Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Niestety, dzisiaj pozostało tylko… przerażenie! I to wyłącznie z mojej wiary oraz… naiwności.
Niestety, dzisiaj pozostało tylko… przerażenie! I to wyłącznie z mojej wiary oraz… naiwności. wtorek, 4 Sierpień 2015, godz. 22:28

IMG_0013aNie zapowiadający się wcześniej większymi niespodziankami rodzinny wyjazd do Kuzyna Małżonki uzmysłowił mi, że facet, którego przez grubo ponad dwadzieścia lat uważałem za przyjaciela, po szantażu pana „doktora” jednak potraktował mnie bardzo ulgowo, kiedy chciał się mnie pozbyć – niestety, w sposób nieudolny, bo przy rażącym naruszeniu Statutu oraz ustawy o stowarzyszeniach – tylko z Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej…

W czym rzecz?
W materiale udostępnionym mi przez Kuzyna mojej Żony, chociaż opublikowanym już na łamach świątecznego wydania „Kroniki Beskidzkiej”, z grudnia 2013 roku…

O! W tym powyżej /na wykonanej przeze mnie fotografii/ którego treści jednak nie zamierzam komentować.
Bowiem nie tylko szokuje…

Ta treść dała mi przecież dopiero do zrozumienia i to w pełni uzasadnionego, iż – kiedy stanąłem pomiędzy partykularnymi interesami koniunkturalnego do bólu „przyjaciela” a moimi interesami od lat czysto informacyjnymi, niestety, bardzo niewygodnymi dla burmistrza Wadowic – ten pierwszy równie dobrze mógł się mnie pozbyć chyba nie tylko z… TMZW?
Zwłaszcza, że historia zna wiele przykładów, iż „patrioci” i „bojownicy”, a mówiąc wprost, tzw. „ludzie opozycji”, uwielbiają – niczym duże dzieci – zabawy dające im namiastkę powrotu do – często nawet urojonej – przeszłości…

Dlatego nie będę ukrywał, że czytając o tym, co wydarzyło się w jesienny poranek 2013 roku w Łączanach, od razu stanął mi przed oczami Aleksiej Siemionow i jego do dzisiaj „niewyjaśniona” śmierć na jednej z kalwaryjskich uliczek…

Więc chyba muszę być ogromnie wdzięczny losowi za to, że dla mnie skończyło się to jednak tylko podjęciem uchwały, którą i tak trzeba było uchylić…
A nie np. połamaniem nóg…
I to w najlepszym z – całego wachlarza – możliwych rozwiązań…

Niestety, nie wiem jaki ta sprawa miała swój ciąg dalszy?
Czy się już zakończyła czy nie, a jeżeli tak, to na jakim etapie postępowania /chociaż Kuzyn Żony mówił coś o jeszcze jednym materiale w tym samym temacie, podobno o rozpoczynającym się postępowaniu sądowym? – którego jednak nie mógł w swoim archiwum odnaleźć/?
Ale bez względu na wszystko – nadal mnie przeraża…

Tylko, że już nie ten były, bo do szpiku kości fałszywy „przyjaciel”…
Ale moja – miniona już na szczęście – zarówno wiara w „przyjaciela” jak i ta przecież zwykła, ludzka… naiwność!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT