Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Uśmiechnij się » TMZW = satyra! – czyli ta… najmocniejsza strona pana prezesa.
TMZW = satyra! – czyli ta… najmocniejsza strona pana prezesa. poniedziałek, 4 Maj 2015, godz. 19:28

000000aCo prawda protokołu z Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu TMZW nadal nie napisali, chociaż jeszcze chwila a minie im termin do dokonania zmian w rejestrze Sądu o nowych składach organów statutowych oraz zmianach w samym Statucie, ale za to możecie się już dowiedzieć, co ma też i Wam do powiedzenia prezes tego Towarzystwa, panisko – Zbigniew Jurczak…
Tylko czytajcie z uwagą…

„… Szanowni Państwo.
Wielu naszych członków nie doczekało formalnego powrotu Towarzystwa na łono miasta i miejskiej kultury. 23 lata temu zostaliśmy wyrzuceni przez ówczesne władze miasta z wyremontowanego przez nas budynku przy ulicy Kościelnej. Nowy burmistrz przydzielił nam obecny lokal, przywracając nas niejako miastu. Dziękuję za to w imieniu Towarzystwa.
Na początku naszej działalności, w latach siedemdziesiątych, miasto było spokojnym, aktywnym kulturalnie środowiskiem mieszczańskim. Bez podziałów na my i oni. MiWystąpienie prezesa Jurczaka-do blogaało swoją klasę średnią, opartą o kadrę techniczną zakładów pracy. Władza partyjna PZPR brylowała na akademiach i stanowiskach ale bez takiego, destrukcyjnego wpływu na rzeczywistość, jakiego doświadczamy w III RP. Kościół gromadził wiernych w kościele. Inteligencja, głównie nauczyciele szkół średnich oraz środowiska artystyczne, skupiała się wokół działań Towarzystwa. Wtedy powstał Klub Pracy Twórczej „Beskidnicy” i Grupa Literacka NADSKAWIE. Społeczny ruch „Solidarności” zaangażował także nasze Towarzystwo. Od roku 1980 i w stanie wojennym angażowaliśmy się w politykę, bo takie były czasy. Towarzystwo i budynek na ul. Kościelnej było siedzibą ówczesnej opozycji i późniejszych Komitetów Obywatelskich. Niestety, trzeba sobie powiedzieć, że tamten ruch był końcem kulturalnej, humanistycznej tolerancji. Zaczęto wtedy dzielić ludzi według potrzeb pospólstwa, bo demokracja to przecież większość. Wiemy dobrze, że na fali emocji i populizmu, władzę w mieście od 1989 roku na ponad dwadzieścia lat przejęła grupa z byłych Łabęd, która wyrzuciła Towarzystwo z budynku przy Kościelnej, a kilka lat później doprowadziła do usunięcia nas z Muzeum E. Zegadłowicza. W III RP system gospodarczy doprowadził do upadku klasy średniej a inteligencja, w obliczu zachowań samorządu i kadrowych decyzji ( mierny, ale wierny), wycofała się z życia kulturalnego miasta i regionu. Nasze Towarzystwo, jak wiele organizacji społecznych, zostało zepchnięte na margines i traktowane przez władze po 1989 roku jako polityczna opozycja. Mimo tego, staraliśmy się przez te lata prowadzić działalność dla której istniejemy. Jesteśmy Towarzystwem ludzi kulturalnych, działających na rzecz szeroko pojętej kultury regionalnej. Przypomnę, że dzięki nam miasto ma budynek i Muzeum Miejskie; dzięki nam zbiory Zegadłowicza wróciły do Gorzenia i powstało tam w 1995 roku Muzeum. Jako założyciel i długoletni animator Towarzystwa pragnę jedynie, aby wreszcie władze samorządowe, koterie polityczne i przykościelne, lokalne media czy sfrustrowani żurnaliści zauważyli, że Towarzystwo jest miejscem aktywności twórczej dla wszystkich ludzi kulturalnych mimo, iż taki typ obywatela jest w mniejszości. I apeluję, nie mieszajcie Towarzystwa w jakieś polityczne przepychanki.
Dzisiaj przekazaliśmy społeczności szkolnej nasz wkład w Jubileusz 150 – lecia Liceum im. M. Wadowity czyli Ławeczkę Karola Wojtyły. Jesteśmy w budynku dawnej Czytelni Mieszczańskiej, gdzie do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku tętniło życie artystyczne. Chcemy przywrócić temu obiektowi jego pierwotną funkcję mieszczańskiej placówki kulturalnej, wrócić do sprawdzonych form towarzyskiej aktywności inteligencji i środowisk twórczych. Mamy nadzieję, że władze samorządowe, we własnym, mieszczańskim interesie to zaakceptują.
Jako ruch regionalny, chcemy spokojnie kontynuować działalność na rzecz miasta i regionu. Byle nam tylko nie przeszkadzano.”.

Przeczytaliście naprawdę bardzo uważnie?
Bo ja tak i to… po wielokroć!
A, że mam prawo nie tylko do oceny i krytyki, ale też do wyrażania własnych poglądów, zwłaszcza kiedy odnoszą się one do satyry i groteski, pozwolę sobie na podzielenie się z Państwem tym, jak zrozumiałem to wszystko, co prezes Jurczak m.in. również i do mnie mówił… Bo tylko tak rozumiem cel upublicznienia tego satyryczno-groteskowego monologu, w wykonaniu folwarcznego aktora.
A więc…

Miejska miernoto.
Wiesz, że wielu naszych członków nie doczekało formalnego powrotu Towarzystwa na łono miasta i miejskiej kultury, chociaż samo Towarzystwo formalnie nigdy z miasta nie wyszło pomimo, iż do kultury miało tyle samo drogi co stąd do… Watykanu!
Wszak prawda jest taka, że 23 lata temu dałem się wyrzucić ówczesnej władzy miasta z wyremontowanego przez wielu budynku przy ulicy Kościelnej, bo nie chciało mi się walczyć ani o tamten budynek ani o budynek po TUMWiO, którego TMZW jest prawnym spadkobiercą. I nawet TMZW ma to napisane w Statucie.

Niestety, nigdy go nie przestrzegałem, więc i teraz nie będę się do niego odnosił, bo nowy burmistrz, kiedy zgodziłem się z jego żądaniem i wyrzuciłem już jednego krytyka burmistrzowych „sukcesów” z naszych szeregów, przydzielił nam te liche 70 metrów kwadratowych lokalu. Ale po co nam więcej, kiedy zbiory TMZW „gdzieś” nam „zginęły”, a to co jeszcze zostało, też gdzieś przecież jeszcze „zginąć” chyba będzie musiało? – bo szykują się nam spore wydatki…
Mimo wszystko uniżenie dziękuję naszemu umiłowanemu burmistrzowi.
Co prawda, na początku działalności TMZW, w latach siedemdziesiątych ub. wieku, miasto było spokojnym, aktywnym kulturalnie środowiskiem mieszczańskim. Bez podziałów na my i oni.
Jak zaznaczyłem – było!
Bo miało swoją klasę średnią, opartą o mieszkańców zatrudnionych w licznych wtedy zakładach pracy! Władza partyjna PZPR, wokół której też już brylowałem, nie doprowadziła do destrukcji TMZW, jakiej Towarzystwo doświadczyło w III RP. Może też i dlatego, że Kościół gromadził nas na Karmelu. Bo wielu z was nie pamięta, ale były to właśnie te czasy, w których środowiska robotnicze i artystyczne zarazem, skupiały się w zasadzie tylko wokół Karmelu, przychylnego dla tej części społeczeństwa. Wtedy powstał Klub Pracy Twórczej „Beskidnicy” i Grupa Literacka Nadskawie.
Były również czasy, że – wówczas społeczny, a nie jak dzisiaj upartyjniony – ruch „Solidarności” zaangażował się w Towarzystwo. Od roku 1980, w stanie wojennym i później, w zasadzie do ubiegłego – 2014 roku, niektórzy z członków TMZW, ci bardziej odważni, angażowali się w politykę, bo takie były czasy. Towarzystwo i budynek na ul. Kościelnej były siedzibą opozycji, Komitetów Obywatelskich i na bardzo krótko redakcji gazety „Nad SKAWĄ”.
Niestety, trzeba sobie powiedzieć wprost, że strach przed Filipiakową i jej „rzecznikiem”, tym niby prasowym spowodował, iż Towarzystwo „skuliło ogon”, pozostawiając na pastwę władzy takich działaczy, jak Kraus czy Wyroba.
To wtedy zaczęliśmy dzielić ludzi według naszych potrzeb, na tych „inteligentnych” inaczej i tych nie przystających do nas, a więc tzw. pospólstwo. Bo demokracja to przecież nasza „inteligentna” inaczej „większość”…
Kilka lat później rodzina Emila Zegadłowicza też doprowadziła do usunięcia nas z gorzeńskiego Muzeum.
W III RP system gospodarczy doprowadził do upadku klasy średniej a grupa – powiem to wprost – „najmondrzejsych z nas”, uzurpujących sobie prawo do miana tych „inteligentnych” inaczej, w obliczu „sądowych” zachowań samorządu po raz kolejny „zwinęła ogon” i wycofała się z życia kulturalnego. To moje Towarzystwo, ten tak naprawdę mój prywatny folwark, na własne życzenie i całkiem świadomie „spuściłem” do podziemia, za które służyła moja chałupa. A co, moja chałupa, to i moje Towarzystwo… No i dlatego nawet nie staraliśmy się przez te lata prowadzić działalności, dla której rzekomo istniejemy…
Ba, nawet kiedy Towarzystwo było w opałach, na chwilę oddawałem prezesowanie innym, żeby to oni wyciągali TMZW z kłopotów, po czym spokojnie znowu wracałem na swój
„stolec”
Ktoś powie, że organizowaliśmy wystawy, przede wszystkim poplenerowe…
No ale musieliśmy, bo odpoczywając za samorządową kasę chociaż cokolwiek zobowiązani byliśmy wam pokazać. W zasadzie, jak już powiedziałem, to ja jestem tym Towarzystwem ludzi „kulturalnych” inaczej, działającym przede wszystkim dla moich partykularnych interesów, a nie na rzecz szeroko pojętej kultury regionalnej. Ta interesuje mnie tyle samo, co te zbiory, co to byłemu już w zasadzie Towarzystwu Miłośników Ziemi Wadowickiej „gdzieś” kiedyś „zginęły”.
Przypomnę jeszcze, że to przede wszystkim tylko dzięki członkowi ówczesnego TMZW – Zygmuntowi Krausowi, któremu prawie nie pomagaliśmy, bo nie musieliśmy, miasto ma budynek i Muzeum Miejskie przy ul. Kościelnej 4. Ja to w zasadzie byłem tam tylko twarzą medialną, bo nie będę ukrywał, że jak tylko dowiedziałem się, że np. przyjeżdża jakaś telewizja, to w te pędy zakładałem swoją muchę pod szyję i biegiem przed kamerę… Nawet swego czasu u Krausa w Muzeum byłem szybszy od niego.
A bodaj w 2012 roku, w obecności Konsula USA tak zamieszałem, że ho, hoo…
Nakładłem mu, że sfrustrowany, że sobie nie radzi i tym podobne bzdety…
Ale nic nie zrobiłem, żeby mu pomóc, bo i po co, kiedy nawet z fotografii dla Wyrobca nie da się mi „okraść”, chociaż wydawało mi się, że przynajmniej tu wszystko zaplanowałem do perfekcji?! Niestety, to też mi nie wyszło i to nawet za obietnicę dziesięciu tysięcy folderów dla Krausowego Muzeum za frico…
No, może tylko dzięki temu byłemu już rzeczywistemu TMZW, zbiory Zegadłowicza wróciły do Gorzenia i wróciło tam w 1995 roku Muzeum? Chociaż też, gdyby nie ówczesny bielski konserwator zabytków – Karol Gruszczyk, wojewoda – Mirosław Styczeń i dyrektor wadowickiego kryminału – Mieczysław Fortuna i w tym temacie również nie miałbym się czym dzisiaj pochwalić…
Jako współzałożyciel tego byłego już Towarzystwa pragnę jedynie, aby wreszcie nikt nie krytykował już władzy samorządowej i moich koterii politycznych!
A przede wszystkim lokalne media czy blogerzy, niech nie krytykują umiłowanego pana burmistrza „naszego”!
Niech się wam wydaje, że Towarzystwo jest!
I, że jest miejscem aktywności twórczej dla wszystkich ludzi „kulturalnych” inaczej, bo przecież nie jest dla typu „obywatela mniejszości”, powiem wprost – dla żadnego prostaka. Ci są mi czasem potrzebni tylko do roboty i dla chwały, oczywiście mojej. A potem ich „spuszczam w szambo” Towarzystwa, tak jak zrobiłem to ostatnio z krytykującym burmistrza.

Dlatego apeluję, wręcz żądam! – nie mieszajcie się do politycznej przepychanki, w którą dzięki burmistrzowi mojemu umiłowanemu Towarzystwo uwikłałem.
A, byłbym zapomniał… Dzisiaj przekazaliśmy społeczności szkolnej, na Jubileusz 150. lecia Liceum im. M. Wadowity, Ławeczkę Karola Wojtyły – chociaż Edek Wyroba proponował, aby tym elementem upamiętniającym urodzonego tu chłopca, była studnia, która do dzisiaj podobno istnieje w ogrodzie vis a vis kamienicy Żyda Chiela Bałamutha, a na której siadywała Emilia Wojtyłowa, żeby trzęsąc wózkiem z małym Lolusiem chociaż przez chwilę pogwarzyć z panią Heleną Szczepańską…
I kiedy zmieniłem pomysł Wyroby myślałem, że będziecie mi tak wdzięczni, że za tę ławkę zapłacicie! A wy co? Skąd teraz mam wziąć taką kasę? Przecież powiedziałem wam to już na filmie o budynku zamieszkałym kiedyś przez rodzinę Zygmunta Krausa, tym przy ul. Kościelnej 4, że zbiory nam „gdzieś zginęły”, więc nie mam już nawet za bardzo czego sprzedać!
Ale za to, w dowód wdzięczności ze strony burmistrza za moje wiernopoddaństwo, jestem w jednej sali budynku po dawnej Czytelni Mieszczańskiej, gdzie do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku tętniło życie. I co z tego, że głównie teatralne!
Przecież nie trudno w archiwach odnaleźć też informacje o odbywających się tu hucznych zabawach i podrzędnych bibach. Nie ukrywam więc, że chcę przywrócić temu obiektowi tę właśnie jego pierwotną funkcję, dzisiaj już bliższą kabaretowi o marnej jakości satyry. Dlatego chcę wrócić do sprawdzonych form „towarzyskiej” aktywności „inteligentnych” inaczej i „twórczo” ożywić (p)oddane mi środowisko…
Mam nadzieję, że „nasz” umiłowany burmistrz, który od listopada nie zdążył jeszcze w zasadzie nic zrobić dla dobra gminy i mieszkańców, we własnym interesie to zaakceptuje, tak jak ja zaakceptowałem jego żądanie wyrzucenia z naszych szeregów krytyka jego niegospodarności oraz celowej bierności w sprawowaniu władzy dla waszego dobra…
Dlatego chcę spokojnie realizować swoje kaprysy.
I nie życzę sobie abyście mi w tym przeszkadzali!
Żądam tego od was wszystkich!

I wiecie, już po spisaniu tekstu takim jak go w swoim rozumieniu odebrałem, przeczytałem to prezesa Jurczaka „przesłanie” jeszcze kilka razy…
Jednak nic to nie zmieniło i nadal tak właśnie „przesłanie” to odbieram…
Może dlatego nawet nie potrafię ukryć swojego wzruszenia i podziwu…
Dla obłudy tego… paniska!
Więc może na koniec wyrażę – zwłaszcza ten podziw, bo wzruszenie trudno – słowami z serca płynącymi: ZBYSZKU „NAPRAWDĘ” JESTEŚ… „WIELKI”!
Wręcz dodam, że uczyniłeś coś, czego jeszcze nikomu uczynić się nie udało!
PRZEROSŁEŚ… SAMEGO SIEBIE!
Starając się przy tym wznieść chyba nawet na poziomy… niebios?

Ale podejrzewam, że to ta pora, abyś już zeszedł na powrót na ziemię…
I uporał się tylko z postawionymi mi fałszywymi zarzutami…
Którym swój czas poświęcę w odrębnym materiale…
Bo i tak na nic więcej – oprócz zakłamania i obłudy – już cię przecież nie stać!

0000Stąd na koniec tylko troszeczkę cię rozczaruję…

Otóż, na pewno nie będę sponsorem twojego… kłamstwa!
Jakim jest ten, od… ławki pod „ogólniakiem”!
I to pomimo faktu, że facet na niej siedzący chyba nawet podobny do… mojego Taty.
A może dlatego los tak sprawił, że chociaż był – urodzonym w Parku Miejskim – prostym ogrodnikiem, ty nigdy nie dorośniesz mu nawet do pięt?
Zresztą… nie tylko uczciwością, kulturą również!

P.S. O terminie rozpatrzenia mojego odwołania od decyzji „rodzinnego” sądu pana prezesa nie zostałem jeszcze poinformowany. Czas pewnie nie pozwala? Może dlatego, że cały zajmuje „twórczość”, zresztą nie tylko kabaretowa?
Ale o „tem”… potem!
(ew)

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT