Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Niesamowite…
Niesamowite… sobota, 11 styczeń 2014, godz. 01:57

Moja czteroletnia wnuczka twierdzi, że bajki pisane przez „plaskatego” są o niebo lepsze od tych, pisanych przez… Brzechwę!
A w czym rzecz?

Dzięki kilku znajomym z „fejsa” dowiedziałem się wczoraj, że m.in. Filipiakowa, Kotarba, Krupnik, Ramosowa no i nasz umiłowany „adwokat” Utrata, Jerzy paradujący w prokuratorskiej todze, znają powiedzenie, iż „… najlepszą obroną jest… atak”.

I taki właśnie, już po raz kolejny przypuścił wczoraj „plaskaty” asystent Filipiakowej, aby odwrócić uwagę od… rzeczywistych sprawców budżetowego złodziejstwa przy przebudowie II etapu ulicy Karmelickiej…

Sprawa jest w sądzie i końca procesu nie widać… – donosi „plaskaty”, licytując się jednocześnie z „adwokatem” Utratą nad „krzywdami” wyrządzonymi… złodziejom z ratusza!

„Materia dowodowa w tym procesie jest bardzo skomplikowana. Sprawy gospodarcze w sądach często mają taki przebieg” – mówił do „plaskatego” ten rejonowy „adwokat”… Utrata.

Ooo, ja rzekłbym nawet, że bardzo skomplikowana…

Szczególnie, kiedy z „adwokackich” ust słyszymy największe kłamstwo w tej sprawie…

„Chodzi o niewłaściwe wykonanie podkładu drogi, niezgodnie z zamówionym przez zleceniodawcę projektem. Inwestorem był Urząd Miasta w Wadowicach, który w tej sprawie ma status pokrzywdzonego. Strata, jaką mógł ponieść pokrzywdzony, wynosi ponad milion złotych” – informował „filipińskiego” (jak choroba byłego Prezydenta) asystenta tenże rejonowy „adwokat” w prokuratorskiej todze!

I nałgał się przy tym jak bura suka, bo…

Kto pokusi się o odpowiedź na pytanie: jak można było  wykonać niewłaściwy podkład drogi… nie zrywając z niej asfaltu?

Jednak z jednym należy się zgodzić…
Urząd Miasta, a konkretnie inwestor – czyli Ewa Filipiakowa – rzeczywiście… był inwestorem!

Tyle, że nie przebudowy II etapu ulicy Karmelickiej, ale prywatnego parkingu, pod który nie tylko poszła całkowicie właściwa podbudowa, ta co to miała zostać włożona pod Karmelicką, ale też zaangażowanie inwestora, kierowników gminnych wydziałów: Gospodarki Komunalnej i Techniczno-Inwestycyjnego oraz samego… rzecznika prasowego!

W tym miejscu dokonam analizy kolejnego donosu, jakim dzieli się z Wami „plaskaty”:

„Sam sposób wykonania remontu wzbudził jednak poważne wątpliwości. Sprawą po powiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę gminy Wadowice zajęła się miejscowa Prokuratura Rejonowa. Na Karmelickiej wykonano odwierty, by w laboratorium drogowym zbadać przekrój podkładu i nawierzchni asfaltowej. Prokuratura zleciła też ekspertyzę laboratorium drogowemu z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.”.

Zapomniał dodać, że sposób wykonania remontu wzbudził wątpliwości tylko u Wyroby, który przez cały okres tego remontu – odmiennie do tego wykonywanego przy I etapie przebudowy Karmelickiej – jeździł do swojej chałupy, tak samo zresztą jak Kotarba, po nie zerwanym starym asfalcie, pod którym miała zostać wymieniona podbudowa…
I to po zawiadomieniu złożonym przez… Wyrobę (a nie przez „…Urząd Miejski”, chociaż to inwestor i urzędnicy taki mieli… prawny obowiązek!), o możliwości popełnienia przez Inwestora (czytaj: Filipiakową) przestępstwa na szkodę podatników, sprawą zajęli się – na polecenie „adwokata” Utraty – policjanci z KPP w Wadowicach…

Ale o tym „plaskaty” nie donosi, bo zbyt korelowałyby te informacje z późniejszym zleceniem przez Filipiakową rewitalizacji rynku firmie Sławomira G., która razem z Filipiakową „rewitalizowała” gminny budżet przy przebudowie II etapu tejże Karmelickiej…

Nie wspomina też, chociaż już o tym pisałem, że odwierty wykonane zostały na moje żądanie, kiedy zagrożono mi, że zostanie przeciwko mnie wytoczona przez ratuszowych złodziei sprawa karna, w której zostanę oskarżony o… zawiadomienie o przestępstwie, którego nie popełniono! (?).

I to był dopiero kabaret…
Kiedy w obecności funkcjonariuszy Policji i jednego z panów podległych „adwokatowi” Utracie wskazałem miejsce pierwszego odwiertu, a spod asfaltu wyjęto penie 70. letni, albo nawet starszy żwir, prawdopodobnie jeszcze ze Skawy, przerośnięty glonami od przeciekającej przez lata wody, podbiegł do mnie były „telewizyjny” wspólnik oskarżonego dzisiaj wykonawcy, a obecnie pseudo kierownik Wydziału Gospodarki Komunalnej złodziejskiego ratusza – jak powiedziałaby Filipiakowa – nijaki Krupnik, Tadeusz i darł na mnie swój nieokrzesany pyszczek, wrzeszcząc mi do ucha… czy nie widzę, że „… podbudowa jest przecież… żwirowa?”.

Myślałem, że upadnę ze śmiechu…
Na ten stary, niezerwany przy przebudowie asfalt…
Zresztą nie tylko ja…
Bo poważni byli tylko „ziorający” na całą tę Krupnikową akcję z bezpiecznej odległości… Filipiakowa z Kotarbą!

Ale jeszcze weselej było chwilę później, kiedy z drugiego wskazanego przeze mnie miejsca pracownicy Laboratorium Drogowego GDDKiA zaczęli wyjmować rozbite filiżanki, talerze, kafle piecowe i stare, przedwojenne cegły…

Zawołałem wtedy Krupnika i zapytałem wprost: „… co to, za porcelanową podbudowę zapłaciliście?”.
I…

Całą trójką uciekli, nie doczekawszy chwili, kiedy na polecenie prokuratora Polaniaka wykonano trzeci odwiert w miejscu, gdzie przez drogę został wcześniej wykonany przekop łączący studzienki telekomunikacyjne po obu stronach drogi…
To tam dopiero prokurator dopatrzył się nowego, żółtego niczym kupka niemowlęcia… tłucznia. Takiego samego, jakiego użyto jako podkład pod całym pierwszym etapem przebudowy ulicy Karmelickiej!

I kiedy tych faktów podważyć nie można, bo dzięki dobremu losowi wszyscy uczestnicy tego odwiertu jeszcze żyją, „adwokat” Utrata – niczym Piekarski na mękach – bredzi do „plaskatego”, że „Podkład drogi został wykonany  z niewłaściwego kruszywa, w konsekwencji więc osobom odpowiedzialnym za wykonanie tych prac postawiliśmy zarzuty”!

Za jakie wykonanie i jakich prac? – „adwokacie Utra…’cony!
I komu postawiłeś zarzuty?
O kruszywo pytał nie będę, aby nie robić z ciebie jeszcze większego… błazna!

Bo ja do dnia dzisiejszego nie widzę na ławie oskarżonych sprawców tego przestępstwa!
Sprawców, których wskazałem z imienia, nazwiska i pełnionej funkcji zarówno w zawiadomieniu o przestępstwie jak i w zeznaniach złożonych do protokołu!
Zarówno sprawców, których widziałem i na pewno nie sam, podczas nadzorowania budowy… prywatnego parkingu, jak i tego, który z naszych podatków bierze pensję rzecznika prasowego nie tylko za to, aby nawet o północy, wyrwany ze snu nie zakłócanego przez hakera, powiedział nam wszystko o każdej gminnej inwestycji.
Bierze tę swoją dostatnią pensję również za to, aby zawiadomić organy ścigania o przestępstwie, o którym powziął informację zarówno w związku z pełnionymi obowiązkami, ale też i dlatego, że nie zawiadomił, chociaż każdego dnia, co najmniej dwa razy dziennie poruszał się po tej inwestycji, jeżeli nie z domu do pracy i nazad, to do swojego dobrego przyjaciela Piotra H., mieszkającego „kapkę” za mną!

Dlatego drugi raz zgodzę się z tym, że końca tego procesu nie zobaczymy szybko…

A już na pewno do czasu, kiedy Sąd nie zwróci akt sprawy do uczciwej a nie „utraconej” Prokuratury, celem rzetelnego powtórzenia śledztwa w sprawie, włącznie z przesłuchaniem współsprawcy przestępstwa popełnionego wraz z Filipakową – Józka… karmelitańskiego ekonoma, wywiezionego pod Lublin i nigdy przez łajdackiego „adwokata” Utratę nie przesłuchanego w sprawie, nawet w charakterze kluczowego w tym postępowaniu świadka!

I zadbam o to, aby na pewno ten proces nie skończył się do czasu, kiedy na ławie oskarżonych nie zasiądą kolejno:
– Inwestor Filipiakowa – zgodnie zresztą z ustawą Prawo budowlane,
– Krupnik i Ramosowa – kierownicy złodziejskich wydziałów ratusza, którzy w swoich prawnych oraz zawodowych obowiązkach mają zapisany nadzór nad inwestycjami gminnymi i za ten nadzór w każdy miesiąc płacimy im pensum z naszych podatków,
– Staszek Kotarba – który nie tylko miał prawny obowiązek, ale do dnia dzisiejszego nie odpowiedział na zadane mu przeze mnie publicznie pytanie „… za ile nie widziałeś, że” – spod Karmelickiej ukradli ponad milion?
– Józek – karmelitański ekonom.

Bo za takim składem ławy oskarżonych przemawiają nie tylko fakty związane z przebudową II etapu ulicy Karmelickiej!
Przemawia za nim także dalszy ciąg wydarzeń…

Tych przy rewitalizacji rynku, kiedy ten w ocenie „adwokata” Utraty „pokrzywdzony Urząd Miejski” zlecił wykonanie tych robót, „rewitalizujących” wyłącznie gminny budżet wykonawcy, który kilkanaście miesięcy wcześniej „tak strasznie skrzywdził” tego samego inwestora – Filipiakową!

Może więc odpowiedzcie sobie na kolejne pytanie: dlaczego „krzywdzicielowi” Filipiakowa ze swoją watahą powierzyła realizację kolejnej inwestycji?

Nie wiecie?
A przecież odpowiedź jest taka prosta!

Żeby Sławomir G. po tym procesie, w którym Filipiakową i resztę budżetowych złodziei pozostawi bezkarnymi poza ławą oskarżonych, miał z czego… zapłacić to wszystko, co na polecenie Filipiakowej i całej reszty tej bandy rzekomo on sam „ukradł” dla karmelitańskiego ekonoma spod Karmelickiej!

Tylko, że… ten numer im nie przejdzie!
Bowiem zrobię wszystko, aby… zapłacili wszyscy, którzy w tym złodziejstwie umoczyli swoje ratuszowo-karmelitańskie pazurki!
I ci, którzy to złodziejstwo z taką starannością chronili!

Dlatego już na koniec odniosę się do jawnej konfabulacji „plaskatego”…

Donosi bowiem, że „Urzędnik, który miał nadzorować prace na ul. Karmelickiej, w urzędzie już nie pracuje. Został zwolniony po tym, jak Urząd Miasta przeprowadził własną kontrolę dokumentacji z wykonania remontu.”.

I trafił tą konfabulacją, podobnie zresztą jak całym tym swoim „atakiem”, niczym… „kulą w płot”!
Bo z tego co mi wiadomo, to ów urzędnik, Piotr P., nie dość, że zwolnił się sam, nie mogąc dłużej znieść „wałków” swojego przełożonego z Wydziału Gospodarki Komunalnej, to jeszcze na długo przed złożeniem przeze mnie zawiadomienia o przestępstwie w opisanej tu sprawie…

Więc?

Ciąg dalszy nie tylko nastąpi, ale jeszcze z… jakim finałem!

Bo jedno, co mogę Wam Drodzy Państwo zapewnić, to to, że „parkingowych fajerwerków” zarówno Filipiakowej, jak i reszcie tych budżetowych złodziei oraz ich obrońców, na pewno nie zabraknie do końca tego procesu!

A początek tego show, jak donosi „plaskaty”, już… 17 marca!
Bo chyba będzie to dzień, kiedy swoje… „wnioski” do akt tego postępowania złoży Wyroba!

I pewnie znowu moja wnuczka będzie miała niezły ubaw, po bajecznej lekturze twórczości… „plaskatego”?
Podobnie jak ma teraz, szczególnie kiedy na tej fotografii – co wyżej – widzi Krupnika, który wygląda tak, jakby dumał nad tym, czy aby Sławomir G. dobrze się z nimi zyskami z tego złodziejstwa podzielił?

P.S. Zastanawiam się, kiedy „utracony adwokat” – Jerzy, po Filipiakowej zacznie bronić swojego „dobrego imienia”?
Bardzo bym chciał, bo coś przecież z tym rzekomo „prokuratorskim”, a już na pewno bandytyzmem – trzeba zrobić…
Albo wytoczyć proces Wyrobie, żeby udowodnić, że nie jest się „utraconym adwokatem”, albo zmienić „tabulkę” na tym wstydliwym gmachu, wieszając nową z napisem: „ADWOKATURA MAFII”!

:)

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT