Wadowice

n/a°C

" ... Największym niebezpieczeństwem jest,
kiedy się człowieka zniewala mówiąc mu jednocześnie
że czyni się go wolnym.
Temu musimy zapobiec." Karol Józef Wojtyła.
scorpion
kontakt wcieniusanpietro.blogspot.com zbyszekjurczak.pl wadowiceonline.pl pałacowy bajkopisarz blog dziadunia obywatel wadowic tatoo-krakow.com inicjatywawadowice.pl wadowickie ciekawostki cedron news
Start » Z kart historii » Uprzejmie proszę…
Uprzejmie proszę… niedziela, 15 Grudzień 2013, godz. 21:49

Dziwne stają się ludzkie upodobania…
Jeden chce dokopać innym, więc zamiast odnosić się bezpośrednio do swoich adwersarzy oraz ich zachowań, zaczyna porównywać… Nie wiem tylko dlaczego ze mną: „… Wasze miejsce niestety jest powoli tam, gdzie już dawno wyląodował Edward Wyroba (mimo że blog Pana Edwarda jest sto razy bardziej wartościowy od waszych schizofrenicznych chórów)” – (pisownia oryginalna)... Tym bardziej nie wiem, bowiem nie czuję się ani pilotem ani kosmonautą, abym gdziekolwiek i kiedykolwiek musiał… lądować (bo podejrzewam, że o to autorowi chodziło?). No chyba, że autor pozazdrościł, iż zostałem – jednym z dwóch pierwszych wadowiczan – członkiem Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP?

Niestety, ten drugi odpowiadając temu pierwszemu nie zachowuje się nic a nic lepiej…
Epatuje niby moją rozpaczą, którą ja nigdy nie emanowałem i roni niby moje „krokodyle łzy”, chociaż ja nie uroniłem ani jednej… Zresztą przeczytajcie sami:
„… Mówisz że blog Edka jest wartościowszy – być może, nie mnie to oceniać – problem w tym że dzisiaj Edward Wyroba jest pozbawionym przez układ środków do życia Emerytem. Przegrał z magistrackimi wszystko co było do przegrania – procesy sądowe, odszkodowania, mandat radnego – wszystko. Edkowi został komornik na plecach”.

Zaniemówiłem…
Wszak od co najmniej 1993 roku, bezinteresownie z niewielką grupką odważnych, którzy chcieli i nadal chcą coś w tym mieście zmienić dla dobra ogółu, jestem z własnego wyboru w miejscu, w którym być powinienem…
Podkreślam – z własnego wyboru!

I nie czuję się pozbawionym, zwłaszcza „… przez układ”, czegokolwiek…
Ba, odnoszę wrażenie, iż nawet zyskałem…
Choćby satysfakcję (ale nie tylko), że od bodaj 16. lat żywię, ubieram i kształcę katolickie dzieci Filipiakowej i Kotarby, na które w formie „alimentów” płacę comiesięczną daninę noszoną tymże w zębach przez złodziejskiego komornika… I nie dlatego złodziejski, że w zębach nosi, ale dlatego, że… z mieszkania kradnie (o czym doskonale wie m.in. jeden z członków IWW, ale nadal skrzętnie fakt ten, potwierdzony protokołem z rozprawy sądowej – ukrywa)!
Czego dziwnie nie zauważył facet w ubrany w łańcuch… Ja naiwny myślałem, że to sędzia, a to był tylko baran na łańcuchu uwiązany… Co jeszcze bardziej mnie rozweseliło! No i dzisiaj, po nocnych wyczynach hakera w Kotarbowej chałupie, mam jedynie wątpliwości, co do tego, czy żywię, ubieram i kształcę naprawdę… Kotarbowe dzieci? Co jednak wcale nie wpływa na pogorszenie mojego samopoczucia – wręcz odwrotnie!

Czy cokolwiek przegrałem?
Też tak nie uważam!
Bo kurewsko sprzecznego z prawem niby sądowego wyroku za przegrany uznać nie można…
Odszkodowania…
Też nie, bo nie występowałem o żadne, chociaż wielu prawników potwierdziło, iż ani jeden ze skazujących mnie wyroków nie miał oparcia w prawie, ale w politycznym samorządowo-prokuratorsko-sądowym układzie…
Zapytacie, dlaczego nie występowałem?

Bo mam swój honor, no i żadnej przyjemności przez kolejne miesiące albo nawet lata, patrzeć na te wstrętne „ryje” siedzące vis a vis mnie w sądowych ławach… A, że czas ich rozliczenia nadejdzie i to wcześniej chyba niż sami się spodziewają – wiem…
Więc wówczas może…
Ale pożyjemy, zobaczymy!

Mandat radnego?
Nie był loterią… Potwierdzał tylko, że Wyborcy mi zaufali, za co jestem im do dzisiaj wdzięczny… I nie mogą mieć do mnie pretensji, że ich nie reprezentuję, bo nie ja się go z rzekłem…
Straciłem go po niby procesie… Karnym… Zainicjowanym moim pytaniem o to, kto uregulował koszty wycieczki Filipiakowej z rodziną i jeszcze paru ratuszowo-kościelnych cwaniaków do Włoch… W którym to procesie żądałem aby facet w łańcuchu przyjął dowód z rachunków, jakie po tej wesołej wycieczce pozostały np. w Domu Pielgrzyma w Rzymie… Bo Filipiakowa, chociaż twierdziła, że zapłaciła sama wyjaśniła, że jeszcze przed złożeniem zawiadomienia w prokuraturze rachunki, które winna załączyć do tegoż zawiadomienia, po prostu wypierdoliła z atlasu samochodowego bo… szykowała się do kolejnej wycieczki (?).

Ale jak napisałem wyżej… Uwiązany na łańcuchu baran nie pojął o co mi chodzi!
Od dawna mam dowody, w tym naocznego świadka, że zapłacił za tamten rodzinny wyjazd Urząd Miejski w Wadowicach, ale też mam Filipiakową i całą resztę tamtej wycieczkowej, mafijnej ferajny w… dupie!
Niech się po katolicku nażreją tym swoim katolicko-kurewkim kłamstwem i tą ich… zachłannością!
Złodziejską zachłannością!

Niestety, nie wszyscy potrafią to zrozumieć…
Pewnie dlatego ten drugi mentor poszedł dalej i zechciał mnie pouczyć twierdzeniem, że „… władzę zmienia się głównie poprzez wygrywanie wyborów a nie sądowe wyroki czy prokuratorskie postępowania”.
Po pierwsze – nie wiem, dlaczego więc tej władzy… jeszcze nie zmienił?
A po drugie… może nie wiedział, że ja wiem to już dosyć dawno, tak jak i to, że tak zmienia się władze każdego szczebla w cywilizowanych krajach.
Zresztą tam władzę, która okrada podatników zmienia się też po prokuratorskich postępowaniach sądowymi wyrokami, czego najlepszym przykładem niech nam będzie jeszcze nie tak dawny premier Włoch!

Ale jak wytłumaczyć to facetowi, który tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia o naszych 20. letnich zmaganiach z układem politycznym w gminie, słowa „złodziej” panicznie boi się wyartykułować, a na dodatek uznając się całą gębą za opozycjonistę twierdzi, że „… ja do emerytury mam jeszcze 28 lat pracy. Mnie po prostu nie stać na przegrywanie procesów i komornika w domu.”.

To znaczy, że uważa, iż my robiliśmy to wszystko, bo… było nas stać!
Nie!
My to robiliśmy i nadal robimy ze świadomością, że bez względu na koszty jakie ponieśliśmy i być może jeszcze poniesiemy, jest to potrzebne zarówno gminie jak i jej mieszkańcom niczym… powietrze!
A także dlatego, że uważamy, iż złodzieja należy nazywać złodziejem, bez względu na układ polityczny, który chroni go przed odpowiedzialnością!

Tym bardziej, iż stanie w rozkroku ma to do siebie, że jak coś dołem przeleci, to może… jaja urwać!
Zaś lukrowanie prawdy – może zemdlić bądź doprowadzić do obstrukcji…

Więc chyba potraficie Państwo zrozumieć, że trudno mi jakoś skojarzyć taką właśnie opozycję inaczej, jak tylko z tą cnotliwą panną, która… bardzo by chciała, ale się boi.

Dlatego Panowie, jeżeli tych jaj Wam jeszcze nie urwało proszę, bądźcie sobie wedle waszego pojęcia tą niby „opozycją”, ale nie wycierajcie sobie swoich gębusi moją skromną osobą… Nawet gloryfikowaniem, którego znikąd nie oczekiwałem i nadal nie oczekuję…

I już tak przy okazji jeszcze jedno…
Nie róbcie z siebie pseudo detektywów i nie powielajcie „odkrywczo” materiałów, z których wiele Pismo Regionalne Ziemi Wadowickiej „Nad SKAWĄ” publikowało – jako pierwsze – już nawet… w 2000 roku!

(scorpion)
NAPISZ DO MNIE: KONTAKT