Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » Niektórzy jeszcze nie zauważyli…
Niektórzy jeszcze nie zauważyli… środa, 6 Kwiecień 2016, godz. 00:28

0004Wczoraj pisałem o pozwie, przesłanym mi przez Sąd Okręgowy w Krakowie…
Na załączonych fotografiach możecie ocenić jego obszerność…
I trudno zaprzeczyć, że licząc ilość wymaganych egzemplarzy, około dwie ryzy papieru przez drukarki przepuścili…
Ale z tego tylko trzynaście stron, to pozew…
Do tego pełnomocnictwo procesowe i kilka stron mało znaczących dokumentów z KRS…

0003A cała reszta, to moje materiały, których ocenzurowania żąda strona powodowa…
Nie zauważając nawet ile z nich to satyra, pozostająca pod ochroną Trybunału Międzynarodowego w Strasburgu!

Napisałem więc wczoraj o czymś, co wywołało we mnie tylko pozytywne emocje i uśmiech na twarzy…
Wszak takich „atrakcji” /zarówno pozwów jak i aktów oskarżenia/ mam za sobą /dzięki m.in. poprzedniej ekipie rządzącej i na całe szczęście już tylko byłej posłance/ tyle, że każdy kolejny już u mnie żadnych negatywnych wrażeń za sobą nieść nie może!

Te jednak niesie, ale tylko ten trudny do odparcia zarzut, że autorom tych bezsensownych i nie mających uzasadnienia w rzeczywistości „rewelacji” wydaje się, że nadal żyją w czasach epoki słusznie już minionej, a jedyną ich misją – poza tą realizowaną na szkodę naszego regionu i jego mieszkańców – jest postawienie się w roli… warszawskiego cenzora z ulicy Mysiej!
Kto to taki?
Młodzi już nawet nie będą potrafili zrozumieć, z kolei starsi doskonale pamiętają…

A do strony powodowej nie dociera, że to już po prostu nie działa…
Tak jak i to, że Ustawa Zasadnicza, ta wciąż jeszcze obowiązująca, daje każdemu z nas /przepraszam, każdemu z Was również!/ przyrodzone i niezbywalne prawa, w tym do pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, do kontroli i krytyki społecznej oraz do jakże istotnej w demokratycznym państwie prawnym jawności życia publicznego…

A nawet i to, że jeżeli prawa przyrodzone i niezbywalne, to takie, których nikt nikogo pozbawić nie może!
Nawet sąd!

Owszem, mieliby szansę cokolwiek wskórać, a nawet nie byłoby to też tą zakazaną również przez Konstytucję cenzurą prewencyjną środków przekazu, gdyby zarówno przekazywane informacje jak i ta ocena i krytyka społeczna dotykały sfer życia prywatnego strony powodowej…

Ale jeżeli w imię praw przywołanych wyżej, informacja, ocena i krytyka tyczy się wyłącznie życia publicznego bądź zawodowego osoby publicznej, powszechnie znanej, to… wara!

Zaś żeby było już jasne do bólu, aby uzasadnić bezsens zarzutów, a zarazem zamiar świadomego działania na szkodę strony pozwanej należy tu dodać, że korzystając z prawa do obrony pozwany w postępowaniu sądowym, już tam, na sali rozpraw, ma prawo posiłkować się również tymi sferami życia prywatnego strony powodowej, które miały bądź mogły mieć bezpośredni wpływ na wyrządzone przez tę stronę szkody, zarówno gminie i jej mieszkańcom, jak również innym osobom bądź instytucjom…

I nie będę dzisiaj odkrywał wszystkich swoich kart, tak jak nie odkryłem ich przed procesem karnym, wytoczonym mi przez prokuratora na wniosek dzierżącej wówczas wyborczy mandat posłanki…
Też twierdzącej jak i dzisiaj strona powodowa, że… broni swoich dóbr osobistych!
Cóż, ona też nie zauważyła, że bronić można tylko czegoś co się ma!
I potwierdził to finał tamtej sprawy sądowej…

Skończyło się bowiem na tym, że Sąd Okręgowy /też krakowski/, nie tylko utrzymał w mocy uniewinniający mnie od wszystkich zarzutów wyrok sądu I instancji, ale też w całości podtrzymał tezy tego prawomocnego już wyroku, którym Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia wskazał zarówno na prawo każdego z nas do informacji, do każdej informacji, ale też na prawo do oceny i krytyki oraz na miejsce posłanki w tym prawnym, konstytucyjnym szeregu…

Zresztą, sami możecie się przekonać, bo ten prawomocny wyrok sądu I instancji opublikowałem na tym blogu przed minionymi wyborami parlamentarnymi i tylko dlatego, aby swoimi słowami nie charakteryzować zarówno samej sprawy jak i negatywnej postawy posłanki, występującej w tamtym procesie karnym w charakterze oskarżycielki posiłkowej.

A dlaczego o tym piszę?
Szerzej poinformuję już po procesie…
Dzisiaj mam prawo tylko powiedzieć, że strona powodowa kiedyś, kiedy była w „ogromnej potrzebie” /dzisiaj już wiem, że w potrzebie własnych i mocno naciąganych interesów/, sama się do mnie zgłosiła, lamentując, abym… pomógł!

A, że nigdy nikomu swojej pomocy nie odmówiłem, wtedy też byłem po prostu sobą…
Co oczywiście wykażę, przedstawiając sądowi zarówno ogrom pracy, który wtedy na rzecz strony powodowej wykonałem, jak i łajdactwo tejże strony, która po prostu „sprzedała mnie” /niczym przysłowiowy pęczek pietruszki/, aby na mojej pracy zbić swój, do tego do dzisiaj niezbyt jasny w świetle prawa kapitał…

Tylko, że ja do takich łajdactw już dawno przywykłem…
I może dzięki temu życiowemu doświadczeniu, od co najmniej dwudziestu lat nie wyrzucam żadnych dokumentów, a nawet tylko notatek…
Cóż, i te dzisiaj, chociaż sprzed kilkunastu lat, zdają się być… jakby je ktoś znalazł właśnie na tę okazję!

Więc już wiecie, dlaczego ten pozew mógł we mnie wywołać tylko pozytywne emocje…
Bo po mojej stronie jest nie tylko prawo, ale również dowody obnażające prawdziwe oblicze strony powodowej!

Dodam może jeszcze, że nie tylko te dowody, które przywołałem, bowiem mam ich znacznie więcej…
Nie ukrywam, że przy wielu jeszcze sporo pracy będą miały organy państwa niezależne od lokalnego układu.
Nadto, po wczorajszym materiale już zgłaszają się do mnie osoby, które deklarują gotowość składania zeznań…
Co prawda nie wszystkie trafnie rozpoznały w materiale stronę powodową, ale te, którym się to udało już przekazały mi informacje, w tym wiele takich, o których nie miałem nawet zielonego pojęcia…

I to jest w tym wszystkim optymistyczne…
Potwierdza bowiem, że ludzie mają już dosyć tyrani kilku lokalnych łajdaków, tworzących swoisty układ samorządowo-biznesowy!

Tak więc moi Drodzy, głowy do góry!
Bo okazuje się, że dzisiaj i to bardzo skutecznie, na szybki koniec tego układu działa on sam!

Jak to funkcjonuje?
Pobieżnie będziecie wiedzieli /na ile pozwoli prawo/ podczas trwania procesu…
A całość poznacie, jak w przypadku byłej posłanki, z… prawomocnego wyroku i jego uzasadnienia.

Bo referat cenzury, ten z ulicy Mysiej w Warszawie, to już odległa historia!
Niestety, nie przez wszystkich jeszcze zauważona…

Tak więc ciąg dalszy nastąpi niebawem, bo… nie sztuka wodę z cudzej studni pić!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT