Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Po wołkowicku » „Od początku chodziło o to…”
„Od początku chodziło o to…” czwartek, 22 Marzec 2012, godz. 22:44

Po wcześniejszym odniesieniu się do Zbyszkowego, że „… nie pojmuje” postanowiłem, iż nie będę już komentował poczynań I„WW” na portalu wadowiceonline, aby z mojej winy nie musiał być krzywdząco porównywany do portalu herosa propagandy podwórkowej… Bo – przynajmniej na razie – na to nie zasługuje…
Zaznaczam też, że wszystko co poniżej, to nie do samej I„WW”, ale do jednego faceta…
I nie tylko dlatego, że… nagminnie wywołuje się mnie to tu, to tam do tablicy…
Ale trudno też przemilczeć, iż 19 marca, a więc 17 dni po spotkaniu I„WW” ze Starostą, ukazał się materiał, o którym w jednych z komentarzy, właśnie na przywołanym wyżej portalu, dr Mateusz Klinowski napisał: „… Zdecydowaliśmy, że nie opublikujemy ani pytań, ani odpowiedzi, przynajmniej do czasu publikacji tekstu, bo to tekst, który piszemy jest dla nas tutaj kluczowy.”
Dużo wcześniej, kiedy po informacji o zadaniu Staroście „trudnych” i „niewygodnych” pytań, z wieloma innymi oczekiwałem ich upublicznienia, pan Klinowski napisał do mnie „… Co zyskujesz gnębiąc starostę i domagając się wyjaśnień? Co udowadniasz?”.
Nie ukrywam, że zaskoczyło mnie to stwierdzenie, bo trudno było mi zrozumieć, jak normalnym w takiej sytuacji oczekiwaniem na zaanonsowane przez samego Mateusza Klinowskiego pytania oraz odpowiedzi Starosty, przyczyniałem się do… gnębienia tego drugiego?
Ale, niech tam…
Jeżeli dr Klinowski uznał, że to ja… gnębię, niech tak pozostanie!

Zwłaszcza, że aby wyłgać się od powodów opóźnienia publikacji pytań, o których szeroko głosił oraz otrzymanych odpowiedzi, do innego z komentujących napisał: „… Dziadunio, jeżeli oczekujesz więcej, niż może dać ci może pospolite ruszenie dziennikarzy amatorów, to zapraszam do zapisania się do służb prasowych IWW. Będziesz na drugi raz mógł usiąść sobie o 21h w piątek z komputerem, napisać tekst, w sobotę podzwonić po starostwie w celu autoryzowania wypowiedzi i wrzucić do netu artykuł, który cię wreszcie zadowoli.”.
Wymówka pana Doktora rzeczywiście przednia, bo do spotkania doszło faktycznie w piątek, a rzeczą normalną jest, że w sobotę Starostwo nie pracuje…
I może wielu dało się na to nabrać, nie zwracając uwagi na fakt, że ani te zadane pytania ani otrzymane na piśmie od Starosty odpowiedzi, nie wymagały autoryzacji (tej życzył sobie Starosta w przypadku cytowania Jego wypowiedzi ze samego spotkania)…
A ich (pytań i odpowiedzi) publikacja, nie miała żadnego związku z materiałem…
Jednak dyktowała ją zwykła ludzka uczciwość…
Wobec mieszkańców (zainteresowanych informacjami głoszonymi przez „MK”) oraz… Starosty!
Tego faceta, o którym sam pan Klinowski pisał, że jako pierwszy z kręgów lokalnej władzy nie olał pytań i zainteresowania mieszkańców… Tylko, że na ile zachowania oraz intencje Starosty okazały się być godne pochwały, intencje pana Klinowskiego już takie chwalebne nie były…
I nie będę cytował całej korespondencji dr Mateusza Klinowskiego do mnie (i tylko dlatego, aby nie zostać po raz kolejny przezeń zbesztany), ale drobny jej fragment, który wyraźnie na intencje pana Klinowskiego wskazuje: „… Jeżeli chcesz wiedzieć, pewnych pytań bym nie publikował, bo niepotrzebnie jątrzą i tak zostały pomyślane – żeby przestraszyć starostę! Od początku chodziło o to, że jak się spotka, to nie będzie publicznego ich zadawania. Ale ty musiałeś to spierdolić. BRAWO! Następnym razem już to się nie uda. Ale ty masz satysfakcję, bo dopierdoliłeś… głównie swoim.”.
No cóż, nigdy nie robiła na mnie wrażenia podobna korespondencja (przez 17 lat przywykłem do przypisywania mi przeróżnych win, zwłaszcza przez tych z… rządzących kręgów!)…
A już zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś sam coś „… spierdoli”, ale za wszelką cenę owo działanie chce przypisać innym…

Tym bardziej, że w oficjalnym komentarzu na portalu wadowiceonline, dr Klinowski uderzał już w całkiem inne tony: „… Dlaczego część z Państwa nie może tego zrozumieć? Nasze oświadczenie wywołało histeryczne wręcz reakcje, zwłaszcza po stronie Dziadunia i Edka. Dziadunio zgłosił chęć pomocy przy okazji następnej podobnej okazji – za co dziękuję.”.
A więc („zapominając o spierdoleniu”), przypisywał nam już tylko histeryczną reakcję, chociaż z histerią reakcje te nie miały nic wspólnego, a tylko z oczekiwaniem na… rzetelność! Może dlatego z tego samego komentarza pana Mateusza Klinowskiego dowiedziałem się, że „… Edek postanowił bić pianę, jak to ma w zwyczaju. Szkoda, bo utwierdza wielu z nas w przekonaniu, że jest mistrzem głównie w tej konkurencji. Z wiadomym skutkiem. Coraz bliżej mi do przyznania, że w jednakowym stopni stanowi on opozycję w tym mieście, jak i przyczynę jej braku, działając na innych po prostu zniechęcająco.”.
I to pozostawię bez komentarza, z dwóch powodów…
Bo jak nic, pisał tylko o… sobie!
Wszak, jak na razie, nie doszukałem się w jego działaniach nic ponad… bicie piany!
A na dodatek dorzucił jeszcze, że „… Napisanie dobrego tekstu, gdzie bazuje się na wielu spotkaniach, rozmowach i dokumentach, prezentuje różne punkty widzenia, to nie jest to samo, co opublikowanie wypowiedzi jednej ze stron.”.
I…
W miniony poniedziałek… „poszedł” pierwszy odcinek!
Tego rzekomo „… dobrego tekstu”!
A w nim wszystko to, co zainteresowani szpitalem wiedzą już z licznych publikacji panów Bolesława Kota, Józefa Mlosta, Zbigniewa Jurczaka i po części moich… W tym już z okresu sporów starosty Kramarczyk z grupą Kotarbowo-Krupnikową oraz przedwyborczego, w którym Kotarba… „biegł” na Wiejską!
I nic w nim o zapowiadanych pytaniach oraz odpowiedziach, o których wcześniej triumfalnie dr Klinowski odtrąbił, a po ich publikacji na moim blogu, tak skwitował moje poczynania” „… Edek opublikował pytania, teraz odpowiedzi i wszyscy pieją z zachwytu. To po prostu dziecinne. Edek nas upokorzył, chyba będziemy musieli się rozwiązać, bo on jeden jest jak LEGION. A serio, wszystkim zachwyconym zadam zatem pytanie: Czy zadowala Państwa to, czego dowiedzieliście się z odpowiedzi Jacka Jończyka? Czy to prawda i cała prawda? Nic więcej nie chcecie wiedzieć?”.

Prawda, że ciekawe?
Czy zadowala nas to, co dowiedzieliśmy się z odpowiedzi Jończyka?
Czy to cała prawda?
Czy nic więcej nie chcemy wiedzieć?
Tak pyta nas facet zadający pytania, które ze z góry powziętym przez pana Klinowskiego zamiarem nie miały dać mieszkańcom oczekiwanej wiedzy, a tylko „… tak zostały pomyślane – żeby przestraszyć starostę!”.

Dlatego po przeczytaniu pierwszej części materiału, tej z 19 marca br., zastanowiłem się czym on tak naprawdę – oprócz ogromnej większości zbędnych słów i… gnębienia Starosty – różni się od tego całkowicie przypadkowego, który napisałem dzień wcześniej, 18 marca, i tylko przy okazji skomentowania herosowych bajań?

No ale w ocenie dr Mateusza Klinowskiego „… Jakoś przed IWW nie widziałem wielu chętnych do działania. Teraz narzekacie, że IWW nie jest takie, jak Wam się wydaje, że być powinno. (…) Trwa wyścig pouczeń i połajanek, a każdy komentator mądrzejszy od poprzedniego. Bijecie pianę, co cieszy nielicznych.”.
Czy naprawdę to my, komentujący „działania” radnego Klinowskiego, bijemy pianę i czy cieszy to kogokolwiek?
Tego ja przynajmniej bym nie powiedział…
Dlatego już prawie na sam koniec zacytuję jedyne trafne (i tak ocenione nie tylko przeze mnie) spostrzeżenie i też z komentarza pana Mateusza Klinowskiego: „… Pozostaje mi jedynie wyznać, że spieprzyliśmy sprawę mówiąc, że w ogóle spotykamy się ze starostą.”.

Oczywiście nie ograniczył się tylko do tych konkretów, dodając (chociaż w nieco odmiennej formie niż czynił to w prywatnej korespondencji), że „… Trzeba było siedzieć cicho, wtedy teraz pewnie zebralibyśmy brawa, że utajniliśmy spotkanie w sprawie nieważnych pytań. Albo w ogóle o nic nie pytać i czekać, aż Dziadunio i Edek spokojnie oswobodzą miasto z opresji i rozwiążą wszystkie nasze problemy, nie wstając nawet od komputera.”.

No cóż, tego komentował nie będę, bo samym zasiadaniem przy klawiaturze komputera, rzeczywiście nic zdziałać nie można…
Podobnie, jak nie można liczyć na żadną, poza tą klawiaturową, pomoc ze strony Mateusza Klinowskiego (i tu nie będę się w temat zagłębiał, bo adresat tych słów doskonale wie o czym mówię!)
A, że buńczucznie rzucił też, iż: „… Zarzutu, że robię tylko awantury, nie chce mi się nawet komentować. Jest tak głupi, że musiałbym jego autorowi zrobić awanturę…”.
Dlatego, chociaż autorem tamtego komentarza nie jestem, ale w pełni się z jego treścią zgadzam, a nadto, że przed Klinowskim oraz I„WW” było wielu, przywykły i całkowicie niereformowalny od lat, oczekuję…
Na tę awanturę!

Szczególnie, że pod tym materiałem, na stronie Inicjatywy, rozgorzała burzliwa dyskusja w obronie… Kotarby!
To jemu przypisuje się tam zasługi w… budowie lądowiska dla helikopterów, wznowienia tematu pawilonu „E” oraz oddania nowego bloku operacyjnego!
I takim to sposobem, poprzez powielanie tego co już dawno napisano oraz nałożenie cenzury na odpowiedzi Starosty, którego pytania – wbrew oczekiwaniom – nie przestraszyły, wyszła z tego „dobrego tekstu”… laurka!
Dla… i o Kotarbie!
Więc co mi pozostało? Tylko… „pogratulować”!
Zwłaszcza, że znowu zaraz ktoś albo przypisze mi za ten stan winę, albo uzna, że „… nie pojmuje”!
Chociaż… Może się mylę? Wszak wszyscy uczymy się na błędach!
Tak jak wszyscy – oczekując zmian – oczekujemy też uczciwości i rzetelności!
Bo całej reszty od lat mamy… w nadmiarze!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT