Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » Ten się śmieje, ktoś śmieje się ostatni…
Ten się śmieje, ktoś śmieje się ostatni… piątek, 26 Lipiec 2013, godz. 23:56

Utrzymanek Filipiakowej, na godnie przez nas opłacanym portalu, już w tytule grzmi: „Edward Wyroba przegrał proces. Sąd: Można publikować zdjęcia polityka”, a dalej m.in.:
„… W piątek (26.07) Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił pozew Wyroby uznając, że jego roszczenia są całkowicie bezzasadne. Ponadto Wyroba ma zapłacić redakcji Głos Podbeskidzia 2700 złotych tytułem zwrotu kosztów postępowania. W swoim orzeczeniu sąd uznał, że Edward Wyroba w istocie jest osobą publiczną i powszechnie znaną ze swojej działalności politycznej w Wadowicach. W takim wypadku ochrona wizerunku jest tutaj ograniczona. Redakcja Głosu Podbeskidzia nie musiała zatem pytać Wyroby o zgodę na publikację zdjęcia ze spotkania w Garsonierze. Tym bardziej, że jak podkreślił sąd Wyroba przychodząc na spotkanie z politykiem z pierwszych stron gazet musiał liczyć się z tym, że jego zdjęcie może pojawić się w gazecie. Sąd podkreślił, że to nie dziennikarze zdecydowali o tym, że Wyroba jest osobą publiczną, a nie skromną osobą prywatną nie szukającą rozgłosu. To właśnie Edward Wyroba osobiście wybrał taki sposób bycia i poprzez swoją działalność i aktywność stał się osobą powszechnie znaną w Wadowicach. Sąd uznał też, że biorąc pod uwagę przebieg działalności Wyroby publikacja zdjęcia w żaden sposób nie mogła zaszkodzić jego dotychczasowej reputacji. W tym sensie samo opublikowanie zdjęcia Wyroby nie jest dla niego krzywdzące.”.

Utrzymanek zapomniał napisać o kilku istotnych w sprawie faktach…
Pierwszy – to ten, że fotografii nie opublikowano kiedy Wyroba był politykiem RACJA PL, ale… w lipcu 2011 roku (?).
Drugi – że zgodnie z ustawą, nie wystarczy być politykiem, żeby takowego fotografię publikować bezkarnie, fotografia musi mieć związek z pełnioną przez fotografowanego funkcją publiczną (?).
Trzeci – że redaktorem naczelnym tego czegoś, na łamach czego w lipcu 2011 roku, opublikowano nie tą, którą u siebie pokazuje utrzymanek Filipiakowej, ale inną fotografię, do tego zmanipulowaną (o czym później), jest redaktor Klimara – ksiądz katolicki, proboszcz parafii Wysoka.
Czwarty – że pełnomocnikiem (prawdopodobnie w godzinach pracy w wadowickim ratuszu? – rozprawa rozpoczęła się o godz. 9:00), księdza redaktora był mecenas Almert, kolejny zatrudniony przez Filipiakową za nasze podatki „asystent”, a zarazem syn sędziego Almerta z tegoż Sądu Okręgowego w Krakowie oraz sędzi Almertowej – wiceprezes tego czegoś, co tylko niektórzy jeszcze nazywają sądem w Wadowicach (?).

Więc?
Czy coś dodać?

Może nie, kiedy to przecież bardziej proste, niż budowa… cepa?

Szczególnie, że utrzymanek Filipiakowej pewnie nie wiedział, bo też o tym nic nie pisze, ale zgodnie z art. 23. kodeksu cywilnego, m.in. nazwisko, wizerunek człowieka oraz jego swoboda sumienia zaliczane są do jego dóbr osobistych i podlegają prawnej ochronie.
Przyjmuje się, iż ochrona taka przysługuje niezależnie od tego, czy wskutek posłużenia się przez osobę trzecią nazwiskiem i wizerunkiem danej osoby w sposób bezprawny, a więc bez zgody zainteresowanego, doszło do naruszenia innych dóbr osobistych człowieka, takich jak cześć czy godność. Prawo do wizerunku traktowane jest więc jako oddzielne i niezależne od innych dóbr osobistych chronionych prawem.

Nadto, drogi utrzymanku Filipiakowej, artykuł 81. ust. 1. ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku, o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2000 r., Nr 80, poz. 904 ze zm.), stanowi, iż rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej.
Co prawda zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku nie wymaga pisemnej zgody osoby na nim przedstawionej, jednakże nie mogą zaistnieć jakiekolwiek wątpliwości, iż zgoda taka została udzielona, a ponadto, zgoda taka nie może być ogólna. Zezwolenie powinno więc dotyczyć zarówno czasu, jak i miejsca rozpowszechniania wizerunku oraz formy, kontekstu i celu jego prezentacji. Zgodnie z Ustawą, zezwolenie nie jest wymagane w przypadku, gdy osoba pozująca otrzymała umówioną opłatę za pozowanie, a ponadto dodatkowo nie zastrzegła w sposób nie budzący wątpliwości, iż dla rozpowszechniania jej wizerunku wymagana jest jej zgoda.

Art. 81 ust. 2. tej samej Ustawy określa też dwa nie dające się od siebie oddzielić wyjątki od zasady wymogu uzyskania zgody na rozpowszechnianie zezwolenia, których wydający ten wyrok Sąd nie wziął w ogóle pod uwagę….

A to, że… zgody takiej nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli – i tu całkowita klapa tego śmiesznego wyroku – wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych, oraz – to też w tej sprawie ważne – osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, czy publiczna impreza.

Tak więc, nie będąc w lipcu 2011 roku osobą publiczną, nie można było bez mojej zgody opublikować mojej fotografii jako osoby powszechnie znanej bez bezwzględnie wymaganego prawem istnienia związku tej publikacji z pełnieniem przeze mnie funkcji publicznych.

Zaś w odniesieniu do osób nie będących powszechnie znanymi, możliwość rozpowszechniania ich wizerunku bez wymaganej Ustawą zgody, ograniczona została tylko do sytuacji, gdy osoba, której wizerunek podlega rozpowszechnieniu, stanowi jedynie szczegół przedstawianej… całości!

I ten wyjątek drogi utrzymanku miałby zastosowanie w sprawie księdza redaktora, ale tylko wówczas gdyby ksiądz redaktor nie manipulował fotografią i nie wykorzystał świadomie tylko wybranego jej fragmentu, a w zasadzie nieco więcej od połowy z całej fotografii.

I to fragmentu wybranego w sposób, który poza wszelkimi sporami wskazywał, że uczynił to ksiądz redaktor typowo po katolicku, a więc złośliwie, bez mojej zgody, aby to mój wizerunek tak naprawdę stanowił „komentarz” księdza redaktora do całej – prezentowanej fotografią – reszty.
Postawiony tu zarzut uzasadnia nie tylko ten opublikowany przez księdza redaktora zmanipulowany fragment, a nie cała fotografia – jak mówi prawo – który to fragment nie pozwalał nawet na zwątpienie, że odległość mojego wizerunku od wizerunku dwóch polityków pozwalała księdzu redaktorowi na taką obróbkę materiału aby nie doszło do niezgodnego z prawem wykorzystania mojego wizerunku do celów typowo marketingowych i politycznych, w czym ksiądz redaktor od dawna bryluje… Ale też cel, który tą publikacją ksiądz redaktor z góry sobie zamierzył, co wulgarnie potwierdził treścią samej publikacji, ingerując w moją swobodę sumienia, okraszoną moim nazwiskiem i wizerunkiem…

Niestety uwadze Sądu tak jakoś dziwnie „umknęło” nie tylko manipulowanie fotografią, ale i to, że wywodząc, iż w spotkaniu z Januszem Palikotem uczestniczyło… 50 osób, ksiądz redaktor wymienił tylko sześć nazwisk (6), w tym pięć nazwisk osób publicznych, ogólnie znanych z racji pełnionych funkcji publicznych i tylko jedno moje – osoby prywatnej, nie sprawującej na tamten czas żadnej funkcji publicznej!


Przypadek?
Nieznajomość prawa?
Czy tylko familijno-sądowe… kumoterstwo?

Bo ten wyrok ma tyle samo wspólnego z obowiązującym prawem, co miałby wyrok skazujący złodzieja urodzonego w roku 2012, za kradzież z roku… 2011!

Dlatego na koniec przypomnę drogiemu utrzymankowi Filipiakowej za obowiązującym również księdza redaktora prawem, że m.in. zgodnie z art. 83. w związku z art. 78. ust. 1. ustawy o prawie autorskim, „… w przypadku rozpowszechniania wizerunku osoby bez jej zezwolenia, może ona żądać zaniechania tego działania oraz, aby osoba, która dopuściła się takiego naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków. Do takich czynności należy w szczególności złożenie publicznego oświadczenia o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione – co w tym przypadku pozostaje poza wszelkimi sporami – sąd może przyznać osobie pokrzywdzonej odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę oraz na jej żądanie zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez pokrzywdzonego cel społeczny”.

Dodam też, że kiedyś a było to już dosyć dawno, pełniłem obowiązki wydawcy i redaktora naczelnego Pisma Regionalnego Ziemi Wadowickiej „Nad SKAWĄ”. Ale to już było… Jednak w tamten czas ksiądz reaktor nie poświęcał mi ani swojego cennego czasu ani miejsca w swojej gazecie, którą wydawał wtedy pod dachem wadowickiej parafii przy ul. Zegadłowicza!

Może dodam też jeszcze tylko tyle, że wcale nie zamierzałem iść w sądy, a jedynie po tej cynicznej, typowo kościelnej publikacji napisałem do księdza redaktora o tym wszystkim co wyżej piszę o opublikowaniu mojej fotografii… Niestety…, ksiądz redaktor równie po katolicku uznał, że odpowiadać na moje pismo nie musi!
Czy dlatego, że już wówczas ksiądz redaktor miał gwarancje swojej bezkarności od rodziny Almertów?

Dlatego nawet nie mam wątpliwości, że będzie od tego wyroku apelacja, a jeżeli i jej rozstrzygnięcie będzie sądowym barachłem, tak dalekim od litery prawa jak wyrok sądu I instancji, nastąpi… ciąg dalszy!

I na pewno nie powstrzymają mnie przed tym krokiem ani budżetowe utrzymanki ani banda idiotów anonimowo i jakże „soczyście” komentująca przywołany we wstępie materiał (i nawet dobrze, bo odnoszę wrażenie, że będą te komentarze jakże pożądanymi dowodami do apelacji… i nie tylko)
No ale może do idiotów jeszcze nie dotarło, że jedynie dostarczają mi dobrej zabawy samą świadomością tego, jak głęboko leżę im na żołądkach oraz i to o czym wielokrotnie już pisałem: że zarówno ich komentarze jak i ich samych mam jak zawsze w miejscu, na którym właśnie siedzę!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT