Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » Nigdy bym nawet nie przypuszczał ile dobrego dla zdrowia ogółu potrafi zrobić ból jednego zadka…
Nigdy bym nawet nie przypuszczał ile dobrego dla zdrowia ogółu potrafi zrobić ból jednego zadka… poniedziałek, 24 Sierpień 2015, godz. 08:32

Kklinu w pracy - 01A już myślałem, że zmądrzał i poplątanie satyry z groteską przeszło w tym mieście do historii…
Niestety, zajrzyjcie obok i zastanówcie się, czy…

Naprawdę dziwi Was jeszcze, że burmistrzowi – oprócz towarzyszenia kolesiom i „menelowania” po rynku – brakuje czasu na rządzenie gminą? Że nic nie robi dla miasta i mieszkańców, bo oprócz wspierania tychże kolesi i łażenia bez celu po „gówianej rurze” /ewentualnie jeszcze przejażdżek skuterem po GranitPlatz i ścieżce rowerowej/, całą energię, wycenioną na około 13 tysięcy brutto miesięcznie, aktywuje już tylko do wbijania ze zwykłej zemsty swoich ząbków w… ludzi, którzy coś /w przeciwieństwie do tego bufona/ robią dla tego miasta.
Zrozumiałbym jeszcze, żeby chociaż tylko w przeciwników politycznych…

I można by nawet rzec, że… strach się bać!
Tylko czego tu się bać?
Faceta niespełnionego, zawistnego i głupiego do tego stopnia, że przez dziewięć miesięcy nie zdążył zauważyć, iż każdy jego wybryk, podobny temu, co na załączonym wyżej screenie, nie tylko obrazuje wszystkie wyżej wymienione cechy „wodza”, ale też daje raz po raz podstawy do satyrycznej zabawy z trzydziestosiedmioletnim „stetryczałym staruszkiem”…

Bo zastanówcie się, co z tego wpisu mogłoby wynikać, gdybyśmy przyjęli, że mamy u steru gminnej władzy faceta mądrego, godnego zaufania, nie grzeszącego kłamstwem i… zemstą?
Ano tylko tyle, że musielibyście siedzieć w domu, albo właśnie z tym gburem w jego gabinecie, żebyście nie zostali posądzeni przez naczelnego guru Inicjatywy Własnych Wartości o… zatrudnienie u restauratorów!
Nie wiem tylko co mieliby robić wtedy turyści?
Może konsumować wadowickie kremówki na wadowickim „kremlu”, bądź tylko w zaprzyjaźnionej z burmistrzem… „Galicjance”?

Ale to nam nie grozi, tak jak i oglądanie tego smutasa podczas konsumpcji, bo są jeszcze w tym mieście inne lokale gastronomiczne oprócz tego jego uwielbionego, z którego jeszcze… nie wyrzucili trzech „muszkieterów”!
Jeszcze…

Odpowiedź ogrodowejDlatego właśnie najbardziej zabawna
– wręcz lepsza od najlepszego na świecie kabaretu –
jest dla mnie odpowiedź na pytanie: dlaczego przesiadując tamże, w tej „Ogrodowej” – przez ponad dwa lata, autor tego dzisiaj tak idiotycznego komentarza /zresztą niczym nie odbiegającego od inteligencji samego autora/ nie „trąbił” wszem i wobec, że jest tam… zatrudniony bądź na przyuczeniu /z elegancka zwanym… praktyką, na ten przypadek rajcowską/?

Dlatego może ta „sensacja” o zatrudnieniu wydawcy portalu www.wadowice24.pl przez właścicieli restauracji „Ogrodowa”, w połączeniu z historią łączącą gbura z tą samą „Ogrodową” uprawnia do w pełni uzasadnionego domniemania, że ten komentarz to przez zawistną, mściwą do szpiku kości pamięć… „tetryka”.
Bo może gbur tylko – po tamtym „zatrudnieniu” lub „praktyce” – nie zdał egzaminu na podkuchennego bądź na zmywak, co spowodowało, że został z „Ogrodowej” wyrzucony „na twarz” /chociaż w tej materii sporo „pochlebnego” właśnie o tych trzech „muszkieterach” mówią zachowane do dzisiaj nagrania/?

Więc może to spowodowało, ten potężny ból czterech liter, który do dzisiaj skutkuje nie tylko ciągłym łażeniem bez celu pomiędzy „kremlem” a „Galicjanką”, z przedłużeniem „spacerów” w ulicę Mickiewicza /wszak z bólem tej części ciała chyba trudno usiedzieć w jednym miejscu?/ oraz ciągłym wbijaniem ząbków w „Ogrodową”…
A w konsekwencji brakiem czasu – u „stetryczałego” panocka przed „śterdziestką” – na… rządzenie!

Tylko czy możemy się dziwić, kiedy „chłopu” nie dopłacili nawet 10 groszy do jego kreatywności, którą mogło „uruchomić” dopiero… 10 tysięcy złotych?

Jednak nie bierzcie sobie tego zbytnio do serca, bo ten materiał tak samo satyryczny, jak satyrycznymi uczynił gminne rządy burmistrz „dochtor” Mateusz Klinowski…
Podejdźcie więc do niego z przymrużeniem oka, z uśmiechem na twarzy i zmyślą, jak dobrze ta lektura… wpłynie na Wasze zdrowie!

Ja zaś, kończąc już opis tej satyry w wykonaniu pierwszego a zarazem najbardziej aaamściwego /i jestem to wstanie udowodnić!/ nieudacznika w tym mieście dodam, że przydupasom guru nie mogę odpowiedzieć na ich śmieszne komentarze na fejsie, bo ten ich „wódz”, niczym… rozkapryszony bachor, zablokował mnie nawet na tym rzekomo społeczno-burmistrzowym profilu!
Jednak wcale mnie to nie martwi, bowiem na takie komentarze mam od dawna tylko jeden… pojemnik!

Dlatego mimo wszystko warto może zapytać:
– czyżbyś działał w myśl zasady: strach się bać?

„Dochtorze… iluzji prawnych”!

Ale trzymaj tak dalej, to tylko ta satyryczna rubryka będzie rosła w siłę tego bloga…

A już na pewno do czasu, kiedy nie dotrze do ciebie, że naprawdę… wygrałeś ubiegłoroczne wybory na burmistrza Wadowic!
Naprawdę!

Piszę ci to dlatego, że jak na razie, po wszystkim co robisz odnosi się wrażenie, że ty wraz ze swoimi klakierami nadal pozostajecie w opozycji do lokalnej władzy, nadal walczycie z Filipiakową i jej asystentami…
Ale rzeczywistość jest bardziej brutalna…
Nie ma już burmistrz Filipiakowej, nie ma jej nielicznych jak na obecne warunki asystentów, nie ma władzy, z którą nadal walczy środowisko IWW, zbudowane na gównianej rurze pod wadowickim rynkiem oraz… żądzy władzy.

Jest natomiast burmistrz „dochtór iluzji prawnych” Mateusz Klinowski, z liczną grupą kolegów i znajomych, grupą nieodłącznych sponsorów wyborczych oraz własną gadzinówką, wobec których co rusz wyraża wdzięczność kosztem rozwoju miasta i bytu mieszkańców…
I teraz tych rachunków wyborcy są ciekawi!

Bo, że za rządów Filipiakowej nie tylko Marcin Płaszczyca był opłacanym z budżetu gminy asystentem, pisaliśmy w odpowiednim czasie i w odpowiedniej formie!
Ale dzisiaj „opozycjonisto” Klinowski, to już historia, która tylko dla ciebie i wąskiej grupy twoich zwolenników nadal pozostaje stanem niezmiennym…

Więc może przeszłość pozostaw już po stronie historii, przejdź do czasów nam współczesnych i zamiast nadal walczyć z układem rządzącym napisz, ile w okresie minionych dziewięciu miesięcy tych samych tysięcy złotych wydał już, ale… burmistrz Klinowski!
Na asystentów, sponsorów, klakierów, gadzinówkę?

Wszak w każdym innym wymiarze jesteś co raz bardziej… żałosny, śmieszniejszy, godny wyłącznie roli… cyrkowego klowna!

😛

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT