Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Za "miedzą" » Referendum i… proces!
Referendum i… proces! piątek, 23 Marzec 2012, godz. 11:06

Prawie w jednym czasie do inicjatorów referendum za odwołaniem burmistrza Kalwarii Zebrzydowskiej dotarły, akt oskarżenia z wadowickiego sądu oraz informacja od Komisarza Wyborczego, że przez inicjatorów spełnione zostały wymagania ustawowe, które skutkują, iż referendum odbędzie się 13 maja br. W Polsce podstawą prawną przeprowadzania referendum lokalnego jest Konstytucja RP oraz ustawa ustawa z dnia 15 września 2000 r. o referendum lokalnym.
Może przypomnę jeszcze, że referendum, to taka forma głosowania o charakterze powszechnym, najbliższa ideałowi demokracji bezpośredniej, w której udział mogą brać wszyscy obywatele uprawnieni do głosowania (tj. mający czynne prawo wyborcze). W czasie referendum obywatele całego państwa lub jego części wyrażają swoją opinię w kwestii poddawanej głosowaniu.
Referenda można podzielić według różnych kryteriów na: obligatoryjne i fakultatywne, opiniotwórcze i wiążące oraz ogólnokrajowe i lokalne.
Referendum lokalne, takie jakie zainicjowano w Kalwarii, przeprowadza się na obszarze gminy, w sprawie odwołania organu wykonawczego, czyli burmistrza Stradomskiego.
W tym przypadku odbywa się ono na wniosek mieszkańców uprawnionych do głosowania w liczbie co najmniej 10% mieszkańców gminy. Aby referendum miało moc sprawczą, frekwencja będzie musiała sięgnąć 3/5 liczby biorących udział w wyborze odwoływanego burmistrza.
I tu prawo nie pozostawia żadnych wątpliwości…
Te rodzi reakcja burmistrza Stradomskiego, który – w odpowiedzi na informację o wszczęciu procedury referendalnej w sprawie jego odwołania – złożył w wadowickim sądzie akt oskarżenia przeciwko wszystkim inicjatorom, posiłkując się art. 212 kodeksu karnego…
W mojej ocenie, do której mam prawo, taki akt oskarżenia, który z góry zakładał zastraszenie inicjatorów referendum i godzi w podstawowe prawa oskarżonych przez Stradomskiego, powinien trafić nie do inicjatorów referendum, ale do… kosza!
Jednak, kiedy już trafił pod wskazane przez Stradomskiego adresy, Sąd będzie miał nie lada problem i to zaledwie kilka dni przed referendum, bo termin pierwszej rozprawy wyznaczono na 08 maja br.

Bo orzekając w sprawie zainicjowanej przez burmistrza Kalwarii, Sąd będzie musiał posiłkować się nie tylko Konstytucją RP, która określa nasze prawa przyrodzone i niezbywalne, a więc takie których nikt pozbawić nas nie może, ani Stradomski, ani Sąd.. W tym prawo do wyrażania poglądów o pacy włodarzy, do oceny ich działań, do krytyki i do… informacji!
Będzie też musiał oprzeć wydany przez siebie wyrok o orzecznictwo już obowiązujące…
A do takiego należy m.in. wyrok Sądu Najwyższego-Izba Karna, z dnia 28 września 2000 roku, wydany w sprawie: V KKN 171/98, któym Sąd ten orzekł, że „… Osoba piastująca funkcję publiczną narażona jest – co stanowi zjawisko naturalne w każdym państwie demokratycznym – na wystawienie swoich poczynań pod osąd opinii publicznej i musi liczyć się z krytyką swojego postępowania.”.
Szczególnie, że nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż wytoczony inicjatorom referendum przez Stradomskiego proces o rzekome zniesławienie, tak naprawdę miał na celu zakneblowanie ust osobom, które w uzasadnieniu rozpoczęcia przysługującej im na mocy prawa niezbywalnego inicjatywy referendalnej, postawiły Stradomskiemu konkretne i w pełni dające się udowodnić zarzuty.
I uczyniły to w interesie publicznym!
Nie będę tutaj przywoływał całej gamy orzeczeń Sądu Najwyższego obowiązujących w orzecznictwie sądów powszechnych, bowiem obowiązuje te sądy jeszcze rzecznictwo strasburskie, które dopuszcza większą tolerancję w odniesieniu do wygłaszanych opinii, niż w stosunku do twierdzeń faktycznych. „… Europejski Trybunał Praw Człowieka kładzie duży nacisk na odróżnianie w postępowaniu sądowym wypowiedzi o faktach od sądów ocennych, podkreślając, że opinie nie mogą podlegać dowodzeniu i badaniu pod kątem prawdy i fałszu.”.

I tu zaczynamy być w… domu!
Bo nie ulega wątpliwości, że wszyscy mamy prawo do opiniowania i krytykowania poczynań lokalnych włodarzy, a już zwłaszcza, kiedy jak ma się to tak, jak w przypadku Stradomskiego, który pozbawia pytających prawa do uzyskania odpowiedzi
Bo tylko z moich doświadczeń z burmistrzem Stradomskim wynika, że kalwaryjski włodarz nie wie, że „… Konstytucja RP ustanawia wyższe standardy ochrony wolności wypowiedzi niż przewidziane w art. 10 Konwencji z dnia 4 listopada 1950 r. o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności sporządzonej w Rzymie (Dz. U. 1993 r. Nr 61 poz. 284).”
A przez to „… odmowa udzielenia informacji, może nastąpić jedynie ze względu na ochronę tajemnicy państwowej, urzędowej lub innej tajemnicy chronionej ustawą. W interesie Rzeczypospolitej Polskiej leży gwarantowanie jak najszerszego dostępu do informacji będących w posiadaniu organów i instytucji publicznych, rozumianego jako prawo do uzyskania informacji nie tylko w formie przekazu ustnego, pisemnego czy w innej postaci od zobowiązanego organu, lecz także przez wgląd do akt powstałych w rezultacie jego działalności.” – to za wyrokiem Sądu Najwyższego – Izba Administracyjna, Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z dnia 1 czerwca 2000 roku, wydanym w sprawie: III RN 64/2000.
Ale tu, w kontekście tego czegoś, co Stradomski napisał do mnie w odpowiedzi na pytania, które na ręce burmistrza Kalwarii skierowałem, przywołam kolejny wyrok… Naczelnego Sądu Administracyjnego-Ośrodek Zamiejscowy w Krakowie, z dnia 27 czerwca 1996 roku, wydany w sprawie: II SAB/Kr 36/96: „… Odmowa udzielenia informacji, uzasadniana zwróceniem się do osoby nie upoważnionej do udzielania informacji, stanowi naruszenie ustawowego obowiązku udzielania informacji o swej działalności.”.
I piszę to w kontekście kolejnego wyroku Sądu Najwyższego z roku 2006, wydanego w sprawie: V CSK 151/2006, którym Sąd ten orzekł, że „… na naruszenie dóbr osobistych nie może powoływać się ten, kto je sam narusza.”.
A, że burmistrz Stradomski narusza dobra osobiste i prawa obywateli, inicjatorzy referendum przed sądem udowodnią w sposób nie budzący wątpliwości, dokumentami oraz zeznaniami świadków, w tym tych, którym burmistrz Stradomski nie odpowiadał na zadawane pytania…
I tu znowu wadowicki Sąd będzie musiał „zderzyć się” z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 26 sierpnia 2005 roku, wydanym w sprawie: VI ACa 976/2004, bo stoi tam jak byk, że „… Nie można przypisać autorowi naruszenia zasad rzetelności i staranności, jeżeli nieprawdziwa informacja jest rezultatem błędnej analizy danych udostępnionych przez opisywany podmiot, w sytuacji gdy osoba fizyczna lub prawna podaje autorowi tekstu informacje niepełne, w sposób niejasny, odmawia udostępnienia danych, udostępnia je wybiórczo i nieterminowo.”.

Dlatego, w świetle posiadanych dowodów, nie rodzi wątpliwości, że skazanie oskarżonych przez burmistrza Stradomskiego, naruszałoby swobodę wypowiedzi oraz standardy demokratycznego państwa prawnego – i potwierdzają to liczne, a nie tylko te przywołane tu wyroki.
Potwierdza to również stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich skierowane do Ministra Sprawiedliwości 13 marca br., którym RPO wykazuje wewnętrzne sprzeczności polskiego prawa w związku z obowiązywaniem art. 212. k.k., niezgodność polskiego prawa z prawem europejskim oraz niezgodności polskiego orzecznictwa z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
RPO zwraca uwagę, że w przypadku art. 212 w polskim prawie nie obowiązuje zasada nakazująca rozpatrywanie wszelkich wątpliwości na korzyść oskarżonego. W ocenie RPO, tym wypadku, przy jawnej obrazie prawa o postępowaniu sądowym, to oskarżony musi udowodnić swoją niewinność. List zawiera też opisy licznych przypadków orzecznictwa Trybunału w Strasburgu stojących w jawnej sprzeczności z praktyką orzecznictwa w naszym kraju.

A, że nie mam najmniejszej wątpliwości, iż wszyscy oskarżeni skorzystają z prawa do wystąpienia przeciwko burmistrzowi Stradomskiemu ze wzajemnym aktem oskarżenia – bowiem nie powinno rodzić ich wątpliwości, że burmistrz nie tylko nie ma żadnych argumentów na obronę postawionych im zarzutów, ale przede wszystkim złożył ten akt oskarżenia, aby zastraszyć, zniesławić i poniżyć inicjatorów referendum w oczach wyborców – proces zapowiada się bardzo ciekawie, zwłaszcza dla mediów ogólnopolskich, których na pewno nie zapomnę o terminach kolejnych rozpraw poinformować…
Szczególnie, że samym aktem oskarżenia burmistrz, pomimo prawnego obowiązku udowodnienia winy oskarżonym, nie tylko winy tej nie udowadnia, ale obrażając Sąd wymijająco „lawiruje” nad dziesięcioma zarzutami stawianymi przez inicjatorów referendum, całkowicie „zapominając” ich oskarżyć o zniesławienie zarzutem jedenastym (?)…
A, że zarzuty, uznając je za własne, postawili burmistrzowi Stradomskiemu nie tylko inicjatorzy referendum, w pierwszej kolejności Sąd będzie musiał ustalić, dlaczego Stradomski przeciwko innym z aktem oskarżenia nie wystąpił?
Szczególnie, że jak wynika z samych treści, inicjatorzy zarzucali burmistrzowi tylko niegospodarność, zaś ja w pełni udokumentowaną materiałem dowodowym, działalność przestępczą!
No cóż, ale burmistrz Stradomski doskonale wie, co zrobił, chociaż zrobić nie było mu wolno i czego nie zrobił, chociaż zrobić powinien!
Czy więc dlatego skupił się tylko na szantażowaniu, pomówieniu i zniesławieniu aktem oskarżenia inicjatorów referendum?
Tego dowiemy się z sądowego wyroku!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT