Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Pamięci Ofiar… „żołnierzy” przeklętych!
Pamięci Ofiar… „żołnierzy” przeklętych! niedziela, 6 Marzec 2016, godz. 17:40

emailMinął rok, kiedy opisałem zaledwie kilka zbrodni „żołnierzy przeklętych”, grasujących po II wojnie światowej na Ziemi Wadowickiej.
Zbrodni nie tylko udokumentowanych, ale pamiętanych po dzień dzisiejszy. I nie tylko przez rodziny ofiar naszych rodzimych bandytów.
Przez podkomendnych „Mściciela”
/”Granita”/ również.

Bo materiał swój oparłem o relację ludzi, a nie jak próbują kombinować obrońcy tamtych zbrodni, książkę Wałacha….
I może nie wróciłbym jeszcze dzisiaj do tematu, gdyby właśnie nie ten jakiś fanatyk, który przesłanym mailem
/powyżej/ zarzucił mi „przepisanie” książki Wałacha.

A przecież już wówczas napisałem, że swoją relację opieram na rozmowach z ludźmi…
Dzisiaj dodam, że nie tylko z rodzinami ofiar.
Z żyjącymi jeszcze członkami bandy „Mściciela” też…

Bo nie jest prawdą, że ich już nie ma…
Oni są, jeszcze, chociaż w wielu przypadkach powoli dobiegają już „setki”, żyją pośród nas pełni przerażenia wyniesionego z przeszłości oraz strachu…
Po prostu, tak jak wtedy, tak i dzisiaj boją się o swoje życie, chociaż tak naprawdę każdy z nich stoi już na krawędzi własnej mogiły…

Dla kogoś, kto do tych ludzi, zapomnianych, cichych, pełnych wyrzutów sumienia, nie dotarł, kto z nimi nie rozmawiał, Wądolny, Spuła i im podobni nadal będę „bohaterami”…
Tak jak są „bohaterami” dla IPN i układu rządzącego krajem…
A dla mnie na zawsze będą zbrodniarzami, mordującymi niewinnych chłopów z okolicznych wsi i to bez żadnych skrupułów, za przysłowiową… kromkę chleba.

Tylko jeen świadek tamtych dni-01Widoczne na fotografii cztery kasety wideo oraz osiemnaście kaset magnetofonowych, to dokument video oraz audio z kilkudniowych rozmów i tylko z jednym podkomendnym Mieczysława Wądolnego…
A dane było mi rozmawiać z trzema…
I te sześć godzin relacji filmowej oraz dwadzieścia jeden godzin relacji dźwiękowej, to nie tylko przerażająca historia zbrodni, ale też historia w całości potwierdzona materiałami zarejestrowanymi z kolejnymi dwoma moimi rozmówcami…
Tu dodam, że żaden z tych trzech mężczyzn nie wiedział o moich kontaktach z pozostałymi.
Każdy był przekonany, iż dotarłem tylko do niego.

Myślę, że warto tutaj też dodać, iż o rozmowę z pierwszym moim rozmówcą zabiegałam ponad trzy lata i przez cały ten okres silniejszym od konieczności oddania prawdy historycznej był… strach.
Ci ludzie, pomimo iż minęło tyle lat od tamtych zbrodniczych wydarzeń, nadal bali się mówić…
I bali się nie tej tragicznej prawdy, ale o swoje życie…

Co wcale mnie nie dziwiło.
Bo przecież ciągle świeża jest historia zamordowania Aleksego Siemionowa i to na kilka dni przed ujawnieniem przez niego przed wadowickim sądem prawdy o przeszłości „bo
/c/haterstwa” jednego z pookupacyjnych zbirów, który sam sobie stawia pomniki „chwały” i cieszy się uznaniem prawicowej władzy…

Co prawda dałem słowo, że wszystko co mi powierzono, aby prawda o tamtych dniach nie została zapomniana, opiszę dopiero po śmierci moich rozmówców…
Jednak nie podając ani nazwisk, miejsc, ani danych, które pozwoliłyby na rozpoznanie moich rozmówców, przybliżę jedną z wielu okrutnych zbrodni Wądolnego i tylko dlatego, aby cwaniaczki zarzucające mi „zżynanie” z Wałacha, odnaleźli w jego książce opis tego wydarzenia…

„… Był przełom listopada i grudnia 1946 roku. Wiem, że była to środa. Zaszliśmy do chałupy wdowca (…) w (…). Po śmierci żony został z dziewiątką dzieci. Najstarsza córka (…) miała 21 lat. Mietek wiedział, że (…) ma w stajni krowę i dorodną świnię. I wtedy dowiedzieliśmy się, że to ta świnia jest celem naszego napadu na chałupę (…). jak już Mietek zażądał wydania mu świni, (…) powiedział, że nie może, bo przecież zima idzie, a on ma dzieci, musi je wykarmić. Wtedy Mietek z gromady dzieci ściśniętych w kącie izby za włosy wyciągnął (…), tę najstarszą córkę (…) i powiedział, że ją zabije. (…) myślał, że to tylko jakiś ponury żart jest. Ale to nie był żart. A był z nami wtedy pierwszy raz na akcji (…), młody, miał dopiero 19 lat. Mietek wyciągnął z kabury swoje Parabellum i właśnie jemu dał, wydając rozkaz zastrzelenia córki (…). (…) najpierw się wzdrygnął a potem, pamiętam jakby to było wczoraj powiedział: „Dowódca żartuje. Za co, przecież ona niczemu niewinna”. I to był jego koniec. Mietek odebrał mu pistolet i strzelił zaraz nad prawym uchem (…). Kiedy (…) leżał już nieżywy na środku izby Mietek oddał Parabellum mnie. Nic już nie mówił. Wiedziałem co mam zrobić, żeby żyć. Do dzisiaj mam przed oczami tamten dzień, przerażonego (…), jego zamordowaną najstarszą córkę, która pomagała zajmować się resztą dzieci i (…), który za to, że wierzył w sprawiedliwość zginął z ręki Mietka. Nonie, że okrutne, straszne?”.
Kiedy zapytałem, co było dalej, mój rozmówca zakończył krótko…
„Świnię i tak zabraliśmy. Kiedy odchodziliśmy Mietek kazał (…) pochować córkę i (…) i kazał nigdzie nic nie zgłaszać, bo jak nie to przyjdzie i zabije ich wszystkich. Uwierz mi, że ani jeden kawałek mięsa z tej świni nie przeszedł mi przez gardło”.

Podoba się wam to „bo/c/haterstwo” Wądolnego?
Bohatera IPN i różnego rodzaju Korkucio-Ptaków?

A to tylko jeden z epizodów z opowieści członków bandy „Mściciela”, samozwańczego bojownika o…
No właśnie, o co?
Bo nie o wolność i ideały Armii Krajowej, która już w tym czasie została rozwiązana /19 stycznia 1945/

Ze zbiorów IPNBojownika fikcyjnej Armii Polskiej w Kraju, gdzie jedyną legalną organizacją wojskową było już tylko… Wojsko Polskie.
To samo, które przeszło m.in. cały szlak bojowy, aby wspólnie z Armią Czerwoną pokonać faszyzm i zawiesić biało-czerwoną flagę na Bramie Brandenburskiej w Berlinie.

A takie fikcje literackie, jakie opisują Korkuć z Ptakową, można swobodnie między bajki włożyć…
Podobnie jak fakt, że „… tego typu materiały powinny być w zasobach IPN”
Bo tam mają to, co odpowiada ich polityce i prawie nigdy nie ma potwierdzenia w historii…
Wszak tę tworzyli ludzie…
Ci sami,  z którymi po wielokroć rozmawiałem…

A oni, ci z IPN, opierają się na dokumentach, które – jak w przypadku Wądolnego – ten po wielokroć sam sobie fałszował…

Więc, żeby nikogo nie kusić, ja swój zbiór materiałów dotyczących historii tamtych lat, a nie fikcji literackiej tworzonej na potrzeby polityczne grupy fanatyków, którzy z historią mają tyle samo wspólnego co wadowicki pseudo „historyk” nazwisk dwojga po liceum, trzymam z dala od swojego miejsca zamieszkania, w miejscu bezpiecznym i znanym tylko dwóm osobom…
Z których jedną jestem… ja sam.

Bo nie chcę dzisiaj jeszcze ani ujawniać moich rozmówców, ani pozbyć się dowodów, które zamiast orderami powinny skutkować dla tych bandytów /tylko/ pośmiertnym… napiętnowaniem.

Dlatego od przyszłego roku, w dniu 1 marca będę czcił pamięć Ofiar „żołnierzy przeklętych”.

Ot, jak zrobiłem to właśnie dzisiaj, oddając hołd 21. letniej córce i siostrze ośmiorga rodzeństwa oraz 19. latkowi, który uwierzył bandycie Wądolnemu…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT