Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Q… pamięci „światłym”…
Q… pamięci „światłym”… piątek, 26 Styczeń 2018, godz. 20:49

002Już we wrześniu 1939 roku, mimo wcześniejszych zapewnień Naczelnego Wodza, że „… nie odda nawet guzika od żołnierskiego munduru” oraz plakatów z hasłem „… silni! zwarci! gotowi!”, załamała się obrona wojsk polskich, okupant opanował terytorium całej Polski. Mieszkańcy Wadowic stanęli przed nową, nieznaną rzeczywistością. Sprzeczne informacje i komunikaty powodowały masową ucieczkę ludności cywilnej, która w przerażeniu tarasowała drogi, utrudniając przemieszczanie się wojsk polskich. Zachowanie takie prowadziło także do licznych w tym czasie tragedii – zgrupowanie w jednym miejscu dużej liczby osób stanowiło łatwy cel dla załóg samolotów nieprzyjaciela. Już drugiego dnia niemieckiej okupacji na zatłoczonym odcinku drogi w Choczni od zrzuconych przez niemieckie samoloty bomb zginęło 40 osób, w tym 29 osób cywilnych.
4 września, do opustoszałego miasta wkroczyły wojska niemieckie, witane kwiatami przez nielicznych pozostałych tu Niemców, z niecierpliwością oczekujących na… swoich. Nastąpił całkowity rozpad obowiązującego wcześniej porządku oraz ustanie działań obowiązujących do tego czasu praw. Na magistracie, szkołach i innych instytucjach powiewały flagi okupanta, a powracający już nie do Wadowic, ale do „Wadowitz Ober Schlesien”, z bezcelowej tułaczki mieszkańcy zapoznawali się z jego obwieszczeniami i komunikatami rozwieszanymi na słupach ogłoszeniowych i murach „Adolf Hitler Platz” – bo tak nazwał okupant wadowicki rynek.
20Wzywały one do oddawania broni i radioodbiorników oraz zachowania ustalonej przez okupanta „dyscypliny”. Informowały również, że za naruszenie praw okupanta i obowiązków okupowanego grozi śmierć. Polacy po załatwieniu spraw meldunkowych, otrzymaniu dokumentów okupanta, zgłaszali się do swoich poprzednich miejsc pracy. Zakazem pracy objęto Żydów, została im zabroniona wszelka działalność.

Ostatnie dni września wzbudziły w wadowiczanach nadzieję – profesor gimnazjum, germanista Józef Titz otrzymał od niemieckiego starosty zgodę na rozpoczęcie nauki w placówce, którą jednak po zapoznaniu się z nazwiskami wykładowców i uczniów zamknięto na pozostałe lata okupacji.
Już 10 listopada 1939 roku Wadowicami wstrząsnęła tragiczna informacja o aresztowaniu członków pierwszej grupy konspiracyjnego podziemia.
Z domu przy Alei Wolności hitlerowcy zabrali m.in. Stefana Boryczkę, Jana Dudonia i Wincentego Bałysa, młodego utalentowanego plastyka, absolwenta wydziału rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, członka grupy plastyczno-literackiej „CZARTAK II”, powstałej pod patronatem poety Emila Zegadłowicza. Aresztowani nigdy nie wrócili do swych domów, zostali rozstrzelani w Krakowie 22 grudnia 1939 roku.
Faszyści, eliminowali wszelkie przejawy polskości – zamurowali na frontonie kościoła parafialnego tablicę poświęconą Henrykowi Sienkiewiczowi, wyrzucili księży z plebani oraz Domu Katolickiego i Karmel ok 1940zrabowali z ich pomieszczeń meble, rozbili posągi Juliusza Słowackiego i Emila Zegadłowicza w gimnazjum, podjęli próbę zniszczenia figury św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus usytuowanej do dnia dzisiejszego w jednym z okien zabudowań Karmelu, z nienawiści oraz chęci zniszczenia ducha patriotyzmu i wolności wśród wadowiczan spalili ogromny stos polskich książek na placu Papierni, z których jednak setki najwartościowszych pozycji zostały wcześniej wyniesione, uratowane przez pracujących tam prawdziwych wadowickich Polaków-patriotów. Pracownicy zakładu ogrodniczego, wybudowanego jeszcze przed wojną w Parku Miejskim, uratowali od zniszczenia, stojącą przy jednej z alejek parku figurę Matki Bożej, poświęconą przez ks. Andrzeja Zająca, jednego z proboszczów wadowickiej parafii, wywożąc ją na czas okupacji na tutejszy cmentarz.
W listopadzie 1939 roku miasto zostało włączone do „rdzennych” ziem niemieckich – z granicą na rzece Skawie – co wiązało się z uruchomieniem pracy nowych instytucji i urzędów.
W Wadowicach zjawili się wraz z rodzinami niemieccy urzędnicy, celnicy, policjanci i aby ich osiedlić należało wyrzucić wadowiczan z ich własnych mieszkań. W ten sposób m.in. wysiedlono mieszkańców wielu domów w mieście i prawie wszystkich mieszkańców ulicy Aleja Wolności, pozostawiając nielicznych właścicieli domów
/niezbędnych do pracy na rzecz nowo przybyłych Niemców/ w ich suterenach, bądź piwnicach /m.in. rodziny: Jodłowskich, Nieciaków, Ślusarczyków/. W budynku byłego Towarzystwa Upiększania Miasta Wadowic i Okolic w Parku Miejskim Niemcy pozostawili także wdowę po zmarłym przed wojną ogrodniku wraz z trójką dzieci, zmuszając wszystkich do pracy w tamtejszych obiektach ogrodniczych. Najmłodszy z rodzeństwa w chwili wybuchu wojny miał zaledwie 11 lat.

Pod zarząd władz niemieckich przeszły zakłady pracy, majątki prywatne oraz miejskie i instytucje publiczne. Wyznaczono godzinę policyjną. Zakupy podstawowych artykułów pierwszej potrzeby zostały ograniczone wprowadzonymi przez okupanta kartkami żywnościowymi – w większości przypadków papierami bez pokrycia w towarze. Na okolicznych rolników Niemcy nałożyli tzw. „obowiązek kontyngentowy”, spłacany przez okupanta także kartkami, najczęściej na alkohol. Nie wywiązanie się przez rolnika z tego obowiązku groziło wywiezieniem całej jego rodziny do obozu zagłady.
DSC_3982Okupant zlikwidował natychmiast wadowickie, polskie drukarnie, a pozostawione pod swoim zarządem wykorzystywał jedynie do druku publikowanych obwieszczeń, list osób rozstrzelanych i portretów… wodza III Rzeszy.
Polaków obejmował zakaz organizowania się oraz korzystania z restauracji i cukierni.

I można by tak jeszcze długo, zwłaszcza o ludzkich tragediach, ale Ci, którzy wszystko to przeżyli, na pewno nie chcą przeżywać na nowo, a głupcy, burzymurki i pasjonaci idei zapomnienia o faktach, budujący na nowo własną, daleką od rzeczywistej historię i tak nie potrafią zrozumieć, zwłaszcza że większość z nich nawet z opowieści dziadków nie może tamtych wydarzeń pamiętać…
Dlatego mówiąc wprost – pitolą, co im ślina na język przyniesie…
W tym o… wyzwoleniu spod hitlerowskiego okrucieństwa!

K103-298(web)Bo pomimo, że dzisiaj wielu mówi, iż był to dalszy ciąg okupacji, należy jednoznacznie stwierdzić, że 26 stycznia 1945 roku, wraz z młodymi chłopcami z czerwoną gwiazdą na Ich żołnierskich czapkach przyszła do Wadowic wolność. Wolność od okupanta hitlerowskiego, wolność od jego okrutnych praw. Za tą właśnie wolność poległo na Wadowickiej Ziemi około 1500 „czerwonoarmijców”, jak ich nazywano.
I tego faktu nie da się zaprzeczyć!
Pomimo usilnych starań niektórych dzisiejszych „myślicieli”, nie znajdzie się innego, „słusznego” potwierdzenia dla tamtych wydarzeń.

Można polemizować o słuszności, bądź nie- okresu PRL-u, na który skazali nas dzisiaj najbardziej umiłowani przez prawicę „sojusznicy”, w kwestii ogólnopolskiej. To fakt równie niezaprzeczalny.
Jednak zadaniem niniejszej publikacji jest krótkie podsumowanie owych czasów na małym skrawku jej /PRL/ terytorium – w mieście Wadowice.

Jak już wyżej wspomniałem, wolność nadeszła 26 stycznia 1945 roku, a wraz z nią nowe władze – pełnomocnik KW PPR w Krakowie; Władysław Sadowski, szef Urzędu Bezpieczeństwa na powiat wadowicki – Władysław Hubka oraz pierwszy starosta powiatowy – Jerzy Olędzki.
Zadaniem Władysława Sadowskiego było zorganizowanie administracji ludowej i powiatowej organizacji partyjnej.

O tym, jakie Wadowice zastał po przybyciu w dniu ich wyzwolenia powiedzą jego własne słowa: „… O zmierzchu, obecną ulicą 26 stycznia, wjechaliśmy do Wadowic. Zatrzymaliśmy się na rynku. Rynek zapełniony był żołnierzami Armii Radzieckiej (…). W powietrzu unosił się swąd płonących budynków i charakterystyczny gwizd przelatujących wciąż jeszcze pocisków. Pierwsze wrażenie ze spotkania z miastem było przygnębiające, bolesne, żałosne. Tonęło w ciemnościach. Budynki częściowo poniszczone, powybijane szyby, ulice i rynek zaśmiecony. Miasto wyludnione i opuszczone…”.

Bud WadowityCóż więc pozostało? Podjąć działania zmierzające do unormowania życia społecznego i odbudowy Wadowic ze zniszczeń wojennych. I choćby co mówić, tamta władza takie działania podjęła i rzetelnie się z nich wywiązała.
Po spędzeniu pierwszej nocy w nieogrzewanym pokoju opuszczonego czasowo budynku p. E. Reimana, przy ul. Sienkiewicza, 27 stycznia 1945 roku pierwszy starosta wydał odezwę do mieszkańców, w której zwrócił się z apelem nawołującym do podjęcia pracy, zachowania ładu i porządku oraz wyjaśnił istotę pojęcia „władzy ludowej”. Mimo braku prądu, wody, żywności, a w zniszczonych budynkach szyb w oknach, wśród powracających masowo do swych domów wadowiczan panowała atmosfera podniecenia i radości.
28 stycznia, w sali kinowej zorganizowano pierwszy od ponad sześciu lat, masowy wiec ludności. Przebiegał spontanicznie, sala nie pomieściła wszystkich chętnych. Ludzie zgromadzili się na podwórku i ulicy, aby wysłuchać przemówienia Władysława Sadowskiego, który po wyjaśnieniach dotyczących aktualnej sytuacji w kraju wezwał wadowiczan do odbudowy miasta ze zniszczeń wojennych oraz tworzenia nowego życia społecznego i kulturalnego.
Po przemówieniu ktoś z tłumu zaintonował „Rotę”, którą wszyscy przybyli na wiec odśpiewali ze łzami w oczach. Tą pierwszą w wolnej Polsce manifestację mieszkańców Wadowic zakończono, równie chóralnym odśpiewaniem Hymnu Narodowego…
Lecz nie zakończył się dzień. Po wiecu, przez długie godziny trwały dyskusje mieszkańców z przybyłymi do miasta przedstawicielami władzy. Nie było wówczas tematu, którego by nie poruszono.

Wspominając atmosferę tamtych rozmów, Władysław Sadowski mówił: „… Zaskakujące były pytania kobiet, uczestniczek pierwszego po okupacji wiecu. Pytały, czy będą otwarte polskie szkoły i czy dzieci będą się uczyć po polsku. Po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej ze wzruszeniem płakały (…). Przeżywaliśmy wówczas wspólnie z uczestnikami wiecu chwile rozrzewnienia i radości…”.

Pomoc mieszkańcom, m.in. w zapewnieniu aprowizacji, udostępniania środków transportu, przy remoncie mostów, nieśli żołnierze radzieccy ze stacjonujących w Wadowicach jednostek Armii Czerwonej wchodzących w skład 38 Armii IV Frontu Ukraińskiego, dowodzonej przez gen. płk Kirryła Moskalenkę. Komendantem wojennym miasta, był d-ca stacjonujących w nim jednostek, radziecki oficer, mjr Bałbiński.
Powstała Miejska Rada Narodowa, która jedną z pierwszych uchwał powołała do życia Spółdzielnię Remontowo-Budowlaną. Jej zadaniem była odbudowa zakładów pracy i obiektów publicznych. Działalność swą prowadziła nieprzerwanie przez prawie pół wieku. Zapał i ogromny wkład pracy całej społeczności pozwolił na wznowienie już w pierwszych dniach lutego 1945 roku zajęć w szkołach podstawowych. 4 lutego, w dziewiątym dniu od wyzwolenia nastąpiła inauguracja nauczania w gimnazjum. Pracę pedagogiczną organizowali ci, którzy nigdy jej nie zaprzestali, prowadząc tajne nauczanie pod nosem niemieckiego okupanta.
W listopadzie 1945 roku powstała Zasadnicza Szkoła Zawodowa /obecny Zespół Szkół Mechanicznych w Wadowicach-Gorzeniu/, a we wrześniu 1946 roku otwarła swoje podwoje pierwsza na ziemi wadowickiej szkoła ekonomiczna /dzisiejszy Zespół Szkół Zawodowych przy ul. Wojska Polskiego/.
Równocześnie czyniono starania, aby mogły rozpocząć produkcję miejscowe zakłady pracy. W czerwcu 1945 roku, „Druciarnia”, w której przy stanowiskach pracy stanęła cała przedwojenna załoga, z wyjątkiem zamordowanych przez okupanta: Tadeusza Zająca i Franciszka Kolasy, uruchomiła produkcję gwoździ, drutu i siatki ogrodzeniowej. W miesiąc później produkcję rozpoczęła „Papiernia”. Ruszyła całą parą produkcja w miejscowych cegielniach. Organizowały swe szeregi „Spółka Rolna” i Spółdzielnia Spożywców. W pełni rozkwitł tradycyjny dla Wadowic drobnotowarowy handel prywatny. W budynku rodziny Foltinów rozpoczęła swą działalność prywatna drukarnia, kierowana przez Kazimierza Rudla, który po upaństwowieniu zakładu poligraficznego, został jego kierownikiem.
Dnia 9 maja 1945 roku odbyło się posiedzenie konstytuujące skład Powiatowej Rady Narodowej. Po burzliwej dyskusji odbyło się głosowanie zatwierdzające F. Świadka na stanowisku Przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej, W. Ptaka na stanowisku jego zastępcy oraz W. Jopka, W. Pasternaka i L. Karkoszki na stanowiskach członków Prezydium Rady Narodowej. Ponadto W. Ptak został wybrany I-szym sekretarzem KM PPR. S. Kawie powierzono obowiązki Pełnomocnika d/s Reformy Rolnej, a urząd pierwszego Burmistrza Wadowic powierzono Władysławowi Sadowskiemu. W czasie posiedzenia Rady wicestarosta Grzybowski zapoznał wszystkich z komunikatem dot. informacji o kapitulacji Niemiec.
K307-789(web)Aktywną działalność na wadowickiej ziemi rozpoczęły partie PPS, SL i PSL oraz reakcyjne podziemie, którego członkowie nigdy nie zaakceptowali władzy narzuconej przez socjalistycznego sąsiada – ZSRR. To na pewno nie pomagało młodej władzy, a wręcz przeciwnie rodziło olbrzymie trudności. Oprócz rozwiązywania pilnych zadań społeczno-gospodarczych, należało zrobić wszystko, aby zapobiec bezsensownej na owe czasy, szerzącej się śmierci. Postanowiono złamać istniejące bariery bez jakichkolwiek nacisków, za pomocą osobistego przykładu w tworzeniu kultury i bezpośrednim uczestniczeniu w procesie jej tworzenia.
W oparciu o działaczy przedwojennego Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych już w pierwszych dniach po wyzwoleniu powstało koło teatralne. Jego scena miała swoją siedzibę w budynku przy ulicy Mickiewicza 19. Grali na tej scenie, potrzebnej wówczas jak powietrze, woda i chleb, m.in. burmistrz Władysław Sadowski i komendant Milicji, grali również: Irena Brańkówna, Franciszek Zadora, Władysław Gołuchowski i wielu, wielu innych. O tym, że przedstawienia przynosiły oczekiwany cel, świadczy jednoznacznie wspomnienie p. Franciszka Zadory, który powiedział: „… Graliśmy we wszystkich prawie wsiach i miastach powiatu. Ludzie przychodzili tłumnie. Jedni dawali parę groszy, drudzy całego „górala”. Pamiętam, podczas przedstawienia w Zembrzycach, w trakcie jednej ze scen poczułem – tak, nie zobaczyłem a poczułem, że do sali weszli „leśni” z podziemia… Rozumiecie? Tutaj my na scenie, a wśród nas byli ci, do których tamci strzelali, którzy z podziemiem prowadzili twardą walkę, a tam na sali, w półmroku, pośród tłumu – oni, „leśni”. Ale nic i nikt nie zakłócił spektaklu. Polskie słowo – to była świętość…„.

Synagoga1Jeszcze w roku 1945 przystąpiono do usunięcia zniszczeń powstałych na skutek bombardowania miasta przed jego wyzwoleniem. Ucierpiały wówczas m.in.: kościół, Dom Katolicki, plebania, tzw. „dom rolnika” przy rynku, domy przy dzisiejszej ul. Obr. Westerplatte oraz szpital. Podczas wykonywania remontu kościoła, wzniesiono przedsionki boczne, a w roku 1947 prostokątną wówczas zakrystię obudowano ćwierćkolistymi dobudówkami.

Po opuszczeniu miasta przez jednostki Armii Czerwonej wadowiczanie gościli „na wypoczynku” żołnierzy 6 Pomorskiej Dywizji W.P., walczących w ostatnich dniach wojny pod Budziszynem. Po ich wyjeździe koszary zajął 18. Pułk Piechoty, przyjęty przez mieszkańców z radością, wyrażoną m.in. ufundowaniem jednostce ze składek mieszkańców sztandaru.
Wojsko sprawiło, że częstym gościem, nie tylko odwiedzającym Wadowice ale niosącym miastu także pomoc, był ówczesny Minister Obrony Narodowej – Marszałek Polski Michał Rola-Żymierski, za swą życzliwość uhonorowany przez mieszczan w dniu 16 czerwca 1948 roku tytułem Honorowego Obywatela Miasta.

W wadowickim Szpitalu Powiatowym, pod troskliwym okiem personelu medycznego, kierowanego przez dra Józefa Sołtysika, powracali do zdrowia wadowiczanie okaleczeni przez okupanta i najbardziej chorzy z więźniów hitlerowskiego obozu zagłady w Oświęcimiu.

Powoli czas goił rany, a obrazy, jeszcze nie tak dawnych, tragicznych wydarzeń odchodziły w mgłę zapomnienia.
Ważniejszy stawał się kolejny nadchodzący dzień, bo ważniejszą była wciąż niewiadoma do końca przyszłość, aniżeli przykre przeżycia z przeszłości.

W miarę normalizacji spraw społeczno-politycznych, w mieście coraz mocniej zaczął odradzać się, bogaty przecież w okresie międzywojennym, amatorski ruch kulturalno-artystyczny. W roku 1947, przy Spółdzielni /dzisiejszy WUSP/ powstał chór mieszany, a w roku 1950 pierwsze po wojnie spotkanie Grupy Literacko-Plasycznej „CZARTAK II” zorganizował Franciszek Suknarowski – rzeźbiarz, plastyk. Nie uczestniczyli już w tym spotkaniu: założyciel Zboru Poetów w Beskidzie „CZARTAK” i Grupy Literacko-Plastycznej „CZARTAK II” – poeta i kolekcjoner Emil Zegadłowicz, rzeźbiarz Wincenty Bałys oraz plastyk Ludwik Jach – senior. Oni już odeszli…
Wokół powojennego „CZARTAKA II” skupili się plastycy profesjonaliści: Felicja Świtalska, Józef Jura, Michał Kręcioch, Ludwik Jach – junior, Karol Pustelnik i Franciszek Suknarowski. Grupa działała jednak bez programu, co nie wróżyło jej dłuższej przyszłości. I tak się stało. Po zorganizowanych kilku zbiorowych wystawach, jej działalność zamarła, a artyści zamknięci w swoich pracowniach podjęli indywidualną działalność artystyczną.
W 1951 roku pp: Kazimierz Porawski i Czesław Lempart podjęli się kontynuowania teatralnych tradycji miasta i zorganizowali działalność Amatorskiego Teatrzyku Lalek „Aladyn”, sponsorowanego przez tutejszy PZGS. Jednak i ten teatr „padł” na korzyść zakładanego przez kierownika, budującego się na bazie przedwojennego budynku T.G. „Sokół”, Powiatowego Domu Kultury, emerytowanego mjra W.P. pana Jana Kaczmarskiego, Amatorskiego Teatru Dramatycznego, którego kierownikiem literackim i reżyserem został wspomniany wyżej p. Kazimierz Porawski, natomiast dekoratorami scen: pp. Czesław Lempart i Henryk Kowalski. Teatr posiadał wówczas aż trzy sceny: Teatru Poezji, Dramatyczną i Objazdową. Nad wszystkim czuwał oczywiście p. Jan Kaczmarski, kierownik placówki oddanej społeczeństwu do użytku w roku 1956. Swoją funkcję pełnił do roku 1963, i nie można nie dostrzec wkładu jego pracy w rozwój kultury, a szczególnie w rozbudzenie potrzeb kulturalnych młodzieży.
Mówiąc o działalności teatru należy wymienić chociaż cząstkę ludzi z nim związanych, zwłaszcza z jego sceną dramatyczną, na której występowali m.in.: Irena Kamieńska, Barbara Drewniak-Zielińska, Halina Rodkiewiczowa, Krystyna Sołtysik, Bożena Koczurówna, Andrzej Święchowicz, Zdzisław Antoszewski i Henryk Kowalski. W roku 1962 powstał Teatr Dramatyczny Liceum Ogólnokształcącego, kierowany przez pp. Marię Putyrową i Kazimierza Porawskiego a sceną teatralną zawładnęła młodzież. Rok 1965 przyniósł powstanie kabaretu „radiowego”, miejscowego radiowęzła, nazwanego „O!Światek”, nadającego cykliczne audycje, oparte o scenariusze autorstwa pp. Jerzego Romana Jaglarza i Jana Fidzińskiego /Michała Zubera/, pod stałym tytułem: „Pospacerujmy po ziemi”. Głosu bohaterom audycji użyczali wówczas pp.: Stanisława Czechowicz, Jadwiga Kudłacik-Gołuchowska, Zbigniew Jutka i Włodzimierz Szypuła. Po dziewięciu miesiącach działalności, na liczne prośby słuchaczy w grudniu 1995 roku „O!Światek” pokazał się po raz pierwszy na scenie Powiatowego Domu Kultury, którym to występem wszedł na stałe do repertuaru placówki z takimi przedstawieniami satyrycznymi jak: „Procentujmy się!”, „Po co wiadro?!”, „Do żłobu panowie!”, „Podłubać? Ino w cym?”, czy „O udomowieniu Człowieka”. Mimo kolejnych premier, po dwóch latach działalności i ten kabaret odszedł w zapomnienie.

Nie zaprzestał jednak swojej działalności na niwie kultury, a wręcz przeciwnie wciąż ją poszerzał wówczas Powiatowy Dom Kultury, oferujący swoim odbiorcom występy prowadzonych zespołów dziecięcych, muzycznych itd. Do tradycji działalności tej placówki weszły cykliczne spotkania mieszkańców Wadowic z czołowymi postaciami kultury krakowskiej podczas „Wieczorów Czwartkowych”.

Znaczek 02I znowu można by tak długo, zwłaszcza, że to w tym tak dekomunizowanym okresie na kartach historii miasta zapisał się złotymi zgłoskami dzień 16 października 1978 roku – wybór wadowiczanina, biskupa krakowskiego Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.
Na Wadowice, miasto urodzin Papieża-Polaka zwrócone zostały oczy całego świata. Stało się ono centrum pielgrzymkowym Europy.
I to tamta władza mimo, że z bardzo ograniczonymi możliwościami, starała się wykorzystać zaistniałą sytuację. Przygotowała kompleksowy plan przekształcenia grodu w centrum turystyki docelowej. Mimo ogromnych trudności lokalowych przeniosła mieszkańców kamienicy przy ulicy Kościelnej 7, w której dnia 18 maja 1920 roku, na piętrze przyszedł na świat chłopiec, Karol Józef Wojtyła, syn Karola Wojtyły i Emilii z Kaczorowskich Wojtyłowej, do lokali zastępczych i wyremontowała własnym sumptem budynek by przekazać go Kościołowi, w którym ten zorganizował Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego. Jego otwarcia, w dniu urodzin Papieża w roku 1984, dokonał ks. Franciszek Macharski, metropolita krakowski, zastępca Papieża na krakowskiej stolicy św. Stanisława. W uroczystościach, na osobiste zaproszenie Metropolity Krakowskiego uczestniczyły ówczesne władze miasta, którym Kardynał złożył gorące i szczere podziękowania za wkład pracy.

W identyczny sposób hierarchia kościelna doceniła wkład pracy ówczesnej lokalnej władzy włożony w przygotowanie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny, w przygotowanie spotkania Papieża z wadowiczanami, do którego doszło dnia 06 czerwca 1979 roku, kiedy to Najznamienitszy z wadowiczan odwiedził po raz pierwszy swoje rodzinne miasto.

Dwa lata później, ta sama władza zebrana w dniu 2 czerwca 1981 roku na sesji Rady Narodowej Miasta i Gminy Wadowice „… nadaje HONOROWE OBYWATELSTWO MIASTA WADOWICE Karolowi Wojtyle – PAPIEŻOWI JANOWI PAWŁOWI II, największemu Synowi Wadowic w całej 650-letniej historii miasta, pragnąc by ten zaszczytny tytuł był symbolem trwałej pamięci, nierozerwalnej więzi i wdzięczności ogółu wadowiczan dla Jego Świątobliwości za rozsławienie rodzinnego miasta na całym świecie. Równocześnie Rada Narodowa prosi Jego Świątobliwość o przyjęcie jak najszczerszych pozdrowień i życzeń od całego wadowickiego społeczeństwa”, w imieniu którego dokument podpisali: Naczelnik Miasta i Gminy – Marian Skrzypczak oraz Przewodniczący Rady – mgr Stanisław Dula.

Swoją uwagę władze lat 80. skupiały również na przyziemnych potrzebach mieszkańców: rozbudowywano szkoły i osiedla mieszkaniowe, rozpoczęto realizację inwestycji ekologicznych: oczyszczalni ścieków i wysypiska odpadów komunalnych /którego następcy nie ukończyli przez kolejnych osiem lat swoich rządów/, w związku z rozwojem motoryzacji przygotowano i wdrożono realizację nowoczesnej obwodnicy dla miasta /której następcy nie kontynuowali, budując w zamian drogę, która w żaden sposób nie rozwiązała problemu komunikacyjnego Wadowic, a wręcz przeciwnie/.

Bez pomocy tamtych, Skrzypczakowych władz niemożliwą byłaby działalność składającego się z pięciu osób /J. Zeman, Z. Jurczak, K. Malczyk, W. Gałuszka, J. Studnicki/, Komitetu Przywrócenia Pomnika Żołnierza 12. Pułku Piechoty, dzięki któremu w roku 1981 pomnik powrócił z cmentarza wojskowego na swoje pierwotne miejsce przed koszary 12. Pułku Piechoty przy ulicy… 1 Maja.

Dlatego, jeżeli mamy dekomunizować w myśl nawiedzonych Michałków, Józków, Maćków i „światłych” historyków, w tym z IPN, to… rozpierdolmy to wszystko, co powstało /a pozostało dzięki „demokratycznej” władzy już i tak niewiele/ w okresie tzw. „komuny” /której de facto nigdy w Polsce nie było, o czym oni nawet nie mają zielonego pojęcia!/, bo przecież to wszystko zawdzięczamy temu tysiąc pięciuset… młodych, często jeszcze niepełnoletnich chłopców z czerwoną gwiazdą na swojej żołnierskiej czapce, których szczątki w części ekshumowano na Cmentarz Narodów /za którego stan powinniśmy się wstydzić/, a w części nadal zalegają pod betonami położonymi na wadowickim rynku…


Znaczek 01A, byłbym zapomniał…
Hitlerowski obóz zagłady Auschwitz, w jakże bliskim nam Oświęcimiu i ten w pobliżu nadmorskiej Stegny – Stutthof, też zdekomunizujmy, zaorajmy, zasiejmy Francusko-Angielską trawą q… pamięci „sprzedania” nas Ruskim, przez układ Francja-Anglia-USA, bo… te obozy – co jest niesporne – też wyzwolili ci młodzi chłopcy z czerwoną gwiazdą na swojej żołnierskiej czapce!

A w zamian niech prawicowa władza pospołu z Michałkami, Józkami, Maćkami i innymi „światłymi” m.in. z IPN /bo nie my/, pobuduje tym hołubionym przez nich nazistom miejsca pamięci hitlerowskiej watahy, w których do woli i bezkarnie będą mogli  sobie hajlować oraz wyżywać się w swoim rasizmie…
I będzie… git!

A Wy /Michałki, Józki, Maćki i inne „światłe”/, będziecie mieli czas na szukanie kolejnych zbirów, mordujących po wojnie starców, kobiety oraz dzieci, do… orderów!

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT