Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » O cenzurze już było, ale widać nadal to w Wadowicach rzecz „święta”…
O cenzurze już było, ale widać nadal to w Wadowicach rzecz „święta”… sobota, 11 Kwiecień 2015, godz. 18:24

00000Jak nie anonimowe kłamstwa IWW, to cenzura u Płaszczycy…
Może dlatego, że „histeryczną” wyrocznią da herosa propagandy podwórkowej nadal jest Michaś nazwisk dwojga…
Zapytacie w czym rzecz?
Nie będę komentował od siebie, bowiem Autor listu, który otrzymałem mówi sam i wszystko…
Dlatego odsyłam…

Pod gniotem „historycznym” nijakiego Michała Siwca-Cielebona: Dwie wiosny. O szczerości czekistów, czyli skąd się wzięli Wyklęci? usiłowałem zamieścić poniższy tekst, niestety cenzor strony nie pozwolił go opublikować. Tym bardziej jestem zbulwersowany, że tenże „historyk” powołując się na słowa „naszego Wielkiego Rodaka, zachęca do poszukiwania prawdy”. Pomimo, że poglądowo na wiele faktów historycznych ma Pan inne zdanie, to wnioski z historii najnowszej Polski na dzień dzisiejszy mogą być zgodne z moimi. Manipulacja świadomością na żywej tkance narodu to zmora zbrodni. To, że ów portalik tego typu tekstów nie zamieszcza i pleban witający Dudę (jeden wart drugiego) uświadcza mnie w przekonaniu o zegadłowiczowskim dalszego ciągu (napędu) „motorów” do „zmorów” wołkowickich.
Oto ten tekst:


Politycy sanacyjni, jak i endeccy mieli wszystkie dane, by widzieć, że imponujące kolumny naszych sojuszów są kolumnami z tektury malowanymi na granit. A jednak wmawiali nam nieograniczone zaufanie w pewność ich działania. «Śpijcie spokojnie» – tym wezwaniem zawsze można sobie zdobyć posłuch w narodzie, który jak nasz nie lubi się martwić i przyjemnie dźwięczącym hasłem daje się zaprowadzić do piekła. „Wyklęci” (oni byli już „zdradzeni o świcie” wojny) podkreślali tylko swe proalianckie zaślepienie, skoro mimo zatwardziałej zdrady aliantów, propagowali dalej politykę «wierności» tym, którzy zdradzili. Tu warto darować naiwność tylko HUBALOWI. Polska nie ma czego szukać na Zachodzie, nie może wierzyć takim państwom, jak Francja, Anglia czy USA. Przyszłość Polski ma rozstrzygać się na Wschodzie, a kluczowymi państwami dla nas będą Niemcy i Rosja. Zachowujemy się tak, jakbyśmy żyli między Ameryką a Anglią. Prawdą jest jednak i pozostanie nią na wieki, że żyjemy między Niemcami a Rosją. Polityka nasza musi być dwuogniskowa, bo naród polski żyje w polu grawitacyjnym dwuogniskowym i musi wyrobić sobie trwale drogi porozumienia z obu sąsiadami. Polska ma szukać modus vivendi z obu wielkimi sąsiadami i tylko to daje jej perspektywę na samodzielne istnienie. Dominacja Anglosasów nad Polską to złudzenie niepodległości, to nic nie znaczące chorągiewki na samochodach polskich przywódców, to wreszcie groźba używania Polski jako dywersanta na Wschodzie, w interesie Anglosasów. Nasze rachuby na przychylność Anglosasów (mimo doznanych i nareszcie uświadomionych zawodów) są przesadne. Jesteśmy w ich oczach ludem, który umie tylko dobrze umierać i który można zawsze pchnąć ku ofiarności, kiedy to będzie im potrzebne. Demokracja nazywana w dzisiejszym świecie to taki układ stosunków międzynarodowych, w którym Wielka Brytania i USA ma zapewnione panowanie na rynkach świata. Sprawiedliwością zaś dla nich, to taki system, który nie pozwala innym narodom dążyć swoją drogą do swoich niezależnych celów. Każde wyłamanie się z tej aksjomatyki stanowią dla nich pogwałcenie wszystkich praw boskich i ludzkich. Jak w tym kontekście MSC widzi państwo niepodległe. Niech jeszcze raz przeczyta pierwsze zdania mojej wypowiedzi i nie próbuje nam mówić o zasłużonym przez „Wyklętych” „śnie spokojnym”, czy też złe zrozumienie słynnego zawołania „Nie lękajcie się” z lat 90-tych, czego efektem jest dziś skandaliczne niebywale zrujnowanie Państwa Polskiego tak pod względem gospodarczym jak i moralnym, a o podległości politycznej warto zacytować w dalszym ciągu niestety aktualną myśl Stanisława Cata Mackiewicza, który uważał, że „polskie myślenie polityczne, potwornie niewyrobione i prymitywne do obrzydliwości, nie rozumie ani pojęcia czasu, ani pojęcia pierwszej linii”. Dostrzegał w rodakach umiłowanie do rozgłosu oraz wszechobecność wishful thinking (marzenie ściętej głowy). Przykładem realnego myślenia o polityce zagranicznej jest jego podział na „sojusze egzotyczne” i „sojusze naturalne”. Cat porównywał je do małżeństwa. Za naturalne uchodzą te, które zawarte są między ludźmi tego samego stanu, zbliżonego wieku i zainteresowań. Dlatego „sojuszem egzotycznym” nazywał on alianse tworzone przez państwa daleko od siebie położone i o zróżnicowanym potencjale. Natomiast „sojusz naturalny” tworzą sąsiadujące ze sobą kraje, w wypadku których upadek jednego pociąga zniszczenie drugiego. Mackiewicz pisząc, że „państwo silne to takie, które ma słabych sąsiadów, państwo słabe to takie, które ma silnych sąsiadów”, dosadnie wyrażał jedno z podstawowych założeń realizmu politycznego. Radził, by na posunięcia dyplomatyczne nie odpowiadać krzykiem i płaczem oraz nie traktować obietnic sojuszniczych zbyt poważnie, gdyż zawsze mają one charakter względny i prowizoryczny. Nam tylko wydaje się, że jesteśmy w porządku wobec narodu rosyjskiego – bez winy. Chyba tylko Józef Mackiewicz („Lewa wolna”) odważył się zauważyć, jak to „nasz mąż Opatrznościowy”, Józef Piłsudski, wstrzymując ofensywę przeciwko Bolszewii – w momencie jej największego zagrożenia – na froncie wschodnim, nie udzielając wsparcia Denikinowi, przyczynił się do pogrążenia „białej” Rosji. Potem – jak wszystkim wiadomo – mieliśmy i wzloty – „cud nad Wisłą”, i upadki – 17 września 1939 r. Ale także Katyń – bolszewickie „podziękowanie” – zbrodnię jakiej nigdy nie dopuściłaby się na nas carska Rosja. Błąd Piłsudskiego, bezmyślnie zaślepionego wroga „caratu”, kosztował nas rządami czerwonego tyrana Stalina, rzezią kwiatu polskiej inteligencji i komunistyczną niewolą. Błąd ten podyktowany był chorobliwą nienawiścią do Rosji i wszystkiego co rosyjskie, słowem – rusofobią. Tak naprawdę gen. Denikin, który latem 1919 r. miał w swoim ręku niemal całą Ukrainę wraz z Kijowem, nie mógł składać na temat granicy polsko-rosyjskiej żadnych zobowiązań. To mógł uczynić tylko i wyłącznie prawowity rząd rosyjski, powołany po rozgromieniu bolszewickiej hołoty. Uczciwość generała armii rosyjskiej (nie bolszewicko-anarchistycznej hordy) nakazywała mu nie czynić żadnych obietnic bez pokrycia. O ile Piłsudski, a nawet jego polityczni oponenci – także panicznie bojący się „caratu” – w owym czasie mogli się jeszcze łudzić co do bolszewickich deklaracji o prawie narodów do samostanowienia. To dzisiaj już wiemy, ile te deklaracje były warte. Wówczas sądzono, że sąsiadowanie z Bolszewią, a nie Rosją, jest dla Polski bezpieczniejsze, bo apetyty bolszewików są mniejsze (sic!). I sympatie Zachodu w razie konfliktu będą po naszej stronie. Stwierdzić jednak należy, że z perspektywy historycznej, był to karygodny błąd. „Nasza” klasa polityczna z Piłsudskim na czele dała dowód tego, że gotowa jest poprzeć choćby diabła, by nie dopuścić tylko do odrodzenia się znienawidzonego „caratu”. Nie zachwycała jej może rewolucja bolszewicka, ale o wiele bardziej od niej obawiała się powrotu Rosji carskiej z nacjonalistycznym zawołaniem: jedinaja niedzielimaja (jedna niepodzielna). I to była rusofobia, „choroba na Moskala” – w wielu przypadkach nieuleczalna. Przerażały naszych rusofobów apetyty „białych” Rosjan, ale mieli za nic (dużo większe!!!) apetyty kosmopolitycznej Bolszewii (to nie kto inny tylko bolszewicy śpiewali: Jutro może (…) zdobędziemy cały świat…

Za tego typu błędy i grzechy płaci się wcześniej czy później. I zapłaciliśmy! Skorośmy nie chcieli wspólnie z gen. Denikinem tępić hord anarchistyczno-bolszewickich, to mieliśmy później sami na własnej skórze doświadczyć, czym jest bolszewik i czym się różni od Rosjanina. Gdy złodziej – morderca plądruje mieszkanie mojego sąsiada, jeśli nawet go nie lubię, to nie pozwolę, żeby robił to bezkarnie. Moralność i zwyczajna uczciwość obowiązuje nas także w stosunkach międzynarodowych. To powinni wiedzieć – zwłaszcza konserwatyści (także liberalni). Przymykanie oczu na zbrodnię, okrucieństwo i niegodziwość – i nieudzielenie pomocy w ich zwalczaniu – wcześniej czy później odbije się na nas samych. Obojętność wobec masowych zbrodni bolszewików bestialsko mordujących znienawidzonych przez „nas” Rosjan, musiała i dla Polski skończyć się Katyniem. Złoczyńców bowiem należy tępić! Tutaj żadne rachuby są nie na miejscu. W przeciwnym razie stajemy się ich wspólnikami. I taki był wybór Piłsudskiego (bez epitetów, któremu Wermacht wystawił wartę honorową przy trumnie na Wawelu). A gros polskich „polityków” mieniących się (tu śmiech mnie zżera) prawicowo-patriotycznymi, wrzeszczy antyrosyjsko… Bo Polak tym się szczyci, że Moskalów ma w życi. („Sława Ukrainu, herojam sława” to pomnikowe zawołanie „polskich polityków” na cześć siepaczy niewinnej ludności cywilnej z dziećmi (!) w ilości na skalę ludobójstwa).\
A co do Rosji, jako żywo przypomina XIX-wieczną – postyczniową atmosferę bojkotu wszystkiego, co rosyjskie. To też biedną Polskę pod rosyjskim zaborem, trzęsie chroniczna febra powstań: na kształt nieuleczalnej choroby. Hrabia Fryderyk Skarbek w dziele swoim „Dzieje Polski” część III, str. 183 powiada: „że febra powstańcza powtarza się w Polsce co lat szesnaście mniej więcej, to jest, gdy podrośnie pokolenie, które nie zaznało na sobie wszystkich nieszczęść powstania. Rosyanie patrzą na ten wiekowy przebieg dziejów porozbiorowych, jako na złe nieuniknione i nawet nie szukają środka skutecznego ku zapobieżeniu złemu. Owszem, częstokroć jakby dopomagali działaniom niszczącym. Wywołują powstania do spółki z Polakami i do tego stopnia nieraz serdecznie i gorliwie, że gdyby Polacy nie byli Polakami, tj. gdyby byli zgodniejsi i nie rozpadali się na tyle różnorodnych stronnictw, gdyby w swych działaniach politycznych okazywali więcej ładu organicznego i wytrwałości, jużby się Polska dawno wyzwoliła. Nieraz Polakom kładziono do ust wolność chodziło tylko o to, by rozgryźć i przełknąć dawkę. Słabe, chorowite dzieci i tego uczynić nie były w stanie i nie umiały!…”. Wielu Polaków robi wszystko, by rzeczywiście frazes o wiecznej polsko-rosyjskiej wrogości okazał się prawdą. Plują z pogardą na „Ruskich” wymyślając im od najgorszych – „kacapów”; jawnie popierają wszelkiej maści separatystów antyrosyjskich, a potem mówią zadowoleni jakby z dobrze spełnionego „obowiązku patriotycznego” – „A nie mówiliśmy, że Rosjanie są naszymi – bez względu na kolor – odwiecznymi wrogami!”. A czegóż się można było spodziewać, że wdzięczni Rosjanie za te dowody „przyjaźni”, rzucą się nam w ramiona? Przypomnieć by tu trzeba ministra Druckiego-Lubeckiego (***), którego oskarżały „koła niepodległościowe” o to, że „wiązał Królestwo Polskie z rynkami rosyjskimi” (sic!), zasypując tym samym nadzwyczaj skutecznie – na niwie gospodarczej – doły wzajemnej polsko-rosyjskiej wrogości (i to ich rozwścieczało!).
Czy Rosja nas grabiła, że protestowali? Nie! Czy nie płaciła za nasze towary? Nie! Po prostu nasi „niepodległościowcy” nie lubili Rosji! Chcieli więc, by nie łączyły nas z tym państwem i narodem żadne stosunki – nawet gospodarcze. Oczywiście na rynkach rosyjskich polski przemysł miał znakomity zbyt dla swoich towarów – jak nigdzie indziej. I gdyby tak tylko logika rządziła światem, to pomyśleć, że ci „niepodległościowi” krytycy wymiany handlowej polsko-rosyjskiej musieli pracować dla konkurencji (np. dla przemysłowców pruskich, którym polscy wchodzili w paradę na rynkach rosyjskich). Była to zwyczajna, głupia rusofobia i zaślepienie, przeczące zdrowemu rozsądkowi i interesowi narodowo-państwowemu. W polityce – jak mawiał Stanisław Tarnowski (wielki znawca literatury, rektor UJ) – nawet nieprzyjaciel wczorajszy może być sprzymierzeńcem. „Ten, który wczoraj był złym, jutro może okazać się praktycznym, i na odwrót: ten, który dziś byłby dobrym, jutro może już nie być właściwym”. Dotyczy to także Rosji! No cóż brakuje dziś niezłomnych Tadeuszów Reytanów przeciwko rozbiorowi Polski. Czy nie należy przeklinać wraz z prof. Wolniewiczem (***).
Dzięki swoim wpływom Drucki-Lubecki w Sankt Petersburgu i argumentacji politycznej doprowadził do zniesienia bariery celnej między Rosją i Polską, co zapewniło wyrobom polskim nieograniczoną niemal możliwość zbytu na terenie Rosji i tranzyt przez Rosję dalej na wschód. Chroniąc kraj od konkurencji wyrobów pochodzących z krajów niemieckich, wprowadził protekcyjne cła przywozowe na granicy z Prusami. Spowodowało to tzw. wojnę celną z Prusami. Widocznym efektem tych wydarzeń jest Kanał Augustowski, mający umożliwić transport rzeczny z obszaru Królestwa na Bałtyk bez potrzeby przekraczania granicy pruskiej. Zbudował w Polsce nowoczesne drogi.

Pozdrawiam serdecznie. Jerzy.

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT