Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » LUDZIE WOLNI – LUDZIOM WOLNOŚCI…
LUDZIE WOLNI – LUDZIOM WOLNOŚCI… wtorek, 11 Listopad 2014, godz. 23:35

DSC_892111 listopada br., tradycyjnie już obchodziliśmy Święto Niepodległości, zorganizowane w tym roku przez działaczy NSZZ Solidarność 1981 roku. Obok organizatorów, w uroczystości wzięły udział środowiska lewicowe, emeryci służb mundurowych oraz kandydaci SLD do11 listopada 2014 wadowickich samorządów – gminnego i powiatowego.
Tegoroczne uroczystości środowisk wolnych w Wadowicach od korupcji i zakłamania, obchodzone były pod hasłem: LUDZIE WOLNI – LUDZIOM WOLNOŚCI!

DSC_8915Po złożeniu kwiatów pod Pomnikiem Żołnierza 12 Pułku Piechoty, udaliśmy się na wadowicki cmentarz parafialny, aby zapalić znicze pamięci na grobach nieżyjących już Bohaterów Wolnej Polski: Józefa Zemana – opozycjonisty, jednego z założycieli NSZZ Solidarność 1981 roku, internowanego w stanie wojennym, gen. Karola Durskiego-Trzaski, pierwszego dowódcy Legionów, który światłe kiedyśDSC_8969 Wadowice wybrał jako przystań dla ostatnich lat swojego życia oraz Ignacego Brosiga (1816-1889), wieloletniego Burmistrza Wadowic, za którego kadencji Wadowice zyskały ponadczasowe znaczenie, co może właśnie jest powodem zazdrości obecnej ekipy rządzącej, której najlepszym świadectwem jest stan mogiły tego zasłużonego DSC_9015dla miasta człowieka… Mogiły, która podobno w ocenie Rady Parafialnej ma zostać… zrównana z ziemią? Zresztą nie ona jedna… Bo jak mówi się w kręgach „parafialnych”, wiceburmistrza (1905) i burmistrza (1907) Wadowic – Jana Dworaka, ponoć również.

Dlatego w tym miejscu może przybliżę Państwu – za dr Konradem Meusem – krótki biogram tego zacnego acz skazanego przez ludzi z ratusza i boskiego urzędnika na zapomnienie, światłego gospodarza tego naszego „papieskiego miasta (Wadowice 1772-1914 – studium przypadku miasta galicyjskiego – str. 460-461):

DSC_9017„BROSIG IGNACY (1816-1889) kupiec, właściciel nieruchomości w okolicy ulic Tatrzańskiej i Spadzistej, delegat do Rady Powiatów radny miejski i asesor magistracki, asesor do sprawDSC_9019 handlowych przy Sądzie Obwodowy: burmistrz Wadowic. Żonaty z Franciszką Eckert. W latach 1856-1859 pozostawał świeckim dozorcą szkół katolickich w Wadowicach. W Radzie Miejskiej Wadowic zasiadał od początku okresu autonomicznego. Najpierw pełnił funkcję asesora, z której w lipcu l867 roku zrezygnował na rzecz Stanisława Kuzi. Zasiadał w prestiżowej komisji budżetowej. Przypisany w 1868 roku do sekcji IV Rady gminnej, której głównym zdaniem było „istniejące Gimnazyum i niższą szkołę realną przekształcić na Gimnazyum realne”. Plan został urzeczywistniony w 1870 roku. 14 października 1868 roku powołany ponownie na DSC_9023stanowisko asesora miejskiego i na zastępcę burmistrza. Podczas głosowania radnych uzyskał 15 głosów na 18 głosujących. W latach drugiej kadencji (1870-1873) ponownie pełnił urząd zastępcy burmistrza Józefa Raczyńskiego. W tym czasie pośredniczył w polubownym rozwiązaniu głośnego w Wadowicach sporu z rodziną Israelów w sprawie dzierżawy młyna. Odznaczał się w Radzie dużym koncyliaryzmem i umiejętnością dążenia do kompromisów. Na jego wniosek planowano w Wadowicach budowę domu gminy izraelickiej. 6 maja 1873 roku został wybrany na burmistrza miasta. Do najważniejszych sukcesów Brosiga w tym okresie należy zaliczyć wystaranie się o pożyczkę finansową dla miasta, z której pokryto budowę nowego gmachu gimnazjalnego. Inwestycja ta uchodziła za kluczową dla rozwoju Wadowic w pierwszych latach okresu autonomicznego. Jej ukończenie nastąpiło w 1875 roku. Podczas posiedzenia Rady Miejskiej 10 maja 1876 roku Brosiga wybrano ponownie burmistrzem na trzyletnią kadencję. Tym razem spośród 24 radnych aż 22 poparło jego kandydaturę.DSC_9024
Bez wątpienia sztandarowym osiągnięciem Magistratu kierowanego przez Ignacego Brosiga było uzyskanie od rządu wiedeńskiego zezwolenia na ustanowienie w Wadowicach siedziby Sądu Obwodowego, a także wybudowanie kosztem ponad 100 tysięcy złr budynku sądu i więzienia, które do czasów obecnych stanowią ważny element struktury architektonicznej miasta. Sukces związany z ulokowaniem Sądu Kolegialnego w Wadowicach zapewnił Brosigowi powodzenie w kolejnych wyborach na urząd burmistrza; w maju 1879 roku wybrano go na najważniejszy urząd w mieście po raz trzeci z rzędu. W trakcie tej kadencji (w czerwcu 1881 roku) oddał do użytku gmach sądowy. Niekwestionowana pozycja społeczna i polityczna spowodowały, że Brosig nadal pozostawał bez konkurencji w staraniach o fotel burmistrza (wybierany kolejno w latach 1882 i 1885). W październiku 1882 roku popadł w konflikt z radnym Szymonem Kornem. Sprawa była na tyle poważna, że Brosig złożył podanie o rezygnację z urzędu, którą radni zdecydowanie odrzucili, uchwalając jednocześnie votum zaufania dla burmistrza. Za ostatnie wybitne osiągniecie Brosiga należy uznać zwieńczone sukcesem starania o włączenie Wadowic do sieci kolejowej Galicji. Uruchomienie w sierpniu 1888 roku połączenia kolejowego Bielsko-Andrychów-Wadowice-Kalwaria-Kraków stanowiło efekt jego kilkuletnich zabiegów o realizację tej strategicznej dla miasta inwestycji. Jako burmistrz wspierał „podupadłych rzemieślników” i należał do Komitetu utrzymania ogrodów miejskich. Nieobce mu były sprawy biedoty miejskiej. Problemami najuboższych zajmował się osobiście, kierując pracami Komitetu do spraw ubogich. Burmistrz Ignacy Brosig zasłynął ze wspierania działań ochotniczej straży pożarnej. W dowód uznania jego żonę Franciszkę Brosigową poproszono o pełnienie zaszczytnej funkcji matki chrzestnej przy poświęceniu chorągwi wadowickiej straży pożarnej, co nastąpiło w 1888 roku. Ignacy Brosig zmarł 11 kwietnia 1889 roku, został pochowany na cmentarzu parafialnym w Wadowicach.”.

Z biogramem również skazanego na zapomnienie u lokalnych włodarzy i kleru wiceburmistrza Jana Dworaka, możecie się Państwo zapoznać w przywołanej wyżej pracy dr Konrada Meusa (str. 465-466).

Całą resztę pokazanego na fotografiach szacunku dla naszej wadowickiej historii i ludzi, którzy ją tworzyli pozostawię bez jakiegoś szerszego komentarza, bowiem wypowiedział dosadnie cały, odpowiedni do tych faktów komentarz, sam Marszałek…
Posłuchajcie!

DSC_9047Z cmentarza parafialnego, na dalsze obchody, teraz już polskiego Święta Niepodległości orazDSC_9052 amerykańskiego Dnia Weterana, udaliśmy się do Prywatnego Muzeum Przyjaźni Polsko-Amerykańskiej „Hell’s Angel” – Zygmunta Krausa.
Zebrani tu z niedowierzaniem oglądali pamiątki z przeszłości, specjalnie przygotowane przez właściciela Muzeum na ten dzisiejszy, uroczysty dzień, jak np. oryginalny Sztandar Polskiej Armii gen. Hallera…
Z zainteresowaniem wysłuchali też opowieści o urodzonym w Choczni Józefie Pindlu, legioniście, przyjacielu dr Józefa Putka, a zarazem dziadku Zygmunta Krausa.
Ponieważ nie robiłem notatek, postaram się tu z pamięci przybliżyć sylwetkę tego zasłużonego dla Niepodległej…

0000Jak już napisałem wyżej, Józef Pindel urodził się w Choczni, jednak w bardzo młodym wieku został sierotą. Ojciec zginął, kiedy jeszcze Józef był malutki, podczas budowy choczeńskiego kościoła, matka zmarła kilka lat później. Po śmierci rodziców wychowywał się w rodzinie żydowskiej. Jako kilkunastoletni chłopiec chciał zaciągnąć się do armii austriackiej, ale ze względu na wiek jego marzenia nie mogły się ziścić. Kilka miesięcy później dostrzegł swoją szansę w Legionach Piłsudskiego. Zanim wyruszył w drogę, udał się do rodziny w Kaczynie (Hatłasowie), skąd zabrał szablę, która od kilku wieków przechodziła z pokolenia na pokolenie w rodzinie Józefa Pindla. I z tą szablą poszedł walczyć w Legionach. Jego losy wojenne nie są bliżej znane. Wiadomo jest tylko, że w pewnym okresie działań wojennych trafił do rosyjskiej niewoli. Już dawno wrócili inni legioniści, których przecież w Choczni nie brakowało, a po Józefie Pindlu wszelki słuch zaginął…
Ale wrócił. Kilka lat później. Obdarty, zarośnięty i głodny. Kiedy stanął w progu domu nikt go nie poznał. Do dzisiaj trudne jest do opisania zdziwienie jakie wywołało wyjęcie przez Józefa zza cholewy zdezelowanych żołnierskich oficerków… brzytwy! Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego mając przy sobie brzytwę wrócił taki zarośnięty? Ale zagadka szybko się wyjaśniła. Gdyby się golił, szybko by mu tę brzytwę ukradli, a przecież to ona w całej jego drodze z Syberii do domu stanowiła jedyną… broń do samoobrony przed licznymi na tej drodze bandytami! Niestety, rodowa szabla nigdy już do Choczni nie powróciła.
Jak już wrócił do formy rozpoczął pracę na kolei w Bielsku, gdzie przepracował do emerytury. Zaczynał od wykonywania najtrudniejszych prac. Po latach awansował, najpierw na stanowisko konduktora, a później kierownika pociągu.
Kiedy w 1939 roku wybuchła wojna, rodzinie żydowskiej, która po I wojnie światowej wyjechała do Bielska by tam zająć się handlem, pomógł wyemigrować do USA. On sam w czasie wojny został przez hitlerowców zdegradowany z funkcji konduktora, jako element „podejrzany politycznie” (był podejrzewany o współpracę z partyzantami, którą regularnie utrzymywał, jednak nie dając okupantowi żadnych dowodów na swoją konspiracyjną działalność) i przez cały okres okupacji, każdego dnia od godz. 4:00 do późnych godzin wieczornych przemierzał pieszo trasę z Wadowic do Kęt, doglądając stanu torowiska.
Kiedy w grudniu 1940 hitlerowcy rozpoczęli akcję przesiedlenia około tysiąca mieszkańców Choczni, których przed wywózką w głąb Generalnej Guberni zgromadzili w szkole przy ul. Sienkiewicza, z grupy tej jako jedynej udało się uciec córce Józefa Pindla – Józefie. Udało jej się również zawiadomić ojca o gehennie jaka spotkała mieszkańców wsi.0001
Natychmiast po otrzymaniu wiadomości, razem ze znajomym Niemcem przyjechał z Bielska do Wadowic drezyną, aby wspólnie z nim uchronić jak największą liczbę osób przed wywózką w nieznane… Liczby uratowanych nigdy już nie poznamy. Z relacji córki Józefa Pindla, Józefy – z panny Pindel, z męża Kraus wiemy, że była to grupa bardzo liczna.
Niestety, nie obeszło się bez konsekwencji.
Piękny dom, który jako legionista i pracownik kolei wybudował dla siebie i swojej rodziny vis a vis szkoły w Choczni, hitlerowcy rozebrali do fundamentów, a cały dobytek rodziny spalili. Nie stracił jednak pracy.

Tu na uwagę zasługuje fakt, że w okresie międzywojennym Józef Pindel, pracownik kolei, z jednej pensji nie tylko postawił dom, ale też zapewniał możliwie dostatnie życie niepracującej żonie i dziewięciorgu dzieciom. Jak dostatnie, niech świadczy i to, że córka Józefa miała swojego wojskowego konia pod siodło.
Jak ma się to do dzisiejszej… polityki prorodzinnej?

Po wojnie Józef Pindel zamieszkał w Wadowicach, przy ul. Dzierżyńskiego, obecnej Legionów, na piętrze budynku obok ciepłowni, naprzeciwko obecnego Urzędu Skarbowego. To stamtąd prawie każdego dnia chodził na ul. 1 Maja, do córki Józefy (budynek został już wyburzony – dzisiaj znajduje się tam centrum ogrodnicze), gdzie wpajał swojemu wnukowi – Zygmuntowi Krausowi miłość do Ojczyzny i do jej historii.
Kandydat Jacek KrausNo i tak mu już zostało…
Czego najlepszym dowodem jest Muzeum, które gościło nas w dniu 11 listopada!

Na koniec przypomnę zarówno mieszkańcom Choczni jak i wadowickiego Zaskawia, że to właśnie prawnuk legionisty i przyjaciela dr Józefa Putka, wspomnianego tu Józefa Pindla – Jacek Kraus, kandyduje w najbliższych wyborach samorządowych do Rady Powiatu Wadowickiego.

P.S. Ponieważ do uroczystości pod Pomnikiem Żołnierza 12 Pułku Piechoty „przyssali” się Mateusz Klinowski oraz kandydaci KWW Mieszkańcy Razem (dlaczego nie KWW IWW? – nie wiem!), reprezentujący Inicjatywę Wolne Wadowice oświadczam, że uroczystość ta nie była absolutnie inicjatywą poparającą tych ludzi w  wyborach samorządowych. Wręcz odwrotnie!

DSC_8914 DSC_8916 DSC_8924 DSC_8935 DSC_8936 DSC_8941 DSC_8951 DSC_8972 DSC_9012 DSC_9021 DSC_9025 DSC_9089 DSC_9091 DSC_9095 DSC_9130

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT