Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » "... Łajdacka polityka" » Też o wadowickim lecznictwie, ale nieco inaczej…
Też o wadowickim lecznictwie, ale nieco inaczej… wtorek, 3 kwiecień 2012, godz. 14:18

„… Ten „boesław kot” to pojechał… no,no… pomyje chce śledzić… (…) Może wreszcie „boesław kot” sam leje pomyje na czyjąś twarz? (…) No i co teraz robią Kramarczykowa, Czopek, Klinowski, Jamrożek, Wyroba?”.
To tylko maleńki fragment komentarzy wypisywanych pod materiałami na herosowym portalu…

Podobno demokracja, to m.in. wolność słowa, prawo do wyrażania własnych poglądów, czy prawo do oceny i krytyki działań, zwłaszcza osób publicznych…
Niestety, po ostatniej herosowej informacji, jak to „ZZOZ zamierza walczyć o pacjenta”, co prawda nieliczni, ale przecież wadowiczanie, w swoich komentarzach udowodnili mi, że o demokracji nie mają po prostu żadnego pojęcia… Nadto, sprowokowani przez autora komentarzy cytowanych na wstępie, tak jakoś stylistycznie bliskich tym, płynącym spod ratuszowej tuby, wdają się w nie szczędzącą nikomu pogardy polemikę, idąc za ciosem herosowych płatników…
Dlatego, jeszcze zanim napiszę o tym wadowickim ZZOZ i układzie, który doprowadził go do upadku, rozpocznę swój materiał od słów radnego Zbigniewa Jurczaka, jakie napisał na swoim blogu w czerwcu 2011 roku:
„… mieszkańcom przypominam „Nad Skawą”, gazetę, która od 1992 roku tłumaczyła kim jest Ewa Filipiak i jej pretorianie. Przypominam gazetę, która miała kilkanaście procesów wytyczonych przez magistrat, gazetę, która upadła, bo treści przez nią podawane przerastały wasze wyobrażenie o działaniach magistratu.
Kto ma możliwość, niech sięgnie po stare numery NS i dowie się w jaki sposób pani Filipiak i jej koledzy z Łabęd, za pomocą Jerzego Ochmana, przejęli Komitet Obywatelski Solidarności w 1989 roku a potem władzę w mieście. Od 1998 roku przejęli powiat. Autokratyczny system burmistrza autoryzują bezwolni radni.”.
Dlaczego akurat te słowa…
Bo to na łamach „NS” upublicznialiśmy te początki lokalnej polityki i nepotyzmu, które dzisiaj skutkują tragiczną sytuacją wadowickiego ZZOZ, szpitala oraz kolejnymi bajkami o tym, jak zamierza się „walczyć”…
No więc…
Zaczęło się od obsadzenia przez lokalnych politykierów na stanowisku dyrektora ZZOZ – Krystyny Grzesiek, nie tylko bliskiej politycznemu układowi Ewy Filipiak, ale też bliskiej rodzinnie familiantce Barbary Huczyńskiej-Bujnickiej… W tamtych czasach chyba nawet przewodniczącej Rady Powiatu? Nadal radnej…
I od tamtej właśnie kompromitującej oraz nie ukrywającej nepotyzmu decyzji, zaczęły się polityczne gry wadowickiego ratusza szpitalem…
Skutecznie realizowane przede wszystkim nieudolnością i niegospodarnością familijnej pani Dyrektor…
To była też decyzja, która spowodowała, że przez kolejne lata rosło zadłużenie placówki, nie odnawiano sprzętu oraz cofało – nawet w naszych domowych rankingach – wadowicki szpital daleko poza suski czy oświęcimski, gdzie wielu z nas korzystało i nadal korzysta z pomocy lekarzy specjalistów…
Wszystko to pisaliśmy na łamach gazety, korzystając jednocześnie z pomocy fachowców od marketingu, aby wskazać kierunki zmian. Jednak trzymająca kolejnych starostów na „łańcuchu” Filipiakowa, w szerokim poważaniu miała nie tylko te uwagi, ale też szpital i pacjentów…
Zaprzepaszczono również rozbudowę placówki, która mogła dzisiaj stawiać ją na poziomie europejskim, a na dodatek przeszkadzano tej realizowanej szczątkowo, jak działo się to m.in. w przypadku budowy pawilonu „D”.

I tak dotarliśmy do rządów starosty Teresy Kramarczyk, oczywiście również politycznie namaszczonej przez ratuszową sitwę i „uwiązanej na łańcuchu” Ewy Filipiak oraz do konieczności… standaryzacji szpitala, określonej przepisami unijnymi…
Tego co było po drodze nie będę tu wypisywał, bo jest na obydwu wadowickich portalach, tak ochoczo przez wadowiczan komentowanych…
I przejdę do sedna, bo tu właśnie bardzo szybko kolejną polityczną rozgrywkę zwęszyli… sama Filipiakowa i jej wierni pretorianie – ówcześni członkowie zarządu powiatu: Kotarba, Nowak, Flaszowa, którzy mocno wspierani przez lekarza Bogdana Krupnika, reprezentującego Obywatelski Komitet Obrony Szpitala (mający z obywatelami tyle samo wspólnego, co Kotarba z uczciwą pracą na stanowisku rzecznika prasowego!), nie zważając przede wszystkim na możliwości finansowe powiatu, które nie pozwalały (i nadal nie pozwalają na budowę pawilonu 7. kondygnacyjnego), parli do realizacji tego całkowicie nierealnego projektu…
Dlaczego?
Ja widzę dwa powody…
Pierwszy finalnie miał skompromitować starostę Kramarczyk…
Drugi – doprowadzić do szybkiej prywatyzacji placówki, którą musiałaby skutkować finansowa niewydolność powiatu przy realizacji projektu!
Komu na takim rozwiązaniu zależało?
Staroście Jackowi Jonczykowi? – któremu taki zarzut dzisiaj się stawia…
Czy może Bogdanowi Krupnikowi, Barbarze Huczyńskiej-Bujnickiej, Krystynie Grzesiek oraz jeszcze paru, których nazwisk wyszukajcie Państwo sami, w grupie tych w tamten czas „mondralów” (na czele tymi z ratusza!) prących do realizacji tego nierealnego projektu?
Jednak (na całe szczęście) Teresa Kramarczyk, nie uległa presji, nawet będąc świadoma kosztów politycznych, które poniosła…
Tym samym dała też czytelny sygnał, że… „urwała” się z politycznego „łańcucha” swoich dotychczasowych mocodawców…
Niestety, nie wspomogli starosty Kramarczyk pracownicy szpitala, którym powinno zależeć na realnej rozbudowie placówki, a nie na politycznych grach ratuszowej sitwy, wspieranej przez lekarza Bogdana Krupnika…
Pisali więc do radnych: „Pani starosta Teresa Kramarczyk wstrzymuje budowę i proponuje opracowanie dokumentacji projektowej pawilonu „E” jako budynku 3-kondygnacyjnego, którego realizacja i wykonanie ma kosztować 30 mln zł, co według pani starosty nie pogrąży budżetu powiatu. Propozycja prosta, ale mało przekonywująca”.
Szkoda, że oni wszyscy – lekarze, pielęgniarki, technicy, sanitariusze, a także wszystkie związki zawodowe, no po prostu wszyscy w szpitalu powiatowym – nie zauważyli, że propozycja 7. kondygnacyjna jest nie tylko nieprzekonywująca, ale przede wszystkim nierealna powiatowymi, a więc naszymi wspólnymi możliwościami finansowymi i protestowali przeciwko realnemu finansowo i spełniającemu wymagania unijnej standaryzacji, pomysłowi rozbudowy wedle propozycji starosty Teresy Kramarczyk…

I chociaż do finału tego materiału jeszcze kawałek dodam, że temu pomysłowi, obecnie, po dwóch latach od tamtych wydarzeń, realizowanemu i tak jakoś dziwnie, bo bez protestów Kotarby, Nowaka, Flaszowej, Krupnikowego „okosu” oraz tej całej politycznej „otoczki”!?

A właśnie dwa lata wstecz, ratuszowo-wazelinowy portal grzmiał, że „… takiej mobilizacji w Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej jeszcze nie było. Całe środowisko medyczne w Wadowicach jest przerażone pomysłami pani starosty Teresy Kramarczyk. Na dzień przed sesją Rady Powiatu, gdzie głosowana ma być uchwała starosty i ośmiu radnych, która oznacza rezygnację z dotychczasowych planów rozbudowy lecznicy i projektowanie pawilonu łóżkowego od nowa, środowisko medyczne w Wadowicach wyraziło swój zdecydowany sprzeciw wobec tego rozwiązania.”. Słali też przywołany wyżej apel do powiatowych rajców…
Ich zdaniem tylko budowa nowego pawilonu 7. kondygnacyjnego mogła rozwiązać wszystkie problemy lokalowe lecznicy i pozwoliłaby na dostosowanie szpitala do standardów unijnych w 2012 roku. Ordynator Bogdan Krupnik nawet nie omieszkał pouczać radnych, że pomysł pani starosty i radnych budowy małego pawilonu, oznaczał będzie ograniczenie działalności szpitala po 2012 roku, a być może nawet jego ukrytą likwidację (?).

Tu dodam, że co faktu, że powiatu nie stać na 7. kondygnacyjny szpital, z Teresą Kramarczyk z PiS, właśnie dla dobra powiatu i mieszkańców, zgadzali się również radni… SLD, o czym drwiąco nie omieszkał też na swoim portalu poinformować heros propagandy podwórkowej: „… Niech zwolennicy tego projektu pokażą, skąd na to wziąć pieniądze, bo do dziś tego nie zrobili. Jeśli będą pieniądze chętnie poprę ich pomysł” – mówił nam Marek Drożdż, radny SLD, który razem z całym swoim klubem poparł rozwiązania zarządu powiatu.””.
Do protestujących, mocno „reklamowanych” i wspieranych przez herosowy portal, nie przemówił nawet ten jakże wymowny w swojej treści apel Zbigniewa Mieszczaka, przewodniczącego Rady Powiatu: „…Wysoce nieodpowiedzialne wydają się wszystkie te propozycje, komentarze, apele i opinie, które stawiają zarząd powiatu i radnych przed wyborem: albo siedmiokondygnacyjny szpital, albo nic. Nikt z zarządu powiatu lub z radnych, kto rzetelnie, odpowiedzialnie i uczciwie decyduje lub współdecyduje o losach powiatu wadowickiego nie może opowiedzieć się za projektem, który może godzić w jego słuszny interes i dobro”.

Wygrała… destrukcyjna polityka!

Po tych wydarzeniach obiegła powiat kolejna fałszywa informacja, że radni Kotarba, Flaszowa i Nowak, wręcz na znak protestu opuścili zarząd powiatu…
Fałszywa, bo nie opuścili zarządu na znak protestu, tylko „zwietrzyli”, że na najbliższej sesji Rady Powiatu starosta Teresa Kramarczyk, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, złoży wniosek o odwołanie właśnie tych trzech członków zarządu, więc by budować durną propagandę, z tego zarządu uciekli… Bowiem to właśnie oni, realizując w powiecie politykę Ewy Filipiak, opowiadali się za rozbudową szpitala szkodliwą dla powiatu i mieszkańców.
Uciekli też z obawy o własną skórę, bo tak naprawdę nie wiedzieli jakie w stosunku do ich destrukcyjnych działań, które winny skutkować postępowaniem, w tym karnym, swoje dalsze kroki podejmie pani Starosta…
Ale po tamtych wydarzeniach starosta Kramarczykowa, realizując jedyny realny plan ratowania lecznicy, tylko… przedstawiła propozycję budowy pawilonu trzykondygnacyjnego, realnego dla budżetu powiatu finansowo i przy kontynuowaniu protestów, w lipcu 2010 roku zaproponowała dojście do kompromisu przy „okrągłym stole” (dlaczego nie złożyła zawiadomienia do prokuratury – nie wiem?)
Jednak na jego obradach zjawili się jedynie posłowie Stanisław Rydzoń (SLD) i Marek Polak (PiS), burmistrz Andrychowa – Jan Pietras oraz wójtowie Tomic – Adam Kręcioch i Stryszowa – Jan Wacławski. Udziału w „okrągłym stole” odmówiła burmistrz Wadowic Ewa Filipiak pomimo, że w tamtym czasie Wadowice były jedyną gminą w powiecie, która zadeklarowała realną pomoc finansową przy rozbudowie lecznicy…
Tak więc trudno zaprzeczyć, że Filipiakowa tylko grała swoją dotychczasową rolę…
Pierwszego… szkodnika!
I tym to sposobem sprawa budowy niezbędnego, 3. kondynacyjnego pawilonu szpitala nie ruszyła, ale… Dwa miesiące później Zarząd Powiatu odwołał ze stanowiska dyrektora Krystynę Grzesiek, powołując na to stanowisko dotychczasowego ordynatora jednego z oddziałów wewnętrznych – Tadeusza Czopka.

I się zaczęła kolejna polityczna jazda, sterowana przez wadowicki ratusz…
Na takie zmiany nie zgadzały się na związki zawodowe oraz…. komitet obrony szpitala (?)…
Szefowa rady pracowniczej „błagała” przewodniczącego Rady Powiatu aby „… starostwo nie niszczyło dyrektorki Krystyny Grzesiek”, tej samej, która przez lata, z polityczno-rodzinnego nadania, bez żadnych skrupułów niszczyła tą placówkę!
Jednak na „błagalnym” lamencie się nie skończyło…
Poszli na całość…
Związki zawodowe oraz Obywatelski Komitet Obrony Szpitala… nie wpuścili Tadeusza Czopka do gabinetu! „… Dopóki starczy nam sił, będziemy okupować gabinet, bo nie zgadzamy się na takie traktowanie pracowników i pacjentów przez starostwo w Wadowicach. Nowy dyrektor został przyniesiony w teczce, a odwołanie pani Grzesiek nie było konsultowane ani z samorządami zawodowymi, związkami, czy nawet radą społeczną ZZOZ”mówił herosowi od podwórkowej propagandy Bogdan Krupnik, który zamiast leczyć pacjentów na oddziale wewnętrznym, oddał się politycznemu szefowaniu czemuś co sobie nazwał Obywatelskim Komitetem Obrony Szpitala, a tak naprawdę było prawdopodobnie tylko mocno wspieranym przez układ Filipiakowej „komitetem wzajemnej adoracji”, zmierzającym najpierw do upadłości szpitala, a w konsekwencji do jego… przejęcia za przysłowiową złotówkę?

Aby dobrze zrozumieć co piszę, wykonajcie sobie Państwo analizę porównawczą tylko tych zakładów pracy, które były w Wadowicach, kiedy sitwa z „Łabęd” przejmowała tu władzę i tych, które…
Miałem napisać: „są”, ale niestety…
Porównajcie więc z tymi, których… nie ma!
I zniknęły z mapy miasta dokładnie wedle takiego samego scenariusza, jaki ratusz, wspierany przez Krupnikowe „kółko wzajemnej adoracji” przygotowali dla wadowickiego ZZOZ!

Wróćmy jednak do dyrektora Tadeusza Czopka, który nie złożył broni, przejął kontrolę nad ZZOZ i zapowiedział szybkie przygotowanie programu naprawczego… Za podstawowe przyjął i słusznie, zbilansowanie finansów lecznicy! Uznał bowiem, że osiągane pod rządami Krystyny Grzesiek straty ZZOZ w wysokości 700. tysięcy złotych miesięcznie, są po prostu niedopuszczalne… Aby to zrobić zrozumiałym było, że będą musiały zostać ograniczone wydatki i cięte wszystkie zbędne oraz źle wydatkowane przez poprzednią dyrekcję koszty!
Dlatego dyrektor Czopek na sam początek poinformował ordynatorów wszystkich oddziałów wadowickiego szpitala, że zacząć muszą od siebie! Aby to oddziały przynosiły jak najmniejsze starty. Zobowiązał ich też do szybkiego przedstawienia planów oszczędnościowych…
W odpowiedzi na takie kroki dyrektora Czopka u herosa „wypłakał się” wcześniejszy „ordynator” Bogdan Krupnik:
„… Jeden z pomysłów to taki, by ordynatorzy nie pełnili dyżurów świątecznych i soboty i niedzielę, kiedy za te dyżury płacona jest lepsza stawka” – mówił dla herosowego portalu… Nie wspominał jednak, że większość miesięcznych strat wadowickiego ZZOZ przynosiły… wynagrodzenia lekarzy, „wynegocjowane” wręcz szantażem odejścia z pracy, na i za zgodą dyrektor Krystyny Grzesiek?
O czym dosadnie dyrektor Tadeusz Czopek powiedział na spotkaniu z załogą ZZOZ, zapowiadając lekarzom wypowiedzenie kontraktów i zatrudnienie ich na etaty w szpitalu oraz przychodni…

I byłby realizował swój plan, gdyby nie wybory samorządowe oraz kolejny protest lekarzy (i na powrót całej tej uległej „destruktorom” reszty), którzy wystąpili do nowego starosty, Jacka Jończyka, o odwołanie dyrektora Tadeusza Czopka…
Nadto, jak znowu donosił heros, „… Pielęgniarki ze Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych weszły w spór zbiorowy z dyrektorem, bo ten grozi im zwolnieniami i nie chce dać podwyżek”. No więc one też chciały Go odwołać!
Na zamkniętym spotkaniu ze starostą Jackiem Jończykiem i zarządem powiatu, na które nie zaproszono dyrektora Tadeusza Czopka, lekarze i pielęgniarki opowiadali o „rzeczywistości” w ZZOZ pod rządami Tadeusza Czopka, która nijak nie była im na rękę… Niestety, nie miało to chyba żadnego związku ani z ratowaniem ZZOZ przed upadkiem, ani z rozbudową szpitala?
I myślę, że tu sytuację najlepiej zobrazuję kolejnymi słowami z herosowego portalu” „… Wszystko wskazuje na to, że ciśnienie jest ogromne i zarówno środowisko medyczne, jak i radni wspierający starostę Jacka Jończyka, oczekują od niego jednej decyzji – odwołania dyrektora ze stanowiska.”.
I nadal, o czym świadczą cytowane wyżej słowa, nie miało to żadnego związku z sytuacją ZZOZ, a tylko z żądaniem odwołania człowieka, który wyraźnie wskazał nie tylko przyczyny i skutki rządów w ZZOZ dyrektora z nadania polityczno-rodzinnego, ale też sposoby wyjścia z tego marazmu…
Byli też tacy, co wietrzyli ogromne problemy z odwołaniem dyrektora Tadeusza Czopka, bo… starosta Teresa Kramarczyk, podpisała z nim kontrakt menadżerski, co z chwilą odwołania Go ze stanowiska, powinno skutkować wypłatą wynagrodzenia za cały okres obowiązywania umowy…
Niestety, zawiedli się, bo dyrektor Tadeusz Czopek okazał się być nie tylko człowiekiem, któremu leży na sercu los wadowickiej lecznicy, ale też… człowiekiem honoru!
Czego u wielu Jego oponentów zabrakło!
Po męskiej rozmowie ze starostą Jackiem Jończykiem, dyrektor Tadeusz Czopek zrezygnował z pełnionej funkcji, na której, na okres przejściowy zastąpił go kolejny lekarz, chirurg Andrzej Merta…
Okresu jego rządów nie będę oceniał, bo jak napisałem wyżej, były przejściowe, do czasu rozstrzygnięcia rozpisanego przez wadowickie Starostwo konkursu, aby – jak zamierzał starosta Jacek Jończyk – placówką zajął się menadżer, na dodatek z zewnątrz, wolny od dotychczasowych polityczno-familijnych układów, wpływających destrukcyjnie na funkcjonowanie ZZOZ…

Do konkursu przystąpiło kilku kandydatów, w tym m.in. była dyrektor Krystyna Grzesiek oraz Andrzej Jarzębowski, z Biłgoraja…
I 15. osobowa Komisja Konkursowa, nie próbując nawet zapoznać się z przeszłością zawodową kandydata, wybrała akurat tego drugiego…
Myślę, że ten wybór najlepiej oddają słowa radnego Zbyszka Jurczaka, który na swoim blogu napisał: „… W czwartek 16 czerwca, była VI sesja Rady Powiatu. Starosta przyznał, że powołanie Komisji Konkursowej w sprawie dyrektora szpitala, było nietrafione. Członkowie Komisji podeszli do sprawy jak Komisja ministra Grabarczyka do kontraktu z Chińczykami. Podjęli decyzję bez żadnej wiedzy o kontrahencie.”.
Okazało się bowiem, że wybrany przez wadowicką Komisję kandydat stracił stanowisko w Biłgoraju po tym, jak placówka, którą kierował, popadła w kolosalne zadłużenie!
To spowodowało, że Zarząd Powiatu odmówił podpisania umowy z kandydatem wybranym przez Komisję Konkursową i uchwałą nr 326/11 z dnia 13 czerwca 2011 roku, powołał na stanowisko dyrektora ZZOZ panią Urszulę Lasa, która stając do konkursu nie uzyskała wcześniej akceptacji wszystkich członków Komisji.

I podjął taką decyzję mając do wyboru Urszulę Lasa i… Krystynę Grzesiek…
A więc to nowe, którego starosta Jacek Jończyk oczekiwał i to stare, sterowane politycznym zapotrzebowaniem ratuszowo-familijnym wadowickiej sitwy, które doprowadziło do stanu, jaki Jacek Jonczyk zastał z chwilą objęcia swojego urzędu!
Tak więc może nie był to wybór dyrektora wymarzonego sobie przez starostę Jończyka i zarząd powiatu, ale na pewno wybór skutecznie odcinający dotychczasowy wpływ wadowickiej sitwy na politykę w ZZOZ.
Trudno też zaprzeczyć, że nowa pani Dyrektor wręcz kontynuuje dzisiaj politykę programową dyrektora Tadeusza Czopka, ratując budżet placówki nieuniknionymi cięciami wydatków i… zwolnieniami!
Jednak równocześnie realizowany jest plan rozbudowy szpitala pod potrzeby unijnych przepisów i tak naprawdę znowu wedle propozycji starosty Teresy Kramarczyk! Bo co prawda rósł będzie pawilon 5. kondygnacyjny, jednak z już z zapowiedzianym wykończeniem do wykorzystania tylko 3. kondygnacji…
A mimo to nie ma na sesjach lekarzy, pielęgniarek, a na ulicach politykiera Krupnika i jego „okosów”…
Niestety, nie ma też tak naprawdę poprawy w pracy wadowickiego ZZOZ!

Dlatego zapowiadanie przez herosa agresywnej polityki na lokalnym rynku usług medycznych, przejęcie „dużego tortu” kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, utworzenie oddziału geriatrii, uruchomienie ośrodka rehabilitacji dziennej, poradni onkologicznej, a także powołanie zespołu długotrwałej opieki domowej dla pacjentów dorosłych wentylowanych mechaniczne – to kolejne… bajki, wciskane nam, niczym „okienny kit pomiędzy szybę i zbutwiałą ramę okienną”, w czasie, kiedy wadowiczanie wręcz nie mają żadnego dostępu do medycznej opieki specjalistycznej
I nie trzeba być filozofem, aby się dowiedzieć, że np. na zabiegi rehabilitacyjne czy wizytę u urologa, możemy liczyć dopiero w lipcu, inne terapie – dopiero w listopadzie, a na wizytę u kardiologa… nigdy! – bo „… terminów na ten rok już nie ma!”
Wystarczy tylko ze skierowaniem zajść pod okienko w przychodni specjalistycznej ZZOZ…

Ale żeby ta prawda nie „rozlazła” się szeroko w społeczeństwie lepiej po kretyńsku, anonimowo pytać na herosowym portalu: „… No i co teraz robią Kramarczykowa, Czopek, Klinowski, Jamrożek, Wyroba?”.
Więc jako jeden z tych wywołanych tym kretyńskim pytaniem u herosa odpowiadam: pokazują społeczeństwu prawdę o polityczno-familijnych grach wadowickim ZZOZ, przez upatrujące wyłącznie w tym „dużym torcie” własnych korzyści ratuszowo-okosowe… „Oswojone Kolesiostwo (do) Obrony (interesów) Sitwy”!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT