Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Pamiętało niewielu…
Pamiętało niewielu… wtorek, 29 Styczeń 2013, godz. 15:04

„Naród, który nie szanuje pomników swojej historii, nie wart jest…”!
Nawet, żeby plunąć mu w twarz!

Teraz, kiedy portal godnie opłacany przez wadowicki i kalwaryjski ratusz „przyssał” się do pana Jerzego Rojka, jednego z założycieli pierwszej „Solidarności” i nadal niepokornego dla lokalnej władzy mieszkańca Kalwarii Zebrzydowskiej, bo Ten domaga się rzetelnej oceny historycznej oraz usunięcia z kalwaryjskiego pomnika niegodnego pamięci mieszkańców nazwiska „bochatera”, a całkowicie przemilcza „sukcesy” wadowickich burzymurków w niszczeniu całych pomników, przypomnę, że w najbliższą sobotę minęła 68. rocznica wyzwolenia Wadowic spod okupacji hitlerowskiej. Wyzwolenia niesionego wadowiczanom karabinami i na bagnetach młodych, nieświadomych politycznie chłopców, często niepełnoletnich, ale z… czerwoną gwiazdą na swojej żołnierskiej czapce.
Tych chłopców zapomnianych dzisiaj przez Boga i… ludzi podłych, niegodnych by ludźmi ich nazywano!

Uważałem, że ten rok i ta rocznica zmienią u wadowiczan spojrzenie na rzetelną ocenę historyczną, której w Kalwarii domaga się pan Jerzy Rojek oraz przywróci przy okazji tej rocznicy pamięć o wszystkich Ofiarach II wojny światowej?
Ofiarach upadlającego wszystkie narody Europy faszyzmu!

Czekałem, że burmistrz Wadowic zamówi Mszę św. w intencji tych Ofiar?
Że wadowiccy proboszczowie i np. ten jakże politykujący z Choczni, też od siebie skierują w tej samej intencji swoją modlitwę w stronę niebios, aby chociaż raz zrobić coś bezinteresownie?
Tak od serca! Po… katolicku!
I w trakcie Ofiary Mszy św. przypomną Bogu oraz podłym ludziom pamięć o wszystkich ofiarach II wojny światowej na Wadowickiej Ziemi, zarówno tych, których nazwiska zostały wyryte na okolicznych pomnikach jak i tych, których doczesne szczątki kryją liczne bezimienne mogiły, rozsiane po całym Podbeskidziu?

Niestety, nic takiego się nie wydarzyło!
Po katolicku i zgodnie z naukami Jana Pawła II, o tej rocznicy pamiętały tylko środowiska lewicowe Wadowic i Andrychowa!

Dlatego zwłaszcza tym „zawsze wiernym” lokalnym włodarzom i boskim urzędnikom, może w tym miejscu przypomnę kilkaset ofiar tamtych tragicznych dla Polski i Polaków dni…
– Wincenty Bałys i Jego przyjaciele z konspiracyjnej niedoli, wywleczeni przez hitlerowców z pracowni Artysty przy Al. Wolności jeszcze we wrześniu 1939 roku i zamordowani w Krakowie…
– nauczyciele z całego powiatu wadowickiego, których w latach 1940-1942 hitlerowcy aresztowali (24., z których 17. zamordowali w obozach w Mauthausen i Oświęcimiu…
– lekarze ratujący innym życie, którzy za swoje heroiczne czyny własnym życiem musieli „zapłacić”…
– wadowiccy – i nie tylko – Żydzi, wywiezieni z tutejszego getta bydlęcymi wagonami do obozów w Bełżcu i Oświęcimiu, z których nigdy nie wrócili…
– Ofiary Katynia, które też – pomimo, że zamordowane przez sługusów Stalina – do dzisiaj pozostają Ofiarami faszyzmu…
– amerykańscy lotnicy, którzy za wolność Waszą i naszą, w tym m.in. burmistrza Filipiakowej i okolicznych proboszczów, oddali swoje młode życie na Zygodowicami…
– członkowie grupy konspiracyjnej „Biały Orzeł”: Genowefa Brańka, Zofia Bukłatowa, Jadwiga Drozdowska, Waleria Hyżowa, Barbara Śmieszek, Kamila Targosz Zofia Woźniak, Stanisława Lempart, Genowefa Lempart, Apolonia Barska, Jan Woźniak, Florian Styła, Jan Skowronek, Józef Majchrzak, Antoni Lempart oraz Edward Barski, którzy w marcu 1941 roku zostali aresztowani i wywiezieni do obozu zagłady w Oświęcimiu. Sześciu z nich nigdy stamtąd nie powróciło… Pozostali też prawdopodobnie już odeszli…
– ci przywołani już wyżej żołnierze z czerwoną gwiazdą na żołnierskiej czapce, zapomniani bez Boga i… ludzi podłych, bo bez ofiary ich życia prawdopodobnie nie byłoby może dzisiaj Wadowic, Polski i innych krajów Unii Europejskiej…

Można by tak jeszcze długo, ale przecież trudno zaprzeczyć, że być może… gdyby nie ofiara życia Ich wszystkich, mogłoby tu nie być dzisiaj żadnego z nas, którego rodzina nie sprzedała się hitlerowskiemu okupantowi i nie podpisała volkslisty?

Wierzyłem naiwnie, że do obchodów tej i każdej kolejnej rocznicy znacząco przyczyni się młodzież z Wadowic i okolicznych miejscowości. Oddając Bohaterom i Ofiarom II wojny światowej hołd np. 15. minutowym spotkaniem o godz. 19:00, na wadowickim Rynku, w miejscu gdzie kiedyś stał pomnik poświęcony Żołnierzom Wolności, a wcześniej leżały w zbiorowej mogile Ich szczątki… Zresztą nie wszystkie ekshumowane na Cmentarz Wojskowy…

Bo, to właśnie oni sprawili, że zaraz po wyzwoleniu miasta powstała Miejska Rada Narodowa, która jedną z pierwszych uchwał powołała do życia Spółdzielnię Remontowo-Budowlaną. Jej zadaniem była odbudowa zakładów pracy i obiektów publicznych. Działalność swą prowadziła nieprzerwanie przez prawie pół wieku.
Zniszczyła ją dopiero obecna pseudo demokratyczna władza, a nie sowiecki okupant i Kotarbowe… komuchy!
Zapał i ogromny wówczas wkład pracy całej społeczności pozwolił na wznowienie już w pierwszych dniach lutego 1945 roku, zajęć w szkołach podstawowych. 4 lutego, w dziewiątym dniu od wyzwolenia nastąpiła inauguracja nauczania w gimnazjum. Pracę pedagogiczną organizowali ci, którzy nigdy jej nie zaprzestali, prowadząc tajne nauczanie pod nosem niemieckiego okupanta.
W listopadzie 1945 roku powstała Zasadnicza Szkoła Zawodowa (obecny Zespół Szkół Mechanicznych w Wadowicach-Gorzeniu), a we wrześniu 1946 roku otwarła swoje podwoje pierwsza na ziemi wadowickiej szkoła ekonomiczna (dzisiaj przy ul. Wojska Polskiego).
Równocześnie czyniono starania, aby mogły rozpocząć produkcję miejscowe zakłady pracy. W czerwcu 1945 roku, „Druciarnia”, w której przy stanowiskach pracy stanęła cała przedwojenna załoga, z wyjątkiem zamordowanych przez okupanta: Tadeusza Zająca i Franciszka Kolasy, uruchomiła produkcję gwoździ, drutu i siatki ogrodzeniowej.
Dzisiaj zniszczyli ją ci, którzy właśnie z „Druciarni” przenieśli się na władcze fotele ratusza!
W miesiąc później produkcję rozpoczęła „Papiernia”. Ruszyła całą parą produkcja w miejscowych cegielniach. Organizowały swe szeregi: „Spółka Rolna” i Spółdzielnia Spożywców. W pełni rozkwitł tradycyjny dla Wadowic, drobnotowarowy handel prywatny. W budynku rodziny Foltinów rozpoczęła swą działalność prywatna drukarnia, kierowana przez Kazimierza Rudla, który po upaństwowieniu zakładu poligraficznego, został jego kierownikiem.
W oparciu o działaczy przedwojennego Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych już w pierwszych dniach po wyzwoleniu powstało również pierwsze koło teatralne. Jego scena miała swoją siedzibę w budynku przy ulicy Mickiewicza (jeszcze nie tak dawno siedziba NSZZ „Solidarność”). Grali na tej scenie, potrzebnej wówczas jak powietrze, woda i chleb, m.in. burmistrz Władysław Sadowski i komendant Milicji, grali również: Irena Brańkówna, Franciszek Zadora, Władysław Gołuchowski i wielu, wielu innych. O tym, że przedstawienia przynosiły oczekiwany cel, świadczy jednoznacznie wspomnienie p. Franciszka Zadory, który powiedział: „… Graliśmy we wszystkich prawie wsiach i miastach powiatu. Ludzie przychodzili tłumnie. Jedni dawali parę groszy, drudzy całego „górala”. Pamiętam, podczas przedstawienia w Zembrzycach, w trakcie jednej ze scen poczułem – tak, nie zobaczyłem, a poczułem, że do sali weszli „leśni” z podziemia… Rozumiecie? Tutaj my, na scenie, a wśród nas byli ci, do których tamci strzelali, którzy z podziemiem prowadzili twardą walkę, a tam na sali, w półmroku, pośród tłumu – oni, „leśni”. Ale nic i nikt nie zakłócił spektaklu. Polskie słowo – to była świętość…”.

Jeszcze w roku 1945 przystąpiono do usunięcia zniszczeń powstałych na skutek bombardowania miasta przed jego wyzwoleniem. Ucierpiały wówczas m.in.: kościół, Dom Katolicki, plebania oraz szpital. Podczas wykonywania remontu kościoła, wzniesiono przedsionki boczne, a w roku 1947 prostokątną wówczas zakrystię obudowano ćwierćkolistymi dobudówkami.

Po opuszczeniu miasta przez jednostki Armii Czerwonej wadowiczanie gościli „na wypoczynku” żołnierzy 6 Pomorskiej Dywizji W.P., walczących w ostatnich dniach wojny pod Budziszynem. Po ich wyjeździe koszary zajął 18 Pułk Piechoty, przyjęty przez mieszkańców z radością, wyrażoną m.in. ufundowaniem jednostce, ze składek mieszkańców, sztandaru. Wojsko sprawiło, że częstym gościem, nie tylko odwiedzającym Wadowice, ale niosącym miastu także pomoc, był ówczesny Minister Obrony Narodowej – Marszałek Polski Michał Rola-Żymierski, za swą życzliwość uhonorowany przez mieszczan w dniu 16 czerwca 1948 roku tytułem Honorowego Obywatela Miasta.

W wadowickim Szpitalu Powiatowym, pod troskliwym okiem personelu medycznego, kierowanego przez dra Józefa Sołtysika, powracali do zdrowia wadowiczanie okaleczeni przez okupanta i najbardziej chorzy z więźniów obozu zagłady w Oświęcimiu.
Powoli czas goił rany, a obrazy jeszcze nie tak dawnych tragicznych wydarzeń odchodziły w mgłę zapomnienia. Ważniejszy stawał się kolejny nadchodzący dzień, ważniejszą była wciąż niewiadoma do końca przyszłość, aniżeli tragiczne przeżycia z przeszłości.
W miarę normalizacji spraw społeczno-politycznych, w mieście coraz mocniej zaczął odradzać się, bogaty przecież w okresie międzywojennym, amatorski ruch kulturalno-artystyczny. W roku 1947, przy Spółdzielni (dzisiejszy WUSP) powstał chór mieszany, a w roku 1950, pierwsze po wojnie spotkanie Grupy Literacko-Plasycznej „CZARTAK II” zorganizował Franciszek Suknarowski – rzeźbiarz, plastyk. Nie uczestniczyli już w tym spotkaniu: założyciel Zboru Poetów w Beskidzie „CZARTAK” i Grupy Literacko-Plastycznej „CZARTAK II” – poeta i kolekcjoner Emil Zegadłowicz, rzeźbiarz Wincenty Bałys oraz plastyk Ludwik Jach – senior. Oni już odeszli… Wokół powojennego „CZARTAKA II” skupili się plastycy profesjonaliści: Felicja Świtalska, Józef Jura, Michał Kręcioch, Ludwik Jach – junior, Karol Pustelnik i Franciszek Suknarowski. Grupa działała jednak bez programu, co nie wróżyło jej dłuższej przyszłości. I tak się stało. Po zorganizowanych kilku zbiorowych wystawach, jej działalność zamarła, a artyści zamknięci w swoich pracowniach podjęli indywidualną działalność artystyczną. W 1951 roku pp: Kazimierz Porawski i Czesław Lempart podjęli się kontynuowania teatralnych tradycji miasta i zorganizowali działalność Amatorskiego Teatrzyku Lalek „Aladyn”, sponsorowanego przez tutejszy PZGS. Jednak i ten teatr „padł” na korzyść zakładanego przez kierownika, budującego się – na bazie przedwojennego budynku T.G. „Sokół” – Powiatowego Domu Kultury, emerytowanego mjra W.P., pana Jana Kaczmarskiego, Amatorskiego Teatru Dramatycznego, którego kierownikiem literackim i reżyserem został wspomniany wyżej p. Kazimierz Porawski, natomiast dekoratorami scen: pp. Czesław Lempart i Henryk Kowalski. Teatr posiadał wówczas aż trzy sceny: Teatru Poezji, Dramatyczną i Objazdową. Nad wszystkim czuwał oczywiście p. Jan Kaczmarski kierownik placówki oddanej społeczeństwu do użytku w roku 1956. Swoją funkcję pełnił do roku 1963, i nie można nie dostrzec wkładu Jego pracy w rozwój kultury, a szczególnie w rozbudzenie potrzeb kulturalnych młodzieży.
Wracając do pracy teatru należy wymienić chociaż cząstkę ludzi z nim związanych, zwłaszcza z jego sceną dramatyczną, na której występowali m.in.: Irena Kamieńska, Barbara Drewniak-Zielińska, Halina Rodkiewiczowa, Krystyna Sołtysik, Bożena Koczurówna, Andrzej Święchowicz, Zdzisław Antoszewski i Henryk Kowalski. W roku 1962 powstał Teatr Dramatyczny Liceum Ogólnokształcącego, kierowany przez pp. Marię Putyrową i Kazimierza Porawskiego, a sceną teatralną zawładnęła młodzież. Rok 1965 przyniósł powstanie kabaretu „radiowego”, miejscowego radiowęzła, nazwanego „O!Światek”, nadającego cykliczne audycje, oparte o scenariusze autorstwa pp. Jerzego Romana Jaglarza i Jana Fidzińskiego (Michała Zubera), pod stałym tytułem: „Pospacerujmy po ziemi”. Głosu bohaterom audycji użyczali wówczas pp.: Stanisława Czechowicz, Jadwiga Kudłacik-Gołuchowska, Zbigniew Jutka i Włodzimierz Szypuła. Po dziewięciu miesiącach działalności, na liczne prośby słuchaczy, w grudniu 1965 roku „O!Światek” pokazał się po raz pierwszy na scenie Powiatowego Domu Kultury, którym to występem wszedł na stałe do repertuaru placówki, z takimi przedstawieniami satyrycznymi, jak: „Procentujmy się!”, „Po co wiadro?!”, „Do żłobu panowie!”, „Podłubać? Ino w cym?”, czy „O udomowieniu Człowieka”. Mimo kolejnych premier, po dwóch latach działalności kabaret zaprzestał swojej działalności.
Nie zaprzestał jednak swojej działalności na niwie kultury, a wręcz przeciwnie wciąż ją poszerzał, wówczas Powiatowy, Dom Kultury, oferujący swoim odbiorcom występy prowadzonych zespołów dziecięcych, muzycznych itd. Do tradycji działalności tej placówki weszły cykliczne spotkania mieszkańców Wadowic z czołowymi postaciami kultury krakowskiej, podczas „Wieczorów Czwartkowych”.

Ale, że życie wadowickiej inteligencji musiało się wokół czegoś skupiać, kolejni artyści, pp.: Włodzimierz Ochman, Wojciech Bieniasz, Adam Zegadłowicz i Zbigniew Jurczak, przy Muzeum Emila Zegadłowicza powołali do życia nieformalny Zbór Literacko-Plastyczny, nazwany mianem spoiwa do farb – „Gumiguta”, którą to jednak nazwę zamienili szybko na „Beskidy”. W 1970 roku, wiosną, zorganizowali swoją pierwszą wystawę plenerową na murach przy ul. Ogrodowej. Z czasem zaczęli działać jako sekcja powstałego 9 grudnia 1971 roku Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej, a dzięki pomocy prof. Franciszka Suknarowskiego, który nie szczędził czasu dla młodych, szybko się rozwijali. Do stałego krajobrazu Wadowic weszły zbiorowe i indywidualne wystawy plenerowe, galerie „w bramie”, bądź w gościnnych murach wadowickich klubów i salach domu kultury, takich indywidualności świata artystycznego miasta jak pp.: Krystyny Sowińskiej-Mydlarz; malarki, Tadeusza Kurnika i Józefa Ogiegły; rzeźbiarzy i grafików, Ewy Kuciary i Marii Koman; rzeźbiarek, Marka Brzeźniaka; grafika, Kazimierza Raucha; malarza oraz Zbigniewa Jurczaka; malarza i grafika.
Ale to nie jedyni, gdyż grupa cały czas się rozrastała, a w roku 1979 przyjęła oficjalną nazwę – Wadowicki Klub Pracy Twórczej „Beskidnicy”. To przede wszystkim oni i ich działalność stanowili trzon osobowy wspomnianego wyżej TMZW, nigdy nie podporządkowanego władzom politycznym, mimo, że pierwszym jego Prezesem został p. Marian Skrzypczak – Naczelnik Miasta. Uznano wówczas, że właśnie on, a raczej zajmowane przez niego stanowisko, mogą pomóc Towarzystwu i nie pomylono się. Był w prawdzie krótki okres, w którym znalazło się ono pod tzw. „opieką” ideologiczną (funkcję honorowego prezesa sprawował I sekretarz partii), ale trwało to naprawdę krótko i nie miało wpływu na całokształt działalności. Działalności bogatej w osiągnięte sukcesy (wydawnictwa książkowe, uruchomienie Galerii Sztuki jako filii BWA, położenie podwalin pod archiwum miejskie, i uruchomienie własnej galerii sztuki użytkowej) i dalekowzroczne plany (m.in. organizacji Muzeum Historycznego Wadowic), nigdy jednak nie zrealizowane dzięki destrukcyjnym działaniom „demokratycznej” władzy lat ’90. ub. wieku.

Czy o tym wszystkim, zarówno o Ofiarach II wojny światowej oraz o tym co, dzięki ofierze życia jednych mogli budować inni, a co skutecznie dzisiaj zniszczyła ratuszowa władza, mamy zapomnieć…

Przecież to często była ofiara życia i dzieło pracy rąk naszych bliskich…
Dziadków, Ojców oraz bliższych i dalszych krewnych…

Pomyślcie, zwłaszcza młodzi, zanim staniecie przez wyzwaniem, którym będą dla Was kolejne obchody wyzwolenia Wadowic spod okupacji hitlerowskiej…

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT