Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Polska? Już… była!
Polska? Już… była! piątek, 27 Luty 2015, godz. 10:24

Replika władzyKiedy słucham i czytam komentarze ludzi młodych, którzy nie pamiętają minionej epoki a zwłaszcza – co przykre – adorując pazerną od lat i nadal… władzę, zapominają o dorobku swoich dziadków oraz rodziców, osiągniętym nie tylko ogromnymi kosztami, ale przede wszystkim ciężką pracą ich rąk, zastanawiam się, czym tak naprawdę kierują się w swoim życiu?
Wszak Wadowice, jak cała Polska, po 1945 roku też podnosiły się ze zniszczeń wojennych…

Mimo, że dzisiaj – i słusznie – wiele mówi się, iż był to dalszy ciąg okupacji, oddając prawdę historyczną należy jednoznacznie powiedzieć, że 26 stycznia 1945 roku, wraz z młodymi chłopcami z czerwoną gwiazdą na czapkach przyszła do Wadowic wolność. Wolność od okupanta hitlerowskiego, wolność od jego okrutnych praw. Za tą właśnie wolność poległo na Wadowickiej Ziemi około 1500 „czerwonoarmijców”, jak ich nazywano oraz w Zygodowicach sześciu lotników amerykańskich, którzy w swoim ostatnim, 50. locie bojowym nad zakłady benzyny syntetycznej w Oświęcimiu i Trzebini, na polskiej ziemi oddali swoje młode życie.
Tego faktu nie da się zaprzeczyć i mimo usilnych zaprzeczeń niektórych dzisiejszych „myślicieli”, nie znajdzie się innego, „słusznego” potwierdzenia tamtych faktów.

Można dyskutować o słuszności, bądź nie- okresu PRL-u w kwestii ogólnopolskiej. To fakt równie niezaprzeczalny. Jednak mnie interesuje tu podsumowanie owych czasów na małym skrawku jej (PRL) terytorium – w mieście Wadowice.

Jak już wyżej wspomniałem wolność spod okupacji hitlerowskiej nadeszła… Wraz z nią przyszły do miasta nowe władze, reprezentowane przez pełnomocnika KW PPR w Krakowie; Władysława Sadowskiego.
Zadaniem Władysława Sadowskiego – tu dodam, że do śmierci nie tylko mieszkającego w Wadowicach, ale też darzonego szacunkiem mieszkańców – było zorganizowanie administracji ludowej i powiatowej organizacji partyjnej. O tym, jakie Wadowice zastał po przybyciu w dniu ich wyzwolenia powiedzą jego własne słowa: „… O zmierzchu, obecną ulicą 26 stycznia, wjechaliśmy do Wadowic. Zatrzymaliśmy się na rynku. Rynek zapełniony był żołnierzami Armii Radzieckiej (…). W powietrzu unosił się swąd płonących budynków i charakterystyczny gwizd przelatujących wciąż jeszcze pocisków. Pierwsze wrażenie ze spotkania z miastem było przygnębiające, bolesne, żałosne. Tonęło w ciemnościach. Budynki częściowo poniszczone, powybijane szyby, ulice i rynek zaśmiecony. Miasto wyludnione i opuszczone…”.
Cóż mu więc pozostało?
Podjąć działania zmierzające do unormowania życia społecznego i odbudowy Wadowic ze zniszczeń wojennych. I choćby co mówić, tamta władza takie działania podjęła i rzetelnie się z nich wywiązała.
Po spędzeniu pierwszej nocy w nieogrzewanym pokoju opuszczonego czasowo budynku p. E. Reimana, przy ul. Sienkiewicza, 27 stycznia 1945 roku pierwszy starosta wydał odezwę do mieszkańców, w której zwrócił się z apelem nawołującym do podjęcia pracy, zachowania ładu i porządku oraz wyjaśnił istotę pojęcia „władzy ludowej”. Mimo braku prądu, wody, żywności, a w zniszczonych budynkach szyb w oknach, wśród powracających masowo do swych domów wadowiczan panowała atmosfera podniecenia i radości.
28 stycznia, w sali kinowej zorganizowano pierwszy od ponad sześciu lat, masowy wiec ludności. Przebiegał spontanicznie, sala nie pomieściła wszystkich chętnych. Ludzie zgromadzili się na podwórku i ulicy, aby wysłuchać przemówienia Władysława Sadowskiego, który po wyjaśnieniach dotyczących aktualnej sytuacji w kraju wezwał wadowiczan do odbudowy miasta ze zniszczeń wojennych oraz tworzenia nowego życia społecznego i kulturalnego. Po przemówieniu ktoś z tłumu zaintonował „Rotę”, którą wszyscy przybyli na wiec odśpiewali ze łzami w oczach.
Tą pierwszą w wolnej Polsce manifestację mieszkańców Wadowic zakończono, równie chóralnym odśpiewaniem Hymnu Narodowego. Lecz nie zakończył się dzień. Po wiecu, przez długie godziny trwały dyskusje mieszkańców z przybyłymi do miasta przedstawicielami władzy. Nie było wówczas tematu, którego by nie poruszono. Wspominając atmosferę tych rozmów, Władysław Sadowski mówił: „… Zaskakujące były pytania kobiet, uczestniczek pierwszego po okupacji wiecu. Pytały, czy będą otwarte polskie szkoły i czy dzieci będą się uczyć po polsku. Po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej ze wzruszeniem płakały (…). Przeżywaliśmy wówczas wspólnie z uczestnikami wiecu chwile rozrzewnienia i radości…”.
Pomoc mieszkańcom, m.in. w zapewnieniu aprowizacji, udostępniania środków transportu, przy remoncie mostów, nieśli żołnierze radzieccy ze stacjonujących w Wadowicach jednostek Armii Czerwonej wchodzących w skład 38. Armii IV Frontu Ukraińskiego, dowodzonej przez gen. płk Kirryła Moskalenkę. Komendantem wojennym miasta, był d-ca stacjonujących w nim jednostek, radziecki oficer, mjr Bałbiński.
Powstała Miejska Rada Narodowa, która jedną z pierwszych uchwał powołała do życia Spółdzielnię Remontowo-Budowlaną. Jej zadaniem była odbudowa zakładów pracy i obiektów publicznych. Działalność swą prowadziła nieprzerwanie przez prawie pół wieku. Zapał i ogromny wkład pracy całej społeczności pozwolił na wznowienie już w pierwszych dniach lutego 1945 roku zajęć w szkołach podstawowych. 4 lutego, w dziewiątym dniu od wyzwolenia nastąpiła inauguracja nauczania w gimnazjum. Pracę pedagogiczną organizowali ci, którzy nigdy jej nie zaprzestali, prowadząc tajne nauczanie pod nosem niemieckiego okupanta. W listopadzie 1945 roku powstała Zasadnicza Szkoła Zawodowa (obecny Zespół Szkół Mechanicznych w Wadowicach-Gorzeniu), a we wrześniu 1946 roku otwarła swoje podwoje pierwsza na ziemi wadowickiej szkoła ekonomiczna (dzisiejszy Zespół Szkół Zawodowych przy ul. Wojska Polskiego).
Równocześnie czyniono starania, aby mogły rozpocząć produkcję miejscowe zakłady pracy.
W czerwcu 1945 roku, ruszyła „Druciarnia”, w której przy stanowiskach pracy stanęła cała przedwojenna załoga, z wyjątkiem zamordowanych przez okupanta: Tadeusza Zająca i Franciszka Kolasy, uruchomiła produkcję gwoździ, drutu i siatki ogrodzeniowej. W miesiąc później produkcję rozpoczęła „Papiernia”. Ruszyła produkcja w miejscowych cegielniach. Organizowały swe szeregi „Spółka Rolna” i Spółdzielnia Spożywców. W pełni rozkwitł tradycyjny dla Wadowic drobnotowarowy handel prywatny. W budynku rodziny Foltinów rozpoczęła swą działalność prywatna drukarnia, kierowana przez Kazimierza Rudla, który po upaństwowieniu zakładu poligraficznego, został jego kierownikiem.
W oparciu o działaczy przedwojennego Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych już w pierwszych dniach po wyzwoleniu powstało koło teatralne. Jego scena miała swoją siedzibę w budynku przy ulicy Mickiewicza 19 (później siedziba PZPR a po niej NSZZ „Solidarność”). Grali na tej scenie, potrzebnej wówczas jak powietrze, woda i chleb, m.in. burmistrz Władysław Sadowski i komendant Milicji, grali również: Irena Brańkówna, Franciszek Zadora, Władysław Gołuchowski i wielu, wielu innych. O tym, że przedstawienia przynosiły oczekiwany cel, świadczy jednoznacznie wspomnienie p. Franciszka Zadory, który powiedział: „… Graliśmy we wszystkich prawie wsiach i miastach powiatu. Ludzie przychodzili tłumnie. Jedni dawali parę groszy, drudzy całego „górala”. Pamiętam, podczas przedstawienia w Zembrzycach, w trakcie jednej ze scen poczułem – tak, nie zobaczyłem a poczułem, że do sali weszli „leśni” z podziemia… Rozumiecie? Tutaj my na scenie, a wśród nas byli ci, do których tamci strzelali, którzy z podziemiem prowadzili twardą walkę, a tam na sali, w półmroku, pośród tłumu – oni, „leśni”. Ale nic i nikt nie zakłócił spektaklu. Polskie słowo – to była świętość…”.

Nie wiem jak każdy z Was zrozumie te słowa, wszak mówią wszystko o tamtych latach codziennego życia tych już niewielu żyjących pośród nas, ale przede wszystkim o przeszłości każdej wadowickiej rodziny.

Jeszcze w roku 1945 przystąpiono do usunięcia zniszczeń powstałych na skutek bombardowania miasta przed jego wyzwoleniem. Ucierpiały wówczas m.in.: kościół, Dom Katolicki, plebania oraz szpital. Podczas wykonywania remontu kościoła, wzniesiono przedsionki boczne, a w roku 1947 prostokątną wówczas zakrystię obudowano ćwierćkolistymi dobudówkami.
Po opuszczeniu miasta przez jednostki Armii Czerwonej wadowiczanie gościli „na wypoczynku” żołnierzy 6. Pomorskiej Dywizji W.P., walczących w ostatnich dniach wojny pod Budziszynem. Po ich wyjeździe koszary zajął 18. Pułk Piechoty przyjęty przez mieszkańców z radością, wyrażoną m.in. ufundowaniem jednostce ze składek mieszkańców sztandaru. Wojsko sprawiło, że częstym gościem, nie tylko odwiedzającym Wadowice ale niosącym miastu także pomoc, był ówczesny Minister Obrony Narodowej – Marszałek Polski Michał Rola-Żymierski, za swą życzliwość uhonorowany przez mieszczan w dniu 16 czerwca 1948 roku tytułem Honorowego Obywatela Miasta.

W wadowickim Szpitalu Powiatowym, pod troskliwym okiem personelu medycznego kierowanego przez dra Józefa Sołtysika, powracali do zdrowia wadowiczanie okaleczeni przez okupanta i najbardziej chorzy z więźniów obozu zagłady w Oświęcimiu.

Powoli czas goił rany, a obrazy, jeszcze nie tak dawnych, tragicznych wydarzeń odchodziły w mgłę zapomnienia. Ważniejszy stawał się kolejny nadchodzący dzień, ważniejszą była wciąż niewiadoma do końca przyszłość, aniżeli przykre przeżycia z przeszłości.
Powstawały nowe zakłady i miejsca pracy dające mieszkańcom oraz ich rodzinom poczucie ekonomicznego bezpieczeństwa…

W miarę normalizacji spraw społeczno-politycznych, w mieście coraz mocniej zaczął odradzać się, bogaty przecież w okresie międzywojennym, chociaż dzisiaj już zapomniany, amatorski ruch kulturalno-artystyczny. W roku 1947, przy Spółdzielni (dzisiejszy WUSP) powstał chór mieszany, a w roku 1950 pierwsze po wojnie spotkanie Grupy Literacko-Plasycznej „CZARTAK II” zorganizował Franciszek Suknarowski. Nie uczestniczyli już w tym spotkaniu: założyciel Zboru Poetów w Beskidzie „CZARTAK” i Grupy Literacko-Plastycznej „CZARTAK II” – poeta i kolekcjoner Emil Zegadłowicz, rzeźbiarz Wincenty Bałys oraz plastyk Ludwik Jach – senior. Oni już odeszli… Wokół powojennego „CZARTAKA II” skupili się plastycy profesjonaliści: Felicja Świtalska, Józef Jura, Michał Kręcioch, Ludwik Jach – junior, Karol Pustelnik i Franciszek Suknarowski. Grupa działała jednak bez programu, co nie wróżyło jej dłuższej przyszłości. I tak się stało. Po zorganizowanych kilku zbiorowych wystawach, jej działalność zamarła, a artyści zamknięci w swoich pracowniach podjęli indywidualną działalność artystyczną.
W 1951 roku pp: Kazimierz Porawski i Czesław Lempart podjęli się kontynuowania teatralnych tradycji miasta i zorganizowali działalność Amatorskiego Teatrzyku Lalek „Aladyn”, sponsorowanego przez tutejszy PZGS. Jednak i ten teatr „padł” na korzyść zakładanego przez kierownika, budującego się na bazie przedwojennego budynku T.G. „Sokół”, Powiatowego Domu Kultury, emerytowanego mjra W.P. pana Jana Kaczmarskiego, Amatorskiego Teatru Dramatycznego, którego kierownikiem literackim i reżyserem został wspomniany wyżej p. Kazimierz Porawski, natomiast dekoratorami scen: pp. Czesław Lempart i Henryk Kowalski. Teatr posiadał wówczas aż trzy sceny: Teatru Poezji, Dramatyczną i Objazdową. Nad wszystkim czuwał oczywiście p. Jan Kaczmarski kierownik placówki oddanej społeczeństwu do użytku w roku 1956. Swoją funkcję pełnił do roku 1963, i nie można nie dostrzec wkładu jego pracy w rozwój kultury, a szczególnie w rozbudzenie potrzeb kulturalnych młodzieży.
Wracając do pracy teatru należy wymienić chociaż cząstkę ludzi z nim związanych, zwłaszcza z jego sceną dramatyczną, na której występowali m.in.: Irena Kamieńska, Barbara Drewniak-Zielińska, Halina Rodkiewiczowa, Krystyna Sołtysik, Bożena Koczurówna, Andrzej Święchowicz, Zdzisław Antoszewski i Henryk Kowalski.
W roku 1962 powstał Teatr Dramatyczny Liceum Ogólnokształcącego, kierowany przez pp. Marię Putyrową i Kazimierza Porawskiego a sceną teatralną zawładnęła młodzież. Rok 1965 przynosi powstanie kabaretu „radiowego”, miejscowego radiowęzła, nazwanego „O!Światek”, nadającego cykliczne audycje, oparte o scenariusze autorstwa pp. Jerzego Romana Jaglarza i Jana Fidzińskiego (Michała Zubera), pod stałym tytułem: „Pospacerujmy po ziemi”. Głosu bohaterom audycji użyczali wówczas pp.: Stanisława Czechowicz, Jadwiga Kudłacik-Gołuchowska, Zbigniew Jutka i Włodzimierz Szypuła. Po dziewięciu miesiącach działalności, na liczne prośby słuchaczy w grudniu 1995 roku „O!Światek” pokazał się po raz pierwszy na scenie Powiatowego Domu Kultury, którym to występem wszedł na stałe do repertuaru placówki z takimi przedstawieniami satyrycznymi jak: „Procentujmy się!”, „Po co wiadro?!”, „Do żłobu panowie!”, „Podłubać? Ino w cym?”, czy „O udomowieniu Człowieka”.
Cały czas poszerzał też swoją działalność Powiatowy Dom Kultury, oferujący swoim odbiorcom występy prowadzonych zespołów dziecięcych, muzycznych itd. Do tradycji działalności tej placówki weszły cykliczne spotkania mieszkańców Wadowic z czołowymi postaciami kultury krakowskiej podczas „Wieczorów Czwartkowych”.

I pomimo, iż tak naprawdę w historii miasta nie odnotowano bardziej znaczących aktów terroru ze strony służb podległych „wielkiemu bratu” zza wschodniej granicy, tu też rodziły się środowiska oporu wobec władzy. I to nie tylko z inicjatywy studentów czy inteligencji uczestniczącej w strajkach organizowanych w okresie PRL w kraju (np. Radom, Ursus, Warszawa).
Budowały te środowiska przede wszystkim osoby do dzisiaj bezimienne, których dokonań na drodze do dzisiejszej pozornej niepodległości żaden z historyków nie zbadał, nie opisał.

Bo ilu z Was wie, że jednym ze znaczących środowisk opozycyjnych w mieście była w tamtych latach Kolumna Transportu Sanitarnego? A inicjator licznych akcji „wywrotowych” w tym zakładzie – Zygmunt Kraus, w okresie stanu wojennego był nie tylko kurierem oo. Pallotynów, ale też organizatorem wraz z mec. Janem Olszewskim, pierwszego na Wadowickiej Ziemi Koła „Gazety Polskiej”?

Znacie
– i to nie wszyscy – zaledwie kilka nazwisk spod szyldu związku zawodowego „Solidarność”, jak np. Józef Zeman, Andrzej Nowakowski, Kazimierz Malczyk czy zmarły w ub. roku Stanisław Hanusiak…

Ale pozostały w pamięci już tylko te nazwiska…
Wszak od dawna, od czasu tzw. „okapów”, „Solidarność”, to już nie związek zawodowy, walczący o dobro wypracowane przez ludzi pracy – dziadków i rodziców najważniejszych dzisiaj publicznych mentorów – oraz ich majątek narodowy, ale starannie budowane partyjne struktury, skutecznie niszczące Polskę i polski Naród kosztem własnego dobrobytu. Przed wszystkim struktury związkowych wodzów, z kilkunastotysięcznymi wynagrodzeniami miesięcznymi, luksusowymi samochodami i trudnym do obliczenia nawet dla Fiskusa majątkiem…

I to dzięki takim właśnie farbowanym przedstawicielom tylko już w cudzysłowie „Solidarności” – jak Filipiakowa czy Szczur – nie mamy dzisiaj w Wadowicach żadnego z państwowych zakładów pracy, który po wojnie odbudowano czy wybudowano!
Mamy jedno z największych w regionie bezrobocie i wszędobylską nędzę…
A dzięki kolejnym uzurpatorom do własnego dobrobytu, tylko… zatrudniamy „krakusów”.
Aby… żyło się lepiej!
Swoim…

Ale to nie tylko u nas…
Tak jest w całym kraju…
Jednak by nie dawać tymże „mentorom” pożywki do kolejnej polemiki ze mną, aktualny stan tej Rzecz… jakże… pospolitej, obejrzyjcie oczami własnej wyobraźni, po lekturze materiału z marca 2013 roku, autorstwa dr Leszka Skonki, który znajdziecie TUTAJ.

Ja pozostawię już całą resztę bez komentarza, bo wstyd mi za tych, którzy bronią łajdactwa, które od zmian ustrojowych w kraju nadal trwa i ma się dobrze również w naszej gminie…
I pewnie dlatego chyba najlepiej dzisiaj można zarobić na handlu… wazeliną?!

Bo Polskę… mieliśmy.
Dzisiaj mamy już tylko bardzo liczne… prywatne folwarki!
Vide – Wadowice!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT