Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Po wołkowicku » Marcinie, to tylko prawdziwa wiara czyni „cuda”… Wiara w ludzi!
Marcinie, to tylko prawdziwa wiara czyni „cuda”… Wiara w ludzi! wtorek, 7 Kwiecień 2015, godz. 11:58

Paragraf 29Marcin Gładysz – ten co to bardzo dobrze, że nie wycofał się z opisywania naszej rzeczywistości, chociaż wcześniej obiecywał – opisał właśnie „… kulisy kampanii wyborczej”, tej minionej, wcześniej na „fejsie” materiał ten zapowiadając m.in. takimi oto pytaniami: „Czy istniał układ Filipiak – Klinowski? Kto rozdawał karty przy tym stoliku? Dlaczego Jończyk przegrał a Klinowski jest burmistrzem? Czym tak naprawdę je się lokalną politykę?…”.
Materiał to jednak nazbyt syntetyczny i oszczędny co do faktów, które tak naprawdę wyniosły Klinowskiego na ratuszowe piętro…

Bowiem, że na długo przed I turą wyborów skutecznie działał układ Klinowskiego z Filipiakową, było już wiadome, kiedy właśnie po pierwszych sygnałach Jacka Jończyka o starcie w wyborach na burmistrza, radny Klinowski zdradził swoich wyborców, obnażając właściwie z dnia na dzień całkowity brak zainteresowania sprawami gminy oraz sprawkami Filipiakowej i jej asystentów…
Aby w swoim postanowieniu pozostać skutecznym, aby wytrwać w układzie, musiał nawet zrezygnować z udziału w kolejnych sesjach Rady Miejskiej, bowiem głupio wyglądałby na sali sesyjnej Klinowski milczący, kiedy wcześniej nie było przecież sesji aby nie „zabłyszczał”! Czy to pyskówką, czy tubą w… remizie.
I tak trwał Klinowski m.in. w tym postanowieniu prawie cały ostatni rok swojego „rajcowania”.
Jednocześnie wyeliminował z oficjalnej „gry” wyborczej Kotarbę i Płaszczycę, skutecznie wchodząc w buty obydwu asystentów Filipiakowej. Wszak nawet nie ma jak zaprzeczyć, że w tamtym czasie to właśnie Klinowski oraz tylko z pozoru anonimowa strona IWW (dzisiaj już tylko inicjatywy własnych wartości), przejęli główny ciężar walki – tego ujawnionego dostatecznie układu – z Jackiem Jończykiem. Walki brutalnej, bo opartej głównie o kłamstwa, nie korelujące w żaden sposób z prawem, którego łamanie Jończykowi wówczas zarzucano…
I nie będę tu wyciągał całego wachlarza tamtych kłamstw…
Przypomnę tylko zgodne z prawem dofinansowania m.in. do fundacji oraz stowarzyszeń, też okrzyknięte „ustami” układu wręcz przestępczymi, czy sugerowanie np. mojego kandydowania z list Jacka Jończyka, z łajdacko insynuowanym udziałem „kandydata” w „kawiorowym” spotkaniu i ukradzioną fotografią w tle…

Cóż, to są fakty, których podważyć nie można. Do tego mające istotny wpływ na zachowanie wyborców już w I turze wyborów samorządowych.
Jednak rodzi się pytanie i pewnie nie tylko u mnie – dlaczego właśnie kłamstwo tu, w tych dumnie nazywanych „papieskimi” Wadowicach, odniosło oczekiwany przez ów układ skutek?
I nawet wielu nie zdaje sobie sprawy, jak prosta jest na to pytanie odpowiedź!
Otóż… IWW!

Czyli, co dzisiaj już wiemy, „inicjatywa własnych wartości”, której nigdy nie zależało na Wolnych Wadowicach, na poprawie bytu mieszkańców bądź ochronie ich praw, bowiem zrodzona na „gównianej” rurze w rynku, w zasadzie miała zabezpieczyć wyłącznie interesy sióstr Siłkowskich i Klinowskiego…
A zarazem wraz z nazwą „wolności” w tytule, wysoko ceniony – kiedyś nawet przeze mnie – autorytet kobiety, która do Wojtyły mówiła „wujku”, a która konsekwentnie wszystkie te kłamstwa akceptowała, legitymizując je dostatecznie osobą „pełnomocnika iww”…

Do tego trudno już zaprzeczyć, że zadziałał tu również układ ze Zbyszkiem Jurczakiem, teraz dopiero tak jednoznacznie widoczny…
Bo kiedy Zbyszek podejmował decyzję o rezygnacji z kandydowania przed pierwszą turą wyborów aby „… nie rozbijać głosów i nie dać zwycięstwa Filipiakowej w pierwszym głosowaniu”, już wydawał się nie być przekonującym zwłaszcza, gdy publicznie zdecydował, iż nie wskaże swojemu elektoratowi na żadnego kandydata! Dzisiaj już – po własnych doświadczeniach godzących w ustawę o stowarzyszeniach oraz Statut TMZW – wiem, że również wszedł w układ…
Czy tylko z Klinowskim?
Co więcej… Zrobił to z pełną świadomością, iż w wyborach pozostaje bez żadnych szans…
Więc za obietnicę przydziału lokalu dla TMZW zaprzedał Towarzystwo niczym… pęczek pietruszki na targu!
A w konsekwencji za obietnicę czegoś, co gdyby tylko chciał, mógł dla TMZW zabezpieczyć prawomocnym wyrokiem sądowym jeszcze za poprzedniej (przedostatniej) kadencji Filipiakowej.
Niestety, wówczas też tak jakoś – nie wiedzieć dlaczego? – nie chciał Filipiakowej… zaszkodzić! (?).

A to wszystko pokazuje nam, że ten obraz „zwycięstwa” Klinowskiego został zbudowany wyłącznie na… wierze!
Niestety, nie była to wiara w obietnice Klinowskiego, ale w jego kłamstwa z ogromnym przekonaniem akceptowane i popierane przez ludzi, którym wyborcy od dawna ufali.

Jednak „mleko się już rozlało”
I chociaż wielu wyborców Klinowskiego często już nawet nie anonimowo, na forach, ale otwarcie, w bezpośrednich rozmowach wyraża żal i twierdzi, iż zostali oszukani, słowami zrodzonej tym wyborem rzeczywistości nie są wstanie zmienić…
Może dlatego nie ukrywają również i zapowiadają to też oficjalnie, iż po ustawowym terminie dzisiejsze swoje słowa zamienią w czyn i nauczeni przez Klinowskiego, w referendum zmienią swoją decyzję…

Tylko, czy odniesie to oczekiwany skutek, kiedy zwolennicy nowego układu już próbują te działania przypisać Filipiakowej i jej byłemu układowi, starannie i ze z góry powziętym zamiarem wikłając w ten układ również Jacka Jończyka?

A może wystarczyłoby odrobinę wstrzemięźliwości oraz wiara w decyzje zwykłych zjadaczy chleba, czyli ludzi spoza ratuszowego układu władzy, a nie w moc ludzi z tego układu oraz ich sprzymierzeńców za ewentualne… korzyści?

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT