Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Ponad prawem » To nic, że Cię „złupi”. Ważne, że… okradnie!
To nic, że Cię „złupi”. Ważne, że… okradnie! sobota, 22 Czerwiec 2013, godz. 12:48

Kto taki?
Ano, komornik sądowy przy… Sądzie Rejonowym w Wadowicach!

Jednak zanim przejdę do szczegółów muszę dodać, że inspiracją do napisania tego materiału, są nie tylko ostatnie wydarzenia, mające związek tym samym „człowiekiem” (jeżeli człowiekiem można w ogóle go nazwać!), których jednak dzisiaj nie opiszę, bowiem mogą mieć one swój finał przed sądem, tyle tylko, że tym razem nie przed wadowickim i nie tylko oraz materiał Mateusza Klinowskiego, o przebiegu postępowania sądowego, w którym oskarżoną jest sama… Filipiakowa.
Materiał w zasadzie spójny i oddający tę prawdziwą rzeczywistość wadowickiej pseudo sprawiedliwości, opartej wyłącznie o zasadę wspólnych „interesów”… ratusza oraz… wiceprezes Haliny Almertowej!
Brakuje mi jednak w tym materiale takiej „klamry”, zamykającej – tą opisaną, a zarazem trwającą przez lata rzeczywistość – jednoznacznym stwierdzeniem, że zarówno wadowicka Prokuratura jak i tutejszy pseudo sąd, który tak naprawdę sądem wstyd nazwać, to wyłącznie ratuszowy aparat politycznego ucisku ludzi niepokornych wobec gminnej władzy, żywcem wyjęty z systemu obowiązującego we wczesnym okresie PRL-u, w latach 1945-1953!

I uzasadnię postawioną tu tezę na przykładzie jednego tylko procesu sądowego, którego głównym zadaniem było chronienie w majestacie prawa przestępczej działalności komornika sądowego, prowadzącego egzekucję bez prawomocnego tytułu egzekucyjnego, pod nieobecność dłużnika, którego na dodatek… bezczelnie okradł! Jednak nie będzie to szczegółowy scenariusz z tej sprawy, bowiem poniżej znajdziecie Państwo dokumenty, które… mówią same za siebie i nie tylko w całości potwierdzają zarzuty jakie tu postawiłem, ale przede wszystkim ujawniają mechanizm tego właśnie politycznego ucisku, który przywołałem!

Wcześniej jednak dodam, że zdecydowałem się na ten nowy cykl materiałów inspirowany również wypowiedzią prezesa Kaczyńskiego, który winę za ubóstwo i ludzkie tragedie (m.in. liczne ostatnio próby samospalenia się ludzi doprowadzonych do granic wytrzymałości)próbuje z rzucić na rząd Tuska (do którego też nie pałam sympatią), nie widząc choćby właśnie na przykładzie Wadowic, że to jego prawicowa wataha rządzi od lat w tym mieście w sposób jakże czytelnie zdefiniowany w pracach naukowych, w różnego rodzaju charakterystykach mafii, czy to sycylijskiej czy nowojorskiej…

Więc uważam, że mieszkańcy Gminy Wadowice, mają prawo do poznania wszystkich tych mechanizmów zniewolenia szczególnie przed podjęciem decyzji o udziale w referendum, organizowanym właśnie przez Inicjatywę Wolne Wadowice!


A teraz, by krótko wskazać istotę przywołanego wyżej procesu wstydu i łajdactwa, proszę abyście Państwo, analizując opublikowany poniżej materiał z dokumentów, zarówno tych z postępowania przygotowawczego jak i z kolejnych protokołów rozpraw, zwrócili uwagę na fałszywe zeznania nie tylko sprawcy starannie zaplanowanego przestępstwa, ale przede wszystkim świadków uczestniczących w tym przestępczym procederze, którzy m.in. wręcz chyba przywoływali by na pomoc samego Boga aby im uwierzył, kiedy fałszywie zeznawali, że komornik nie wchodził do pokoju, z którego po ich wspólnej wizycie zniknęła mi gotówka przygotowana na opłacenie druku kolejnego numeru wydawanej wówczas gazety?

Czytając kolejne zeznania samego komornika trudno ukryć, że też zaprzeczał, jakoby nawet jeden krok zrobił do tego pokoju, a kiedy łgać dłużej się nie dało, przyznał, że wszedł tam, ale nie podjął się egzekucji, bo… w sposób wręcz „cudownie” oślepiony nie widział przedmiotów, które do takowej egzekucji by się jemu akurat nadawały…
I do tego tematu jeszcze wrócę…

Jednak wcześniej chcę dodać, że do kradzieży doszło 23 lipca 2002 roku, a więc w czasie, kiedy egzekucja komornicza trwała w w tzw. zawieszeniu, decyzją sądu bodaj od stycznia 2002 roku, a komornik został wyznaczony do prowadzenia egzekucji jeszcze nieprawomocnym postanowieniem Sądu, ale dopiero z dnia 09 października 2002 roku!

Wróciłem do domu, chyba koło 20:00 i od Mamy dowiedziałem się, że w mieszkaniu, które zajmowałem wraz z rodziną był… komornik sądowy oraz cała towarzysząca mu świta! Poszedłem więc sprawdzić, co zaplombował, bo podobno „… nic nie wziął”?
Jednak od razu po wejściu do pokoju stwierdziłem, że co prawda nic nie zaplombował, ale… wziął, a w rzeczywistości ukradł!
Całe 5.000,- złotych!


Natychmiast fakt ten zgłosiłem Oficerowi Dyżurnemu KPP w Wadowicach!

I co? Ani Policja, ani „adwokatura” w prokuratorskich togach nie zrobiły nic, aby sprawę kradzieży wyjaśnić, tylko szybciutko sprawę umorzono, żeby złodziejowi otworzyć drogę do oskarżenia mnie o pomówienie i pozbawienie złodzieja zaufania dla jego… „ciężkiej” pracy!
Tu nie powiem, też spieszyli się ogromnie!
Przesłuchali złodzieja i świadków, włącznie z moją Mamą!
I „wywalili” akt oskarżenia, bo…
Przecież zarówno sam złodziej, jak i wszyscy jego „świadkowie” zeznali, że ten złodziej… nie wchodził do tego pokoju!

Tylko, że jeden protokół, ten z przesłuchania komornika przed Sądem, nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż – co sam przyznał – wszedł tam gdzie leżała moja gotówka, na dodatek sam!?

Ale przecież tak „nimogło być”!
Więc łajdacki sędzia, aby nie pierwszy już raz zrealizować roszczeniowy charakter żądań płynących z ratusza i chronić tę przestępczą działalność komornika, dziwnie tego fragmentu jego zeznań… nawet nie zauważył?
Tak jak jego przestępczej działalności nie widziały i nadal nie widzą… ani była prezes tutejszego pseudo sądu – Halina Almertowa, ani obecna – Romana Sołtysek!

Nadto – co już napisałem wyżej – ani ten łajdacki sędzia, ani wymienione wyżej panie Prezeski pseudo Sądu Rejonowego w Wadowicach nie zauważyły, że tamtą – typowo złodziejską – egzekucję, komornik prowadził dniu 23 lipca 2002 roku, na podstawie nieprawomocnego postanowienia Sądu Rejonowego w Wadowicach o wyznaczeniu tegoż komornika jako organu egzekucyjnego tyle, że nieprawomocną jeszcze decyzją, tylko, że dopiero z dnia… 09 października 2002 roku (?)!

A więc przyszedł sobie komornik kraść, prawie o trzy miesiące… za wcześnie!

Dziwnie też, iż pomimo prawnego obowiązku, spoczywającego na łajdackim sądzie i jego Prezesach, od 2006 roku, nigdy sądowego finału nie doczekały się fałszywe zeznania, składane zarówno przez komornika, jak i osoby towarzyszące mu przy tamtej przestępczej egzekucji, jak też sama sprawa kradzieży, do której komornik pośrednio przyznał się podczas tego procesu?

Bo, że przywołane tu zeznania były w całości fałszywe, możecie Państwo jeszcze dzisiaj potwierdzić to sami. I nie tylko poprzez analizę zeznań złożonych przez samego komornika, który w postępowaniu przygotowawczym, pouczony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań twierdził, że do pokoju, z którego ukradł gotówkę nie wchodził, a w postępowaniu sądowym przyznał, że wszedł i to chyba nawet na trzy czy cztery kroki, co przy trzymetrowej długości pokoju od drzwi do ściany, daje nam ponad połowę tej długości!
Zajrzyjcie też do zeznań komorniczego asystenta, który do końca, nawet przed sądem fałszywie przeczył, że komornik do żadnego pokoju nie wchodził, podobnie jak towarzyszący w tej przestępczej, bo prowadzonej podczas sądowego zawieszenia egzekucji – policjanci!

Stąd wyjaśnienia wymaga też rola, jaką w tej sprawie odegrał były Komendant KPP w Wadowicach, udzielając komornikowi policyjnej asysty do czynności przestępczych, nie posiadających uzasadnienia w decyzjach Sądu?!

Odnosząc się jeszcze do przywołanej tu sprawy sądowej, zwróćcie Państwo uwagę, bo trudno tego nie zauważyć, że tak jakoś dziwnie, nawet w kolejności wypowiadanych słów, zeznania komornika, jego asystenta i policjantów pozwalają na domniemanie, że albo składała je jedna i ta sama osoba, albo… uczył fałszywych świadków tych zeznań na pamięć sam sprawca kradzieży!

Trudno też nie stwierdzić, że jedyne prawdziwe zeznania komornika, które złożył przed sądem do protokołu rozprawy w dniu 29 maja 2006 roku, kiedy wręcz przyznał się do kradzieży mojej gotówki, są jednoznacznie zbieżne tylko z zeznaniami mojej Mamy, na której psychicznym gwałtem komornik wymusił wdarcie się zajmowanych przeze mnie pomieszczeń mieszkalnych, pod moją nieobecność, w okresie sądowego zawieszenia egzekucji!
I właśnie tamta, szczególnie sądowa akceptacja komorniczo-sądowego wręcz bandytyzmu sprzed lat, dzisiaj owocuje kolejnymi kryminogennymi działaniami komornika na szkodę moją i członków mojej rodziny, co jednak na obecną chwilę przemilczę z uwagi, że działania te mogą w niedługim czasie być przedmiotem postępowania zarówno sądowego, jak i przed innymi instytucjami, w tym unijnymi.

Dlatego na koniec, dla rzetelnej oceny, polecam Państwu zaledwie kilka z zestawu fotografii – który już na pierwszym etapie postępowania przygotowawczego, wraz z planem rozkładu pomieszczeń mieszkalnych dostarczyłem „prokuraturze” do akt sprawy – z pokoju, z którego podczas komorniczej „wizyty cudownie wyparowało” 5.000,- złotych, ale w którym komornik nie widział przedmiotów, jakie mógłby zająć na poczet prowadzonej egzekucji…

Wcześniej przypomnę, że nie działo się to wczoraj, ale w… 2002 roku!

I dla komornika w tamtym czasie niegodnym uwagi było m.in. pełne, zakupione w październiku 2001 roku (był to prezent od moich najbliższych na imieniny), wyposażenie multimedialne japońskiej firmy Hitachi, z nowym magnetowidem i nową kamerą video włącznie!
Wieża stereo, z kolumnami i zmieniarką płyt audio i mp3, również…
Kilkanaście aparatów fotograficznych, w tym kilka już zabytkowych, kolekcjonerskich oraz na tamte czasy… Canon z najwyższej półki, również nie wywarły na komorniku żadnego wrażenia…
Do tego nieprzydatny do egzekucji był komornikowi mój nowy komputer, dwie nowe drukarki, w tym jedna atramentowa a druga HP laserowa, bez której niemożliwe byłoby wydawanie gazety „Nad SKAWĄ” oraz kilka dni wcześniej kupiony nowy telefon z fax-em…
Podobnie bezwartościowe dla komornika były wiszące na ścianie dzieła sztuki, w tym min. obraz, który kilka dni później sprzedałem za 8.000,- złotych oraz stojące na półkach, obok przywołanych już wyżej aparatów fotograficznych, inne przedmioty zabytkowe, o wysokiej wartości nie tylko kolekcjonerskiej ale i finansowej…
Jak choćby ten uwidoczniony na fotografiach zegar, wyprodukowany w Nowym Jorku 27 kwietnia 1920 roku… Reszty wartościowych przedmiotów nie będę wymieniał, bowiem…

I tak komornik tego wszystkiego nie widział?
Chociaż wedle jego asystenta wszystko musiało tam stać nie wiadomo jak długo, bo przecież wszystko było podobno strasznie zakurzone i wyglądało na… strych czy starą rupieciarnię! – co zresztą chyba widać na fotografiach, wykonanych 23 lipca 2002 roku, około godziny 20:30, bezpośrednio po moim telefonie do Oficera Dyżurnego KPP w Wadowicach!


Mnie to jednak nie dziwi, że… nie widział!

Bo jak komornik miał widzieć wartościowe przedmioty podlegające egzekucji z urzędu, kiedy w kieszeni miał już podpierdolone mi pięć „tysiaków” i musiał szybciutko uciekać przed… moim powrotem do domu?!

Kiedy będziecie czytali kolejne zeznania na pewno zauważycie, bo trudno tego nie zauważyć, że zarówno komornik, jak i jego asystent oraz policyjna „świta” – przydzielona mu w sposób przestępczy, bowiem bez prawomocnego tytułu egzekucyjnego – zgodnie zapewniali, że nawet… żadnej szafki nie otworzył?


Więc spróbujcie sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie – to po co w ogóle wtedy tam przyszedł?


Nie napiszę Wam, co miałem w szafkach, bo i tak już większej części tego nie mam, bowiem sukcesywnie przez te lata je spieniężałem za nie dające się pogardzić pieniądze…

Wszak z czegoś trzeba było przecież żyć, mając niekończące się doświadczenia z rozpasanym i chronionym w majestacie prawa złodziejem…
Co nie oznacza, że pytanie – po co właściwie wówczas przyszedł, nie pozostaje nadal otwarte!

Tak jak pytanie o samochód, który dla zaspokojenia komorniczych egzekucji – m.in. na rzecz Kotarby, Filipiakowej i byłego „Pawlakowego” wiceburmistrza – przekazałem na ręce Prezesa Sądu Rejonowego w Wadowicach w 2006 roku?
Który po prostu też mi… ukradli!

Ale to temat na kolejny materiał z tego nowego cyklu, o ratuszowym aparacie politycznego ucisku ludzi niepokornych wobec gminnej władzy, żywcem wyjętym z systemu obowiązującego we wczesnym okresie PRL-u, w latach 1945-1953!

Jednak to jeszcze nie koniec, bowiem ogłaszam konkurs, w którym na zwycięzcę czeka nagroda niespodzianka!
Oto pytanie konkursowe: jakim wyrokiem zakończyła się sprawa, z której dokumenty tu opublikowałem?

Z postawionymi mi zarzutami zapoznacie się Państwo z treści ostatnich dwóch dokumentów opublikowanych w galerii foto.
W konkursie nie mogą brać udziału wadowiccy „sędziowie”, „prokuratorzy”, „komornik”, a także jego świta oraz „burmistrz” i „radni rady parafialnej”. Obostrzenie nie obejmuje Radnych Rady Miejskiej! Odpowiedzi należy przesyłać na skrzynkę mailową bloga, do 30 czerwca br.
Pierwszego lipca poznamy zwycięzcę i… wyrok wraz z jego żałosnym uzasadnieniem!

 

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT