Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Nazistowskie metody pozbywania się z ratusza ludzi… niewygodnych?
Nazistowskie metody pozbywania się z ratusza ludzi… niewygodnych? środa, 23 Październik 2013, godz. 19:03

Tekst ten adresuję przede wszystkim do pracowników Filipiakowej, tych z ratusza, ze szkół i każdej innej podległej jej placówki… Bowiem musicie mieć świadomość, że jeżeli zabraknie Wam odwagi, aby wziąć udział w niedzielnym Referendum i pozbyć się z magistratu raz na zawsze tej największej w historii miasta budżetowej złodziejki, każdy z Was może już od poniedziałku stać się dla niej „problemem”, co spowoduje, że będzie musiał skończyć tak właśnie jak Bohaterka materiału poniżej…

Treścią opublikowanego wczoraj materiału pytałem Państwa, czy pamiętacie aferę „wyparowania” z gminnego budżetu kwoty 106. tysięcy złotych, aferę wręcz modelowo pokazującą, jak Filipiakowa kłamstwem oraz fałszywymi dowodami mści się na ludziach, którzy nie dają się zakuć w kajdany jej mafijnego układu…
I przyznam szczerze, nie spodziewałem się takiego odzewu z Państwa strony, wraz z licznymi prośbami o nieco szersze przybliżenie sprawy, która przecież może spotkać każdego niepokornego wobec rządzącej gminą mafii.

Więc – chociaż nie ujawnię wszystkich dowodów, którymi w tej sprawie dysponuję – nieco szerzej niż wczoraj przedstawię Państwu mechanizmy łajdackiego działania Filipiakowej wobec pracownicy Urzędu Miejskiego, która nie chciała chodzić na „łańcuchu” tego jakże „wiernemu” Karolowi Wojtyle „papieskiego” burmistrza…

Zacznijmy więc od faktu kontroli tylko jednej kasy, chociaż funkcjonowały wówczas dwie – na dodatek to w tej drugiej cztery lata wcześniej kasjerka kradła – zleconej przez Filipiakową pani Beacie Kleszcz z Referatu Księgowości… Dodam tylko, że podstawowym zarzutem dla tej czynności kontrolnej było… fałszowanie przez kasjerkę podpisów Filipiakowej na czekach bankowych – to istotne, ale więcej o tym za chwilę…

Bowiem wyniki tej kontroli nie pozostawiają wątpliwości, iż nie miały one żadnych podstaw prawnych, a opierały się wyłącznie o dyrektywy samej Filipiakowej. Mówiąc wprost – samej kontroli w ogóle nie prowadzono, a tylko napisany został zredagowany prawdopodobnie przez Filipiakową albo Flaszową protokół pokontrolny… I nic to, że nie odzwierciedlający stanu faktycznego i prawnego, ważne, że spełniający oczekiwania samej Filipiakowej!
Postawiony tu zarzut potwierdza kilka istotnych w sprawie faktów, które już na pierwszym jej etapie wykluczały postawienie niewygodnej dla Filipiakowej kasjerce jakichkolwiek zarzutów.

Otóż, kiedy przyjrzałem się tylko pierwszej wymienionej w pokontrolnym protokole kwocie… 5.200,- złotych, którą jakoby kasjerka miała ukraść, ustaliłem nie tylko, że czek bankowy na tą kwotę podpisała sama Filipiakowa, ale też, że polecenie księgowania tej kwoty podpisała skarbnik gminy – Bożena Flasz (w dolnym prawym rogu). Do tego w pełni zasadne i jawne dokumenty KP i KW (powyżej) czynią już na tym etapie sprawę… „śmierdzącą przestępstwem na hektary”!
Przestępstwem nie tylko fałszowania dokumentów o znaczeniu prawnym, ale też… korupcji politycznej!

Bo już tylko z tych dokumentów wynika, że albo tą kasę ukradła sama Filipiakowa, albo Flaszowa, albo jeszcze ktoś trzeci i na pewno dla Filipiakowej „swój”, któremu po prostu kwotę tę tak sobie darowały!

I tu wrócę do podpisów na czekach bankowych, których rzekome fałszowanie stanowiło kluczowy zarzut Filipiakowej wobec oskarżanej przez nią kasjerki… Bowiem po licznych wnioskach o powołanie biegłego grafologa, w celu wykonania badań, które jako jedyne w sposób procesowy mogły potwierdzić stawiany przez Filipiakową zarzut fałszowania tych jej podpisów na czekach bankowych, jakoś dziwnie „adwokaci” z wadowickiej pseudo prokuratury, żadnego z tych wniosków oskarżonej nie przyjęli do realizacji?
No ale jak mieli przyjąć? – kiedy doskonale wiedzieli, że żaden z tych podpisów Filipiakowej nie został sfałszowany! A cała sprawa opiera się o fałszywe oskarżenie!

Skoro to mamy wyjaśnione, przejdźmy do bandyckich procedur, jakie wobec fałszywie oskarżonej przez Filipiakowa kasjerki zastosowały skorumpowane politycznie z lokalnym samorządem organy ścigania.

Tu prozę zwrócić uwagę nie tylko na daty i treści dokumentów, które obok publikuję, ale też na ich treść oraz godziny wykonywania kolejnych czynności śledczych…

04 czerwca 2001 roku, o godz. 8:10, dochodzi do zatrzymania kasjerki. Z protokołu wynika, nie tylko, że chce się skontaktować z adwokatem, do którego miała prawo i który z urzędu powinien uczestniczyć w prowadzonych z podejrzaną czynnościach, ale też, że adwokat w tym dniu w takich czynnościach – z powodu innych obowiązków – uczestniczyć nie może.
Tu nie można mieć żadnych wątpliwości, iż w tym miejscu, 0godz. 9:10 organy ścigania powinny na dzień 04 czerwca zakończyć dalsze czynności śledcze i podjąć je na nowo w dniu następnym, w obecności obrońcy osoby przez Filipiakową fałszywie oskarżonej, a dla organów ścigania podejrzanej…
Niestety, nie pozwalała na taki prawny ciąg zdarzeń korupcja polityczna, łącząca od dawna Filipiakową z organami ścigania…


Dlatego jeszcze 04 czerwca 2001 roku, po zgłoszeniu przez podejrzaną złego samopoczucia, około godziny 9:30, wywieziono ją do stacji pogotowia, gdzie nie poddano ją badaniu lekarskiemu w celu ustalenia zgłaszanych dolegliwości, tylko – prawdopodobnie na polecenie obecnych przy tej czynności policjantów – rękami felczera nafaszerowano małą, szczupłą, ważąca około 50. kilogramów podejrzaną kobietę… psychotropem, w ilości 100 mg, która to ilość po prostu powaliłaby nie tylko dobrze zbudowanego mężczyznę ale zapewne również… konia!
Następnie taką otumanioną dowieziono do KPP, tam napisano protokół, jakiego życzyła sobie Filipiakowa, bo podejrzana nie była przecież zdolna odpowiadać na żadne pytania i… podsunięto nieświadomej swoich czynów kasjerce, ten nie mający żadnego związku z zeznaniami podejrzanej protokół, do podpisania!


Po tych bandyckich czynnościach Filipiakowa, jeszcze z osobą w świetle prawa niewinną, ale pewna kompleksowej realizacji jej poleceń, rozwiązała z kasjerką umowę o pracę w dniu 06 czerwca 2001 roku, tylko, że doręczyła tę swoją łajdacką decyzję dopiero 12 czerwca…

A więc już po inwentaryzacji kasy wykonanej w wąskim gronie ulubieńców Filipiakowej: Flaszowej, Kleszczowej i Brzeźniaka – jednak… pod nieobecność zainteresowanej kasjerki (?)!
I tylko dwa fakty z tej inwentaryzacji są pewnie. Pierwszy – że protokół, jako dokument o znaczeniu prawnym, został przez osoby pod nim podpisane w całości sfałszowany! – za który to czyn przestępczy żadna z tych osób do dnia dzisiejszego nie poniosła odpowiedzialności karnej! Drugi – z protokołu wynika, że w czynnościach inwentaryzacji uczestniczył funkcjonariusz Policji, od którego wiem, że to wierutne kłamstwo, zresztą potwierdzone samym protokołem!
Bo czy widzicie Państwo na nim podpis tego rzekomo uczestniczącego w tych czynnościach policjanta?

Dlatego idiotycznej prośby Bożeny Flaszowej z dnia 05 lipca już nawet nie skomentuję, bowiem trudno ukryć, że bardziej kompetentnie, uczciwie i z godnie z obowiązującym na tamte czasy prawem, zachowywali się… hitlerowscy naziści!

* * *

Na koniec wrócę do kradzieży, jednak w tej drugiej, nie wiedzieć dlaczego tak umiłowanej dla Filipiakowej… kasie.

Otóż, 16 września 1997 roku, jeden z mieszkańców Gminy Wadowice w terminie i w całości uregulował II ratę podatku od środków transportowych… Kwota banalna… Zaledwie 497,- złotych. Tyle, że 07 października 1997 roku, ktoś uczciwy, reprezentujący w ratuszu nie tylko burmistrza, ale również prawo „zajarzył”, że nie ma śladu po jakiejkolwiek wpłacie tej II raty podatku. Więc wobec ujawnienia faktu nieuiszczenia przez podatnika należnego gminie podatku od posiadanych pojazdów w ustawowym terminie, wydał decyzję o naliczeniu zapłaconej już we wrześniu kwoty, grożąc jeszcze odsetkami… Facet najpierw zaniemówił, bo przecież wpłacił całą żądaną od niego kwotę w kasie miejskiego ratusza, a potem poszedł wyjaśniać…
I wyjaśnił…
Że ten jego podatek po prostu ukradła kasjerka, tyle, że ta druga! Ilu jeszcze podatników otrzymało takie decyzję po zapłaceniu podatku? – zapewne ustalimy już niedługo w postępowaniu sądowym… Zwłaszcza, że wówczas, pomimo jednoznacznych dowodów na okradanie kasy przez kasjerkę, Filipiakowa ani nie zarządziła kontroli, ani nie zawiadomiła organów ścigania, a tylko uprzejmie poprosiła kasjerkę, aby zwróciła… Czy zwróciła wszystko? To wiedza tylko trzy osoby: Filipiakowa, Flaszowa i… złodziejka! Bo nie mogę dzisiaj wykluczyć, czy części brakującej w kasie sumy Filipiakowa nie umorzyła? Albo może nawet sama cokolwiek do kasy wpłaciła? Bo o ile się nie mylę – pewny nie jestem – to ta właśnie kasjerka chyba nadal zasiada w jednej z miejskich kas?

Więc czy ktokolwiek z Was – będący na garnuszku Filipiakowej – może być pewny, że po braku frekwencji w referendum nie zostanie przez Filipiakową potratowany właśnie wedle opisanej tu jasno zasady… kija i marchewki – którą tak w czasie okupacji upajali się faszyści?

Idąc 27 października do referendum macie nie tylko szansę, ale wręcz gwarancję, że już nie tylko Wy, ale nikt inny nie będzie tak przez Filipiakową traktowany tak, jak potraktowana została fałszywie oskarżona kasjerka!

A teraz już bezpośrednio zwrócę się do tej…
Nie napiszę do kogo, bo nawet najbardziej niecenzuralne słowo nie jest wstanie oddać tego, co o niej myślę, więc…

Ewuniu, może zdążysz jeszcze w trybie wyborczym wyjaśnić wszystko co wyżej przed sądem?
Bo chyba znudziło ci się procesowanie z Klinowskim, a o procesie z Wyrobą nawet pewnie w snach marzysz?
Więc jeszcze dzisiaj piszcie pozew…
A rano w te pędy z Almertem do… Almertowej!
Bo czekam od 26 września ubiegłego roku i…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT