Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Nie dla kłamstwa! Każdego!
Nie dla kłamstwa! Każdego! poniedziałek, 26 Styczeń 2015, godz. 14:29

00001Kiedy słucham i czytam wypowiedzi fanatyków fałszujących historię…
Zaprzeczających, jakoby to wolności spod okupacji hitlerowskiej nie przynieśli Wadowicom oraz okolicznym wioskom i miasteczkom młodzi chłopcy z czerwoną gwiazdą na swojej żołnierskiej czapce… Kiedy w kilka zaledwie lat obóz zagłady KL Auschwitz z obozu zagłady przedstawicieli licznych Narodów stał się wedle „jedynie już dzisiaj słusznej prawdy” obozem zafałszowanego liczbowo holokaustu Żydów…
A kto temu próbuje zaprzeczyć w oparciu o fakty historyczne, staje się albo „komuchem” alb „antysemitą”…
To po prostu szlag mnie trafia…
Bo tak jak prawda nie dupa i na pół podzielić się jej nie da, tak i historia nie może być zmieniana pod potrzeby politycznych kacyków, ignorantów, czy perfidnie zachłannych na pieniądze „histeryków”…
Dlatego, chociaż materiał, który poniżej już publikowałem na łamach pisma „Nad SKAWĄ”, pokuszę się o jego powtórzenie, bowiem ze słów samego Komendanta Obozu KL Auschwitz – Rudolfa Hössa, nie tylko dowiadujemy się o ogromie hitlerowskich zbrodni, ale też i o tym, że największe krzywdy w oświęcimskim obozie wyrządzone zostały właśnie… Polakom!

I chociaż dopiero 16 kwietnia minie kolejna rocznica wykonania w 1947 roku wyroku śmierci na tym zaledwie jednym z ogromnej rzeczy zbrodniarzy wojennych, jakim niewątpliwie był KAT OŚWIĘCIMIA – RUDOLF HÖSS, człowiek, którego rzemiosłem była śmierć, to… Jednak w dniu okrągłej, bo 70. rocznicy wyzwolenia Wadowic (a jutro Oświęcimia) spod okupacji hitlerowskiej, a zarazem w dobie wojen, konfliktów na tle religijnym i odradzającego się faszyzmu, a także antyrosyjskiej polityki, realizowanej nie tylko przez lokalnych, samorządowych kacyków, ale także przez samego szefa MSZ przy polskim rządzie, należy ku przestrodze im wszystkim przypominać tragizm tamtych dni, także poprzez życiorysy ludzi, których fanatyzm ideologiczny, podobny dzisiaj do tego politycznego, doprowadził do zagłady milionów istnień ludzkich.

Dlatego pozwolę sobie tu jeszcze raz przywołać życiorys tego, który … z woli rodziców miał zostać księdzem.
RUDOLF HÖSS urodził się 25 listopada 1900 roku w rodzinie drobnego kupca w Baden-Baden. Rodzinie o silnych tradycjach katolickich. Rodzice chcieli wykształcić go na księdza, ale syn miał inne zamiary, spotęgowane przez toczącą się wojnę. Po śmierci ojca, jako 15. letni chłopiec, ukrył swój wiek i zgłosił się ochotniczo do wojska, aby niebawem wylądować w jednostce kawalerii na froncie bliskowschodnim. W wieku 17. lat został kapralem i zdobył Krzyż Żelazny II i I klasy, liczące się odznaczenie za odwagę. Wojaczka i nacjonalistyczne wpływy otoczenia musiały wywrzeć silne piętno na osobowości Hössa.
Stąd zapewne – jak wielu późniejszych hitlerowców – zgłosił się w 1919 roku do „Freikorps Rossbach” – znanej z determinacji i bezwzględności jednostki ochotniczej, która walczyła kolejno na Łotwie, w Zagłębiu Ruhry i na Górnym Śląsku – wszędzie w forpoczcie kontrrewolucji i w imię idei wielkoniemieckiej, zwłaszcza przeciw Słowianom, których nauczył się nienawidzić.
W 1923 roku został zamieszany w jedno z licznych zabójstw skrytobójczych, dokonywanych przez tajne bojówki radykalnej prawicy (tzw. Parchimer Fememord); jednym z towarzyszy i wspólników Hössa był znany później, aż za dobrze, Martin Borman. Udowodniony udział w zabójstwie kosztował Hössa 10. letni wyrok, jednakże na mocy amnestii z 14 lipca 1928 roku wyszedł na wolność. W latach następnych wiązał się z różnymi sprzysiężeniami wywrotowymi, jakie później przylgnęły do partii hitlerowskiej. Jako członek „Związku Artamanów”, organizacji rasistowskiej, ponoć na wezwanie samego Himlera w 1934 roku wstąpił do SS. Jeszcze w tym samym roku został kierownikiem bloku w „Schutzhaftlager Dachau”, jednym z pierwszych obozów koncentracyjnych, podległym bezpośrednio Himlerowi. Od tego momentu kariera Hössa w SS potoczyła się gładko i szybko. W 1938 roku przeniesiony został do Sachsenhausen i awansowany do stopnia Hauptsturmführera (odpowiednik kapitana), zdążył bowiem szybko przeskoczyć niższe rangi oficerskie.
W dniu 1 maja 1940 roku Himler mianował go komendantem nowo utworzonego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Organizacja i rozbudowa obozu były niewątpliwie w dużym stopniu dziełem samego Hössa. W czasie trzech i pół lat sprawowania funkcji komendanta obozu, Höss dał się poznać jako szczególnie sprawny, pomysłowy i bezwzględny wykonawca ludobójczych rozkazów. Reprezentował typ zimnego „mordercy zza biurka”, bez sadystycznego uczestnictwa w mordowaniu więźniów, lecz nie stronił – gdy jego zdaniem zachodziła taka potrzeba – od bezpośredniego uczestnictwa w procedurach ludobójczych. Na pierwszym planie działań Lagerführera figurowała zawsze biurokratyczna sprawność i ta liczyła się najbardziej w jego własnym, ale jakże typowym katalogu wartości. Oświęcim miał swoich zwyrodniałych sadystów – przeważnie na niskich szczeblach. Nie oni jednak decydowali o porządku w obozie i o skutkach coraz bardziej „przemysłowej” organizacji zabijania. Odpowiadał za to przede wszystkim Rudolf Höss, dokładny, sprawny, wymagający od podwładnych, bezwzględnie posłuszny przełożonym, dbały o przestrzeganie przepisów, ale zarazem zdolny do ich omijania, ilekroć opóźniały one lub przeszkadzały w osiągnięciu wyników, za co został awansowany do stopnia Obersturmbannführera (podpułkownik).
Jego osobowość rysowała się jako produkt owego autorytarnego wychowania, zorientowanego na poczucie obowiązku jako wartości najwyższej, niezależnie od tego, jaka była treść owego obowiązku, w czym miał się on realizować i do czego doprowadzić. Decydowała hierarchia i autorytet, które rosły od samej góry. Na szczycie mieściła się mistyczno-mityczna figura „wodza”, wyposażonego we właściwości iście magiczne. On był ucieleśnieniem „ojczyzny” i prawodawcą określającym reguły dobra i zła. Jemu podlegała piramida „führerów” słuchających rozkazów i ślepo wykonujących obowiązki, choćby sprzeczne z wiekowym doświadczeniem ludzkości, z jej normami dobra i zła: religijnymi i świeckimi.
Do nich należał Rudolf Höss, który powierzone mu zadania wykonywał w Oświęcimiu tak sprawnie, iż stał się dla zwierzchników szczególnie pozytywnym przykładem obowiązkowości i wydajności. Dzięki temu 9 listopada 1943 roku opuścił stanowisko komendanta obozu w Oświęcimiu, awansując na naczelnika Wydziału w zespole I-szym (Amtsgruppe) D (obozy koncentracyjne) w Głównym Urzędzie Gospodarki i Administracji SS (SS-Wirtschafts-und Verwaltungshauptamt), którym kierował SS-Gruppenführer (generał dywizji) Richard Glücks, jedna z najciemniejszych postaci w środowisku elity SS. Glücksowi brakowało właśnie talentów organizacyjnych; toteż Höss stał się niebawem jego pierwszym zastępcą i na tym stanowisku doczekał końca wojny. Po klęsce ukrył się w Szlezwiku-Holsztynie. Dopiero 11 marca 1946 roku został przypadkowo rozpoznany i aresztowany przez brytyjską policję wojskową. Najpierw został osadzony w amerykańskim więzieniu w Norymberdze, gdzie zeznawał jako świadek oskarżenia w kilku procesach. Dwa i pół miesiąca później został wydany władzom polskim. Po trwającym 10 miesięcy dochodzeniu stanął, razem z innymi oprawcami Oświęcimia, przed najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie, który 2 kwietnia 1947 roku wydał wyrok skazujący Rudolfa Hössa na karę śmierci. W dwa tygodnie później, 16 kwietnia, wyrok został wykonany na terenie obozu w Oświęcimiu.
W ten sposób można by zakończyć tę ponurą i przerażającą historię „tego, który miał zostać księdzem”, gdyby nie fakt, że ma ona także związek z WADOWICAMI…
Otóż, ostatnie miesiące przed śmiercią spędził Rudolf Höss w wadowickim więzieniu, gdzie obok autobiografii, napisał, również ostatnie w swym życiu, oświadczenie. Oto jego treść:
„Moje sumienie zmusza mnie do złożenia jeszcze następującego oświadczenia:
W odosobnieniu więziennym doszedłem do gorzkiego zrozumienia, jak ciężkich zbrodni przeciwko ludzkości się dopuściłem. Jako komendant obozu zagłady w Oświęcimiu realizowałem część straszliwych, ludobójczych planów „Trzeciej Rzeszy”. W ten sposób wyrządziłem ludzkości i człowieczeństwu najcięższe szkody. Szczególnie narodowi polskiemu zgotowałem niewypowiedziane cierpienia. Za moją odpowiedzialność płacę swoim życiem. Oby mi Bóg wybaczył kiedyś moje postępowanie.
Naród polski proszę o przebaczenie. Dopiero w polskich więzieniach poznałem, co to jest człowieczeństwo. Mimo wszystkiego, co się stało, traktowano mnie po ludzku, czego się nigdy nie spodziewałem i co mnie do głębi zawstydzało.
OBY FAKT UJAWNIENIA I PRZEDSTAWIENIA TYCH POTWORNYCH ZBRODNI POPEŁNIONYCH PRZECIWKO LUDZKOŚCI I CZŁOWIECZEŃSTWU SPOWODOWAŁ ZAPOBIEŻENIE W PRZYSZŁOŚCI POWSTANIU WARUNKÓW MOGĄCYCH DOPROWADZIĆ DO TAK STRASZLIWYCH WYDARZEŃ.”.

Rudolf Franz Ferdinand Höss, Wadowice, 12 kwietnia 1947 r.
Opracowano na podstawie materiałów Franciszka Ryszki oraz autobiografii R. Hössa (Wydawnictwo Prawnicze).

 

Tyle fakty historyczne…
I jeżeli dla wielu zakończenie okupacji hitlerowskiej – przede wszystkim dzięki ogromnej determinacji żołnierzy radzieckich – jest zarazem równoznaczne z późniejszą „okupacją” sowiecką, w dużej części realizowaną dzięki jałtańskiej i teherańskiej zdradzie Polaków przez przywódców Anglii i USA, to mam prawo twierdzić, że chyba szkoda, iż tamta okupacja zakończyła się tak szybko, że już w 1945 roku, bo nie byłoby pewnie dzisiaj na polskiej ziemi dyletantów, politycznych ignorantów, których rodzicom – z dużym prawdopodobieństwem – właśnie tylko ci „ruscy” uratowali życie, często też oddając w zamian własne.
Na temat zakłamanego „oświęcimskiego holokaustu” nawet nie zamierzam się wypowiadać, bowiem doskonale opisują go inni… Wystarczy np. tylko TUTAJ kliknąć i poświęcić około godzinkę m.in. na… szczegółowe wyliczenia, obnażające kłamstwo perfidnie przez lata rozpowszechniane, głównie przez środowiska pro żydowskie oraz samych Żydów.

A teraz wy, zaprzeczający historii, która pozbawiła na Ziemi Wadowickiej życia 1500. młodych Rosjan, wy, którzy twierdzicie, że „(„.) to pierwszy front ukraiński i Ukraińcy wyzwalali (obóz oświęcimski – przyp. Autora), bo tam wtedy żołnierze ukraińscy byli, w ten dzień styczniowy, i to oni otwierali bramy obozu”, wy, którzy z taką lekkością zapominacie o zamordowanych w KL Auschwitz Polakach, Rosjanach, Niemcach, Holendrach, Romach oraz obywatelach wielu jeszcze innych narodowości, rycząc na cały świat, że tam to tylko Żydzi – po prostu weźcie i… zamilczcie!
Bo przynosicie wstyd Polsce i Polakom…
A na to nie macie żadnego przyzwolenia!
I to bez względu na to, pod jakim symbolem religijnym występujecie, w imię czyich potrzeb i… za ile!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT