Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » „Przyjaciela nie da się kupić, ale można go sprzedać – pomyślał Judasz”.
„Przyjaciela nie da się kupić, ale można go sprzedać – pomyślał Judasz”. środa, 11 Luty 2015, godz. 21:34

KochanemuJak widać, nie tylko Judasz nie miał z tym żadnego problemu…
Nie mają również ci, którzy jak Judasz, też… Boga kochają…
***
Cóż, „wyroku” jak nie było tak nie ma…
I podejrzewam, że nie będzie, ale by mieć stosowny dowód wystąpiłem dzisiaj z oficjalnym wnioskiem zarówno do tego kabaretowego sądu jak i do samego Umiłowanego dla sądu prezesa, o protokół z posiedzenia i ów… „wyrok”!
I czekam, najpóźniej do jutra…
Pojutrze postawię pierwsze kroki, którymi wyjaśnię całą tę sprawę aż do bólu…

Ale, że czekanie staje się nieco nudne, analizuję sobie – poprzez konfrontację – zwłaszcza tych 7 minut (bo tylko 7 minut trwała ta przepychanka o moją „firmówkę”) zachowań przed onym feralnym posiedzeniem, kolesiostwa obydwu Jurczaków – zarówno prezesa jak i… „sędziego”!
Jednak zanim dojdę do nasuwających się wniosków i w pełni uprawnionych domniemań, odniosę się do zachowania samego Klinowskiego (burmistrza)
Bo jeżeli prawdą jest, że chodziło o lokal dla TMZW, ale stawką była głowa Wyroby po szantażu, który ujawnił w rozmowie telefonicznej (i nie tylko!) Jurczak – prezes, to nie znajduję innego określenia, a tylko takie, że Klinowski… to pospolita szuja!
Jeżeli Jurczak – prezes tylko mamrotał, co mu ślina na język przyniosła, to tym gorzej dla… Jurczaka – prezesa!
Mnie jednak jest to całkowicie obojętne, ponieważ nie jest moją winą, że mój telefon z automatu nagrywa wszystkie prowadzone rozmowy… Zresztą nie tylko mój, bo również wielu z Państwa też „boryka” się z tym wynalazkiem. Co prawda już od dawna do 15 grudnia ub. roku wszystkie nagrane rozmowy kasowałem i późniejsze również kasuję, ale nie mogłem sobie pozwolić na wykasowanie… Jurczakowych „pereł”!
Bo to one, w konfrontacji z zachowaniem się podczas posiedzenia kapturowego sądu koleżeńskiego obydwu Jurczaków, których w ogóle nie powinno tam być, budzi we mnie poważne obawy, utwierdzane Jurczakowym kłamstwem… I tym o moim blogu i tym o zablokowaniu Jurczakowi i jego „kolegom” dostępu do strony TMZW na Facebooku, którą „zablokowani” bodaj dwa dni później zniszczyli (w trosce o dobre imię i propagowanie idei TMZW?), a także tym, o moim „nierozliczeniu się”, w pełnym tego słowa znaczeniu…

Obawy, że to prawdopodobnie wcale nie o… lokal dla TMZW szła ta brutalna walka!
Coraz bliżej mi bowiem do wniosku, że ten „lokal” miał być tylko Jurczakową „kataraktą” na oczy Zarządu TMZW, albo – co byłoby już tragiczne – „kataraktą” Zarządu na oczy członków Towarzystwa!

Wszak, kiedy przeanalizowałem całość, nie mogę nie zadać tu pytania: o jakie tak naprawdę „konfitury” idzie ta „gra”?

I jaką rolę w tej „grze” miał do odegrania zawodowy SSO w stanie spoczynku – pan Emil Rzycki?

Bo nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że jako najstarszy chyba obecnie członek TMZW, a zarazem Przewodniczący Sądu Koleżeńskiego, nie zna Statutu Towarzystwa oraz gremium onego Sądu, wybranego przez Walny Zjazd!
Najbardziej jednak zastanawia mnie jak – znając mnie tyle lat – mogli liczyć na to, iż nie zapoznam się z zapisami Statutu, którego znajomość do tej pory w zasadzie nie była mi do niczego potrzebna, a już zwłaszcza do tego, co dla TMZW robiłem?
Czy może myśleli, że nie znam wybranego głosami Walnego Zjazdu składu Sądu Koleżeńskiego?
Pewnie tak?
Kiedy nie zainteresowało ich nawet, dlaczego nie tylko przemilczałem zachowanie „sędziego” Jurczaka (na jego opis jeszcze przyjdzie czas), ale też postanowiłem nie brać udziału w tym pozastatutowym kabarecie i robiłem wszystko, aby jak najszybciej opuścić całe to towarzystwo wspólnej adoracji?!
Nie wpadli na to, że ja doskonale wiem co robię…
Musiałem bowiem jak najszybciej wrócić do siebie, aby zabezpieczyć dowody ze strony internetowej Towarzystwa… Zanim Jurczak – prezes, zamieni nazwisko wybranej głosami Walnego Zjazdu członkini Sądu Koleżeńskiego nazwiskiem Jurczaka – „sędziego”.
To był mój priorytet, kiedy zauważyłem, że nie ma pełnego, statutowego składu Sądu Koleżeńskiego, a Przewodniczący nie reaguje na realizowane oszustwo, tylko ze stoickim spokojem rozpoczyna procedowanie, godząc się nie tylko na udział w posiedzeniu nie tylko „sędziego” Jurczaka i Jurczaka – prezesa, ale także szeroko pojętej… widowni!

No i ten wyreżyserowany przez Jurczaka – prezesa (bo w reżyserowaniu naprawdę jest dobry, wręcz „nolypiok”) kabaret im wypalił… Nawet nie wątpię, iż 09 lutego, nie tylko widownia wyszła z niego usatysfakcjonowana…
Rozczarowanie nastąpiło dopiero następnego dnia…
Kiedy pewnie już mieli zadzwonić, albo napisać maila obwieszczającego mi „wyrok”, ale wcześniej ktoś, kto przeczytał już mój materiał zadzwonił i doniósł, że… mogą sobie ten swój „wyrok o kant dupy rozbić”!

Czy z bezsilności to oni teraz „produkują się” komentarzami pod moim adresem u Płaszczcy i Guzika? Nie wiem…
Ale jest mi to całkowicie obojętne, tak jak i te komentarze, które obok wywołania na mojej twarzy uśmiechu, utwierdzają mnie w przekonaniu, że prawda potrafi ogłupiać, a strach jeszcze bardziej, bo nawet… odbiera rozum!
Wszak doskonale już zdają sobie sprawę z tego, że to dopiero… preludium!

A jeżeli faktycznie „grali” nie o lokal dla TMZW, ale o bardziej „pożywne konfitury”, to nawet nie wątpię, że z powodu „nieszczelnego wieczka”, chyba wszystkim im już… zapleśniały?
Zostały więc tylko kanapki i… meble!
Niestety, tu też ogromny zawód, bo nie jakby chcieli – Cholewki, ale po… Filipiakowej!

😛

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT