Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Michaś, nie histeryzuj, sztukując własną chorą ideologią… historię!
Michaś, nie histeryzuj, sztukując własną chorą ideologią… historię! piątek, 3 Lipiec 2015, godz. 23:29

Bałys_02„Kto zabił Wincentego Bałysa?” – pyta Michaś nazwisk dwojga na jednym z wadowickich portali, a dalej informuje, iż „… IPN szuka wyjaśnienia tej zbrodni”.
I nie miałbym nic przeciwko, bo historię należy krzewić, przekazywać potomnym /ale historię/, gdyby ów Michaś pozostał na wiedzy opartej o znane w Wadowicach fakty, a nie dorabiał fałszywej historii do tej właśnie już znanej, bo przecież świadkowie tamtych wydarzeń /i nie tych przy ul. Tatrzańskiej, ale przede wszystkim tych/ przy Alei Wolności – gdzie nie tylko mieściła się w tamten listopadowy dzień pracownia Wincentego Bałysa, ale z której całą szóstkę nieszczęśników słuchających radia „wygarnęli” hitlerowcy – jeszcze do niedawna żyli, pamiętali i nie bali się mówić…

Wszak totalną bzdurą, wyssaną z Michałkowego paluszka jest, że „… rozlepiający je /informacje z radia – przyp. aut./ na ogłoszeniowych słupach i rozwieszający na drzewach Stefan Boryczko ujęty został (według jednych relacji 10 listopada według innych już 11 o świcie) przez niemieckich policjantów. Nie wiadomo, czy obserwowany był wcześniej, czy był to przypadek.”.

Bowiem wszystkich sześciu: Stefana Boryczkę, Jana Dudonia, Mojżesza Melmana, Stefana Węgrzyna, Józefa Wąsika oraz Wincentego Bałysa, 10 listopada 1939 roku, hitlerowcy aresztowali właśnie w pracowni Wincentego Bałysa, przy Alei Wolności 49, gdzie jako członkowie organizacji „Orzeł Biały” słuchali polskojęzycznych audycji i to nie tylko Michasiu… radia francuskiego.

I można rzec, że do tragedii tej Ci młodzi ludzie doprowadzili na własne życzenie, tak jak i z dużą dozą prawdopodobieństwa można też przyjąć, iż może nigdy by do tego aresztowania nie doszło, gdyby robili to „pod trumienką” przy ul. Tatrzańskiej?

Dlatego trudno zaprzeczyć, że materiał Michała nazwisk dwojga nie tylko zakłamuje historię samej tragedii, ale też ukrywa istotny fakt, też już historyczny, który był pośrednią jej /tragedii/ przyczyną.

Otóż, zaraz po zajęciu Wadowic w dniu 4 września 1939 roku, w tutejszym dowództwie hitlerowskim zapadła decyzja o zamienieniu ul. Zawadzkiej, bo taką nazwę Aleja Wolności wówczas nosiła, w ulicę /prawie że w dosłownym tego słowa znaczeniu/ nur für Deutsche /tylko dla Niemców/. Wysiedlono więc większość jej mieszkańców, a ci nieliczni, którzy pozostali jako „służba dla przedstawicieli narodu wybranego”, przeniesieni zostali do własnych piwnic bądź suteryn… Tam bowiem, przy Zawadzkiej, zamieszkali prawie wszyscy przedstawiciele władz okupacyjnych Wadowic oraz dowództwa lokalnego SS /policja kryminalna Rzeszy/ i Gestapo /tajna policja państwowa/.
To czyniło oczywistym, że tak naprawdę bardzo tchórzliwi hitlerowcy chronili ten teren /a tym samym swoje rodziny/ w sposób szczególny, w tym pelengatorami mobilnymi /urządzeniami do radiolokacji, zainstalowanymi na samochodach/, które miały za zadanie wykrywanie pracujących w okolicy odbiorników radiowych. Nie mieli więc żadnego problemu z namierzeniem słuchanego codziennie w pracowni Wincentego Bałysa radia.
Tu dla przypomnienia – szczególnie młodym – dodam, że urządzenia całkowicie przez hitlerowców Polakom zakazanego, za słuchanie którego w zasadzie jedynym wyrokiem była kara śmierci, szczególnie w pierwszym okresie okupacji. W kolejnych latach kończyło się najczęściej na obozie koncentracyjnym…

Ważną w tym wydarzeniu a zarazem potwierdzoną informacją jest, że ofiar tamtego wejścia hitlerowców do pracowni Bałysa mogło być nie sześć, ale 12 /dwanaście/. Bowiem o tak małej liczbie ofiar zatrzymanych przez hitlerowców na „gorącym uczynku” zdecydowało /jak relacjonowali to sami uratowani przed aresztowaniem/ nie więcej jak… 10 minut.
Po prostu około 10 minut przed wejściem gestapowców 6. uczestników opuściło już tamto ostatnie dla nich spotkanie, udając się do swoich domostw. Kolejna piątka miała wyjść właśnie w chwili, kiedy w drzwiach pracowni pojawili się hitlerowcy.

Tak więc w niczym nie ujmując samej tragedii, jej rozmiarowi, nie fałszujmy historii znanej, którą m.in. inni młodzi mieszkańcy ul. Zawadzkiej przeżyli wręcz podwójnie… Bo nie tylko ze świadomością losu swoich Przyjaciół, aresztowanych na ich oczach /tak, tak, byli świadkami tamtego aresztowania!/, ale również ze świadomością, iż właśnie ten jeden nieznany hitlerowcom fakt /opuszczania lokalu w dwóch grupach/ sprawił, że nie przyjechali oni wcześniej, czym niejako tym sześciu uczestnikom podarowane zostało… „nowe” życie.

Na zakończenie dodam, że fakty te znane mi są od bardzo dawna, a zarazem od bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń. Więc opisuję je takimi jakimi one były, bez dorabiania ideologicznych czy wstydliwych tez, jak m.in. ta, że Wojtyła uczestniczył w tych spotkaniach popijając… herbatę, kiedy inni sączyli mocniejsze trunki. No cóż, taka sama to prawda, jak ta sprostowana wyżej…
Bowiem aż nadto potwierdzona została również i ta teza, że Lolek Wojtyła był
/jak każdy z jego szkolnych kolegów/ normalnym młodym człowiekiem, nie stroniącym od przyjaciół, zabawy, trunku i… dziewcząt też.

Czemu więc ma dzisiaj służyć porównywanie go do zniewieściałego dzieciucha? Do chłopca w tamtych latach zdziwaczałego, bez młodzieńczych marzeń, miłości, stroniącego od używek… Czemu ma służyć ubliżanie mu nawet po śmierci porównywaniem do…
Resztę dopowiedzcie sobie sami, bo ja po prostu nie potrafię pojąć tego, nie tylko Michałkowego, zakłamania…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT