Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Spacerkiem po Wadowicach…
Spacerkiem po Wadowicach… środa, 7 Styczeń 2015, godz. 13:04

0001_tytułowaTo to „nowe”, a jakże w rzeczywistości stare w lokalnym ratuszu, w zasadzie nie robi nic takiego, co godne byłoby naszej codziennej uwagi… Chociaż wiele wskazuje, że zwłaszcza to nicnierobienie – na zasadzie tezy poprzedników: „nie będziemy kontynuowali bo zaczęła komuna” – może nas, mieszkańców drogo kosztować…

Dlatego w zamyśleniu nad głupotą władzy świeckiej oraz kościelnej w naszym lokalnym „papalandzie” postanowiłem chociaż chwilę poświęcić woli moich mailowych korespondentów i na podstawie przygotowywanego do druku przewodnika wskazać im kilka miejsc w tym mieście, które z uwagi na swoją historię warte są ich uwagi, kiedy zajrzą w nasze rodzinne strony…

O replice kamienicy Żyda Chiela Bałamutha i Rozalii z Kornblumów Bałamuthowej, w której urodził się Karol Wojtyła pisał nie będę, bo repliki nie warte są uwagi turystów.

Na początek więc rozpocznijmy swój spacer po tym galicyjskim miasteczku od Domu Katolickiego (przy Rynku nr 1). Bo to budynek wzniesiony w pierwszej połowie lat trzydziestych XX wieku wysiłkiem parafian pod kierunkiem ówczesnego proboszcza, ks. prałata Leonarda Prochownika we współpracy z Parafialnym Oddziałem Akcji Katolickiej. Poświęcony w 1935 roku przez arcybiskupa metropolitę krakowskiego, Adama Stefana Sapiehę. Od strony ul. Kościelnej znajduje się wysoka aula, zwana przed wojną „Złotą Salą”, kiedyś spełniająca także funkcję kaplicy. W tej sali odbywało się wiele uroczystości i imprez, zarówno religijnych, jak i kulturalno-społecznych, a na deskach sceny występował w licznych przedstawieniach teatralnych młody Karol Wojtyła.
Po wojnie, jeszcze przez wiele lat, zachowano tu przedwojenną tradycję poczęstunków dla dzieci przyjmujących pierwszą komunię, w kaplicy odbywały się niedzielne msze dla młodzieży, a w salach katechetycznych nauka religii. Jednak i to z biegiem lat uległo zatraceniu wyłącznie z pobudek politycznych, tak dzisiaj bliskich boskim urzędnikom…

Kościelna 4_1Dalej, przejdźmy niejako pod dom, w którym urodził się Wojtyła (po drodze rzućmy jeszcze okiem przez bramę w lewo, na fronton „Domu solnego”), aby stanąć przed budynkiem przy ul. Kościelnej nr 4. Bo tu przed wojną, na parterze z prawej strony była mleczarnia Alojzego i Marii Banasiów, a w niej jadłodajnia. I to tu po śmierci swojej matki (1932), stołował się wraz z ojcem Karol Wojtyła. Syn właścicieli – Jan, był jego szkolnym kolegą, zginął w obozie koncentracyjnym Miranda Ebro. W podwórku, które było m.in. miejscem dziecięcych zabaw okolicznej dziatwy, do dzisiaj znajduje się studnia /niestety – zrównana z ziemią/ na której przysiadały Emilia Wojtyłowa z sąsiadką Heleną Szczepańską, późniejszą nauczycielką Karola, często zajmującą się małym Lolusiem, szczególnie, kiedy pani Wojtyłowa musiała gdzieś wyjść czy pojechać.
Kiedy już trochę podrósł, bawił się z kolegami na tym podwórku, a najbardziej lubił grę w piłkę nożną, której pierwsze tajniki poznawał w większym pokoju mieszkania, gdzie Ojciec, aby zagłuszyć Jego ból po śmierci Matki, rozgrywał mini mecze z Karolem i Jego kolegami.
Ostatni prywatny właściciel budynku dr Jan Moskała, przekazał kamienicę Uniwersytetowi Jagiellońskiemu w Krakowie, z przeznaczeniem na działalność kulturalno-naukową. W 1968 roku U.J. przekazał budynek miastu. Władze samorządowe, realizując w tamtych latach wolę testatora, w 1979 roku oddały tę zabytkową perłę miejskiej architektury w zarząd Towarzystwu Miłośników Ziemi Wadowickiej – spadkobiercy po TUMWiO. Na sam początek TMZW załatwiło lokatorom nowe mieszkania oraz wpisało obiekt w rejestr zabytków, a potem adoptowało na cele muzealne. Przy społecznym remoncie nieocenioną wręcz była praca młodzieży, głównie ze szkoły rolniczej w Radoczy i z wadowickiej „budowlanki”. W piwnicach urządzono Galerię Sztuki Współczesnej BWA, na parterze mieściło się biuro TMZW, PTTK i archiwum miejskie z Działem Zbiorów Specjalnych biblioteki. Piętro zajmowało Muzeum Historyczne Miasta Wadowic. Przyległy ogród służył za plenerową galerię z amfiteatrem. W 1981 roku tę placówkę kultury wizytował Lech Wałęsa. W roku 1984 Honorowym Członkiem TMZW został Jan Paweł II.
Przy TMZW działała Wadowicka Oficyna Wydawnicza i redakcje almanachu „Nadskawie” oraz czasopism: „Rozmaitości Wadowickie”, „Nad Skawą” i ”Nowe Fakty Tygodnia”.
Warto jeszcze przypomnieć, że Towarzystwo powstało w 1971 roku. Artystyczne formy działalności tworzyły późniejszą opozycję lat 1980-1981. TMZW było współorganizatorem przywrócenia pomnika Żołnierza 12 pp., a w stanie wojennym tu gromadzili się nieliczni wtedy opozycjoniści. Od 1989 roku przy Towarzystwie organizowało się biuro Komitetu Obywatelskiego.
Jednak odważna, krytyczna i zdecydowana postawa Stowarzyszenia wobec działań nowej władzy na szkodę miasta i mieszkańców spowodowała, że w 1994 roku TMZW zostało przez lokalny samorząd usunięte z budynku i zmuszone do egzystencji w „podziemiu”, co nie groziło Stowarzyszeniu nawet w stanie wojennym, tak trudnym dla organizacji niepodległościowych. I ten stan utrzymuje się do dzisiaj, bo…
Obecnie budynek zajmuje klub odwykowy, biuro lokalnej „Solidarności”, informacja turystyczna oraz improwizowane Muzeum Miejskie, pokazujące zwiedzającym wyłącznie kosztowne medialne wizualizacje tego, co jedyna i słuszna władza po zmianach ustrojowych zniszczyła z tamtych niegdysiejszych Wadowic, z Wadowic Karola Wojtyły juniora.

KlukDalej przy Rynku, pod nr 5, narożna kamienica Teofila Kluka (1860-1943), miała na parterze od 1900 roku ekskluzywną restaurację. Ów popularny kupiec pełnił w latach międzywojennych funkcję radnego, burmistrza i prezesa „Czytelni Mieszczańskiej”. Kluk nosił w czasie uroczystości frak i wysoki cylinder. Tak witał w 1929 roku prezydenta Mościckiego i takim zapamiętał go Karol Wojtyła. I pewnie do końca swoich dni też pamiętał, że burmistrz Kluk miał małego psa, paradującego po Rynku w stosownej odzieży i obuwiu. Nadto miał Teofil Kluk swoją ulicę (obecnie Poprzeczna). Co prawda burmistrzowanie skończyło się około 1931 roku komisarycznym zarządem miasta, ale życzliwa pamięć po Teofilu Kluku pozostała, co nawet podczas jednej ze swoich wizyt w Wadowicach podkreślał Jan Paweł II. Po wojnie restauracja w ramach PSS „Społem” była knajpą „Pod Lipką”, potem jadłodajnią, a jeszcze później barem mlecznym. Dzisiaj jest to w miarę przyzwoity i tani bar. Przed kamienicą, jak dawniej rośnie lipa, przy której w czas kwitnienia brzęczą pszczoły i jak dawniej można na chwilę przysiąść. „Pod Lipką”.

Idąc wadowickimi śladami Karola Wojtyły – bo to Wojtyła urodził się w Wadowicach a nie papież – nie możemy pominąć przy Rynku kamienicy nr 8. Jest to budynek z około 1830 roku, pierwotnie piętrowy z wysokim, mansardowym dachem. Od II połowy XIX wieku był własnością rodziny Klugerów. Tu mieszkał Jerzy Kluger, szkolny kolega Karola Wojtyły, u którego młody Wojtyła zaspakajał swoje ogromne zainteresowanie muzyką klasyczną. Słuchał jej z radia, które kupił ojciec Jerzego Klugera. Mieszkający przez lata w Rzymie Jerzy Kluger, był głównym organizatorem wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze.
Do obecnego stanu dom nadbudowano około 1912 roku.

HagenhuberKiedy pozostało nam skierować się w ulicę Mickiewicza, musimy jeszcze przejść obok budynku przy Rynku, z numerem 15. To kamienica z około 1830 roku. Obecne podcienie powstały w latach siedemdziesiątych XX wieku. Kamienica od ok. 1900 roku była własnością przedsiębiorcy Józefa Lisko (1870-1929), który po sprzedaniu posesji nr 2 w Rynku, w tej tutaj otworzył cukiernię. Zajmujący cały parter (łącznie z teraźniejszymi podcieniami i bankiem) lokal, od samego początku, tj. od 1911 roku, cieszył się dużą popularnością. Od 1936 roku do roku 1945, lokal dzierżawił wiedeński cukiernik, Karol Hagenhuber. Podobno to on przywiózł do Wadowic recepturę kremówek, które dzisiaj, przez błędnie interpretowaną (i co rusz ubarwianą nowymi „faktami”) wypowiedź Papieża, stanowią słodko-mdławo-margarynowy znak rozpoznawczy miasta. Rozniosło się nawet, że o ich specyficznym super smaku miał decydować spirytus dobrze macerowany z żółtkami jaj, którego – jak poinformował syn cukiernika – Karol Hagenhuber nigdy do produkcji tych słodkości nie używał. Po wojnie kawiarnia upaństwowiona nosiła nazwę „Ludowa”, a następnie „Ania”. Przy marmurowych stolikach, w wiedeńskim wystroju wnętrza, spotykała się lokalna inteligencja rozgrywająca partie szachów w asyście licznych kibiców.
Na zapleczu kawiarni, od ulicy Mickiewicza w bramie, w czasie lata, Wadowiczanie i przyjezdni kupowali najlepsze, nieupaństwowione wadowickie lody. Produkowali je syn i córka pierwszego właściciela – Józefa Liski. I te lody były w owym czasie najlepszym świadectwem przedwojennej jakości wadowickiego cukiernictwa.

Dzisiaj, już tylko z samym wspomnieniem niepowtarzalnego smaku tamtych lodów, wejdźmy w ulicę Mickiewicza, jedną z głównych arterii miasta wytyczoną w średniowieczu – zniszczoną pod względem wartości historycznej przy ostatniej „rewitalizacji” rynku, a raczej gminnego budżetu – która szczególnego znaczenia nabrała z końcem XVIII wieku, kiedy zaczęto budować tzw. cesarski gościniec, czyli bitą, kamienistą drogę łączącą Cieszyn (a dalej Wiedeń) ze Lwowem. Od tamtej chwili ulica ożywiła się znacznie i obok wozów handlowych, furmanek i furek jarmarcznych pędziły nią co najmniej raz dziennie dyliżanse do Wiednia i do stolicy Galicji – Lwowa. Ulica nazywana wcześniej Choczeńską, do 1898 roku nosiła nazwę Wiedeńskiej. W 1890 roku, kiedy uroczyście sprowadzano prochy Adama Mickiewicza na Wawel, w Wadowicach była siedziba Ludowego Komitetu uroczystości pogrzebowych. W kilka lat później, na pamiątkę tamtych wydarzeń nadano ulicy imię Adama Mickiewicza.
Cała zabudowa ulicy pochodzi w większości z okresu galicyjskiego. Od 1875 roku zapełniła ją młodzież najstarszego, regionalnego gimnazjum.

Mickiewicza 12cZmierzając w kierunku Andrychowa mijamy wejście na Plac Bohaterów Getta aby kilkanaście metrów dalej, po prawej stronie dostrzec kamienicę z numerem 12. To tu do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia była cukiernia rodziny Hernichów. Założył ją Franciszek Hernich, a potem kontynuował działalność ojca syn Antoni (1858-1927). Z cukierni korzystała głównie młodzież z gimnazjum bo było tanio, dużo a kiedy ubogim „żakom” brakowało pieniędzy – na kredyt.
I, kiedy podczas ostatnich odwiedzin w rodzinnych Wadowicach Papież mówił, że „… tam była cukiernia”, do której poszli po maturze na kremówki, to właśnie tą tanią, przystępną na kieszeń gimnazjalisty cukiernię wspominał, a nie jak próbują nam wmówić inni, elitarną i bardzo drogą na tamte czasy cukiernię Karola Hagenhubera przy Rynku, o której, patrząc w jej witrynę Papież powiedziałby przecież: „… o, tu była cukiernia”. Szczególnie, że wiadomym jest, iż tamtego niezapomnianego uśmiechu na twarzy Jana Pawła II, nie przywołał smak ciastka czy nawet jego cena, ale wspomnienie o zakładzie maturzystów, co do ilości zjedzonych kremówek. Zakładzie opłakanym dla nich w skutkach…

BaumTrochę dalej, po przeciwnej stronie ulicy widzimy połączone ze sobą dwie kamienice między ulicą Żwirki i Wigury a Mickiewicza. Obie zwrócone elewacją na tzw. ogródek sądowy, wcześniej ogród dr Marekowskiego, gdzie do czasów międzywojnia stało popiersie Józefa barona Bauma (1821-1883), właściciela Kopytówki, posła na Sejm Krajowy i do Rady Państwa, marszałka Rady Powiatu. Zatrzymajmy się chwilę w miejscu, w którym na przestrzeni dziesiątków lat rodziły się pierwsze gimnazjalne przelotne sympatie i pierwsze głębokie uczucia, pierwsze miłości. W latach sześćdziesiątych skwer ogołocono z bujnej krzewiastej zieleni, nazwano im. M. Kopernika i postawiono postument wybitnego astronoma, przeniesiony później na teren szkoły przy osiedlu M. Kopernika.
Kotlarczyk1A teraz popatrzmy na tę przywołaną wcześniej kamienicę przy ul. Mickiewicza 11, bo to w niej mieszkała rodzina Kotlarczyków. Stefan Kotlarczyk (1878-1931), oficjał sądowy, był założycielem i prezesem Towarzystwa „Jagiellonka”, organizatorem ruchu teatralnego. Jego syn, Mieczysław, dr filozofii, polonista i długoletni przyjaciel Karola Wojtyły, był założycielem, a do roku 1967, dyrektorem i reżyserem krakowskiego Teatru Rapsodycznego, w którego zespole Karol Wojtyła, już w okresie krakowskim, z powodzeniem i ogromnym uznaniem realizował swoje aktorskie ambicje.

I dalej idźmy więc jeszcze w kierunku Andrychowa, gdzie około 200 metrów dalej, po drugiej stronie ulicy stoi okazały budynek byłego Towarzystwa Bursy im. Stefana Batorego /nr 25/. Dzisiaj wyłącznie o charakterze handlowym, kiedyś z bursą i okazałą salą, która pozwalała na organizowanie m.in. konkursów recytatorskich, wieczorów poezji oraz szkolnych bali gimnazjalistów „od Wadowity” z pannami „od Mościckiego”, w których Karol Wojtyła ochoczo uczestniczył.
Bursę otwarto 1 września 189Bursa1 roku, „… dla ułatwienia młodzieży polskiej, uczęszczającej do gimnazjum wadowickiego kształcenie się na mężów uczciwych i ojczyźnie pożytecznych”. Mieszkała tu pozamiejscowa młodzież gimnazjalna a także prefekci (opiekunowie) placówki.
Początkowo parterowy budynek z olbrzymim, mansardowym dachem, został nadbudowany o piętro około 1910 roku. Elewację zdobiło popiersie króla Batorego i duża, ozdobna lampa nad wejściem. Już jako internat budynek był związany z gimnazjum do 1964 roku. Później mieścił się tu Instytut Odlewnictwa zniszczony przez entuzjastów przemian ustrojowych, a duży sad internatowy (resztki ogrodu Kornów) zabudowano halą i biurowcem. Dzisiaj w budynku mieszczą się sklepy i biura, a w byłym ogrodzie tereny handlowe oraz drukarnia.

Synagoga_01Wracając w kierunku Rynku dojdziemy do pierwszej przecznicy w lewo, do ulicySynagoga_02 Gimnazjalnej, której przed wojną głównym obiektem była okazała, górująca nad okolicą synagoga żydowska /nr 10/, jeden z najładniejszych obiektów galicyjskich Wadowic. Zbudowana została w latach 1885-1889, według projektu architekta Karola Korna, w stylu nowoczesnych synagog zachodnich. W 1940 roku została zburzona przez Niemców. Dzisiaj na jej miejscu stoi przedszkole.

Iwańskiego1Stąd, kiedy wrócimy do ul. Mickiewicza, na wprost wejdziemy w ul. Słowackiego, od której odbiega ulica Jana Iwańskiego, adwokata i zasłużonego burmistrza (1830-1907), który poszerzył granice miasta, wprowadził elektryczność, wodociągi, kanalizację. Została wytyczona około 1905 roku. Po wojnie nosiła krótko imię Bolesława Bieruta. Ulicą Iwańskiego szło się na pagórki, teren letnich i zimowych zabaw małych wadowiczan, w tym też małego Karola Wojtyły.

Idąc nieco dalej zatrzymajmy się przy narożnym budynku z numerem 22, w którym mieszkał Jan Gebhardt (1881-1956) długoletni (43 lata!) profesor gimnazjum, nauczyciel kilku pokoleń wychowanków, w tym Karola Wojtyły, który często w progi tego domu zachodził, aby prowadzić ze swoim gimnazjalnym profesorem dysputy o historii i dziejach ojczystych.

Po drugiej stronie ulicy dom nr 7, noszący jeszcze na sobie ślady dawnej architektonicznej urody. Co prawda nie są znane żadne związki Karola Wojtyły z tą kamienicą, ale jej historia warta jest opowiedzenia, bo nie tylko mieszkał tu jakiś czas jeden z pierwszych wadowickich lekarzy, Antoni Zapałowicz, ale z domem tym, pochodzącym z końca XIX wieku, związana jest smutna historia. Mieszkał w nim bowiem ordynariusz i dyrektor szpitala Stanisław Żędzianowski (1861-1919). Podobno przyczyną jego śmierci był konflikt z sąsiadem i wyrzuty sumienia wrażliwego lekarza, który „… w depresji wielkiej odszedł a duch jego umartwienia zaciążył na reszcie”. Na pozostałą rodzinę spadły same nieszczęścia. Syn, legionista, zaginął, córka, której uroda była ponoć zniewalająca, nie mogła znaleźć kandydata na męża a wdowę po doktorze uwiódł fałszywy hrabia, który przyniósł jej nieuleczalną chorobę.

Willa Janina1Stąd warto przejść dalej w ulicę Karmelicką, gdzie już na górze, po prawej stronie dostrzeżemy willę „Janina” /nr 58/, kiedyś sędziego Jana Piotrowskiego. Jego obydwaj synowie byli kolegami szkolnymi małego Wojtyły. Włodzimierz Piotrowski (1920 -1994), wybitny lekarz, który nigdy nie odmówił pomocy pacjentom, a jego trafne diagnozy do dzisiaj budzą szacunek, obrońca Warszawy i Brześcia w 1939 roku, był kolekcjonerem i mecenasem regionalnej twórczości. Jego bliźniaczy brat Zdzisław, pierwszy z pierwszych wadowickich taksówkarzy, winien być patronem bezpiecznej i spokojnej jazdy. Kochał gołębie.
Z ogromnej liczby, to kolejni dwaj wadowiczanie odchodzący w naszą niepamięć…

Prawie naprzeciwko możemy, dzięki synowi wybitnego wadowickiego artysty – Franciszka Suknarowskiego, obejrzeć Jego prace zebrane w wybudowanej specjalnie na ten cel Galerii.

W czasach dzieciństwa młodego Wojtyły ulica Karmelicka kończyła się małym domkiem /nr 82/ pierwszego wadowickiego obwoźnego lodziarza – Jana Pałki. Nieraz mali Wadowiczanie pokonywali wzniesienie ulicy, tocząc wózek z Rynku do tego małego domku, za co dostawali lody. I to była dla nich ogromna frajda. Co prawda nie jest to jednoznacznie potwierdzone, ale też nie można zaprzeczyć, że dla małego Lolka Wojtyły również.

Z tego miejsca zobaczymy też piękno ukochanych przez Karola Józefa Wojtyłę beskidzkich szczytów.

Park1Vis a vis zabudowań Jana Pałki wejdźmy od tyłu do Parku Miejskiego, mieszczącego się tak naprawdę przy Al. Wolności pod nr 52. Powstał w latach 1909-1914. Miasto wykupiło tereny na tzw. Górnicy i przekazało je, utworzonemu na wzór krakowskiego, Towarzystwu Upiększania Miasta Wadowic i Okolicy (TUMWiO). Prace rozpoczęto od wytyczenia ścieżek, sadzenia żywopłotów i urządzeniu placu zabaw. Inwestycja zaangażowała prawie całe społeczeństwo miasta. Przy budowie pracowali także włoscy jeńcy wojenni. W 1913 roku, od ul. Zawadzkiej, bo taka nazwę dawniej Al. Wolności nosiła, rozpoczęto budowę schroniska młodzieżowego Górnica, które ukończono rok później.
W okresie międzywojennym wykonano trzecią, murowaną altanę, muszlę koncertową, korty tenisowe, a po wybudowaniu w 1934 roku zbiornika wodociągów usypano kopiec Mickiewicza, urządzono sadzawkę i fontannę oraz zainstalowano oświetlenie. Park był wtedy licznie uczęszczanym miejscem rekreacji.
Pracownicy zakładu ogrodniczego, wybudowanego jeszcze przed wojną w Parku Miejskim, uratowali od zniszczenia, stojącą przy jednej z alejek parku figurę Matki Bożej Królowej Korony Polskiej, poświęconą przez ks. Andrzeja Zająca, jednego z proboszczów wadowickiej parafii, wywożąc ją na czas okupacji na tutejszy cmentarz.
Tak więc w czasie wojny Niemcy w parku nic nie zniszczyli, a jeszcze zbudowali, m.in. szklarnie dla okazałych palm przywiezionych do Wadowic w okresie okupacji z żywieckiego zamku oraz mały ogród zoologiczny, który dotrwał do 1960 roku.
W 1977 roku, po kapitalnym remoncie, w schronisku, zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem rozpoczął działalność Dom Harcerza ZHP Hufca Wadowice. W 1989 roku pp. Wiesław Lasek i Tomasz Mazurkiewicz (z TKKF „Leskowiec”) wyremontowali nieczynne od wojny korty tenisowe, zaś władze miejskie odbudowały dwie drewniane altany.
Nowe władze samorządowe po 1990 roku zlikwidowały Dom Harcerza, a budynek wynajęły na lokal gastronomiczny. Obecnie w schronisku młodzieżowym „Górnica” jest klub odwykowy dla wadowickich alkoholików, a park za przyczyną członków klubu staje się z dnia na dzień coraz większym parkingiem dla samochodów.

Bałys_02Z kolei vis a vis parku, przy Alei Wolności, w domu nr 49, na piętrze, miał od 1938 roku pracownię Wincenty Bałys, artysta rzeźbiarz z kręgu Zegadłowicza i przyjaciel Wojtyły, do którego młody Karol często zachodził, kiedy ten miał swoją pracownię wcześniej przy ul. Zatorskiej 12. Stąd, wraz z innymi, jeszcze w 1939 roku, Bałysa zabrało gestapo, za próby organizowania oporu. 22 grudnia pod Kopcem Kościuszki w Krakowie zostali rozstrzelani młodzi wadowiczanie: Wincenty Bałys, Stefan Boryczko, Jan Dudoń, Mojżesz Melman oraz dwaj szkolni koledzy Karola Wojtyły: Józef Wąsik i Stefan Węgrzyn. Na budynku możemy odczytać inskrypcję z tablicy ufundowanej przez TMZW dla upamiętnienia tamtej tragicznej historii.

I na dzisiaj w tym miejscu zakończę ten nietypowy spacer po Wadowicach, śladami, którymi podążał w latach swojej młodości Wojtyła, zanim opuścił to miasto wywieziony przez ojca do Krakowa i prawdopodobnie dlatego, że tu tak jak i dzisiaj, wówczas też nie było żadnej przyszłości dla młodych i ambitnych.

Do całej reszty odsyłam już do wydawnictwa, które przy „dobrych wiatrach” winno ukazać się jeszcze w I kwartale br.

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT