Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » "... Łajdacka polityka" » Przypadek zwany… Klinowski!
Przypadek zwany… Klinowski! niedziela, 9 Listopad 2014, godz. 01:09

Paragraf 29A mówiąc jaśniej o… „mgr inż. Józefie z Choczni”, tak jakoś nierozważnie językiem doktora Klinowskiego piszącym…

Bo to rzekomo IWW publikuje kolejny „głos” nadesłany przez ich czytelnika… Tym razem rzekomą analizę kulisów startu w wyborach starosty Jacka Jończyka, aby nieudolnie wcisnąć klawiaturą jednego pożytecznego idioty innym swoim pożytecznym idiotom, że to niby środowisko Ewy Filipiak nie walczy ze starostą?
Podobno dowody wskazują na coś przeciwnego?
I tu nawet się… zgodzę!
Wszak ona nigdy nie „brudzi” sobie rączek…
Bo do walki i to nie tylko ze starostą, Filipiakowa ma… pożytecznych idiotów!

Całkiem niedawno dyskutowałem w gronie znajomych na temat jakże aktualny i dla osób interesujących się polityką samorządową Wadowic ważny. A mianowicie, omawiałem kwestię rocznej nieobecności kiedyś pierwszego krzykacza na sesjach Rady Miejskiej – radnego Klinowskiego!
O co chodzi?
Bo na pewno nie o takie planowanie terminów sesji, które kolidowały radnemu Klinowskiemu, ale przede wszystkim z… happeningami!
Czy więc chodzi o układ?
Układ czytelny – zwłaszcza w świetle zastąpienia przez radnego Klinowskiego podczas debaty trzech jeszcze wówczas kandydatów do fotela burmistrza Wadowic jej rzecznika, Stanisława Kotarby – z burmistrz Ewą Filipiakową?
Dla wielu moich rozmówców realność tego układu wydawała się pełna, a wcześniej latający po sali sesyjnej i stronie internetowej asystenta Ewy Filipiakowej topór wojenny, bez wątpliwości zakopany.
Więcej, padały oficjalne tezy, iż wszystko to wskazuje, że „dogadali się ze sobą” niedawni jeszcze podobno najwięksi „wrogowie” – Filipiakowa i Klinowski. I nawet nie po to, żeby komuś szkodzić ale, żeby wspólnie coś… „ugrać”.
Głosy takie wydały mi się bardzo trafne, zwłaszcza względem radnego Klinowskiego. Nie tylko dlatego, że tak naprawdę radny Klinowski nie zrobił nic, żeby zaszkodzić Filipiakowej, a tylko grał znaną od dawna przeszłością, de facto pozorując od samego początku swoją opozycyjność do gminnego układu. Ale nie tylko to dyskwalifikuje go z grona przeciwników ratuszowej władzy. Również jego próba przejęcia politycznej kontroli nad uratowanym przeze mnie dla gminnego budżetu ponad milionem złotych – przy kryminogennym remoncie ul. Karmelickiej – czyni go w moich oczach zwykłym manipulantem.
Zastanowić należy się również, dlaczego pomimo moich wielokrotnych nalegań, ani jeden raz, czy to na sesji Rady Miejskiej, czy przed organami ścigania nie odniósł się do przestępczego zawalenia się mostu na Kleczance?
Nie mogę również pozostać obojętny na ten ostatni, potrzebny mu dla wyborczego wizerunku „atak” na Prokuraturę i Sąd, kiedy on sam przez całe minione cztery lata pozostawał obojętny na wszystkie dowody tego tak dzisiaj „poruszającego” go łajdactwa…
Nie tylko nie wziął udziału w pikiecie pod Prokuraturą Rejonową w Wadowicach, który zadeklarował wraz z IWW wcześniej w obecności licznej grupy osób, ale jeszcze łgał niczym bura suka, że zarówno on sam jak i IWW nie wezmą udziału w tej pikiecie na podstawie „… uchwały IWW”! Tyle, że nigdy przez członków IWW nie podjętej, ale urojonej przez wybujałe ego rajcy Klinowskiego, co osobiście jeszcze tego samego dnia sprawdziłem u kilku członków Stowarzyszenia!
Ale zostawmy nieudolne próby dopisania legendy do przypadku nielojalności Klinowskiego wobec środowiska od ponad dwudziestu lat opozycyjnego do obecnego układu w ratuszu.

Powróćmy do teorii dogadania się na linii Klinowski-Filipiakowa, bowiem teoria ta zasługuje na poważne traktowanie…
Spójrzmy np. na improwizowane od początku „zaszłości” pomiędzy wymienionymi aktorami lokalnej sceny politycznej. Klinowski wielokrotnie oskarżał Filipiak o nadużycia, ale posiłkując się przede wszystkim materiałami z „Nad SKAWĄ”, czego najlepszym dowodem jest znany od 2000 roku temat tzw. „willi w Kleczy”, a ta rewanżowała mu się rzekomo w sądzie tyle, że procesami nie przynoszącymi żadnej z pozornie skarżących się stron strat… Bo czy za taką można uznać kwotę 100,- złotych kosztów sądowych, gdy ze szali gminnego budżetu defraudowane są miliony?
I śmiem twierdzić, że proces o zniesławienie, pomiędzy nimi, który chyba nadal trwa, też zakończy się najniższą stawką kosztów sądowych, albo może nawet… ugodą?
Do tego z góry skazane na porażkę referendum odwoławcze w gminie, dyktowane wyłącznie brakiem rozsądku u organizatora i jego wybujałym ego…
Najbardziej śmieszy przypisywanie sobie przez radnego Klinowskiego, iż skuteczne zablokował ambicje poselskie Kotarby – naprawdę lepszego dowcipu nie słyszałem…

Bo co tak naprawdę robił radny Klinowski w czasie, kiedy inni walczyli z układem?
Pobierał dietę radnego dzięki poparciu Ewy Filipiakowej i jej układu, z którym sam wszedł w układ jeszcze przed wyborami 2010 roku.
Fakt – jak popierał Filipiakową w jej bierności i działaniu na szkodę całego regionu w sprawie BDI – pominę, bo za ten wyczyn doskonale  wychwalił go sam asystent Filipiakowej… Płaszczyca!
I na tym właśnie opiera się usilnie teraz lansowanie „asystenta” Klinowskiego przez asystentów Filipiakowej!
Przyczyną szerzenia tego naiwnego wizerunku, pomijając oczywiście sam układ pomiędzy wymienionymi, jest świadome mieszanie ludziom w głowach poprzez równie świadome mataczenie w przyczynach i skutkach. Klinowski jest celowo korzystnie prezentowany przez portal asystenta Filipiakowej (czytaj: lukrowany przez Płaszczycę), a jego banery nie są zniszczone, no bo jak szkodzić sztandarowemu dzisiaj rzecznikowi Filipiakowej w kontrze do pozostałych kandydatów…

Teraz będzie miał jeszcze łatwiej, bo „Dziadek 50+”, z którym nie można w ocenie radnego Klinowskiego uprawiać polityki, 06 listopada zrezygnował z kandydowania… Niestety, wbrew pozorom „Dziadek 50+” jeszcze tylko oddalił swoją decyzją i tak ten poza zasięgiem radnego Klinowskiego sukces…

I tak też działa w tym układzie prosta zasada: wróg mojego wroga jest moim największym przyjacielem.
Czy można więc mieć wątpliwość, iż wymienieni wcześniej czołowi asystenci polityczni lokalnej sceny zrozumieli ją dosłownie i jeszcze chwilę temu plując nań jadem, dzisiaj uznają Klinowskiego za najbardziej oddanego politycznie przyjaciela Filipiakowej?

No cóż, myliłby się ten, kto wcześniej uznawał puste pyskówki radnego Klinowskiego jako wielki sukces samego radnego oraz jego (wyłącznie jego) IWW, kiedy każdy zorientowany wiedział, że oznacza to coś zupełnie innego. Nie dziwi mnie wobec tego, że zwłaszcza teraz członkowie IWW padają ofiarami własnej ignorancji. A może raczej chodzi o próbę odwrócenia uwagi od niewygodnej prawdy, choć akurat wymienione wyżej grono ludzi niekoniecznie ją sobie uświadamia?
Co więc, kiedy każdy kolejny dzień dowodzi, że radny Klinowski dogadał się ze środowiskiem Filipiakowej, bo inaczej w ogóle nie zdradzałby ambicji przejęcia funkcji jej… rzecznika?

Bowiem główny problem analizy sytuacji na lokalnej scenie politycznej polega na potwierdzonym wielokrotnie poglądzie, że środowisko Ewy Filipiakowej, to starannie wypracowany monolit, jednorodny i sterowany centralnie wyłącznie przez parę Filipiakowa-Kotarba. Bo tak właśnie jest od lat. Wszak wbrew pozorom, bardzo wiele wiemy na temat działania grupy kolegów i koleżanek Filipiakowej z dawnego Bumaru, którzy przejęli i zmonopolizowali rządy w mieście przez pięć ostatnich kadencji. Dlatego rozsądni obserwatorzy sceny politycznej nie mają nie tylko żadnego problemu ze wskazaniem ośrodka decyzyjnego w gminie i w powiecie, wręcz naturalnie utożsamianego właśnie z Filipiakową i Kotarbą. Zresztą słusznie!

Przykładu dostarczają pożyteczne pszczółki. Ignorantom królowa matka wydaje się ośrodkiem decyzyjnym, i za taką „królową opozycji” przez trzy lata uchodził radny Klinowski, choć prawda była całkiem inna, bo dzisiaj doskonale widać, że „królowa” była tylko zakładnikiem „ula”. I to ten rozbudowany wokół Filipiakowej układ powiązań, interesów, zależności, trzymał „samorządową królową opozycji” w swoich ryzach, popuszczając tylko od czasu do czasu przykrótkiej smyczy…
Co raz pojawiały się jednak informacje, że „królewna opozycji” jest ignorowana i to nawet przy ustalaniu terminów sesji Rady Miejskiej, ale ustąpić nie może, przynajmniej dopóki większość „jej” osobistego środowiska nie zgodzi się na przymiarkę swojego guru do „tronu”… Takie mechanizmy znane są na wszystkich dworach królewskich i nic dziwnego, że lokalny dwór samorządowy też im podlega…

Wielokrotnie rozmawiałem z radnym powiatowym, który od początku pełnienia swojej funkcji ma wyrobione zdanie o lokalnym układzie, w tym i na temat źródła wyborczych zwycięstw Ewy Filipakowej i finansów, którym od dawna jest i była – tak, tak – Chocznia – wieś, z której wywodziło się wielu zacnych acz zapomnianych nawet chyba przez radnego Klinowskiego polityków, jak np. dr Józef Putek, którego polityczna rola jest regularnie niedoceniana zarówno przez lokalne władze jak i opinię publiczną.
I wie o tym wielu, jednak okazuje się, że nie wiedział… pożyteczny idiota, szkoda tylko, że językiem doktora Klinowskiego piszący!
Ale czego nie zrobi się dla… układu?
W porywach można nawet zostać… odkrywcą Ameryki!

Bo m.in. o tym, gdzie w samorządzie znajdują się pieniądze, które wydatkować można według uznania, a tym samym skutecznie wyprowadzać do prywatnych kieszeni, już od wczesnych lat ’90 ubiegłego wieku informowaliśmy razem ze Zbyszkiem Jurczakiem na lamach „Nad SKAWĄ”… A niejako „rodzynkiem na torcie” tych informacji jest ujawniony przeze mnie układ przy remoncie ul. Karmelickiej, przy którym z gminnego budżetu do prywatnego inwestora – w jeszcze niedalekiej przeszłości regularnie paradującego nie tylko z Filipiakową po swojej inwestycji, po ratuszu również – wyparowało z gminnego budżetu ponad jeden milion złotych!
Wielokrotnie o takich praktykach właśnie ze Zbyszkiem Jurczakiem pisaliśmy przez lata, ale przez lokalną społeczność postrzegani byliśmy wyłącznie oceną Filipiakowej, Kotarby i… proboszcza.

Kto wtedy z Was widział jak w gminnym samorządzie rozbudowany jest układ towarzyski, którego czubkiem był i nadal pozostaje duet Filipakowa-Kotarba? Układ ten dysponował sporymi środkami z inwestycji, nad realizacją których nadzór miał sprawować Tadeusz Krupnik, zaś nadzór nad realizacją umów zawartych przez Filipiakową – Grażyna Ramos. Czy świadomie nie pełnili swoich obowiązków służbowych, bo się z nimi… dzielono? – m.in. tego chcę się dowiedzieć podczas realizowanego procesu sądowego o kasę z Karmelickiej.

I w świetle tych brutalnych faktów, namacalnych dowodów, świadomie pomijanych przez… pożytecznych idiotów, samo „odkrycie” przez nich, iż Chocznia, to siła, bez której lokalni politycy nie wyobrażają sobie wygrywania wyborów, jawi się jedynie kolejnym kabaretem, a może tylko ostatnią deską ratunku przed nieuniknioną… porażką!?
Do tego obrażającą inteligencję Wyborców!

I dobrze wie o tym radny Mateusz Klinowski, którego start do fotela burmistrza poprzedziły finansowe targi oraz ustalenia sprzed czterech lat, kiedy – co sam przyznał – kupował u Kotarby miejsce na liście „Wspólnego Domu”!
Ich „wspólnego domu”, który w niewzruszonych posadach trwa do dzisiaj!

Czy to już wówczas doszło do ustaleń, które dzisiaj owocują tym, że kiedy zamilkł Kotarba, rzecznikiem Filipiakowej w brudnej grze wyborczej – która m.in. przyczyniła się do rezygnacji w wyborach na burmistrza Wadowic Zbyszka Jurczaka – stał się… radny Klinowski?
Czy to już wówczas, jak Zbyszek Jurczak wziął „carycy” około 1/3 głosów, wspierający Ewę Filipiakową przezornie założyli, że kiedy za cztery lata przepadną jej szanse na reelekcję przyda się im „plan K” (jak Klinowski)?
Bo chociaż nieoficjalnie nie są już razem we „Wspólnym Domu”, z którego pozornie odszedł radny Klinowski, nieoficjalnie są nie tylko dogadani, że układ pozostanie w niezmienionej formie, ale nawet na tę okoliczność powiększyło się grono Filipiakowej o nowego… rzecznika.

Wszak dla kogoś, kto śledzi polityczną drogę dr Mateusza Klinowskiego od dawna, a do takich osób się zaliczam, przedstawiony powyżej rozwój wypadków nie jest wcale zaskoczeniem. Klinowski co prawda nie pochodzi z Choczni, nie udziela się w strażackiej orkiestrze Cholewki, ale czy nie dlatego stał się dzisiaj bardziej dla Filipiakowej przydatny od tegoż Cholewki, który jej obłudę zna od dawna?
Czy nie dlatego w 2010 roku Klinowski kupił sobie u Kotarby miejsce na liście wyborczej ich „Wspólnego Domu”? Bo tak przecież rozpoczęła się kariera polityczna radnego Klinowskiego.

Nie mam czasu szczegółowo jej Państwu przybliżać, powiem więc tylko, że początkowo nic nie zapowiadało, że Klinowski nie w tym jak zaczynał, ale w tym jak skończył swoją rzekomą opozycyjna działalność, przebił nawet… Leszka Millera!
Bo wypłynął niby na fali krytyki ówczesnej władzy gminnej, a tak naprawdę na pozorowaniu tej krytyki… pustosłowiem, a w najlepszym przypadku już bardzo „nieświeżym kotletem” korupcyjnym, ujawnionym ot, bagatela… około 12 lat wcześniej.

Przez dosyć długi czas, no, prawie przez 3 lata, postrzegałem Klinowskiego jako czołowego opozycjonistę, dzisiaj wiem, że wyłącznie właśnie przez pryzmat jego nic nie wnoszącej do politycznej rzeczywistości pyskówki.
Teraz postrzegam go nie tylko jako kłamcę, czemu po wielokroć sam dał dowód, ale też jako opozycyjnego figuranta, którego Filipiakowa ze swoimi asystentami może dowolnie rozgrywać i prowadzać na przysłowiowej smyczy… Wszak niby był przeciwko, a dzisiaj okazuje się, że tak naprawdę był… nawet za.


Trudnym do wyjaśnienia jest też dla mnie, że nie zauważam kandydatów IWW na listach wyborczych Klinowskiego? Widzę ich za to na listach lanckorońskiego komitetu wyborczego. Czy zabrakło im u guru miejsca, czy to tylko znaczny spadek zaufania i jeszcze bardziej znaczniejszy spadek… wiary w wodza, który miał prowadzić do zwycięstwa?

Ale nie myślcie, że mnie to dziwi i Was też nie powinno…
Wszak w każdej sekcie są wierni, ale i tacy, którzy widząc rzeczywistość w mig pojmują własną zdolność samodzielnego wierzenia rozumem i… odchodzą od swojego przywódcy!

Dlatego może tu zadam kolejne pytania…

Czy to jeszcze przed wyborami z 2010 roku Klinowskiego namaszczano na „deskę ratunkową” Filipikaowej, przede wszystkim dlatego, że środowisko Filipiakowej po wyniku wyborczym Zbyszka Jurczaka zauważyło zagrożenie dla kolejnej jej reelekcji? I wiedziało, że Jurczakiem nie da się manipulować, ale zauważyło, że łatwe będzie manipulowanie Klinowskim?
Którego przecież głównym architektem wyboru na fotel radnego tego ich „wspólnego domu”, był nie kto inny, jak właśnie… Stanisław Kotarba!
Czy dlatego od chyba już przeszło roku do końca kadencji tej ekipy Klinowski swoją nieobecnością na sesjach Rady Miejskiej wspierał wyłącznie układ Filipiakowa-Kotarba?


Zakładam, że część z Państwa może uważać, że przedstawiam tylko nic nie znaczące spekulacje. Panowie Płaszczyca, Kopacz, Bieniek i sam Mateusz Klinowski, na pewno ogłoszą, że znają się na tych sprawach lepiej.

Cóż, niedowiarkom nie tylko wyżej podałem dające się łatwo potwierdzić fakty, łatwe tym bardziej do potwierdzenia, że w większości przypadków są one dziełem samego radnego Klinowskiego…
O wielu innych pisałem znacznie wcześniej… Wystarczy sięgnąć do archiwum tego bloga, a i do archiwum „Nad SKAWĄ” też nie zaszkodzi…

A na to, że Klinowski dogadał się z Filipiakową nie brakuje dowodów…

I nie mam wątpliwości, że gdyby Klinowski został burmistrzem, nic się w gminie nie zmieni, a korupcyjne układy będą nadal trwać, bo tylko temu służyć ma ten układ…

Chociaż może się mylę?

Bo zmieniłoby się chociażby to, że opał i materiały budowlane dowozilibyście do swoich zabudowań… koleją, a do Krakowa czy Bielska-Białej jeździlibyście… rowerami!
Jak odpowiada Wam ta „nowoczesność” Klinowskiego, to tylko iść w następną niedzielę i głosować…

Ale może wcześniej kupcie sobie rowery, bo po wyborach może zabraknąć! A wtedy burmistrz Klinowski wyzwie Was od… pożytecznych idiotów! Chociaż będą nimi tylko ci wszyscy, którzy uwierzą w… jego bajki!

A, że mój kandydat na burmistrza Wadowic zrezygnował z wyścigu do ratuszowego fotela, jest mi już gance gal, kto tam dobiegnie… I tylko dlatego, że mnie już ten wybór jest całkowicie obojętny, Wam wszystkim życzę jedynie, abyście 17 listopada nie obudzili się z… ręką w nocniku!

Bo moja przyszłość niczym już nie będzie odbiegała od teraźniejszości…
Ale Wasza i Waszych dzieci może!

P.S. Węgla sobie na zimę przywieźcie przed wyborami, bo po nich może się okazać, że musicie… „taczkować”! Do czasu, aż burmistrz Klinowski nie wybuduje wam pod chałupę… linii kolejowej!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT