emilii z Kaczorowskich Wojtyłowej –  do lokali zastępczych i własnym sumptem wyremontowała budynek by przekazać go Kościołowi, w którym ten zorganizował Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego. Jego otwarcia, w dniu urodzin Papieża w roku 1984, dokonał ks. Franciszek Macharski, metropolita krakowski, zastępca Papieża na krakowskiej stolicy św. Stanisława. W uroczystościach, na osobiste zaproszenie Metropolity Krakowskiego uczestniczyły ówczesne władze miasta, którym Kardynał złożył gorące i szczere podziękowania za wkład pracy.

W identyczny sposób hierarchia kościelna doceniła wkład pracy ówczesnej lokalnej władzy włożony w przygotowanie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny, w przygotowanie spotkania Papieża z wadowiczanami, do którego doszło dnia 06 czerwca 1979 roku, kiedy to Najznamienitszy z wadowiczan odwiedził po raz pierwszy swoje rodzinne miasto.

Dwa lata później, ta sama władza zebrana w dniu 2 czerwca 1981 roku na sesji Rady Narodowej Miasta i Gminy Wadowice “… nadaje HONOROWE OBYWATELSTWO MIASTA WADOWICE Karolowi Wojtyle – PAPIEŻOWI JANOWI PAWŁOWI II, największemu Synowi Wadowic w całej 650-letniej historii miasta, pragnąc by ten zaszczytny tytuł był symbolem trwałej pamięci, nierozerwalnej więzi i wdzięczności ogółu wadowiczan dla Jego Świątobliwości za rozsławienie rodzinnego miasta na całym świecie. Równocześnie Rada Narodowa prosi Jego Świątobliwość o przyjęcie jak najszczerszych pozdrowień i życzeń od całego wadowickiego społeczeństwa”, w imieniu którego dokument podpisali: Naczelnik Miasta i Gminy – Marian Skrzypczak oraz Przewodniczący Rady – mgr Stanisław Dula.Również w tamtym okresie Jan Paweł II zostaje Honorowym Członkiem Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej.

Swoją uwagę władze samorządowe gminy lat 80. ub. wieku skupiały również na przyziemnych potrzebach mieszkańców: rozbudowywano szkoły i osiedla mieszkaniowe, rozpoczęto realizację inwestycji ekologicznych: oczyszczalni ścieków i wysypiska odpadów komunalnych (którego następcy nie ukończyli przez kolejnych osiem lat swoich rządów), w związku z rozwojem motoryzacji przygotowano i wdrożono realizację nowoczesnej obwodnicy dla miasta (której następcy nie kontynuowali, budując w zamian drogę, która w żaden sposób nie rozwiązała problemu komunikacyjnego Wadowic, a wręcz przeciwnie).

Bez pomocy tamtych, Skrzypczakowych władz niemożliwą byłaby również działalność składającego się z pięciu osób (J. Zeman, Z. Jurczak, K. Malczyk, W. Gałuszka, J. Studnicki), Komitetu Przywrócenia Pomnika Żołnierza 12. Pułku Piechoty, dzięki któremu w roku 1981 pomnik powrócił z cmentarza wojskowego na swoje pierwotne miejsce, przed koszary 12. Pułku Piechoty przy ul. 1 Maja.

PRZEGRANA DEMOKRACJA

Wyżej wymienione inwestycje nie są jedynymi, których ówczesnej władzy nie pozwolono ukończyć i to wyłącznie dzięki tzw. „ludziom z Łabęd”. Oni – młodzi i „pełni energii” (nic to, że negatywnej!) – przejęli w 1990 roku władzę w „demokratyczne”, w swoje ręce. Wraz z władzą przejęli inicjatywę, która cechowała się ogromną niechęcią do wszystkiego co przeszłe, a zarazem równie ogromną chęcią do wszystkiego co można było „zgarnąć”. Wzięli całą pulę i zaczęli niszczyć działające przed 1990 rokiem instytucje, stowarzyszenia oraz wszelkie ich inicjatywy. Za przyczyną ekipy rządzącej zwanej „ekipą Filipiakowej”, zniszczono Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej, PTTK, Galerię BWA, Muzeum Historyczne Wadowic wraz z Działem Zbiorów Specjalnych (…). Po raz kolejny pozbawiono Zegadłowicza nazwy Jego ulicy w mieście, a i Miejskiej Bibliotece Publicznej odebrano imię zasłużonego działacza społecznego i literata – dr Józefa Putka.

Odrębną kartą „demokratycznej” historii rządów tej właśnie ekipy, jest również historia powołanej do życia w roku 1992 Fundacji “Czartak.

Aby nie korespondować z domysłami o tamtych wydarzeniach w tym miejscu pozwolę sobie przywołać treść listu z dnia 17 listopada 1998 roku, skierowanego przez Autora niniejszej publikacji – po śmierci wnuka Piewcy Beskidów Adama Zegadłowicza – na ręce córki Poety – Atessy Zegadłowicz-Rudel.

List ten, nie doczekawszy się odpowiedzi, został opublikowany na łamach pisma “Nad SKAWĄ”:

“Szanowna Pani!
Od początku byłem świadkiem ponownego odradzania się Muzeum Emila Zegadłowicza. Znam wartość trudu włożonego przez ludzi, dzięki którym placówka zaczęła tętnić życiem. Sam, na prośbę syna Szanownej Pani, a mojego Przyjaciela, ś.p. Adama, przez sześć lat, w miarę swoich skromnych możliwości, anonimowo przykładałem do niego rękę.
I zawsze, bezkompromisowo mówiłem prawdę o tych, którzy “Gorzeniowi” pomagali oraz o tych, którzy mu szkodzili.
Jak już podkreśliłem, trwało to sześć lat. Tyle czasu poświęcił pierwszy Zarząd Fundacji na ratowanie tego, co bez Jego działań uległoby unicestwieniu. Obserwowałem te działania oraz pomagałem w nich zawsze z satysfakcją i dlatego nie mogę pozwolić, aby nowy Zarząd ciężki, społeczny trud ludzi dobrej woli unicestwił w kilka miesięcy.
Ponieważ nie mam wpływu na odwrócenie kart historii, zmuszony jestem zapoznać społeczeństwo z przyczynami działań, które być może nie pozwolą nigdy na urzeczywistnienie marzeń pierwszego Prezesa Zarządu Fundacji “Czartak” – prof. Franciszka Suknarowskiego.
Moja decyzja jest ostateczna, przede wszystkim z uwagi na pamięć o Przyjacielu, gdyż za takiego, do ostatnich dni życia, uważałem syna Szanownej Pani. I myślę, że przynajmniej poprzez ujawnienie prawdy spłacę Adamowi dług za tę prawdę, z jaką się ze mną podzielił, myślę, że nie przypadkowo…
Na kolejnych stronach zamieszczam treść materiału, jaki przygotowałem do publikacji.
Przesyłam go z szacunku dla przeszłości jaką wspólnie przyszło nam przeżyć oraz z propozycją ewentualnego uzupełnienia faktów, które w treści tej są zawarte. Faktów, które syn Szanownej Pani być może pominął, a stanowią ważne ogniwo tej najnowszej historii gorzeńskiej placówki.
Brak odpowiedzi w przeciągu najbliższych dziesięciu dni zmuszony będę uznać za niechęć uzupełnienia mojego materiału, zarówno ze strony Szanownej Pani, jak i pozostałych członków Rady Fundatorów.

CZY ADAM MUSIAŁ ODEJŚĆ?

Wszystko na tym świecie dzieje się za przyczyną Boga, wszystko jest zaplanowane… Ale czy na pewno? Czy nie ma przypadków, że ludzie ludziom gotują ich własny los? Ponieważ odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest i że tak było w przypadku śmierci Adama Zegadłowicza, pragnę podzielić się z Państwem znanymi mi faktami, do dziś owianymi tajemnicą, a związanymi z działaniami na rzecz zmiany pierwszego Zarządu Fundacji „Czartak”. Myślę, że jest to jednoznaczny przykład „niesienia pomocy losowi” i nie myślę, ale uważam, że to ludzie Adamowi zgotowali ten los…
Odrębną, niechlubną i mało znaną kartą historii „demokratycznych”, władz Wadowic, jest historia powołanej do życia w roku 1992 Fundacji „Czartak” i jej pierwszego Zarządu, który w większości składał się z członków funkcjonującego w „podziemiu” Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej. Celem tegoż Zarządu, któremu prezesował Franciszek Suknarowski, wiceprezesował Zbyszek Jurczak, a wspierali ich działania członkowie: J. Zeman, J. Zając, E. Rzycki, S. Ocetkiewicz, J. Sobala, M. Zegadłowicz, A. Zegadłowicz i wielu, wielu innych, było przywrócenie społeczeństwu ekspozycji muzealnej w gorzeńskim Muzeum, bezcennych zbiorów Piewcy Beskidów Emila Zegadłowicza. Fundacja, a szczególnie jej Zarząd działały prężnie. Dzięki społecznej działalności małej garstki osób, na przełomie lat 1994/95 zbiory Poety wróciły „z bielskiej niewoli” w Muzeum Okręgowym w Bielsku-Białej i trafiły na krótki czas „pod celę” w wadowickim Zakładzie Karnym, który jako jedyny dysponował pomieszczeniami nadającymi się, w ocenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, nieżyjącego już Karola Gruszczyka, do przechowywania kolekcji. Część z nich już 18 lipca 1995 roku, podczas uroczystego otwarcia placówki po piętnastu latach jej niebytu, pokazano zwiedzającym. Otwarto pierwsze pięć pomieszczeń z docelowych dwunastu. Rok 1996 zaowocował oddaniem kolejnych sal. Muzeum żyło. Wokół placówki skupiła się jednak wadowicka inteligencja, w której swe zagrożenie widziała „demokratyczna” władza. Kiedy skupieni wokół Muzeum i Zarządu przygotowali bogaty, całoroczny program obchodów „110 rocznicy urodzin Emila Zegadłowicza”, ta sama władza, która wcześniej nie wykazała żadnego zainteresowania powstaniem placówki, bo jak twierdziła „Gorzeń, to siedlisko szatatna”, w roku 1998 nagle objawiła chęć przejęcia nad nią „pieczy” i to tylko w celu usunięcia osób zaangażowanych w pracę na rzecz Muzeum Emila Zegadłowicza i zniszczenia placówki.
Fakty toczyły się szybko. Z chwilą ogłoszenia roku jubileuszowego do „akcji” z ramienia Zarządu Miasta wkroczyło rodzeństwo Wodyńskich. Przełom stycznia i lutego 1998 roku obfitował w korespondencję Stanisława Wodyńskiego, a 04 lutego (środa) do Adama Zegadłowicza, poprzez dziennikarza „Kroniki Beskidzkiej” dotarła dyskretna informacja, że „… Kotarba ciepło o nim mówił”. Za kolejne kilka dni, 12 lutego (czwartek), Adam Zegadłowicz prowadzi rozmowy z siostrą Ewą Olimpią Wegenke o „… Zbyszku (Jurczak – przyp. red.) i perspektywach fundacji”. 22 lutego (niedziela) prowadzone są kolejne rozmowy z członkami rodziny. 23 luty (poniedziałek) obfituje kolejnym listem do Stanisława Wodyńskiego od rodziny Zegadłowiczów (wysłanym za dopłatą 26 lutego).

Nie jest tajemnicą, że Adam Zegadłowicz był człowiekiem chorym, alkoholikiem i właśnie ta choroba na kilka dni wyłącza go z jego codziennych zajęć oraz z akcji „usunąć Zbyszka”.

Kiedy dochodzi do siebie, 18 marca (środa) kreśli kolejne słowa listu do Stanisława Wodyńskiego, który wysyła pięć dni później – 23 marca (poniedziałek). Międzyczasie bowiem, 21 marca (sobota) i 23 marca (poniedziałek) prowadzi rozmowy z Michałem Kręciochem, byłym red. naczelnym „NS”. Rozmowy te prowadzi również 24 marca (wtorek), a 25 marca (środa) dochodzi do spotkania M. Kręciocha z Ewą Olimpią Wegenke. 26 marca Adam Zegdłowicz przeprowadza rozmowę telefoniczną z Andrzejem Busiem – pracownikiem GOK w Tomicach, a Ewa Olimpia Wegenke w rozmowie telefonicznej z bratem wyraża oburzenie, wywołane przygotowanym programem obchodów jubileuszu Dziadka. 29 marca (niedziela) w rozmowie telefonicznej Adam Zegadłowicz informuje swego syna, Mikołaja o zmianach jakie zaplanował z siostrą Ewą i matką – Atessą Zegadłowicz-Rudel. 31 marca (wtorek) Gorzeń nawiedza sam S. Wodyński.
W dwa dni później, 02 kwietnia (czwartek), na rozmowy przybywa do Gorzenia Michał Kręcioch. Nie obszedł się bez rozmów również okres Świąt Wielkanocnych, które cała rodzina Zegadłowiczów prowadziła przy świątecznym stole 13 kwietnia (poniedziałek). 26 kwietnia (niedziela) Atessa Zegadłowicz-Rudel wraz z synem Adamem rozmawiają o konieczności podjęcia rozmów z Ewą Filipiak – burmistrzem Wadowic, po czym Adam przeprowadza rozmowę ze swym szwagrem, Jackiem Sufą, na temat wiceprezesury w nowym Zarządzie. 27 kwietnia (poniedziałek) Adam, w imieniu matki, pisze list do znanego warszawskiego dziennikarza Tadeusza Olszewskiego, a 28 kwietnia (poniedziałek), w/g wyraźnych wskazań matki, list do prof. Włodzimierza Wójcika z Sosnowca – Prezesa Rady Programowo-Naukowej Muzeum.
29 kwietnia (środa) następuje przełom w działaniach. Radna Stanisława Wodyńska umawia się na spotkanie z rodziną w gościnnych progach Gorzenia w dniu następnym, a Ewa Olimpia Wegenke wraz z Adamem udaje się do Woźnik na kolejne rozmowy z M. Kręciochem, któremu przedstawiają propozycję „wzięcia” wiceprezesury w powoływanym Zarządzie Fundacji. Rozmowy te kontynuowane są w dniu następnym, 30 kwietnia (czwartek). Jednak nie przynoszą one oczekiwanego przez rodzinę Zegadłowiczów rezultatu – M. Kręcioch odmawia przyjęcia jakiejkolwiek funkcji w nowym Zarządzie. Odmowę tą rekompensują rodzinie, prowadzone tego samego dnia rozmowy z radną Stanisławą Wodyńską, które na zakończenie Adam ocenia, jako „… bardzo owocne”.
02 maja (sobota), podczas trwania „Gorzeńskiej Majówki” przygotowanej przez wciąż funkcjonujący Zarząd Fundacji, nieświadomy podejmowanych przeciw niemu działań, w budynku obok trwają intensywne rozmowy na temat zmian w Zarządzie z członkami Rady Fundatorów: Mikołajem Zegadłowiczem i Marią Ziemianin (wnuczką Poety, córką Halszki). Po przeprowadzonych rozmowach Adam informuje, że „… Marysia zgadza się na wszystko”. Rozmowę telefoniczną przeprowadza również Atessa Zegadłowicz-Rudel z prof. W. Wójcikiem. 03 maja (niedziela) Jacek Sufa informuje Adama, że odmawia przyjęcia proponowanej mu wiceprezesury. Jeszcze tego samego dnia rodzeństwo udaje się do Stanisława Stabro. Podczas prawie pięciogodzinnego, życzliwego przyjęcia, składają Stanisławowi propozycję prezesury Zarządu. Po chwilowym zastanowieniu się, Stanisław Stabro przyjmuje zaproponowane stanowisko. Adam Zegadłowicz i Ewa Olimpia Wegenke są usatysfakcjonowani pierwszym, bądź co bądź, sukcesem w swoich knowaniach. 04 maja (poniedziałek) rodzeństwo kontynuuje rozmowy z A. Busiem, zaś Adam kieruje kolejne listy: do Jacka Sufy oraz do Stanisława Stabro. Do drugiego załącza statut Fundacji. Podkreśleniem sukcesów tego dnia jest informacja radnej Stanisławy Wodyńskiej o zorganizowaniu spotkania z E. Filipiak dnia 06 maja (środa) o godz. 13:00.
05 maja (wtorek) rodzeństwo prowadzi kolejne rozmowy z A. Busiem oraz zaczyna przekonywać do swoich poczynań członków gorzeńskiego Klubu – rodzinę Kotowieckich. Brak jest dokładnego potwierdzenia zajętego stanowiska, a za jedyny dowód przychylności Adam przyjmuje stwierdzenie, że p. Kotowieccy „… nie akceptują wojny z miastem”. Po powrocie do domu Adam Zegadłowicz prowadzi rozmowę telefoniczną ze Stanisławem Wodyńskim, który udziela całkowitego poparcia partyzanckim działaniom Rady Fundatorów.
06 maja (środa) o godz. 13:00, Zegadłowiczowie udają się do Urzędu Miasta, gdzie  uczestniczą w „spotkaniu na szczycie”. Magistrat reprezentują: Stanisława Wodyńska, Ewa Filipiak oraz Stanisław Kotarba. Wyniki rozmów objęte są głęboką tajemnicą, ale możemy wnioskować, że były również „owocne” i „skuteczne”, bo jak podkreślał Adam Zedadłowicz „… rozmowa była miła i konstruktywna” mimo, że „… Staszek trochę ględził”. Tego samego dnia przeprowadzono kolejną rozmowę z A. Busiem. 07 maja (czwartek) na rozmowę z Jackiem Sufą zdecydowała się Ewa Olimpia Wegenke, która przekonywała go do „swojej koncepcji” – wiceprezesury w Zarządzie. 09 maja (sobota), kolejna rozmowa z A. Busiem i kolejny sukses: Jacek Sufa zgadza się na wiceprezesurę. 11 maja (poniedziałek) możemy odnotować jedyny chrześcijański fragment w tej kilkudniowej historii rodziny Zegadłowiczów, bowiem Adam… redaguje list do papieża Jana Pawła II. 12 maja (wtorek) również Adam redaguje na brudno „wypowiedzenie” dla Zbyszka Jurczaka, po czym konsultuje jego treść z S. Stabro, który w całości ją akceptuje.
Prawdopodobnie z tą informacją dzieli się również w korespondencji do S. Wodyńskiego i T. Olszewskiego. 13 maja (środa), aby zachować pełną konspirację, Adam Zegadłowicz nie wręcza treści „wypowiedzenia” Z. Jurczakowi osobiście (mimo, że ten kilka razy dziennie przebywa w Gorzeniu), ale wysyła je listem poleconym, na jego domowy adres. Pozostałą korespondencję (Wodyński, Olszewski) wysyła przesyłkami zwykłymi. Tego samego dnia wieczorem Adam prowadzi jeszcze rozmowę z Jackiem Czernikiem, mieszkającym w zamian za wykonywanie drobnych prac, kątem w oficynach Muzeum, w trakcie której jemu również proponuje udział w Zarządzie Fundacji. Propozycja zostaje przyjęta. 14 maja (czwartek) z poparciem kolejny raz telefonuje S. Wodyński. Adam „tworzy” listy do czterech członków byłego Zarządu: Zemana, Sobali, Ocetkiewicza, Rzyckiego (jednak nie wszystkie dotarły do adresatów – prawdopodobnie z „odgórnego” polecania).

15 maja (piątek) do Gorzenia przybył jeden z głównych inicjatorów „gorzeńskiego sukcesu”, S. Wodyński, z propozycją komunikatu prasowego, sześcioma rzeźbami i… czekiem dla Adasia na… 200,- zł.

Można przyjąć, że tyle właśnie warta była dla rodziny Zegadłowiczów praca Zbyszka Jurczaka na rzecz przywrócenia gorzeńskiego Muzeum społeczeństwu?
16 maja (sobota) ten sam „darczyńca” przybył do Adama Zegadłowicza jeszcze dwa razy i jak wynika z wypowiedzi Adama, tylko po to „… by wspierać mnie duchowo”. Jednak Adam jest zajęty, musi wszak, z wsteczną datą – 12 maja (wtorek), przygotować oficjalny protokół z posiedzenia Rady Fundatorów, oraz uchwałę dotyczącą odwołania Zbyszka Jurczaka oraz całego pierwszego Zarządu Fundacji. 17 maja (niedziela) familia Zegadłowiczów podpisuje przygotowane dzień wcześniej dokumenty. 18 maja (poniedziałek) Atessa Zegadłowicz-Rudel udziela kilku wywiadów dla prasy i jednego dla telewizji. Wyraża w nich soje zadowolenie z zaistniałej sytuacji.
20 maja (środa) jest ostatnim dniem niniejszego sprawozdania. W godzinach dopołudniowych kontynuowane są rozmowy z A. Busiem, E. Filipiak i S. Kotarbą, a wieczorem w sali klubowej, z inicjatywy Z. Jurczaka odbywa się ostatnie, pożegnalne i uroczyste posiedzenie pierwszego Zarządu Fundacji, na które, obok rodziny Zegadłowiczów, zaproszono wszystkich wspierających pracę tegoż Zarządu. Ze strony Zegadłowiczów odważyła się przyjść jedynie Atessa Zegadłowicz-Rudel, która już w pierwszym „wejściu” wyraziła oburzenie spowodowane udziałem w spotkaniu osób nie będących w Zarządzie. Emocje ustąpiły, kiedy Z. Jurczak wyjaśnił intencje spotkania – chęć z Jego strony podziękowania wszystkim, którzy przyczynili się swoją społeczną pracą do przywrócenia społeczeństwu, po piętnastu latach niebytu, Muzeum Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym. Tu warto podkreślić, że na taki gest nie było stać Rady Fundatorów, chociaż ta praca do jej świetności się przyczyniała.
Dla uściślenia niniejszego sprawozdania podaję, że w spotkaniu, z uwagi na stan zdrowia nie uczestniczył Prezes Zarządu Fundacji „Czartak” – prof. Franciszek Suknarowski, który kilka tygodni później zmarł, nieświadom zmian jakie zaszły w jego „ukochanym Gorzeniu”, nie doczekawszy się słowa podziękowania. No cóż, ale On jedyny znał tę rodzinę od dziesiątek lat i zawsze podkreślał, że to ona „… przynosi największe szkody Poecie”.

Czemu zaznaczyłem, że dzień 20 maja (środa) jest ostatnim dniem sprawozdania? Gdyż wraz z działalnością Zarządu Fundacji „Czartak” zakończyła się „kontrola” działań Adama Zegadłowicza, którą intensywnie prowadzili członkowie Zarządu, a szczególnie bywający w Muzeum kilka razy dziennie Zbyszek Jurczak. Ten koniec „kontroli” sprawił zaś, że Adam popadł w niepamięć i brak zdolności rejestrowania ciągu zdarzeń (w formie pamiętnika – przyp. autora), z którymi wcześniej dzielił się ze mną (pozostają do dzisiaj do wglądu, włącznie z bardzo pikantnymi szczegółami).
Zarówno rodzina, jak i pozostali, którzy tą rodzinę pchnęli na „drogę przemian”, pozostawili Adama Zegadłowicza własnemu losowi. Brak kontroli nad finansami Fundacji spowodował, że u Adama w grę weszły pieniądze połączone z jego skłonnościami chorobowymi. Nastąpił u niego ciąg alkoholowy, który z krótkimi przerwami trwał dwa miesiące. Po „przepitych” dwóch miesiącach przyszedł dzień 24 lipca. Z przeprowadzonych rozmów wiem, że „ktoś” (dzisiaj już wiem kto – przyp. autora) wydał Adamowi polecenie „powstania na nogi” z uwagi na ważne wydarzenia, jakie miały w kolejnych dniach nastąpić.
Adam począł gorączkowo poszukiwać sposobu natychmiastowego „odtrucia” swego organizmu, do jakiego de facto, po wcześniejszych, krótkich „ciągach” już go przyzwyczajono. Kiedy okazało się, że „domowe” sposoby nie wchodzą w rachubę, z powodu konieczności szybkiego „działania”, zdecydował się na szpital…
Ale, szanowni Państwo, ileż można?
Organizm odpowiedział posłuszeństwa. Najpierw nastąpił stan śmierci klinicznej, z której Adama „siłą wyrwano”, jednak odkorowany mózg odmówił posłuszeństwa… Nastąpiło oczekiwanie… Na śmierć… Nadeszła… Po dwóch miesiącach całkowitej nieświadomości, Adam zmarł 29 października 1998 roku…

Zmarł bezsensownie, tak jak bezsensownie odwołano pierwszy Zarząd Fundacji.
Odnosi się wrażenie, że wraz z nim odszedł Adam i że to ludzie zgotowali mu ten los…”.

Tak to właśnie, nie tylko w Gorzeniu ale w wielu innych dziedzinach życia społecznego, kulturalnego i politycznego Wadowic wraz ze zmianą systemu politycznego, nastaniem tzw. demokracji, nastąpił kolejny w dziejach historii miasta regres. Zła gospodarka zarówno ekonomiczna jak i finansowa oraz nie wykorzystana szansa rozwoju turystycznego miasta, całkowicie wstrzymały rozwój Wadowic i doprowadziły do jednoznacznego zubożenia społeczeństwa. Kolejny raz do głosu doszła dewocja zacietrzewiona we własnych przekonaniach, ślepa na prywatę i inne nadużycia rządzących. Jednoznacznym dowodem dla takiego stwierdzenia są wyniki ekonomiczne i gospodarcze oraz wyniki kolejnych wyborów samorządowych, w których zwycięstwa odnosili przedstawiciele środowisk prawicowych, rujnujących tutejszą gospodarkę oraz społeczeństwo.
Pokazały to również wybory samorządowe przeprowadzone w dniu 27 października 2002 roku, kiedy mniejszość (24,7 %) osób uprawnionych do głosowania wybrała Wadowicom nowe choć te same, stare władze z Ewą Filipiak na czele.
Po raz kolejny, w tej nadal galicyjskiej mieścinie, przegrała demokracja…
Gdzie szukać przyczyn tej kolejnej już przegranej?

Postaram się wyjaśnić w najbliższych dniach, w trzeciej już i na pewno nie ostatniej części materiału…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT