Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Tu i tam... » Tak sobie myślę – Edek… i po co ci to?
Tak sobie myślę – Edek… i po co ci to? czwartek, 24 Lipiec 2014, godz. 17:00

Szanowni Państwo.
To co od kilku już lat robię na blogu, od 1993 roku robiłem na łamach Pisma Regionalnego Ziemi Wadowickiej „Nad SKAWĄ”… Jak wtedy, tak i teraz mam za sobą rzesze zwolenników, ale też przeciwko sobie tyle samo przeciwników, co zresztą jest zrozumiałe w świecie nazwijmy to… mediów. Jednak tym nigdy nie zawracaliśmy sobie głowy… Tak, my – bo przecież nigdy w tym okresie nie byłem sam. Ani wówczas, kiedy zespołowo pracowaliśmy w redakcji gazety, ani teraz, kiedy większość materiałów na blogu, to efekt współpracy z wieloma ludźmi… Szczególnie z ludźmi pokrzywdzonymi, brutalnie potraktowanymi nie przez los, jak wielu próbuje im wmówić, ale przez dające się wymienić z imienia i nazwiska poszczególne osoby…

W zasadzie też nigdy nie starałem się ani chwalić sukcesami, ani użalać nad tym, co dzięki swojej pracy zawdzięczam złego, zwłaszcza ze strony ludzi z ratusza, którzy na papieskim grzbiecie i z ustami pełnymi frazesów o wręcz boskiej miłości, naruszają godność innych ludzi i z pełnym serca „miłosierdziem” brutalnie, z „miłością do bliźniego”, wdeptują przeciwników politycznych w błoto swoich partykularnych interesów…
Do tego teraz widzę, że te same metody przejmują ich potencjalni następcy…

Może dlatego nie dalej jak wczoraj zebrało mnie na powrót do przeszłości…
Wróciłem do… „Nad SKAWĄ”! Do archiwalnych numerów pisma, a szczególnie tych pełnych informacji o przestępstwach popełnianych notorycznie i od wielu lat przez przedstawicieli ratusza na szkodę gminy oraz jej mieszkańców, do tego w pełni udokumentowanych.
Zresztą równie pełne dokumentów potwierdzających kryminogenne działania tej watahy są informacje o budżetowym złodziejstwie – od lat starannie chronionym przez wadowickie organy ścigania – publikowane na moim blogu…

Kiedy wszystko to z konfrontowałem z obecnym lokalnym bagnem politycznym, w którym z jednej strony widać dobrze zorganizowaną przestępczą grupę o charakterze mafijnym z lokalnego ratusza, bezkarnie okradającą gminne społeczeństwo, z drugiej zaś uzurpatorów do władzy, budujących swoją polityczną „siłę” na kłamstwie, czy to „życiorysowym”, czy też służącym wyłącznie do reżyserowania własnego programu politycznego, zastanawiam się… po co mi to było?

Przecież trudno zaprzeczyć, że spora grupa mieszkańców naszej gminy przez minione dwadzieścia lat nie potrafiła doróść do standardów demokracji… Albo pozostali odizolowani mentalnie na poziomie PRL-u – w którym Stanisław Kotarba jest jedynym, jakiego znam, że mógł swobodnie wyjeżdżać na ówczesny „zgniły Zachód” i bezkarnie nie wracać z niego w określonym terminie wiedząc, że i tak nikt nie zatrzyma mu paszportu na kolejne dziesięć lat – albo wiara zastąpiła im rozum i nawet nie starają się pojąć, dlaczego proboszczowie miejskich parafii oddają w ręce osoby o wątpliwej moralności i etyce oraz jakże dalekiej swoim codziennym życiem od nauk Kościoła – Relikwie Świętego Jana Pawła II?
Chociaż dla wielu w tamtej procesji byłoby to nie tylko honorem, ale przede wszystkim podsumowaniem zasług, jakie dla tego Kościoła niosą swoim codziennym pobożnym życiem i ciężką po wielokroć pracą na rzecz parafii?

Jednak, żeby to zrozumieć, musieliby wierzyć rozumem…
Rozumowanie samą wiarą na zrozumienie tak prostej zależności… nie pozwala!

Dlatego nic jeszcze nie deklarując, zaczyna dojrzewać we mnie decyzja, aby to co robiłem od 1993 roku, po prostu pewnego pięknego dnia zakończyć… Zamknąć rozdział polityczny swojego życia raz na zawsze!
No bo dokąd można… kopać się z koniem?

Jak długo jeszcze z uśmiechem na ustach, a jednocześnie z politowaniem dla „inteligencji” komentujących, mam czytać, że to co dokumentuję dowodami, to… moja subiektywna ocena? Myślę, że nie warto… A już szczególnie, kiedy słyszę, że opozycja w Wadowicach narodziła się… trzy lata temu, a największym jej osiągnięciem są trzy przegrane przez Filipiakową procesy i, że wszystkie będą kosztowały burmistrza (chociaż bliżej mi do tezy, że podatników), całe… 300,- złotych!

To nie tylko rozbraja emocjonalnie, działa niczym młodzieńca miłość na obolałe serce…
To po prostu ośmiesza samych autorów tych „sensacji”…
Zwłaszcza, że we własnym środowisku mają wspaniałych ludzi – m.in. pana Bolesława Kota oraz Zbyszka Jurczaka – dwójkę z jakże licznej grupy wadowickiej opozycji, co najmniej już z przełomu lat ’80 i ’90 ub. wieku!

A ilu z tej opozycji już odeszło?
Może nie wymienię wszystkich, bo nie tylko lista byłaby długa, a i pamięć ulotna, ale chociaż Michała Kręciocha, Jasia Fidzińskiego, Andrzeja Busia, Kazimierza Bogunię, Józefa Zemana, Jana Sobotę czy choćby moich Rodziców, którzy wspierali nas wszystkich w tej działalności…
I to ich przede wszystkim obrażają autorzy tych wypowiadanych bredni!


Bo mnie, a więc komuś z trudną już dzisiaj do policzenia liczbą procesów sądowych
(z których, jak oceniły to trzy niezależne kancelarie prawne, ani jeden nie miał umocowania w prawie, ale wszystkie w roszczeniach ratuszowej sitwy!), wytoczonych mi przez ratuszową sitwę i komornikiem na comiesięcznej kasie od lat ’90 ub. wieku, takie oceny po prostu już nie dziwią…
Wszak wiem, że kiedyś te fakty, starannie opisane i opracowane choćby tylko na łamach „Nad SKAWĄ”, rozliczy historia. Dlatego to na dzień dzisiejszy uważam za sprawę najmniej istotną…

Bo dużo bardziej istotne jest właśnie to, co napisałem wyżej, a czego nie doświadczam tylko ja…
Po co robić coś, na co spora grupa mieszkańców gminy, tych rozumujących wiarą – nie zasługuje, a wierzący rozumem, wiedzę o tej brutalnej rzeczywistości już posiedli i potrafią zrozumieć stan wadowickiego bagna bez moich materiałów…
A ja?
Zamiast ślęczeć po nocach nad dokumentami bądź innymi materiałami, które u lokalnej ciemnoty i tak nie znajdują ani zrozumienia ani uznania, nareszcie znajdę czas na to, na co właśnie dzięki zaangażowaniu w politykę, zawsze mi go brakowało…
Oddam się licznym pasjom…
Historii, kulturze, fotografii, wędkarstwu oraz dokumentowaniu wspomnień jakże niewielu już przecież pośród nas bohaterów II wojny światowej…


A polityka…
Pies ją „drapał”…
Bowiem wszystko wskazuje, że dzięki ogromnemu „zaangażowaniu” nielicznych, ta jakże liczna gminna większość w poniedziałek powyborczy obudzi się w tym samym miejscu, w którym jest dzisiaj…

Tyle, że kiedy już podejmę ostateczną decyzję, będę to miał w tym samym miejscu, w którym dzisiaj mam komentarze o mojej subiektywnej ocenie…
Po prostu…
Wadowiczanie będą mieli tylko to, co sami sobie wybiorą…
A w konsekwencji to, na co zasługują!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT