Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Różne prawdy lokalnych „redaktorów”…
Różne prawdy lokalnych „redaktorów”… wtorek, 7 Maj 2013, godz. 17:33

Zastanawiam się, dlaczego wadowickie portale informacyjne tak jakoś dziwnie traktują sprawców zdarzeń drogowych? Bo np. o rozjechaniu przez „zucha” Cholewkę młodej kobiety na przejściu dla pieszych nie pisali w ogóle… Z kolei wczoraj jeden a dzisiaj drugi z ogromnym oburzeniem piszą o zdarzeniu z udziałem pijanego kierowcy…

Mnie interesuje interpretacja tych wydarzeń szczególnie ta na portalu politycznej „dziwki”, bo najczęściej, kiedy uczestnicy zdarzeń drogowych nie byli po kielichu, z atencją dodaje się tam i przeważnie na koniec materiału, że „… obydwaj kierowcy byli trzeźwi”.

Ale dziwnie odstąpiono od tej zasady w materiale z 2 maja, kiedy z ogromnym zaangażowaniem donoszono, jak to sen jednego z kierowców mógł spowodować tragedię, a na koniec, tak na odpier*** się, wrzucono dwa zdania dotyczące całkiem innego wydarzenia: „… Kilka godzin później na jednym z zakrętów drogi na Zaskawiu wpadły na siebie skoda i fiat seicento. Kierowcę jednego z aut karetka pogotowia natychmiast zabrała do szpitala na obserwację.”.

Jakoś dziwnie pominięto nie tylko staranny opis zdarzenia, z którego powinno wynikać nie tylko to, że na samochód prawidłowo jadącej kobiety najechał kierujący innym samochodem kierowca, że do szpitala trafiła również ta kierująca – poszkodowana kobieta, ale też i stwierdzony już na miejscu zdarzenia oraz pierwszym badaniem próbki krwi stan trzeźwości, zwłaszcza jednego z kierowców i jego stan… duchowny?

Więc dlaczego te istotne dla opisu zdarzenia fakty pominięto?
Czy dlatego, że osoba duchowna jechała na podwójnym „gazie”?
Ile miała?
Półtora promila?
Czy to dlatego „kamerdyner” wadowickich pallotynów szybciutko po wypadku zjawił się w szpitalu, zabrał „zakonny habitek” i zostawił klasztornemu sprawcy wypadku cywilne szmaty? I czy to wszystko po to, aby łatwiej było sprawie ukręcić łeb i wykręcić pijaka od odpowiedzialności karnej?

Dlatego uważam, że teraz na odpowiedzi czekają też inne pytania w tej sprawie…
Bo, jeżeli rzeczywiście (jak można usłyszeć tu i tam i… w szpitalu), w próbce badanej w Wadowicach było te co najmniej półtora promila, które pewnie w kolejnym badaniu tylko się potwierdzi (albo „wyparuje”?), to może oznaczać, że „habitkowy” już jechał z jakiejś zakrapianej imprezki?
Mogło tak być?
Jak najbardziej!
A jeżeli tak, to co robił na Zaskawiu?
Na dodatek pędząc w kierunku… Wysokiej?

Czy spieszył się na drugą zakrapianą imprezkę i dlatego nie mógł zmieścić się ani w zakręcie, ani w swoim pasie ruchu?
No bo trudno przyjąć, że jechał np. kogoś… wyspowiadać?
Wszak nawet chyba pan Bóg miałby problemy ze zrozumieniem tej spowiedzi, przez te… półtora promila?
No cóż…
Pewnie ciąg dalszy nastąpi?
W którym kierunku, to zależy…

Od tego czy w ogóle, a jeżeli tak, to kto i ile… weźmie w łapę?

Ale do was panowie „redaktory” apeluję…

Może nie róbcie z czytelników idiotów i już nigdy nie wypowiadajcie się na temat… trzeźwości tych, co walą na drodze w drugich, nie mając na sobie kapłańskiej kiecki!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT