Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Muszą ogromnie zazdrościć Filipiakowej, Kotarbie, Cholewce, Joannie G. itd…
Muszą ogromnie zazdrościć Filipiakowej, Kotarbie, Cholewce, Joannie G. itd… czwartek, 29 Sierpień 2013, godz. 09:23

Nie miały szczęścia w swoim życiu 45-letnia Katarzyna M. i 53-letnia Krystyna W. z Referatu Lokalowego Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku… Okazało się bowiem, że w Gdańsku są prokuratorzy, a nie adwokaci „ichniejszej” ratuszowej mafii. I za przyznawanie prawa do mieszkania komunalnego osobom, którym takie lokale się nie należały, bo… nie spełniały kryteriów, obydwie urzędniczki trafiły do ciupy.
Na razie na okres trzech miesięcy. Ale sprawa będzie miała ciąg dalszy, bo jak poinformował jeden z gdańskich prokuratorów „… każda z urzędniczek jest podejrzana o popełnienie 19 przestępstw, polegających na przyjęciu korzyści majątkowych, w łącznej kwocie nie mniejszej niż 536 tys. zł, w zamian za czynności zmierzające do bezprawnego przyznawania osobom nieuprawnionym prawa do mieszkań komunalnych znajdujących się w zasobach Urzędu Miejskiego w Gdańsku.”.

Niestety, szczęścia nie mają też mieszkańcy Wadowic, bezlitośnie okradani przez tutejszych samorządowców wespół z ratuszowymi urzędnikami, których budżetowe złodziejstwo starannie chroni odpowiednik gdańskiego prokuratora.
W tym w… mieszkaniach komunalnych.
Bo aby takie mieszkanie otrzymać, trzeba spełniać określone prawem kryteria, w tym m.in. w wysokości dochodów na członka rodziny. I oczekuje na nie tutaj około 100 osób, ale kolejną luksusową willę otrzymuje od burmistrza ratuszowa urzędniczka, bo… wcześniej miała, to się jej należy?

Nie, bo nie tak to działa!
Tylko „adwokat” Utrata, tu odpowiednik gdańskiego Prokuratora, udaje, że nic nie wie, bo „…ja tego nie czytam!”.

A sprawa ma swój początek w niezrealizowanej przez burmistrza Wadowic uchwale Rady Miejskiej w Wadowicach z dnia 26 września 2000 roku, którą Radni oszukani przez Filipiakową, zgodzili się na zakupienie do zasobu mieszkaniowego gminy wilii w Kleczy, jednak pod warunkiem, że zostanie ona adaptowana na… osiem mieszkań komunalnych, gwarantowanych im przez Filipiakową jeszcze przed podjęciem tamtej uchwały.

Tylko, że dla Utraty nie wykonanie uchwały przez burmistrza, który w zasadzie – jako organ wykonawczy gminy – tylko za to ma płaconą solidną pensję z zasobów finansowych tutejszych podatników, to żaden problem, żadne przestępstwo! Bo Utracie pewnie gdzieś utracił się art. 231 kodeksu karnego, że o innych nie wspomnę… Zresztą jego poprzednik też miał chyba tą kartkę z kodeksu wyrwaną…
A może już wtedy grasował po Wadowicach… haker „Kocicho”?


Dlatego kleczańska willa, zakupiona za kwotę znacznie wyższą od tej kają żądał sprzedający
(bo 170.000,- tysięcy a 230.000,- to chyba trochę spora różnica?) mogła przez lata być użytkowana przez przewodniczącą Miejskiej Komisji Wyborczej – Joannę G., której… „wdzięczność” dla koleżanki Filipiakowej chyba nie znała granic?

Czy stąd m.in. czasem nawet ogromne różnice głosów i to już po wysypaniu ich z urny wyborczej czy eliminowanie z wyborów kontrkandydatów Filipiakowej?

Ale „wdzięczność” to zarazem… wiedza!
Nadto wiedza „porażająca”!
I pisałem o tym już na łamach „Nad SKAWĄ” na samym progu III tysiąclecia!
Tylko, że wówczas tuż przed nagraniem materiału o wilii w Kleczy, nawet zespół redakcyjny telewizji TVN uciekł na dźwięk nazwiska… Filipiakowa!

Teraz, kiedy zrobiło się o sprawie sprzed 13. lat głośno w mediach ponadregionalnych, Joanna G. postanowiła willę w Kleczy opuścić… No bo pod wadowickim ratuszem coraz bardziej szambem śmierdzi, za uległe lokalnej władzy prokuratury i sądy też już gdzieniegdzie w Polsce się biorą, więc uznała Joanna, że może być niewesoło…

I już miała mieć mieszkanko w nowo budowanym bloku, ale… sprawa się rypła.

Czy więc postawiła Filipiakowej warunek: willa za willę?
Na dodatek… wyremontowana za podatników pieniądze.

Wszak – porównując poziom ekonomiczny i finansowy tych stu rodzin oczekujących na mieszkania komunalne z tożsamym poziomem Joanny G. – nawet najmniejszych wątpliwości nie mam, że mieszkanie komunalne Joannie G. się nie należy… Bowiem takie mieszkanie nie jest w spadku po dziadkach szczególnie, że prawa do mieszkania komunalnego na os. XX-lecia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, Joanna G. zrzekła się włażąc z „wdzięczności” dla Ewy Filipiakowej do willi w Kleczy, gdzie bezwstydnie zajmowała wraz z rodziną mieszkania komunalne siedmiu innym, ubogim rodzinom z wadowickiej gminy (vide: protokół z sesji Rady Miejskiej w Jaroszowicach z dnia 26 września 2000 roku)!

I widzą to znowu wszyscy, nawet już w kraju, tylko nie… „adwokat” Utrata, bo „… ja tego nie czytam!”.

Wróćmy więc jeszcze do gdańskich urzędniczek, które nie miały tyle szczęścia co Filipiakowa, Cholewka, rzecznik tylko pod ratuszową kasą – Kotarba czy nawet wspomniana tu Joanna G.

„… Kobiety miały długi staż pracy w urzędzie – jedna pracowała prawie 30 lat, druga 22 lata. (…). Jednak nikt z ich przełożonych nie poinformował organów ścigania o możliwości popełnienia przez urzędniczki przestępstwa.”.

Kiedy przeczytałem zwłaszcza to ostatnie zdanie, od razu zobaczyłem Filipiakową, Kotarbę, Krupnika, Ramosową i karmelitańskiego ekonoma – Józefa od Cecylki, którego wraz z ujawnieniem afery parkingowej „na Górce” szybciutko wywieziono gdzieś pod Lublin, żeby na wszelki wypadek nie był osiągalny dla… prokuratury!

Bo wszyscy oni nie tylko wiedzieli, że na większości II etapu budowy ulicy Karmelickiej nawet asfalt nie został zerwany, ale żaden z nich nie zawiadomił prokuratury o popełnionym przestępstwie! I to też dla „adwokata” Utraty żaden problem natury prawnej…
Dlaczego?

Ano, „wielebnym” Karmelitom potrzebna była podbudowa pod jeszcze bardziej potrzebny… parking? Tylko, że to spory wydatek…
Więc?
W porozumieniu z lokalnymi włodarzami i urzędnikami, doglądającymi z większą starannością prac budowlanych na przykościelnym parkingu niż na gminnej inwestycji, trzeba było podbudowę po prostu… ukraść!


Czy dlatego, że już dużo wcześniej wszyscy oni wiedzieli, iż w razie wpadki „adwokat” Utrata oraz podporządkowane tutejszemu „kremlowi” sądy i tak… staną na wysokości postawionego im zadania?


Tak jak te pseudo „organy” państwa stawały już dużo wcześniej w innych sprawach z budżetowym złodziejstwem w tle… Ot, choćby takich, jak wożenie się włodarzy wraz z rodzinami do Włoch za podatników pieniądze, okradanie gminnego budżetu przez nic nie robiącego (o przepraszam – brał i nadal bierze kasę co miesiąc) rzecznika prasowego (vide: rozporządzenie o obowiązkach rzeczników prasowych!), antydatowanie dokumentów, w tym sądowych, „nieodpłatne” oddanie gminnych działek prywatnemu inwestorowi i wielu, wielu innych, których dzisiaj nie będę tu wymieniał, bo…

Może wreszcie Filipiakowa zrealizuje uchwałę „rady parafialnej” z września ub. roku i zacznie przed sądem ścigać Wyrobę, aby bronić… „dobrego imienia”?
I nie tylko swojego, ale m.in. też starannie chronionego przez „adwokata” Utratę samego inicjatora tej uchwały… po prostu budżetowego złodzieja oraz bandyty drogowego!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT